wtorek, 22 października 2013

Doświadczenie pustyni

Od pewnego czasu trwa u mnie całkowity brak weny twórczej. Zwykle, do pisania, inspirowało mnie wiele różnych bodźców. Dobra książka, ciekawy artykuł, jakieś wydarzenie, czyjaś postawa, moje własne przeżycie. W takich sytuacjach różne myśli kłębiły się w mojej głowie, aż w końcu układały się w sensowną całość, znajdując swoje ujście w ‘przelaniu na papier’.
Tak się kiedyś mówiło. Teraz kartkę i długopis zastępuje klawiatura komputera :-).

Wydaje mi się, że znam powody tego stanu. Dużo ostatnio zajmuję się sprawami bardzo przyziemnymi. Potrzebnymi i ważnymi, ale zabierającymi mi wiele czasu. A też męczącymi fizycznie i umysłowo. W takich warunkach trudno jest więc wydobyć z siebie jakieś głębsze duchowe przemyślenia.

Od dawna czuję, że potrzebuję odpoczynku. Potrzebuję czasu, aby oderwać się od obowiązków i odpowiedzialności. Usiąść i zaczerpnąć wreszcie głębokiego duchowego oddechu. Przyznaję, od dłuższego czasu wzdycham do Boga o taki odpoczynek. Bo to nie jest potrzeba ostatnich tygodni. Raczej wielu miesięcy. Miałam nawet dwa pewne konkretne pomysły na taki odpoczynek. Niestety, obydwa nie wypaliły…  Poczułam się zawiedziona i rozczarowana. Smutek wypełnił moje serce. Myślałam sobie: „Przecież to nie był zwykły kaprys! To były dwie wspaniałe konferencje dla kobiet. Po to zostały zorganizowane, aby setki kobiet mogły w nich uczestniczyć. Dlaczego mi nie było to dane?!”

Byłam bliska pogrążenia się w żalu i goryczy. Tylko rozsądek podpowiadał mi, że tak nie należy, że nie warto, bo raczej nie zmieni to mojej sytuacji na lepsze. I, jak zwykle w takich sytuacjach, z pomocą przyszło mi Słowo Boże.  W Liście do Filipian 4:11-12 apostoł Paweł pisze: „A nie mówię tego z powodu niedostatku (ja cierpiałam na niedostatek duchowego odpoczynku), bo nauczyłem się przestawać na tym, co mam. Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek”.

Od razu na myśl przyszły mi  przeczytane kiedyś słowa: Zadowolenie sprawia wewnętrzny spokój serca, które poddaje się Bogu we wszystkich okolicznościach. Zadowolenie jest cechą opanowanego ludzkiego ducha, który po prostu opiera się na Jezusie. Zadowolenie bierze się z wielu wielkich i małych aktów akceptacji różnych sytuacji w naszym życiu. Mówi się też, że jeśli życie nie jest takie, jakie lubisz, to polub je takim, jakie jest.

Postanowiłam więc wziąć się w garść i spokojnie czekać na to, co Bóg ma dla mnie. To nie jest tak, jakbym czekała, aby powiększył On moje granice", jak u Jabeza, i rozwinął moje duchowe terytorium (I Kronik 4:10). Nie. Będę po prostu zadowolona i szczęśliwa, jeśli Bóg uczyni moje serce bardziej otwarte na to, abym - niezależnie od okoliczności - mogła  przyjąć od Niego więcej Jego pokoju i radości.

A marzenie o uczestniczeniu w konferencji dla kobiet? Spełnia się. Za niecały miesiąc właśnie na taką konferencję jadę…




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.