sobota, 19 października 2019

Kącik dobrej książki

Bardzo lubię czytać książki i oglądać filmy opowiadające prawdziwe historie. Na swoim koncie mam przeczytanych kilka książek o bohaterskich kobietach, bohaterskich matkach. Ich bohaterstwo życiowe objawia się walką z własną chorobą lub chorobą dziecka. Smutne, że w większości tych trudnych historii ojcowie są przeważnie wielkimi nieobecnymi. Jednak, w niektórych historiach, zdarzają się też bohaterscy mężowie.
Książki, które przedstawiam teraz, są podobnego kalibru, co opisane wcześniej (linki podam poniżej). Te prawdziwe historie chwytają za serce, budzą podziw i zwyczajnie wyciskają z oczu łzy.


Matki mężne czy szalone, Marta Dzbeńska-Karpińska, Centrum Myśli Jana Pawła II, Warszawa 2012 r.

Już sam tytuł mówi, że nie będzie to książka o tuzinkowych kobietach. Matki mają wiele szlachetnych cech i zadań. Już szanujemy je za to, że są, jakie są i co robią. Jednak nie każdą matkę można nazwać mężną (choć każda kobieta może być dzielna, jak to sugeruje Salomon w swoich Przypowieściach w 31 r.) i szaloną. Na takie określenie trzeba sobie zasłużyć.
Czym zasłużyły sobie, na określenie ich mężnymi i szalonymi, kobiety przedstawione przez autorkę? W tym wydaniu przedstawione są 22 kobiety (kiedy to piszę wiem już o drugim wydaniu książki poszerzonym o kolejne historie). Jedna grupa kobiet to kobiety, które urodziły dziecko z narażeniem zdrowia lub życia, bo zachorowały w trakcie istniejącej ciąży lub zaszły w nieplanowaną ciążę już będąc ciężko chorymi. Druga grupa kobiet to kobiety, które świadomie podjęły ryzyko zajścia w ciążę i urodzenia dziecka, pomimo istniejącej choroby.
Męstwo tych kobiet objawiało się w podjęciu przez nie ryzyka utraty własnego życia. Szaleństwem autorka określa miłość, która wbrew wszystkiemu gotowa była dać nowe życie. Spełnić się w macierzyństwie. Niektóre bohaterki podjęły takie ryzyko kilkakrotnie.
Dodatkowym atutem tej poruszającej opowieści o odwadze, miłości, nadziei i zwycięstwie życia są zdjęcia bohaterek i ich rodzin. Zdjęcia wykonała autorka książki.

Żeby umarło przede mną, Jacek Hołub, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018 r.

Są to opowieści piątki matek niepełnosprawnych dzieci.
Kiedy dowiedziałam się o istnieniu tej książki, natychmiast postanowiłam ją kupić. Czytam takie książki, ponieważ dramatyczne losy ich bohaterów uczą mnie pokory (po takiej lekturze długo nie ośmielam się narzekać na swój los) i wdzięczności (za wszelkie dobro jakie mnie w życiu spotyka).
Jest to pięć przejmujących, bolesnych historii matek skazanych na swoisty rodzaj dożywocia - opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem, wtedy, kiedy podejmuje się decyzję, że nigdy się takiego dziecka nie odda do specjalistycznego zakładu; albo po prostu nie ma ku temu możliwości.  
Są to historie o samotności matek, pozostawionych na polu walki przez mężów; o beznadziei, o znieczulicy, o samotności, o braku właściwej opieki medycznej, o braku finansów, o utracie zdrowia i sił fizycznych. I wreszcie o wyznawanym lub skrywanym pragnieniu, aby jej ukochane dziecko zmarło przed nią.
Ta książka to przekaz przeżyć, myśli, uczuć i bólu jakie towarzyszą rodzicom niepełnosprawnych dzieci każdego dnia. Wierzę, że uczyniła mnie bardziej współczującą i wrażliwą na rzeczywiste problemy ludzi żyjących wokół mnie.

Zachęcam też do zapoznania się z innymi podobnymi pozycjami:

Boskie matki - KLIKNIJ
Refleksje matek dzieci z zespołem Downa - Egzamin z miłości - KLIKNIJ
Anna Maruszeczko - Kobieta na zakręcie - KLIKNIJ
Beata Jaskuła-Tuchanowska - Księżycowe dziecko i  Rodzina rodzinie -niepełnosprawność jednego z nas KLIKNIJ





poniedziałek, 9 września 2019

Kącik dobrej książki

Jestem pełna podziwu dla osób, które, pomimo upływu lat, tak potrafią opowiadać wydarzenia ze swojego życia, jakby to było wczoraj. Ja już dzisiaj nie pamiętam, co było wczoraj ;-) Historie, niżej opisane, na długo musiały pozostawać tajemnicą, a światło dzienne mogły ujrzeć dopiero po przemianach ustrojowych państw komunistycznych Europy. Książka Lidii Czyż, jak po nitce do kłębka, prowadzi nas od jednej osoby do kolejnej i kolejnej, zaangażowanej w przemyt Biblii (sankcjonowany przez Pana Boga :-) do krajów Bloku Wschodniego. Więcej o tej i innych proponowanych książkach za chwilę. Na wstępie pozwolę sobie na odrobinę prywaty :-)
Jest rok 1989. Wiosna. Pod nasz ursynowski blok podjeżdża bus na austriackich numerach. Zostajemy poproszeni o podążanie w ślad za nim. Kierowca busa wyprowadza nas aż w okolice Alei Krakowskich. Zajeżdża pod wiadukt, w jakąś ślepą ulicę i otwiera tylne drzwi samochodu. My otwieramy nasz obszerny bagażnik, który, w ciągu kilku minut, zapełnia się czarnymi foliowymi workami, pełnymi Nowych Testamentów w języku rosyjskim. Do rąk dostajemy listę adresatów, do których Testamenty mają zostać przesłane. Rozjeżdżamy się w różnych kierunkach. Już z dystansu zauważamy, że nasze tajne miejsce, wcale nie było takie tajne, ponieważ kierowcy samochodów, zjeżdżających z wiaduktu, widzieli całą sytuację i pewnie zastanawiali się, co się tam poniżej dzieje. Na szczęście konsekwencji żadnych nie było.
Zgodnie z ustaleniami, staraliśmy się wysyłać Nowe Testamenty na podane adresy. Nieregularnie i z różnych urzędów pocztowych. Ponieważ wracały tylko pojedyncze egzemplarze, mieliśmy nadzieję, że większość z nich dotarła do adresatów. Te niewielkie książeczki miały czerwono białą okładkę z napisem „свет мира” i wyglądały na komunistyczną literaturę propagandową. Mądre posunięcie.
Kolejne dwa lata przyniosły ze sobą wiele przemian. Ludzie już swobodnie mogli zawozić literaturę religijną na Wschód. To, co jeszcze nam pozostało, przekazaliśmy przyjacielowi, który osobiście dostarczył Nowe Testamenty do rąk chrześcijan w byłym Związku Radzieckim.   


Br. Andrew & John i Elisabeth Sherill, Boży przemytnik, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2018
Serce zabiło mi mocniej. Sklep z Bibliami? W komunistycznym kraju? Odszukałem adres i rzeczywiście był tam prawdziwy sklep z Bibliami. Wystawę wypełniały Biblie - różne wydania, w różnych językach, kieszonkowe Nowe Testamenty...
Niestety, Andrew van der Bijl szybko odkrył, że sytuacja wcale nie wyglądała tak różowo. W Bloku Wschodnim Słowo Boże było „towarem” zakazanym. Nie można go było kupić, ba nawet nie można go było posiadać, a za posiadanie lub próbę dostarczenia komuś Biblii groziło więzienie. Biblii nie posiadali nawet pastorzy. Jeśli w jakimś zborze była jedna Biblia, to była to wielka radość dla zboru. Biblie były przepisywane ręcznie. Często dzielono Biblię na księgi i wierzący mogli wymieniać się przeczytanymi fragmentami Słowa.
Andrew postawił sobie na cel, aby móc dostarczyć jak najwięcej chrześcijańskiej literatury do krajów komunistycznych. Szukał różnych sposobów na otrzymanie wymaganych wiz, opracowywał metody przemytu, zdobywał wciąż to nowe kontakty wśród wierzących na Wschodzie, pozyskiwał współpracowników i założył organizację Open Doors. Czego dokonał, narażając własne życie i swoich towarzyszy? O tym przeczytacie w książce. Wiedzcie jedno, podczas kontroli granicznych zawsze towarzyszyła mu jedna modlitwa „Boże, odbierz im zdolność widzenia”.


Stanisław Heczko, Mosty miłości, Logos Press, Cieszyn 2009
Rówieśnik Brata Andrew. Pochodził ze Śląska Cieszyńskiego. Bardzo wcześnie odczuł, że Bóg powołuje go do służby Ewangelii. Ukończył studia teologiczne mając 26 lat, ale na rozpoczęcie służby pastorskiej czekał kolejne 11 lat, podczas których ciężko pracował i angażował się w służbę w kościele. Poprzez różne kontakty z wierzącymi ze Wschodu odczuł, że Bóg powołuje go również do tego, aby nieść pomoc braciom i siostrom ze Związku Radzieckiego.
Była to pomoc materialna (odzież, żywność), finansowa (np. na budowę domów modlitwy), ale przede wszystkim wszelkimi sposobami starał się zaopatrywać ich w Biblie.
Dzieli się takim oto wspomnieniem: Nie zapomnę, kiedy w roku 1967 przyjechał brat Bagniuk z Kowla na Wołyniu, a ponieważ miałem w domu wiele książek po rosyjsku, przyniosłem je pokazać naszemu gościowi. Po krótkiej chwili brat przeprosił, mówiąc że źle się czuje i poszedł położyć się do pokoju obok... Okazało się, że to na widok takiej ilości literatury chrześcijańskiej ścisnęło mu się serce i musiał się uspokoić.
Myślę, że wielu z nas, w takiej sytuacji, zastanawiałoby się, co może zrobić, aby chrześcijanie za żelazną kurtyną mogli mieć dostęp do Biblii, nawet jeżeli miałoby to dziać się nielegalnie i z narażeniem własnej wolności lub życia. Stanisław Heczko należał do tej kategorii ludzi, który stawiał czoła wyzwaniom i podejmował konkretne działania. W nagrodę, Bóg pozwolił mu oglądać upadek komunistycznego reżimu i uczestniczyć w kolejnych działaniach pomocowych na rzecz wierzących z krajów postkomunistycznych, już jawnie i legalnie.

Andrzej Mytych, Krawiec, kaznodzieja przemytnik, Instytut Wydawniczy „Compassion” , Szczecin 2013
Tak się składa, że tytułowy bohater był kaznodzieją zboru we Lwówku Śląskim. Zboru, który był moim domem duchowym - od dziecka po 20-ty rok mojego życia. Bardzo dobrze znam całą rodzinę Cezarego Kiewry. Jego dzieci były moimi rówieśnikami. Z szacunkiem i bardzo ciepło wspominam wujka Cezarego. Jego charakterystyczną postać,  głos i akcent.
Posłużę się tu wybranym opisem: Cezary z żoną, w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, często podróżowali na Wschód. Za każdym razem, gdy wyruszali w podroż, zabierali ze sobą Biblie. Wwozili ich więcej niż było dozwolone i z powodzeniem udawało im się  Biblie przemycić i rozpowszechnić. W czasie podróży Cezary usługiwał na nielegalnych nabożeństwach w kościołach domowych. Oprócz tego nie marnował czasu i szył za darmo eleganckie ubrania dla wierzących. Jego przyjaciele zza wschodniej granicy zapamiętali go jako krawca, kaznodzieję i przemytnik. Gdy pojawiał się z ciepłym uśmiechem na twarzy, natychmiast ujmował ludzi i pozyskiwał sobie ich przychylność. Takim go znałam. A historia jego życia jest rzeczywiście niezwykłą historią i naprawdę warto ją przeczytać. Czyta się ją z zapartym tchem.  

Kazimierz Muranty, Lotnik ewangelista, Wydawca Kazimierz Muranty, Warszawa 2000
W swojej bardzo ciekawej i inspirującej autobiografii Kazimierz Muranty, jak przystało na człowieka epoki komunizmu, również odnosi się do kwestii przemytu Biblii do krajów, które cieszyły się zdecydowanie mniejszą wolnością niż Polska. Pisze on: W tym czasie, mam na myśli lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte, dochodziły do nas do Polski wieści o wielkim zapotrzebowaniu na Biblie w języku rosyjskim. Jak wspomniałem, w ZSRR były one na indeksie, podobnie jak i cała literatura chrześcijańska. Wobec rygorów cenzury prewencyjnej i wobec dotkliwego braku Biblii w ówczesnym ZSRR, chrześcijanie  z różnych krajów i z różnych narodowości zmuszeni byli zająć się przemytem. Ryzykowali swoje bezpieczeństwo i narażali się na duże kłopoty.
O swoich doświadczeniach w roli przemytnika opowiada w rozdziale „Wyprawa na Wschód”. W nim czytamy o pewnym znanym polskim aktorze, bardzo popularnym w Związku Radzieckim, który pomógł przenieść Kazimierzowi Murantemu walizkę pełną Biblii. Więcej szczegółów musicie doczytać sami.

Lidia Czyż, Nic do oclenia, Wydawnictwo „Warto”, Warszawa 2019
Książka Lidii Czyż jest najnowszą pozycją na rynku polskim, opisującą trudny okres komunistycznej cenzury i towarzyszącemu jej rozwijającemu się, szeroko w Europie,   ‘procederowi’ przemytu Biblii i literatury chrześcijańskiej do krajów bloku komunistycznego.
Historia opowiedziana jest przez Amerykankę, która jako młoda dziewczyna, zainspirowana lekturą książki „Boży przemytnik”, zapragnęła nieść zakazaną lekturę poza bezpieczne granice zachodnich krajów europejskich. Misja ta wiodła poprzez różne kraje, jednak najmocniejsze więzi (również małżeńskie) związały ją na zawsze z Polską.
Historia Grace, spisana przez Lidię, jest dla czytelnika niezwykłą lekcją historii naszej ojczyzny, głównie tej dotyczącej czasów komuny.
Jak już wspomniałam, opowieść Grace, jak po nitce do kłębka, prowadzi nas od jednej osoby do kolejnej i kolejnej, zaangażowanej w przemyt Biblii przez Polskę lub z Polski do ZSRR, Rumunii, Węgier i innych krajów Bloku Wschodniego. Nagle świat stał się bardzo mały. Tym razem autorka nie zmienia imion swoich bohaterów. Nie podaje nazwisk, ale przecież... większość z tych ludzi znam. Stanisława, Zygmunta, Kazimierza, Leona... Henryka, Adama... Drogi Boże są niesamowite. Tylko On potrafi tak splatać ludzkie losy i tworzyć teraźniejszość, będąc Panem ludzkich historii. W tym konkretnym przypadku - Panem historii Bożych przemytników.

Warto przeczytać te książki, dziękując przy tym Bogu za wolność religijną, jaką posiadamy. Za to, że tamte czasy się skończyły, chociaż chyba nikt nie przypuszczał, że to się stanie. Nie przestawajmy się przy tym modlić, za prześladowany Kościół. Za tych naszych braci i siostry, którym za wiarę w Chrystusa i posiadanie literatury chrześcijańskiej grozi śmierć.  

Napisano na zamówienie Biuletynu "Idźcie". 





poniedziałek, 3 czerwca 2019

Kącik dobrej książki

Dokonując wyboru książek do bieżącego numeru biuletynu, celowo powróciłam do wydarzeń, które miały miejsce w 1956 roku, w dżungli na terenach Ekwadoru. W bestialski sposób zostało tam zamordowanych, przez dzikie plemię Auca, pięciu misjonarzy. Zbrodnia ta wstrząsnęła całym światem, zarazem poruszając serca wielu do oddania się służbie misyjnej. Wdowy i bliscy zamordowanych w pierwszej kolejności pokazali, czym jest prawdziwe oddanie Bożej sprawie i, że przebaczyć można wszystko, jeżeli tylko podejmie się taką decyzję.
Poniższe książki są autorstwa Elisabeth Elliot, wdowy po zabitym Jimie Elliocie. Zachęcam do ich przeczytania. Pomimo tego, że krążą wokół tych samych wydarzeń, to nie są takie same. Pozwalają zobaczyć wydarzenia z wielu perspektyw i wielowątkowo, uwypuklając to, co najważniejsze - oddanie się Bogu za wszelką cenę. A cena była wysoka.

Elisabeth Elliot, W cieniu Wszechmogącego, Wydawnictwo „Słowo i Życie”, Warszawa 1991
Nie pamiętam, ile już razy przeczytałam tę książkę, która, w istocie, nie jest spisaną historią jej bohatera - Jima Elliota. Jest ona zbiorem fragmentów jego listów i pamiętnika, zgrabnie zebranym przez jego żonę i poprowadzonym ciekawą narracją. Pamiętam, natomiast, że wróciłam do niej w 2004 roku, po powrocie z miesięcznej szkoły biblijnej, gdzie jeden z nauczycieli oparł swój wykład na najsłynniejszych chyba słowach Jima Elliota: Nie jest głupcem ten, kto oddaje coś, czego nie może zatrzymać, aby zyskać to, czego nie może utracić. Rzeczywiście, są to bardzo dojrzałe słowa w ustach 22 latka. Jednak w mojej książce jest pozakreślanych wiele innych jego głębokich myśli. Czytając ją teraz po raz n-ty, ze smutkiem myślałam o żyjącym współcześnie pokoleniu młodych ludzi „Y” i „Z” - czy byliby w stanie przebrnąć przez głębię jego myśli, zanurzać się w Słowie Bożym tak jak on, żałować traconego w sposób bezwartościowy czasu, żyć w bojaźni przed obliczem Boga, pragnąc tylko jednego - być w Jego powołaniu, będąc jednocześnie gotowym na oddanie Bogu tego, co najcenniejsze - własnego życia? Wielokrotnie zastanawiałam się, kim byłby Jim Elliot, gdyby dane mu było dożyć do sędziwych lat? Kim byłby człowiek, który na kilka lat przed swoją śmiercią modlił się tak: Ojcze, weź moje życie, tak, moją krew, jeżeli chcesz i niech Twój wszechobejmujący ogień je strawi. Nie będę go oszczędzał, ponieważ nie jest moje. Weź to, Ojcze, weź to wszystko. Wylej moją krew jako ofiarę za ten świat. Krew ma wartość tylko wtedy, kiedy przelewa się na Twoim ołtarzu...? Niesamowicie prorocze były to słowa. I skąd u tak młodego, zdrowego, wesołego i wysportowanego mężczyzny takie myśli i pragnienia? Wierzę, że lektura tej książki pomoże Wam znaleźć odpowiedź na to i inne pytania.

Elisabeth Elliot, Przez bramy nieba, Pojednanie, Lublin 2009
Jakie to niesamowite, kolejna książka Elisabeth Elliot powstała w oparciu o osobiste wspomnienia, a też dzięki zebranym listom, zapiskom w prywatnych kalendarzach i w innych pismach. Udział w jej powstaniu miały wdowy po zamordowanych misjonarzach, które dostarczyły autorce niezbędnych materiałów.
Dla mnie jest to ogromnym fenomenem, że wszyscy Ci młodzi mężczyźni bardzo serio podchodzili do pisania swoich pamiętników (może było to rzeczą normalną w tamtych czasach), zapisując w nich nie tylko codzienne czynności związane ze swoją służbą oraz swoje zamierzenia i plany,  ale przede wszystkim szczerze wylewali na papier pragnienia swojego serca. Czytając te zapiski poznajemy ich głęboką dojrzałość duchową, silną wiarę i gotowość do bezgranicznego poświęcenia.  
Pete Fleming: Gorąco pragnę dotrzeć do Auca, jeżeli Bóg da mi zaszczyt głoszenia swojego Imienia pośród nich. (...) Chętnie oddałbym życie dla tego plemienia, jeżeli tylko mógłbym zobaczyć zgromadzenie tych dumnych, sprytnych, bystrych ludzi wokół stołu dla uczczenia Syna - z radością, z radością, z radością! Czegóż więcej można chcieć od życia?
Ed McCully napisał: Mam to jedno pragnienie - prowadzić życie całkowicie oddane Panu, wkładając w to całą moją energię i siłę. Może On pośle mnie do jakiegoś miejsca, gdzie imię Jezusa Chrystusa nie jest jeszcze znane? Jim, trzymam Pana za jego słowo, ufam Mu, że spełni swoje Słowo. Jest to tak, jakbym stawiał wszystko na jedną kartę, ale już złożyliśmy w Nim swoje zaufanie dla zbawienia, dlaczego więc nie mielibyśmy zrobić tego w sprawie naszego życia?
Nate Saint: Troszczę się o bezpieczeństwo, ale to nie odciąga mnie od służby dla Boga. Przy każdym starcie jestem gotowy oddać moje życie Bogu.
Jakże niesamowicie brzmią ich słowa!
Zachęcam do przeczytania tej poruszającej historii o wielkim pragnieniu dotarcia z Ewangelią do tych, którzy jeszcze jej nie słyszeli, o próbach nawiązania kontaktu z powietrza (samolot) z dzikim plemieniem Auca, o przygotowaniach do wielkiego spotkania i dramatycznych wydarzeniach w dżungli, których szczegółów jeszcze na tym etapie nie poznamy, o postawach tych, którzy pozostali brutalnie osieroceni (wdowy, dzieci, przyjaciele...).

Elisabeth Elliot, Dzikus, mój brat, Pojednanie, Lublin 2010
Tytuł angielski tej książki brzmi The Savage My Kinsman - Słowo Kinsman można przetłumaczyć jako ‘pobratymiec’. Natomiast tłumaczenie słowa Savage ma więcej znaczeń: dzikus, brutal, zły, dziki, wściekły, straszny, okrutny, brutalny, potworny, bezlitosny, gwałtowny.
Trzy lata po okrutnym morderstwie swojego męża, Elisabeth Elliot wraz ze swoją kilkuletnią córeczką wraca do dżungli i zamieszkuje wśród ludu Auca. Towarzyszy jej siostra zamordowanego Nate Sainta - Rachel.
Elisabeth Elliot szczegółowo opisuje spędzone pośród Auca dwa lata swojego życia. Jest to historia pełnej miłości i oddania służbie misyjnej/ewangelizacyjnej i tłumaczeniowej, która nie byłaby możliwa bez przebaczenia. Cóż za niesamowite świadectwo chrześcijańskiej dojrzałości, posłuszeństwa Bogu i miłości do tych, których nie można było określić mianem bliźnich lecz raczej jako nieprzyjaciół. A Jezus przecież nakazał nam miłować wrogów naszych. To właśnie taka bezwarunkowa miłość i przebaczenie sprawiły, że dzikus stał się bratem.
(Takiej postawy bezgranicznego przebaczenia mogliśmy się uczyć również od Corrie ten Boom.)
Gorąco zachęcam do poznania tej historii, w której nie brakuje wzruszających a też humorystycznych momentów.   

***

Napisane na zamówienie Biuletynu "Idźcie". 
Inne książki dotyczące tych samych wydarzeń - zaprezentowane we wcześniejszych numerach biuletynu:

Janet i Geoff Benge  –  Rachel Saint - Gwiazda w dżungli (biuletyn nr 69)
Steve Saint  –  Ostrzem włóczni  (biuletyn nr 69) - polecam film oparty na tej historii: Ostrze włóczni (dostępny na DVD)
Frank i Marie Drown  –  Misja wśród łowców głów (biuletyn nr 74) (Frank Drown uczestniczył w akcji poszukiwawczej ciał zamordowanych misjonarzy.)
Janet i Geoff Benge  –  Nate Saint - Skrzydłem i modlitwą (biuletyn nr 77)
Janet i Geoff Benge  –  Jim Elliot - Jeden wielki cel  (biuletyn nr 77)
Janet i Geoff Benge  –  Elisabeth Elliot - Radość w uległości (biuletyn nr 77)