wtorek, 11 marca 2014

Opowiadanie z życia nr 1

„Mój Boże, dla Twojej chwały pragnę zwiastować Twoją prawdę i Twoją wolę - nie poprzez morze słów, lecz poprzez cichą moc czynnej miłości.” John Henry Newman

Po pierwszym dniu zimowiska straciłam głos. I to wcale nie z tego powodu, że krzyczałam na dzieci. O, nie. Takie zwyczaje - w naszej pracy z dziećmi - stanowczo postanowiliśmy wyrugować. Ja po prostu starałam się mówić trochę głośniej niż 35 osobowa rozgadana, roześmiana i hałaśliwa gromada :-).

W wolnej chwili pobiegłam do apteki po jakiś cudowny specyfik na mój problem. Przecież te struny głosowe mają mi jeszcze służyć przez pełne 5 dni! Rozpylana w gardle mikstura przyniosła ulgę. A kolejne dni z dziećmi, jakimś cudem, wymagały mniej wytężonego głosu. (Poza kilkoma wyjątkami :-). Dzieci wydawały się być wciągnięte tematem lekcji biblijnych, a atrakcyjne wyjścia zajmowały w pełni ich uwagę. Wymienię tylko: lodowisko, basen, Stadion Narodowy, stadnina koni.

Nawiązując do zajęć katechetycznych, to wspomnę, że przede mną i Pawłem stało nie lada zadanie. Musieliśmy, w jak najciekawszy sposób, przekazać dzieciom znane im prawdy, a w kilku przypadkach - nawet znany materiał. Wielogodzinne przebywanie z tymi dziećmi bardzo nam w tym pomogło. Pomysły na lekcję rodziły się na bieżąco. Paweł od pierwszej lekcji  postawił na działania interaktywne. A ja szybko podchwyciłam jego pomysł.

To była wielka przyjemność - przekazywanie tym dzieciom, w wieku od 6-16 lat, Bożej prawdy i Bożej woli. Odkryliśmy, że kluczowy w naszej relacji z dziećmi, i dla przekazu im Bożych treści, jest nasz stosunek do nich. I to nie li tylko poczucie odpowiedzialności opiekuna czy nauczyciela, czy obowiązek dorosłego. Nawet nie tolerancja. Nie. Kluczowa w tym była miłość.

Nie oddadzą tego żadne słowa i mój opis, ale właśnie podczas tych zajęć  - w zamian - doświadczyliśmy z dzieciakami wielu wspaniałych wzruszeń. Podam kilka przykładów.

- Podczas lekcji „Dzieci ważne dla Jezusa”, poprosiłam dzieci o przedstawianie się innym przy wykorzystaniu pewnego wzoru zasugerowanego w zeszycie ucznia. To były wzruszające momenty, bo dzieci te mają bardzo skomplikowane sytuacje rodzinne i szczerze o tych rodzinach mówiły. Z chęcią też mówiły o sobie. Kiedy wymieniały swoje dobre strony - wszyscy biliśmy im brawo. Niektóre z nich twierdziły, że nie ma w nich nic wyjątkowego, dlatego robiliśmy wszystko, aby przekonać je, że tak nie jest. Niektóre wstydziły się czytać swoje zapiski, ale chętnie powierzały nam to zadanie. Potem modliliśmy się wspólnie, dziękując Jezusowi za to, że one wszystkie są dla Niego ważne.

- Podczas lekcji o „Dawidzie, chłopcu, który ufał Bogu”, poprosiłam dzieci o opowiedzenie nam o swoich lękach. O swoich ‘goliatach’. Dużo dzieci mówiło o tym, czym się martwią, czego się boją, co jest ich ‘goliatem’. Po każdej takiej wypowiedzi, otaczaliśmy dziecko ramieniem i modliliśmy się o nie. Po ich reakcjach widzieliśmy, jak wiele to dla nich znaczyło.

- Podczas lekcji poruszającej kwestię miłości bliźniego i pomagania innym, rozmawialiśmy o konkretnych osobach, na których naszym dzieciom bardzo zależy. To byli rodzice, rodzeństwo, przyjaciele. Modliliśmy się o wymienione potrzeby bliskich im ludzi. Rozmawialiśmy też o budujących sytuacjach, jakie miały miejsce podczas naszej „Zimy w Mieście”, kiedy to starsze dzieci z wielkim oddaniem troszczyły się o te najmłodsze, co budziło podziw dorosłych, w miejscach, w których bywaliśmy. 

Tu podam pewną ilustrację z tych konkretnych zajęć. Dzień wcześniej mieliśmy dość niebezpieczny wypadek. Jeden z chłopców próbował przeskoczyć przez ławkę. Rezultat był taki, że przewrócił się i bardzo dotkliwie przegryzł sobie język. Nie będę tu opisywać krwawych szczegółów tego zdarzenia. Chłopca należycie opatrzyliśmy i odwiedliśmy do domu. Dzieci patrzyły na swojego kolegę przerażone. Wszyscy martwiliśmy się o jego zdrowie i ucieszyliśmy się, kiedy pojawił się następnego dnia.
Podczas tej lekcji, jeden z chłopców wyszedł na środek i powiedział: „Wczoraj bardzo żal mi było Jacka. Martwiłem się o niego i wieczorem pomodliłem się, aby wszystko zakończyło się dobrze. Jak go dziś zobaczyłem, ucieszyłem się bardzo. I odkryłem, jak wielki jest Bóg”.

***

To był błogosławiony czas obcowania ze Słowem Bożym. Dobrze znane fragmenty Biblii na nowo zapracowały w moim sercu. Uczyłam dzieci Bożych prawd, ale sama bardzo wiele brałam dla siebie. Wiele też uczyłam się od nich samych. Nic dziwnego, że Jezus nakazał nam być tak jak one.

Nie były to łatwe dzieci, z racji specyficznego środowiska. Ludziom spoza Warszawy określenie ‘warszawska Praga’ niewiele mówi. Nam warszawiakom mówi: ‘spodziewać się możecie wszystkiego’. Mimo trudnych momentów, udało się nam (opiekunom), okazać im maximum cierpliwości i całe morze czynnej miłości.

Zmęczenie już minęło, a satysfakcja pozostała.
Martwi mnie jedynie stan moich strun głosowych. Mam problemy z mówieniem, że o śpiewaniu nie wspomnę.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.