poniedziałek, 3 czerwca 2019

Kącik dobrej książki

Dokonując wyboru książek do bieżącego numeru biuletynu, celowo powróciłam do wydarzeń, które miały miejsce w 1956 roku, w dżungli na terenach Ekwadoru. W bestialski sposób zostało tam zamordowanych, przez dzikie plemię Auca, pięciu misjonarzy. Zbrodnia ta wstrząsnęła całym światem, zarazem poruszając serca wielu do oddania się służbie misyjnej. Wdowy i bliscy zamordowanych w pierwszej kolejności pokazali, czym jest prawdziwe oddanie Bożej sprawie i, że przebaczyć można wszystko, jeżeli tylko podejmie się taką decyzję.
Poniższe książki są autorstwa Elisabeth Elliot, wdowy po zabitym Jimie Elliocie. Zachęcam do ich przeczytania. Pomimo tego, że krążą wokół tych samych wydarzeń, to nie są takie same. Pozwalają zobaczyć wydarzenia z wielu perspektyw i wielowątkowo, uwypuklając to, co najważniejsze - oddanie się Bogu za wszelką cenę. A cena była wysoka.

Elisabeth Elliot, W cieniu Wszechmogącego, Wydawnictwo „Słowo i Życie”, Warszawa 1991
Nie pamiętam, ile już razy przeczytałam tę książkę, która, w istocie, nie jest spisaną historią jej bohatera - Jima Elliota. Jest ona zbiorem fragmentów jego listów i pamiętnika, zgrabnie zebranym przez jego żonę i poprowadzonym ciekawą narracją. Pamiętam, natomiast, że wróciłam do niej w 2004 roku, po powrocie z miesięcznej szkoły biblijnej, gdzie jeden z nauczycieli oparł swój wykład na najsłynniejszych chyba słowach Jima Elliota: Nie jest głupcem ten, kto oddaje coś, czego nie może zatrzymać, aby zyskać to, czego nie może utracić. Rzeczywiście, są to bardzo dojrzałe słowa w ustach 22 latka. Jednak w mojej książce jest pozakreślanych wiele innych jego głębokich myśli. Czytając ją teraz po raz n-ty, ze smutkiem myślałam o żyjącym współcześnie pokoleniu młodych ludzi „Y” i „Z” - czy byliby w stanie przebrnąć przez głębię jego myśli, zanurzać się w Słowie Bożym tak jak on, żałować traconego w sposób bezwartościowy czasu, żyć w bojaźni przed obliczem Boga, pragnąc tylko jednego - być w Jego powołaniu, będąc jednocześnie gotowym na oddanie Bogu tego, co najcenniejsze - własnego życia? Wielokrotnie zastanawiałam się, kim byłby Jim Elliot, gdyby dane mu było dożyć do sędziwych lat? Kim byłby człowiek, który na kilka lat przed swoją śmiercią modlił się tak: Ojcze, weź moje życie, tak, moją krew, jeżeli chcesz i niech Twój wszechobejmujący ogień je strawi. Nie będę go oszczędzał, ponieważ nie jest moje. Weź to, Ojcze, weź to wszystko. Wylej moją krew jako ofiarę za ten świat. Krew ma wartość tylko wtedy, kiedy przelewa się na Twoim ołtarzu...? Niesamowicie prorocze były to słowa. I skąd u tak młodego, zdrowego, wesołego i wysportowanego mężczyzny takie myśli i pragnienia? Wierzę, że lektura tej książki pomoże Wam znaleźć odpowiedź na to i inne pytania.

Elisabeth Elliot, Przez bramy nieba, Pojednanie, Lublin 2009
Jakie to niesamowite, kolejna książka Elisabeth Elliot powstała w oparciu o osobiste wspomnienia, a też dzięki zebranym listom, zapiskom w prywatnych kalendarzach i w innych pismach. Udział w jej powstaniu miały wdowy po zamordowanych misjonarzach, które dostarczyły autorce niezbędnych materiałów.
Dla mnie jest to ogromnym fenomenem, że wszyscy Ci młodzi mężczyźni bardzo serio podchodzili do pisania swoich pamiętników (może było to rzeczą normalną w tamtych czasach), zapisując w nich nie tylko codzienne czynności związane ze swoją służbą oraz swoje zamierzenia i plany,  ale przede wszystkim szczerze wylewali na papier pragnienia swojego serca. Czytając te zapiski poznajemy ich głęboką dojrzałość duchową, silną wiarę i gotowość do bezgranicznego poświęcenia.  
Pete Fleming: Gorąco pragnę dotrzeć do Auca, jeżeli Bóg da mi zaszczyt głoszenia swojego Imienia pośród nich. (...) Chętnie oddałbym życie dla tego plemienia, jeżeli tylko mógłbym zobaczyć zgromadzenie tych dumnych, sprytnych, bystrych ludzi wokół stołu dla uczczenia Syna - z radością, z radością, z radością! Czegóż więcej można chcieć od życia?
Ed McCully napisał: Mam to jedno pragnienie - prowadzić życie całkowicie oddane Panu, wkładając w to całą moją energię i siłę. Może On pośle mnie do jakiegoś miejsca, gdzie imię Jezusa Chrystusa nie jest jeszcze znane? Jim, trzymam Pana za jego słowo, ufam Mu, że spełni swoje Słowo. Jest to tak, jakbym stawiał wszystko na jedną kartę, ale już złożyliśmy w Nim swoje zaufanie dla zbawienia, dlaczego więc nie mielibyśmy zrobić tego w sprawie naszego życia?
Nate Saint: Troszczę się o bezpieczeństwo, ale to nie odciąga mnie od służby dla Boga. Przy każdym starcie jestem gotowy oddać moje życie Bogu.
Jakże niesamowicie brzmią ich słowa!
Zachęcam do przeczytania tej poruszającej historii o wielkim pragnieniu dotarcia z Ewangelią do tych, którzy jeszcze jej nie słyszeli, o próbach nawiązania kontaktu z powietrza (samolot) z dzikim plemieniem Auca, o przygotowaniach do wielkiego spotkania i dramatycznych wydarzeniach w dżungli, których szczegółów jeszcze na tym etapie nie poznamy, o postawach tych, którzy pozostali brutalnie osieroceni (wdowy, dzieci, przyjaciele...).

Elisabeth Elliot, Dzikus, mój brat, Pojednanie, Lublin 2010
Tytuł angielski tej książki brzmi The Savage My Kinsman - Słowo Kinsman można przetłumaczyć jako ‘pobratymiec’. Natomiast tłumaczenie słowa Savage ma więcej znaczeń: dzikus, brutal, zły, dziki, wściekły, straszny, okrutny, brutalny, potworny, bezlitosny, gwałtowny.
Trzy lata po okrutnym morderstwie swojego męża, Elisabeth Elliot wraz ze swoją kilkuletnią córeczką wraca do dżungli i zamieszkuje wśród ludu Auca. Towarzyszy jej siostra zamordowanego Nate Sainta - Rachel.
Elisabeth Elliot szczegółowo opisuje spędzone pośród Auca dwa lata swojego życia. Jest to historia pełnej miłości i oddania służbie misyjnej/ewangelizacyjnej i tłumaczeniowej, która nie byłaby możliwa bez przebaczenia. Cóż za niesamowite świadectwo chrześcijańskiej dojrzałości, posłuszeństwa Bogu i miłości do tych, których nie można było określić mianem bliźnich lecz raczej jako nieprzyjaciół. A Jezus przecież nakazał nam miłować wrogów naszych. To właśnie taka bezwarunkowa miłość i przebaczenie sprawiły, że dzikus stał się bratem.
(Takiej postawy bezgranicznego przebaczenia mogliśmy się uczyć również od Corrie ten Boom.)
Gorąco zachęcam do poznania tej historii, w której nie brakuje wzruszających a też humorystycznych momentów.   

***

Napisane na zamówienie Biuletynu "Idźcie". 
Inne książki dotyczące tych samych wydarzeń - zaprezentowane we wcześniejszych numerach biuletynu:

Janet i Geoff Benge  –  Rachel Saint - Gwiazda w dżungli (biuletyn nr 69)
Steve Saint  –  Ostrzem włóczni  (biuletyn nr 69) - polecam film oparty na tej historii: Ostrze włóczni (dostępny na DVD)
Frank i Marie Drown  –  Misja wśród łowców głów (biuletyn nr 74) (Frank Drown uczestniczył w akcji poszukiwawczej ciał zamordowanych misjonarzy.)
Janet i Geoff Benge  –  Nate Saint - Skrzydłem i modlitwą (biuletyn nr 77)
Janet i Geoff Benge  –  Jim Elliot - Jeden wielki cel  (biuletyn nr 77)
Janet i Geoff Benge  –  Elisabeth Elliot - Radość w uległości (biuletyn nr 77)







poniedziałek, 13 maja 2019

Gdzie jest moja Mama?

Kilka dni temu, dokładnie 11 maja, minął miesiąc od śmierci mojej mamy. Dożyła pięknego wieku, prawie 92 lat. Przekroczyła biblijne 70-80 z nawiązką. W psalmie 90 w. 10 czytamy Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt, a gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt; a to, co się ich chlubą wydaje, to tylko trud i znój, gdyż chyżo mijają, a my odlatujemy. Można powiedzieć, że 91 lat to stan, który można określić mianem sytości lat. Tak, jak to czytamy o  Abrahamie, który dożył (bagatela) 175 lat: I opadł z sił, i umarł w pięknej starości, sędziwy i syty dni, i został przyłączony do przodków swoich (I Ks. Mojżeszowa 25:8). Czy o Izaaku, który dożył 180 lat: Potem Izaak opadł z sił i umarł, i został przyłączony do przodków swoich, sędziwy i syty dni (I Ks. Mojżeszowa 35:29). Biblia wspomina o sytości dni jeszcze przy innych postaciach.
Moja Mama też opadła z sił. I choć umysł funkcjonował doskonale, organizm wydawał się być jeszcze silny i tylko nogi jej nosić nie chciały, to ostatnie 3,5 miesiąca życia już tylko leżała, odmawiając, wciąż głośnym głosem i stanowczym tonem, wszelkim propozycjom jej uaktywnienia. Odeszła niespodziewanie, spokojnie, o poranku, we śnie...

Kiedy dane było nam (mi i mojej siostrze Dorocie) po raz ostatni oglądać spokojne oblicze naszej Mamy, rzeczywiście, jakby we śnie; pogłaskać po dłoniach, policzku, włosach - moja siostra nagle powiedziała „Mamy już tutaj nie ma”. I miała rację. Tu na ziemi pozostało tylko ciało. Jej dusza i duch znalazły się już w innej rzeczywistości. Jako ludzie mamy tendencję, aby skupiać się głównie na ciele, jakby to ono miało żyć wiecznie. Teraz, jeśli ktoś nie ćwiczy, nie biega, nie przestrzega którejś z topowych diet, nie je kiełków i nie stosuje detoksu - tak naprawdę „nie żyje”. Nam, ludziom, po prostu wydaje się, że jesteśmy ciałem z duszą i może też trochę... duchem. (Często myląc przy tym duchowość z duszewnością.) W rzeczywistości jest zupełnie inaczej - jesteśmy duszą z ciałem, w którym też przebywa nieożywiony, bądź ożywiony duch. Biblia określa nas jako martwych duchowo, jeśli żyjemy bez Boga i ożywionymi duchowo, jeśli poddajemy nasze życie Bogu. Dla wielu to może brzmieć bardzo dziwnie, ale w rzeczywistości jest to prosty, nieskompilowany biblijny opis człowieka. (Ostatnio określany mianem holistycznego - holistyczne (gr. holos znaczy całość) spojrzenie na istotę ludzką polega na widzeniu człowieka jako niepodzielnej całości, która składa się równocześnie z pierwiastka fizycznego, umysłowego i duchowego. Pomiędzy tymi sferami istnieje ścisła zależność. I tak oto człowiek odkrył to, o czym Biblia pisze od zarania dziejów ;-)) 

A zatem, skoro mojej Mamy już tutaj nie ma, to gdzie ona jest? Nie zamierzam tutaj roztrząsać różnych koncepcji eschatologicznych, odpowiadających na pytanie, co się dzieje z człowiekiem po jego śmierci. Uchwyciłam się i zamierzam się skupić na kilku najpiękniejszych fragmentach Pisma Świętego, które tchną we mnie nadzieję i utwierdzają moją wiarę.

Pierwszy fragment, to słowa Jezusa skierowane do jednego ze złoczyńców, ukrzyżowanych po Jego lewicy i prawicy. I rzekł (jeden z nich): Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego. I rzekł mu (Jezus): Zaprawdę powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju (Ew. Łukasza 23:42-43). 

Drugi fragment pochodzi z  Ewangelii Jana 14:1-3: Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i  we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli.

I mój ulubiony opis naszej pozaziemskiej rzeczywistości (Objawienie Jana 21:1-4): I widziałem nowe niebo i nową ziemię; albowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. I widziałem miasto święte, nowe Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, przygotowane jak przyozdobiona oblubienica dla męża swego. I usłyszałem donośny głos z tronu mówiący: Oto przybytek Boga między ludźmi! I będzie mieszkał z nimi, a oni będą ludem jego, a sam Bóg będzie z nimi. I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie; albowiem pierwsze rzeczy przeminęły.

Od razu na myśl przychodzą mi piękne słowa piosenki Janusza Bigdy:

Jak jest cudowny Ojca dom?
Dzisiaj jeszcze tego nie wiem,
ale w słowa Jego wierzę.
Chcę, kiedyś z Tobą mieszkać tam
i oglądać nowe niebo,
nową ziemię, wszystko nowe tak...
Cóż na ziemi robić mam?
Będę modlił się do Ciebie,
będę myślał wciąż o Tobie, Jezu.
Chcę tak, jak drzewo owoc dać,
owoc miły Tobie, Panie,
by uwielbić Twoje Imię tak...
Tylko dotrzeć tam,
tylko wytrwać w Nim.
Z wiarą w końcu dni
znalezionym być.

Dzień po śmierci Mamy oglądałam z przyjaciółmi  film pt. „Dotknij nieba”. Film opowiada prawdziwą historię życia Barta Millarda - muzyka i autora jednej z najpiękniejszych pieśni chrześcijańskich. Bart, porzucony przez matkę, doświadczył bardzo trudnego dzieciństwa u boku przemocowego i uzależnionego ojca. Wszystko zmieniło się w chwili, kiedy jego ojciec w pełni świadomie powierzył swoje życie Bogu i całkowicie zmienił też swoje postępowanie względem syna. Tekst piosenki powstał już po śmierci ojca i dla niego.  Kiedy w finałowych scenach filmu Bart po raz pierwszy publicznie śpiewa ze sceny swoją piosenkę i wydaje mu się, że audytorium jest puste i przed sobą widzi tylko uśmiechającego się ojca, rozpłakałam się. Ta piosenka - „I can only imagine” - w tym momencie była moją piosenką. Próbowałam sobie jedynie wyobrazić, czego doświadczyła moja Mama po przejściu na drugą stronę. 

Słowa tej piosenki są wyjątkowo piękne. Wykorzystuję tu tłumaczenie znalezione w Internecie, z kilkoma moimi poprawkami:

Mogę sobie tylko wyobrażać, jak to będzie, 
jak już idę tuż przy Tobie.
Mogę sobie tylko wyobrażać, co zobaczą moje oczy,
kiedy Twoja twarz jest tuż przede mną.
Mogę sobie tylko wyobrażać,
mogę sobie tylko wyobrażać... 

Gdy otoczy mnie Twa chwała,
co poczuje serce me?
Czy zatańczę Tobie, Jezu,
czy zastygnę w zachwycie ? 
Będę stać w Twej obecności,
albo padnę na kolana?
Czy zaśpiewam „Alleluja”,
albo słów zabraknie mi? 
Mogę sobie tylko wyobrażać,
mogę sobie tylko wyobrażać...

Mogę sobie tylko wyobrażać, kiedy nadejdzie ten dzień
kiedy odnajdę w Synu samego siebie.
Mogę sobie tylko wyobrażać, że wszystko, co będę robić,
to wiecznie Cię wielbić. Wiecznie wielbić Ciebie.
Mogę sobie tylko wyobrażać,
mogę sobie tylko wyobrażać...

Podczas oglądania filmu, pomyślałam sobie o mojej Mamie. Mama zawsze modliła się głośno. O poranku i z wieczora z jej pokoju docierały do mnie głośnie, wyraźne słowa jej modlitwy. Modlitwa i czytanie Biblii - to była jej codzienność. Pierwsza czynność o poranku. Przed moimi załzawionymi oczami stanął mi pewien jej obraz, wspomnienie. Jest wczesny, słoneczny poranek. Zza okna dociera do mnie głośna, przepełniona wzruszeniem modlitwa mojej Mamy. Widzę ją spacerującą po ogrodzie - wśród swoich różnorodnych, pięknych kwiatów - uwielbiającą Boga. Taka była jej codzienność od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Kiedyś mój szwagier utrwalił „na kliszy aparatu” postać Mamy pośród dalii, które były jej ukochanymi kwiatami. Jest to moje ulubione zdjęcie mojej Mamy. I kiedy wyobrażam sobie, jak jej teraz jest, to widzę ją tam, w tej Bożej rzeczywistości, tak szczęśliwą, jak jest szczęśliwa na tym zdjęciu. Może Bóg, specjalnie dla niej, zasadził w nowym Jeruzalem dalie? A jeśli ogląda tam coś zupełnie innego - coś, czego oko nie widziało - to jestem przekonana, że chwali Boga tak samo głośno i tak samo szczerze, jak to robiła za życia.

Nie jest moją intencją idealizowanie Mamy. Nikt nie jest ideałem. Czasem nasze relacje bywały szorstkie. Czasem padały niepotrzebne słowa. Czasem, po prostu się nie rozumiałyśmy. Teraz to już nie ma znaczenia...
Chcę pielęgnować we wspomnieniach te chwile, które spędzałam z nią w ostatnich latach jej życia. Podczas moich u niej odwiedzin. Dużo rozmawiałyśmy, wspominałyśmy. Cieszę się, że udało mi się uzupełnić książkę dla wnuków „Opowiedz mi, Babciu” z jej udziałem i jej pomocą przy rozdziałach o dziadkach i pradziadkach. W innych rozdziałach miałam też możliwość napisać o tym, jak ją wspominam i widzę. Przywoływałam wtedy te najpiękniejsze i najlepsze chwile.

Po pogrzebie obejrzałam wiele jej zdjęć, z czasów, kiedy mieszkała w swoim ukochanym domku na górce w Jeżowie. Te zdjęcia pozwolą mi zapamiętać ją uśmiechniętą, figlarną, zadziorną i niewątpliwie szczęśliwą.

Do zobaczenia, Mamo!

***
Zachęcam do posłuchania:
Jak jest cudowny Ojca dom - KLIKNIJ.
I can only imagine - KLIKNIJ.





poniedziałek, 18 marca 2019

Kącik dobrej książki

Z moich zapisanych plików wynika, że jest to mój 23 ‘odcinek’  recenzji misyjnych. Licząc średnio 3-4 książki na każdą recenzję, zaprezentowałam Wam już ponad 70 książek. Przeglądając swoje półki i śledząc nieliczne propozycje wydawnicze w tym temacie, zastanawiam się, na jak długo wystarczy mi zasobów. Aktualnie z mojej kolekcji pozostało mi zaledwie kilka tytułów - mniej niż 10. Już zaczęłam się martwić, ale nie na długo. Właśnie czekam na realizację pewnego zamówienia - za kilka dni dotrze do mnie przesyłka z trzema kolejnymi książkami. Uff...
A o oto propozycje bieżącego numeru.

Ruth A. Tucker, awni i nieznani, Wydawnictwo Vocatio, Warszawa 1995
Jeśli ktoś nie lubi dużo czytać - nie tylko książek, ale dostępnych w Internecie informacji o tematyce misyjnej, a chciałby dowiedzieć się jak najwięcej na temat misji, to proponuję właśnie tę książkę.
Jest to historia misji w pigułce. O ile sobie dobrze przypominam, to była moja pierwsza książka o tej tematyce, jaką przeczytałam. Zainspirowała mnie ona do dwóch rzeczy. Pierwsza, z której teraz pokutuję ;-), to napisanie krótkiego tekstu „Dziś prawdziwych misjonarzy już nie ma”, będącego oceną działań misyjnych, jakie rozwinęły się w Polsce po przemianach ustrojowych, kiedy to Polska stała się terenem działań różnych zachodnich misji. Druga rzecz - będąc odpowiedzialną za pracę młodzieżową w naszej wspólnocie, poprosiłam grupę młodych ludzi o przygotowanie na spotkania serii referatów o życiu i służbie najbardziej zasłużonych misjonarzy. Zrobili to doskonale.
Co takiego szczególnego jest w tej książce? Otóż, nie prezentuje ona tylko znane postaci z historii misji, przywołując te nazwiska, które już wcześniej na łamach biuletynu przedstawiałam. Autorka książki Sławni i nieznani - niezwykłe postaci z historii misji w bardzo ciekawy i przystępny sposób przedstawia historię misji od jej zarania, czyli aż od czasów apostolskich. Z lektury książki dowiadujemy się o rozwoju misji w imperium rzymskim, o pierwszych misjach katolickich, o początkach misji protestanckich. Czytamy o historii misji w Ameryce Północnej, Azji Środkowej, Czarnej Afryce, na Dalekim Wschodzie, na Wyspach Pacyfiku. Dowiadujemy się o udziale kobiet w pracy misyjnej, o zaangażowaniu studentów wolontariuszy. Poznajemy początki misyjnych specjalizacji takich jak: misje medyczne, tłumaczenie i lingwistyka, radio i nagrania, lotnictwo misyjne.
Co jest w tym cenne? Od wydania tej książki w USA minęło 26 lat. Praca misyjna trwa i rozwija się. Swoim zasięgiem obejmuje coraz dalsze i ukryte zakątki ziemi. Narzędziami misyjnymi stały się: filmy, telewizja, przekazy satelitarne, komputery. Może ktoś napisze kolejną książkę o rozwoju misji w XXI wieku.

C. Peter Wagner & Joseph S. McCullough, Kondor dżungli, Słowo Prawdy, Warszawa 1984
Bohater tej książki Walter (Wally) Herron urodzony w Australii żył w latach 1910-1964. Ponad dwadzieścia lat swojego życia spędził w Ameryce Południowej, w Boliwii. Za swoje zasługi na rzecz tego kraju i jego mieszkańców otrzymał zaszczytny Order Kondora Andów, chociaż swoim samolotem latał tam, gdzie nie zapuszczał się żaden kondor.
Zastanawiałam się, czy potrafię lepiej przedstawić jego sylwetkę niż zrobili to autorzy książki. I stwierdziłam, że nie.
Niech te dwa fragmenty stanowią dla Was zachętę, aby poznać historię życia i służby tego wyjątkowego człowieka.
„Był on autentycznym bohaterem misyjnym, gorliwym pionierem, fascynującą, oddaną Bogu osobowością. Prócz tego, że był pierwszym misjonarzem, który zastosował w swojej pracy regularną komunikację samolotową, był też tym, który w porozumieniu z rządem Boliwii założył leprozorium w Tane (kolonia dla trędowatych). Był zarówno człowiekiem modlitwy i poświęcenia, jak też żywego reagowania i działania”.
„Sylwetka jego połyskującego w górze samolotu była zwiastunem radości dla smutnych i samotnych, bo dostarczał im listy od przyjaciół; była nadzieją dla chorych, bo miał przy sobie potrzebne lekarstwa lub zabierał ich ze sobą do szpitala; była wybawieniem dla duchowo przygnębionych, bo zawsze miał poselstwo od Zbawiciela, które niestrudzenie głosił ze swojej dużej i wyraźnie przyniszczonej Biblii”.
Czyż nie piękna postać? Zachęcam do przeczytania „Kondora dżungli”.

Eileen Lantry, Na skrzydłach wiary, Wydawnictwo Orionplus, Radom 2014
Na skrzydłach wiary to historia misjonarza, który wierzył, że Bóg nie zna żadnych ograniczeń.
Jest to współczesna historia misyjna, która opowiada o cudach, jaki doświadcza David Gates wraz ze swoją żoną Becky. W opowieści tej nie brakuje elementów dramatycznych i humorystycznych, z których wynika, że Bóg potrafi bardzo dynamicznie pisać scenariusze dla ludzkiego życia. A na pewno może doświadczyć tego człowiek, który gorliwie podąża tam, gdzie Bóg go posyła i prowadzi. Takim człowiekiem bez wątpienia jest David Gates.
David Gates jest synem misjonarzy, wyświęconym pastorem Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. David jest człowiekiem wszechstronnym wyszkolonym w dziedzinie pielęgniarstwa, inżynierii oprogramowania i administracji biznesowej. Jest także profesjonalnym pilotem i mechanikiem lotniczym. Służył jako misjonarz w wielu krajach, w tym w Peru, Meksyku, Gujanie, Trynidadzie i Tobago oraz Wenezueli. Książka swoim zakresem obejmuje służbę Davida od jej początków do roku 2001 r.
David w 2000 roku założył Gospel Ministries International, aby rozwijać lotnictwo medyczne i zarządzać edukacją oraz projektami nadawczymi (telewizyjnymi) na całym świecie. Jako mówca, David komunikuje swoje zaufanie do Boga i pasję do wolontariatu na pierwszej linii pracy misyjnej.
Gorąco polecam.

***
Ponieważ książki „Kondor dżungli” i „Na skrzydłach wiary” opisują dziedzinę lotnictwa misyjnego, chciałam przypomnieć opisane już wcześniej tytuły, również związane z lotnictwem misyjnym.
Janet i Geoff Benge  –  Nate Saint - Skrzydłem i modlitwą (biuletyn nr 77)

Napisane na zamówienie Biuletynu "Idźcie".