„Mój Boże, dla Twojej
chwały pragnę zwiastować Twoją prawdę i Twoją wolę - nie poprzez morze słów,
lecz poprzez cichą moc czynnej miłości.” John Henry Newman
Po pierwszym dniu zimowiska straciłam głos. I to wcale nie z
tego powodu, że krzyczałam na dzieci. O, nie. Takie zwyczaje - w naszej pracy z
dziećmi - stanowczo postanowiliśmy wyrugować. Ja po prostu starałam się mówić
trochę głośniej niż 35 osobowa rozgadana, roześmiana i hałaśliwa gromada :-).
W wolnej chwili pobiegłam do apteki po jakiś cudowny
specyfik na mój problem. Przecież te struny głosowe mają mi jeszcze służyć
przez pełne 5 dni! Rozpylana w gardle mikstura przyniosła ulgę. A kolejne dni z
dziećmi, jakimś cudem, wymagały mniej wytężonego głosu. (Poza kilkoma wyjątkami
:-). Dzieci wydawały się być wciągnięte tematem lekcji biblijnych, a atrakcyjne
wyjścia zajmowały w pełni ich uwagę. Wymienię tylko: lodowisko, basen, Stadion
Narodowy, stadnina koni.
Nawiązując do zajęć katechetycznych, to wspomnę, że przede
mną i Pawłem stało nie lada zadanie. Musieliśmy, w jak najciekawszy sposób,
przekazać dzieciom znane im prawdy, a w kilku przypadkach - nawet znany
materiał. Wielogodzinne przebywanie z tymi dziećmi bardzo nam w tym pomogło.
Pomysły na lekcję rodziły się na bieżąco. Paweł od pierwszej lekcji postawił na działania interaktywne. A ja szybko
podchwyciłam jego pomysł.
To była wielka przyjemność - przekazywanie tym dzieciom, w
wieku od 6-16 lat, Bożej prawdy i Bożej woli. Odkryliśmy, że kluczowy w naszej relacji z
dziećmi, i dla przekazu im Bożych treści, jest nasz stosunek do nich. I to nie
li tylko poczucie odpowiedzialności opiekuna czy nauczyciela, czy obowiązek dorosłego. Nawet nie tolerancja. Nie. Kluczowa w tym była miłość.
Nie oddadzą tego żadne słowa i mój opis, ale właśnie podczas
tych zajęć - w zamian - doświadczyliśmy z
dzieciakami wielu wspaniałych wzruszeń. Podam kilka przykładów.
- Podczas
lekcji „Dzieci ważne dla Jezusa”,
poprosiłam dzieci o przedstawianie się innym przy wykorzystaniu pewnego wzoru
zasugerowanego w zeszycie ucznia. To były wzruszające momenty, bo dzieci te mają
bardzo skomplikowane sytuacje rodzinne i szczerze o tych rodzinach mówiły. Z
chęcią też mówiły o sobie. Kiedy wymieniały swoje dobre strony - wszyscy biliśmy im
brawo. Niektóre z nich twierdziły, że nie ma w nich nic wyjątkowego, dlatego
robiliśmy wszystko, aby przekonać je, że tak nie jest. Niektóre wstydziły się
czytać swoje zapiski, ale chętnie powierzały nam to zadanie. Potem modliliśmy
się wspólnie, dziękując Jezusowi za to, że one wszystkie są dla Niego ważne.
-
Podczas lekcji o „Dawidzie, chłopcu,
który ufał Bogu”, poprosiłam dzieci o opowiedzenie nam o swoich lękach. O
swoich ‘goliatach’. Dużo dzieci mówiło o tym, czym się martwią, czego się boją,
co jest ich ‘goliatem’. Po każdej takiej wypowiedzi, otaczaliśmy dziecko
ramieniem i modliliśmy się o nie. Po ich reakcjach widzieliśmy, jak wiele to
dla nich znaczyło.
-
Podczas lekcji poruszającej kwestię miłości bliźniego i pomagania innym,
rozmawialiśmy o konkretnych osobach, na których naszym dzieciom bardzo zależy.
To byli rodzice, rodzeństwo, przyjaciele. Modliliśmy się o wymienione potrzeby bliskich
im ludzi. Rozmawialiśmy też o budujących sytuacjach, jakie miały miejsce
podczas naszej „Zimy w Mieście”, kiedy to starsze dzieci z wielkim oddaniem
troszczyły się o te najmłodsze, co budziło podziw dorosłych, w miejscach, w których bywaliśmy.
Tu
podam pewną ilustrację z tych konkretnych zajęć. Dzień wcześniej mieliśmy dość
niebezpieczny wypadek. Jeden z chłopców próbował przeskoczyć przez ławkę. Rezultat
był taki, że przewrócił się i bardzo dotkliwie przegryzł sobie język. Nie będę tu
opisywać krwawych szczegółów tego zdarzenia. Chłopca należycie opatrzyliśmy i odwiedliśmy do
domu. Dzieci patrzyły na swojego kolegę przerażone. Wszyscy martwiliśmy się o
jego zdrowie i ucieszyliśmy się, kiedy pojawił się następnego dnia.
Podczas
tej lekcji, jeden z chłopców wyszedł na środek i powiedział: „Wczoraj bardzo żal mi było Jacka. Martwiłem
się o niego i wieczorem pomodliłem się, aby wszystko zakończyło się dobrze. Jak
go dziś zobaczyłem, ucieszyłem się bardzo. I odkryłem, jak wielki jest Bóg”.
***
To
był błogosławiony czas obcowania ze Słowem Bożym. Dobrze znane fragmenty Biblii
na nowo zapracowały w moim sercu. Uczyłam dzieci Bożych prawd, ale sama bardzo
wiele brałam dla siebie. Wiele też uczyłam się od nich samych. Nic dziwnego, że
Jezus nakazał nam być tak jak one.
Nie
były to łatwe dzieci, z racji specyficznego środowiska. Ludziom spoza Warszawy
określenie ‘warszawska Praga’ niewiele mówi. Nam warszawiakom mówi: ‘spodziewać
się możecie wszystkiego’. Mimo trudnych momentów, udało się nam (opiekunom), okazać im maximum cierpliwości i całe morze czynnej miłości.
Zmęczenie
już minęło, a satysfakcja pozostała.
Martwi
mnie jedynie stan moich strun głosowych. Mam problemy z mówieniem, że o
śpiewaniu nie wspomnę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.