Od pewnego czasu trwa u mnie całkowity brak weny twórczej.
Zwykle, do pisania, inspirowało mnie
wiele różnych bodźców. Dobra książka, ciekawy artykuł, jakieś wydarzenie, czyjaś
postawa, moje własne przeżycie. W takich sytuacjach różne myśli kłębiły się w
mojej głowie, aż w końcu układały się w sensowną całość, znajdując swoje ujście
w ‘przelaniu na papier’.
Tak się kiedyś mówiło. Teraz kartkę i długopis zastępuje
klawiatura komputera :-).
Wydaje mi się, że znam powody tego stanu. Dużo ostatnio
zajmuję się sprawami bardzo przyziemnymi. Potrzebnymi i ważnymi, ale zabierającymi
mi wiele czasu. A też męczącymi fizycznie i umysłowo. W takich warunkach trudno
jest więc wydobyć z siebie jakieś głębsze duchowe przemyślenia.
Od dawna czuję, że potrzebuję odpoczynku. Potrzebuję czasu,
aby oderwać się od obowiązków i odpowiedzialności. Usiąść i zaczerpnąć wreszcie
głębokiego duchowego oddechu. Przyznaję, od dłuższego czasu wzdycham do Boga o
taki odpoczynek. Bo to nie jest potrzeba ostatnich tygodni. Raczej wielu
miesięcy. Miałam nawet dwa pewne konkretne pomysły na taki odpoczynek.
Niestety, obydwa nie wypaliły… Poczułam
się zawiedziona i rozczarowana. Smutek wypełnił moje serce. Myślałam sobie: „Przecież to nie był zwykły kaprys! To były
dwie wspaniałe konferencje dla kobiet. Po to zostały zorganizowane, aby setki
kobiet mogły w nich uczestniczyć. Dlaczego mi nie było to dane?!”
Byłam bliska pogrążenia się w żalu i goryczy. Tylko rozsądek
podpowiadał mi, że tak nie należy, że nie warto, bo raczej nie zmieni to mojej
sytuacji na lepsze. I, jak zwykle w
takich sytuacjach, z pomocą przyszło mi Słowo Boże. W Liście do Filipian 4:11-12 apostoł Paweł pisze: „A nie mówię tego z powodu niedostatku
(ja cierpiałam na niedostatek duchowego odpoczynku), bo nauczyłem się przestawać na tym, co mam. Umiem się ograniczyć,
umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być
nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek”.
Od razu na myśl przyszły mi przeczytane kiedyś słowa: Zadowolenie sprawia wewnętrzny spokój serca, które poddaje się Bogu we
wszystkich okolicznościach. Zadowolenie jest cechą opanowanego ludzkiego ducha,
który po prostu opiera się na Jezusie. Zadowolenie bierze się z wielu wielkich
i małych aktów akceptacji różnych sytuacji w naszym życiu. Mówi się też, że jeśli życie nie
jest takie, jakie lubisz, to polub je takim, jakie jest.
Postanowiłam więc wziąć się w garść i spokojnie czekać na to, co
Bóg ma dla mnie. To nie jest tak, jakbym czekała, aby „powiększył On moje granice",
jak u Jabeza, i rozwinął moje duchowe terytorium (I Kronik 4:10). Nie. Będę po
prostu zadowolona i szczęśliwa, jeśli Bóg uczyni moje serce bardziej otwarte na
to, abym - niezależnie od okoliczności - mogła przyjąć od Niego więcej Jego pokoju i radości.


