Święta, Święta... a okazuje się, że trafiają mi się niespodziewane chwile wolnego czasu. W tle już kolejny dzień „lecą” kolędy, wokół cisza i spokój. Mam do wyboru kilka rzeczy - zalec przed telewizorem, zanurzyć się w lekturze książki (prezentu od Mikołaja :-), uciąć sobie drzemkę. Wybrałam czwartą opcję - nadrobić zaległości na blogu. Najwięcej uzbierało mi się książek do opisania. Inne tematy rodzą się i umykają w nadmiarze obowiązków. Liczę jednak na jakąś, chociaż chwilową, odmianę.
Ze stosika przeczytanych książek wybrałam kilka tomików poezji.
„Jestem tu tylko przelotem ”, Halina Sitarska-Ruzik, Wydawca: autorka, Poniatowa 1999 r.
Już nie pamiętam, w jakich okolicznościach trafił w moje ręce ten niewielki, a jakże głęboki duchowo tomik poezji (na pierwszej stronie widnieje jej odręczny podpis).
Wiersze, jak modlitwy, rozsypane są na białych kartach tomiku. Całość dopełniają czarno-białe zdjęcia leśnych traktów z okolic Poniatowej. Skromność tego prywatnego wydania powoduje, że naprawdę najważniejsza staje się jego treść.
Recenzent poezji Haliny Sitarskiej-Ruzik, Mariusz Choina, ujmuje to tak: Jest to skowyt zagubionego człowieka żyjącego u schyłku XX wieku. Zagubionego, bo przyszło mu żyć w czasach, w których coraz trudniej jednoznacznie stwierdzić co jest dobre, a co złe. Sama często czuję się takim zagubionym człowiekiem, ale w przeciwieństwie do pana Mariusza, nie odbieram autorki jako osoby zagubionej. Wprost przeciwnie, jej wiara w Boga, wyrażona w poezji, świadczy o tym, że jej osądu w rozróżnianiu dobra od zła nic nie zaburzy. Ta wiara jest również moim fundamentem dziś. Od powstania tomiku upłynęło 20 lat i rozróżnienie dobra od zła, dla ludzi nie znających lub nie uznających Bożych praw, jest jeszcze bardziej rozmyte.
Znamienne jest to, Komu autorka dedykuje swoje wiersze: Chwała Ci Boże! Jezu, dziękuję Ci, że stanąłeś na mojej drodze i idziemy teraz razem. Dziękuję Ci, że mnie zbawiłeś i jesteś moim Panem. Te wiersze przynoszę Tobie Boże z moim dziękczynieniem!
„Myśli w biegu”, Sławomir Sikora, Wydawnictwo Warto, Dzięgielów 2014 r.
Sławomir Sikora jest duchownym Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Jak ujął to trafnie ks. Ryszard Bogusz: To radość, gdy dobry duszpasterz jest również ciekawym twórcą.
Życie rodzinne, życie zawodowe oraz zainteresowania sportowe składają się na treść wierszy Sławomira Sikory. Zmuszony pogarszającą się kondycją zdrowotną, na zalecenie lekarza, zaczął biegać. Jego pasją stały się maratony. Zaś wiersze powstają podczas samotnego biegania.
Jak stwierdza autor: Samotne bieganie późnym wieczorem stało się dla mnie poszukiwaniem samego siebie. Dodaje też: Lubię biegać z Bogiem. Może właśnie to sprawia, że odbieram te wiersze jako głęboko wrażliwe, subtelne, refleksyjne, pełne zaufania i wiary w Boga. Jeden z wierszy (Biegnąc nocą) oddaje to w szczególny sposób:
(...) Moje myśli jak gałęzie
chaotycznie leżące
nie na swoim miejscu.
W głowie niespokojny szum
po nawałnicy, którą przyniósł dzień.
Szukam wyciszenia w modlitwie
jak jeleń wód żywo płynących.
Przychodzisz jak do Eliasza
w lekkim powiewie wiatru.
Wtulam się w Ciebie, jak dziecko w matkę.
Chwytasz mnie mocno swoją Ojcowską dłonią. (...)
Dodatkowym atutem tomiku są piękne grafiki Grażyny Czernik.
„Sercem i piórem”, Agnieszka Szczepanik, Wydawca Agnieszka Szczepanik, 2016 r.
To bardzo ciekawe doświadczenie czytać wiersze osoby, którą się zna od lat. A może, tylko się wydaje, że się ją zna...
Agnieszka, koleżanka mojego męża, dosłownie z piaskownicy. Mi dane było poznać ją, kiedy była nastoletnią, piękną dziewczyną. Poznałam też jej rodziców i brata. Później męża. Ze sporej gromadki jej dzieci (dziesięcioro) kojarzyłam tylko tych, którzy byli zbliżeni wiekowo do wieku mojego syna.
To, jak postrzegałam Agnieszkę i jak zaskakujące było dla mnie, że pisze wiersze, pięknie wyraziła Beata Winnik: Szczerze wyznaję, że zdumiewa mnie fakt, iż będąc mamą niemałej gromadki dzieci, obciążona niezliczonymi obowiązkami rodzinnymi, w trudnych warunkach życia miałaś jeszcze dość energii, czasu i woli do pisania wierszy.
Jak pisze o swoich wierszach Agnieszka - są one owocem licznych prób uchwycenia ulotnych myśli. Nie piszę wierszy, ale doskonale rozumiem, co Agnieszka przez to rozumie. Ileż to już ważnych myśli mi uleciało, tylko dlatego, że nie uchwyciłam ich w porę i nie zapisałam w notesie. Przepadły...
Agnieszka dodaje, że inspirację czerpie ze Słowa Bożego, które jest dla niej światłem na drodze życia i codziennym chlebem. Ja dodałabym jeszcze, że Agnieszka jest wnikliwym obserwatorem przyrody. Stąd tak wiele odniesień w jej wierszach do drzew, roślin, ptaków, zjawisk przyrody, pór roku. Nie dziwię się, znając miejsce - zalesione tereny podwarszawskiej Wesołej, gdzie dorastała i długie lata mieszkała. Posługując się bogactwem obrazów, dzieląc swoją wiedzą o Bogu i wiarą w Niego oraz opisując blaski i cienie, radości i smutki dnia codziennego, Agnieszka porusza i poucza serce wrażliwego czytelnika.
Autorka pisze:
Pisanie wierszy niekiedy boli:
z duszy tęsknota za rajem się zrywa,
Na bieli kart zostawiam ślad,
coś z tęczy barw na papier spływa.
Wiersze Agnieszki nie są czarno-białe. Są kolorowe, pełne gry światła i cieni.
„Zatrzymał się pogodny wiatr”, Barbara Lewandowska, Wydawca Barbara Lewandowska, Warszawa 2016 r.
Basię poznałam w 2009 roku. Była troszkę starsza ode mnie, ale szybko poczułyśmy ze sobą siostrzaną więź. Kiedyś Basia przyniosła mi teczkę z luźnymi kartkami pełnymi jej wierszy, pisanymi tradycyjnie - do szuflady. Bardzo spodobała mi się jej poezja i zachęcałam ją do dalszego pisania, chociaż Basia wcale nie potrzebowała takiej zachęty. Te wiersze po prostu rodziły się w niej sposób naturalny, w każdych okolicznościach i miejscu. Bywało, że nie było dnia, aby nie ‘spłynął’ do mnie SMS od Basi z kolejnym napisanym przez nią wierszem. Bardzo często stawały się one balsamem na moją duszę i wychodziły na przeciw moim potrzebom.
Z całego serca życzyłam Basi, aby jej wiersze mogły ujrzeć kiedyś światło dzienne. Jaka wielka była moja radość, kiedy mogłam wziąć do ręki pięknie wydany, obfity tom z poezją Basi. Pisze ona: Do tej pory kryły się w szufladzie. Oto wypuszczam z niej kilka na chwałę Pana - mojego Zbawiciela. Wyjaśnia też: Moje wiersze powstają we mnie, w środku, wewnątrz nowego serca i są, bardzo często, wielce głębokim doznaniem Boga, doświadczeniem Jego obecności. Niektóre narodziły się poprzez ból, inne z tęsknoty do Boga i wdzięczności, a jeszcze inne falują radością, wspomnieniem, ulotnością tego, co mija i co odchodzi.
Na zakończenie wiersz adekwatny do szaty graficznej tomu:
Jesień, jesień, proszę pani
Chodzimy w szron przyodziani
Jesień, jesień, proszę pana
zimny wieczór, zimno z rana
Jesień, jesień, proszę was
Byliśmy i ... nie ma nas
„W perspektywie wieczności”, Angelika Adamczyk, Wydawnictwo DK Team, Piasek 2016 r.
Ta młoda poetka (wiersze powstały w okresie jej studiów) w bardzo dojrzały i głęboki sposób wyraża swoją wiarę w Boga. Największą inspiracją do jej twórczości stało się odkrycie Pisma Świętego. To Bóg i lektura Jego Słowa pozwoliły odkryć jej sens swojego życia. Jak wyznaje, jej życie wcześniej było smutne i pozbawione celu.
Wiersze podzieliła na trzy kategorie, które stanowią pewną logiczną ciągłość. Po pierwsze Łaska, po drugie Krzyż (te wiersze poruszają do głębi), po trzecie Uwielbienie i po czwarte Opis rzeczywistości.
Autorka głęboko wierzy, że wiersze, które często pisała łzami, pozwolą czytelnikowi odczuć to, co ona czuła i zobaczyć rzeczywistości i otaczający nas świat, tak jak ona go widzi.
Oto jeden z jej wierzy, z rozdziału o rzeczywistości.
ROZDARTA
doświadczam rzeczywistość
czuję
soczystość każdej z chwil
jednocześnie wierzę
w inność
tęsknie za pełnią
za wiecznością
„Zielono - niebiesko”, Alina Dybała, Warszawa 2016 r.
Pozwólcie, że posłużę się tu fragmentem listu, który napisałam do autorki, po przeczytaniu i wysłuchaniu tego tomiku. (Wiersze Aliny Dybały czyta Mira Jankowska.)
Pani Alino,
tomik Pani poezji został mi podarowany w prezencie urodzinowym przez moją przyjaciółkę. Ona wie, że lubię dobrą książkę i poezję. Dobrą, ale z wymaganiem, że osoby piszące są ludźmi wierzącymi. To zawęża mocno moją lekturę, jednak, z czego się cieszę, książek do czytania wcale mi nie brakuje.
Pani poezję przeczytałam wczoraj, w ciszy spokojnego wieczoru. Potem, przesłuchałam płytę, śledząc uważnie tekst, aby nie stracić ani słowa z treści... Pani Alino, jestem poruszona i zachwycona Pani sposobem opisywania rzeczywistości - tej pogodnej, przyjemnej i tej trudnej, bolesnej. Cenię Pani subtelność w prezentowaniu swojej wiary - bez narzucania i afiszowania się.
Po intensywnym weekendzie i ogromnym zmęczeniu w Pani poezji znalazłam ukojenie. Dziękuję.
tomik Pani poezji został mi podarowany w prezencie urodzinowym przez moją przyjaciółkę. Ona wie, że lubię dobrą książkę i poezję. Dobrą, ale z wymaganiem, że osoby piszące są ludźmi wierzącymi. To zawęża mocno moją lekturę, jednak, z czego się cieszę, książek do czytania wcale mi nie brakuje.
Pani poezję przeczytałam wczoraj, w ciszy spokojnego wieczoru. Potem, przesłuchałam płytę, śledząc uważnie tekst, aby nie stracić ani słowa z treści... Pani Alino, jestem poruszona i zachwycona Pani sposobem opisywania rzeczywistości - tej pogodnej, przyjemnej i tej trudnej, bolesnej. Cenię Pani subtelność w prezentowaniu swojej wiary - bez narzucania i afiszowania się.
Po intensywnym weekendzie i ogromnym zmęczeniu w Pani poezji znalazłam ukojenie. Dziękuję.
Z tego, co do mnie dotarło, Pani Alina wydała już kolejny tomik poezji - Lawendowe. Jest to wyraz ogromnej determinacji z jej strony, w obliczu choroby, z którą się zmaga.
Więcej o autorce na stronie: https://alinadybala.pl/
I jeden z jej wierszy:
kiedy życie boli
a żal jak kamyk uwiera
trudno jest i samotnie
dusza jak kot
o wspomnienia się ociera
i tęskni
do lepszej przeszłości
błądzę myślą
po wspomnień mapie
płaczę
nie, to dusza mi kapie
na papier
„Furtka”, Aleksandra Błahut-Kowalczyk, Wydawnictwo Księży Saracenów, Kraków 2018 r.
Jest to już drugi tomik poezji mojej drogiej przyjaciółki, Aleksandry. Poniżej podam linki omawiające szerzej jej bogaty dorobek twórczy.
Furtka, kojarzy mi się z możliwością wejścia do miejsca, które chcemy zobaczyć lub wyjścia z miejsca, które śpiesznie chcemy opuścić. Dobrze wyczuwam intencje autorki. We wprowadzeniu posłużyła się ona słowami Karin Seethaler. Skupiam się na fragmencie, w którym radzi ona, aby zwrócić się z problemami ku teraźniejszości. Nawet jeśli ta furtka wydaje się niewielka, to właśnie przez nią może spłynąć na nas obecność Boga.
Aleksandra jest mistrzynią w wypatrywaniu otwartych furtek. Jej wiersze, często pełne bólu zranienia z namiastką goryczy; troski, zawodu, poniesionej straty, przypominają mi Psalmy lamentacyjne. Wylany zostaje ból po to, aby za chwilę ujrzeć otwartą furtkę, a w niej czekające ojcowskie serce Boga.
W poezji Aleksandry cenię jej szczerość i otwartość. Podziwiam też jej umiejętność dostrzegania szczegółów, we wszystkim, co ją otacza. Obojętne, czy to jest przyroda, jakieś miejsce, dzieło sztuki, drugi człowiek - jej analiza jest zawsze uważna. Potrafi, jak dobry fotograf obiektywem aparatu, tak ona słowem, utrwalić i opisać tak wiele obrazów, wrażeń, emocji i nastrojów chwili.
Czuję się uprzywilejowana, że często jestem pierwszą czytelniczką jej tekstów (poezji, rozważań, treści wystąpień). Prawie każdy mail od niej zaopatrzony jest w załącznik z nowym wierszem.
Oto jeden z jej wierszy:
Życie nieskończone
Bolesne
Dziś piękne
Bajkowe
Pod grubą warstwą śniegu
Wyzwala nieoczekiwanie
Radość
Wdzięczność
Za wszystko
Co słodkie
Cenne
Co gorzkie i
Nierozwiązywalne
Nieskazitelna biel śniegu
Przenosi mnie pod krzyż na Łabajce
Stamtąd już widać Tatry
Ten wiersz, to jedna z otwartych furtek podczas prozy życia - pracy w kuchni.
***
14.11.2022 r.
Przyszła pora - albo raczej znalazła się chwila - na uzupełnienie togo postu.
Prezentując swój drugi tomik poezji - pierwszy został wspomniany wyżej - autorka pisze: Pierwszy tomik moich wierszy nosił tytuł "Zielono-niebiesko" i było w nim "troszeczkę ziemi, troszeczkę nieba". Zawierał dużo wierszy "dziewczyńskich" - niedojrzałych, zielonych, łzawo-miłosnych.
Hm... jako czytelniczka tak jego nie odebrałam. Po prostu podobał mi się i już. Oczywiście, rozumiem, poetka najlepiej może ocenić w jaki sposób ewoluuje jej twórczość.
O swoim nowym tomiku pisze: ...moje wiersze nabrały kontekstu czasowego i stały się bardziej dojrzałe, mądrzejsze; a ponieważ w starożytnym Rzymie kolor fioletowy/ametystowy kojarzono z mądrością i dojrzałością, postanowiłam nadać nowemu tomikowi tytuł: "Lawendowe".
Wiersze Aliny Dybały ponownie zachwyciły mnie swoją treścią, dojrzałością, otwartością, powagą i lekkością. Wzruszyły, zainspirowały, rozbawiły (limeryki). I tym razem wpierw je przeczytałam, a potem przesłuchałam załączoną płytę (czyta Mira Jankowska), śledząc przy tym tekst i ciesząc wzrok subtelnymi ilustracjami (Michał Wójcik). Do pełni szczęścia zabrakło tylko świeżego zapachu lawendy... Ale ten brak nadrobiłam wizytą w "Ogrodzie pełnym lawendy" (Ostrów koło Krakowa).
Fragment wiersza "To, co rozjaśnia duszę":
Pytacie, po co w tych czasach poeta i jego wiersze?
Otóż odpowiadam: bo to niedobre czasy
bezprecedensowej destrukcji globu,
złej dystrybucji dóbr, światowej epidemii głodu,
nieuleczalnych chorób, wojen i niezawinionych śmierci.
Wyczerpują się naturalne zasoby języka,
słowa niewiele znaczą, albo służą marnym celom.
Otóż wiedzcie, że jeszcze nieskończona dziejów praca,
jeszcze nieprzepalone sumienie globu. (...)
Przypominam kolejność tomików słowami autorki: Każdy tytuł (kolor) dotyczył kolejnego etapu życia. Pierwszy tomik pt. "Zielono-niebiesko" mówił o młodości i jej sprawach. Tomik pt. "Lawendowe" dotyczył wieku dojrzałego, a "Srebrzyste" są o starości i mądrości życiowej (określenie 'starość' nie odnosi się do autorki :-). (...) Niektóre wiersze dotyczą obecnego czasu pandemii i śmierci... (...)
Ten tomik również zawiera piękne ilustracje - Izabeli Kowalczuk i Michałą Wójcika. Na płytce CD poezję Aliny Dybały swoim głosem utrwaliła Mira Jankowska. Jest też dodatek ekstra - zdjęcia z archiwum rodzinnego autorki, które pozwalają czytelnikowi poznać z jak fantastyczną osobą ma do czynienia. Słowa Aliny w obliczu tych zdjęć wybrzmiewają jeszcze silniej: Skoro ja, będąc osobą niezdolną do samodzielnej egzystencji, jak orzekli lekarze, mogłam napisać trzy tomiki wierszy, odbyć wiele spotkań autorskich, to uwierzcie, że możecie zrobić o wiele więcej, mając zdrowe kończyny i pełny oddech oraz głos.
Nie wiedziałam, że tak pięknie można pisać o starzeniu się, przemijaniu, chorobie i śmierci. O rozstaniach, żałobie i tęsknocie. Wyrazić zgodę na to, co nieuniknione. Alina to potrafi.
Wiersz "Wracam do domu" czy "Wiersz Ostateczny" - brakuje mi słów, jak nazwać uczucie, jakie we mnie wzbudza. Może... tęsknota?
Przytoczę fragment pierwszego, a wy zróbcie wszystko, aby poznać jego całość:
A kiedy uzna, że już pora
Ten, co ma w ręku wiejadło i czas
i powie, że już starczy,
to pójdę tam piechotą -
nie zabiorę dokumentów, torebki, ani walizki,
bo po co? - Tam mają wszystko.
(...)
Pozwolę sobie na jeszcze jeden komentarz. Moja przyjaciółka Aleksandra Błahut-Kowalczyk (której podarowałam poezję Aliny) pisze w 'zamiast wstępu': (...) Uśmiech wywołują podobieństwa pomiędzy Autorką i mną we wrażliwości na określone miejsca, rośliny, klimaty... Jestem pod wrażeniem jej wierszy. I tak rzeczywiście jest - sama odkryłam te podobieństwa. Niesamowite pokrewieństwo dusz, które dzieli kilkaset kilometrów, i które nigdy się nie spotkały. Jeszcze...
Zachęcam do obejrzenia zdjęć ze spotkania promującego tomik "Srebrzyste".
Autorka była gościem naszej fundacji: KLIKNIJ.







.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.