środa, 23 października 2013

Człowieczy los

Wczoraj, na pobliskim cmentarzu komunalnym w Antoninowie, żegnaliśmy jednego z naszych praskich podopiecznych. Zmarł nagle, mając niespełna 50 lat.

Nie znaliśmy go długo. Zaledwie kilka miesięcy. Sprawiał wrażenie człowieka poszukującego Boga. Regularnie bywał na organizowanych przez nas spotkaniach, gdzie czytane było Słowo Boże. Gdzie śpiewano pieśni religijne i modlono się.

Chociaż Janek był samotnym i ubogim człowiekiem, znany był i lubiany przez ludzi z powodu uczynności  i gotowości do pomocy. Miał też dwójkę oddanych mu przyjaciół. To oni zajęli się sprawami formalnymi. I, jak to w takich sytuacjach bywa, obowiązek pochówku spoczął na praskim Ośrodku Pomocy Społecznej.

Gdzie warszawska Praga, a gdzie Antoninów? To jak dwa przeciwległe bieguny, ale dla nas z Piaseczna to po sąsiedzku. Obiecaliśmy Kazikowi i Joli, że będziemy na pogrzebie. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, zastaliśmy tylko samochód z trumną i drepczącego nerwowo księdza. Czy na kogoś czekamy? – zapytał. Musimy zaczynać. Dziś mam kilka pogrzebów…  Szłam sama w jednoosobowym kondukcie. Ksiądz i Paweł szli przed samochodem. Paweł miał szansę wyjaśnić księdzu skąd nasza obecność na pogrzebie.

Cmentarz w Antoninowie, zwany Południowym, jest nowym cmentarzem. Rozległy, zadbany, obsadzony młodymi drzewami. Tego dnia był skąpany w słońcu, mieniący się złotem jesieni. Szybko dotarliśmy na miejsce. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, ksiądz podzielił się z Pawłem swoim czasem nad grobem. Szybko zmodyfikował liturgię i dzięki temu Paweł mógł powiedzieć kilka słów o rozmowie Jezusa z Marią i Martą, tuż po śmierci ich brata Łazarza. W kontekście pożegnania ze zmarłym Jankiem, zacytował słowa z tej rozmowy: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki (Ew. Jana 11:25,26). Mężczyźni, podtrzymujący trumnę, przysłuchiwali się uważnie.

Wszystko trwało niecałe 10 minut. Ksiądz odszedł w pośpiechu. A my zostaliśmy, aby móc złożyć symboliczną różę na świeżo usypanej mogile. Na pożegnanie zaśpiewaliśmy Jankowi a’capella „Cudowną Bożą łaskę”. Tyle razy śpiewał ją razem z nami na naszych spotkaniach…

Wciąż mając nadzieję, że prascy przyjaciele Janka dojadą, powoli ruszyliśmy w stronę bramy. Idąc, baczniej przyjrzeliśmy się mijanym mogiłom. Tak, nie grobowcom, lecz zwykłym mogiłom, porośniętym kępami uschłej trawy. Nie dało się ukryć, że są to samotne groby zapomnianych ludzi. Sektor dla ubogich, chowanych przez państwo. Na niektórych tabliczkach widniały napisy NN mężczyzna, NN kobieta. Moją uwagę zwrócił młody wiek zmarłych, w przedziale 35-60 lat. Przyczyna śmierci tych ludzi nasuwała się sama. To takie smutne oblicze polskiej biedy.

Kiedy znaleźliśmy się w alejce prowadzącej ku wschodniej bramie, zobaczyłam ich. Masywną sylwetkę Kazika i szczuplutką Joli. A jednak przyjechali! Nie mieli szansy zdążyć, komunikacja tu kiepska. Prawie koniec świata. Zawróciliśmy z nimi do grobu Janka, po drodze dowiadując się więcej o jego życiu. Opuszczony przez rozwiedzionych rodziców, wychowywany wpierw przez babcię, potem przez Dom Dziecka. Osierocony, żył samotnie. Po latach spotkał swojego brata. Pochował go ze dwa miesiące temu. Pastorze, on bardzo się zmienił. On naprawdę bardzo poważnie myślał o tych sprawach, o których pastor do nas mówi. Dlatego przychodził i słuchał - dokończył opowieść Kazik.  

Razem stanęliśmy nad świeżą mogiłą. Do naszej pąsowej róży dołączyły kolejne. Kilka płatków spadło na ubitą ziemię. Staliśmy chwilę w milczeniu. Jola otarła oczy z łez. Spójrz tam - zwrócił się do niej Kazik, wskazując na jakieś szare budynki  - to będzie nasz punkt orientacyjny. Na pewno tu trafimy. Na wiosnę posiejemy trawkę i posadzimy kwiatki. Znowu spojrzałam na całe rzędy samotnych grobów. To piękne, że grób Janka czeka inny los.

***

Podwieźliśmy Kazika i Jolę na dogodny przystanek w centrum Piaseczna. Cała ta sytuacja bardzo zbliżyła nas do siebie. Kiedy pożegnaliśmy się, wiele myślałam o ogromnym zadaniu i odpowiedzialności,  jaka na nas spoczywa. Bóg dał nam tych wszystkich ludzi pod duchową opiekę. Jakże wielkim przywilejem jest im służyć.    

(Imiona zostały zmienione.)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.