„Przeciwności, a nawet
nieszczęście, mogą wywierać decydujący wpływ
na człowieka i tak nim pokierować, że podejmie najważniejszą dla siebie służbę.” Henri Nouwen
Kiedy przeczytałam te słowa, bez zastanowienia uznałam, że
doskonale pasują do mojego życia. Od razu pomyślałam o miejscu, w którym teraz
jestem i służę oraz, co spowodowało, że właśnie tutaj się znalazłam.
Powodem ku temu nie było nagłe oświecenie z nieba, ale właśnie
- bardzo konkretne - przeciwności, które w pewnym momencie miały nawet znamiona
nieszczęścia. Wcześniej już o tym pisałam i to nawet wiele. Ciekawski ;-) czytelnik szukać może
szczegółów w postach z 2012 roku.
Teraz chcę jedynie odnieść się do mojej służby. W zasadzie
na każdym etapie mojego życia, każdą służbę, którą wykonywałam, uważałam za
najważniejszą. W swoim ograniczonym myśleniu nie wyobrażałam sobie tylko tego,
że coś lub ktoś/Ktoś może ją zatrzymać, zmienić na inną.
Po pierwszej poważnej zmianie, wydawało mi się, że wreszcie znalazłam
się w miejscu, z którym nie rozstanę się
do końca moich dni. Po kilkunastu latach, kiedy przeciwności było więcej niż
radości, byłam gotowa na zmianę. Zmiana trwała o wiele krócej, niż się tego
spodziewałam. Krótko, bo krótko i tej służbie oddałam swoje serce. Choć dla
mnie najważniejsza, w ocenie innych chyba mało ważna.
Podjęcie kolejnej służby nie przyszło mi łatwo. Miałam
problem, by zaufać swojemu wyborowi. Problem, by zaufać ludziom. Tylko przez wiarę przyjęłam, że jest to Boże
kierownictwo. Bogu mogłam zaufać.
W chwili obecnej to, co robię sprawia mi ogromną radość i
satysfakcję. Czuję, że robię coś ważnego. Biorąc pod uwagę środowisko, ludzi,
rodzaj i różnorodny charakter prowadzonej służby myślę, że jest to służba,
która stanowi dla mnie największe, jak do tej pory, wyzwanie. Więc chyba za
autorem przewodniej myśli, mogę uznać tę służbę za najważniejszą.
Nauczona jednak doświadczeniem, że nic w życiu nie trwa
wiecznie, że życie niesie ze sobą zmiany i są to najczęściej zmiany spowodowane
czynnikiem ludzkim, postanowiłam służyć ludziom w tym nowym miejscu z całego serca moim
„tu i teraz”. A w Boże ręce składam całą
resztę, z cichą prośbą, że jeżeli uzna, że znowu jest czas na zmiany, niech tym
razem przebiegnie to mniej boleśnie… .

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.