Pomiędzy przedstawionymi poniżej historiami misyjnymi nie ma ścisłego związku. Lubię grupować propozycje tematycznie, ale wygląda na to, że skończyły mi się już takie możliwości. A jednak, jest jedna wspólna charakterystyka - polem działania misyjnego bohaterów tych książek jest Azja. Chociaż rozpiętość geograficzna ich działań jest tak ogromna, jak odległość pomiędzy Indiami a Japonią. Nie brakuje w nich również wątków europejskich i amerykańskich.
Johanna Lorch, Matka trędowatych - z życia Mary Reed, Wydawnictwo „Pielgrzym Polski”, Warszawa 1975Przyniosła nam niebiańskie lekarstwo...
Boży głos powołania dotarł do Mary Reed w chwili radosnej, twórczej pracy. Od dziesięciu lat była nauczycielką (stan Ohio w Ameryce), a tu nagle dociera do niej wezwanie z dalekich Indii. Kolejne lata spędza na misji, ucząc w szkole dla dziewcząt, a następnie poświęcając się całkowicie pracy socjalnej, wśród najuboższych tej ziemi.
Pogarszający się stan zdrowia zmusza ją do powrotu do kraju, tylko po to, aby tam usłyszeć okrutną diagnozę - trąd! Ma zaledwie 36 lat.
Rozsądny lekarz daje jej wybór - izolacja w odosobnionym sanatorium lub powrót do Indii i pielęgnowanie chorych na trąd, dokąd sił starczy. Decyzja mogła być tylko jedna...
Matka trędowatych, bo tak nazywano Mary Reed, służyła samotnie wśród innych cierpiących przez 46 lat. (Żyła w latach 1854-1943.)
Jestem zadziwiona, że nie znalazłam w polskiej bibliografii nic więcej na temat tej wyjątkowej kobiety, poza niewielką broszurą, mieszczącą się na rozłożonej dłoni. To smutne, ale jeszcze nic straconego - jest kilka książek, opisujących jej służbę, które można przetłumaczyć.
Gotthold Beck przez dziesięciolecia służył jako misjonarz w Japonii. W swojej książce nie opowiada jednak o tej służbie. Poświęcona jest ona jego przedwcześnie zmarłej córce, której życie, a następnie śmierć stała się inspiracją dla wielu. A pytanie o sens życia zakończonego w wieku 20 lat, dla wielu innych znalazło swoją odpowiedź w Jezusie Chrystusie.
Linda, jako młoda osoba, wcześnie zrozumiała powód, dla którego jej rodzice są w Japonii. Wiedziała, że Japonia nie potrzebuje innej kultury, innej mentalności albo innej religii. Japonia potrzebuje Jezusa, gdyż postęp, technika i bogactwo nie dają Japończykom pełnego zadowolenia. Linda miała wielkie serce dla dzieci i im poświęcała najwięcej czasu. Japonię pokochała całym sercem. Wróciła do ojczyzny (Niemcy), aby uczyć się w szkole pielęgniarskiej, żyjąc nadzieją rychłego powrotu do Japonii. Niestety, tak się nie stało. Jej młode życie pokonała choroba nowotworowa. Świadectwo jej życia w okresie choroby stało się wspaniałym narzędziem dotykającym ludzkich serc. Pośród tych, którzy ją otaczali. Wieść o jej chorobie i postawie dotarła również do Japonii, zdobywając wiele dusz dla Chrystusa.
Na mnie wrażenie zrobił opis jej Biblii - Była dosłownie „przeorana”. Na marginesach były zapisane liczne uwagi i wiele wierszy było podkreślonych. Ona po prostu żyła Biblią. Może warto przyjrzeć się naszym Bibliom?
Druga część książki zawiera rozważania i notatki Lindy.
Trzecia część jest traktatem teologiczno-ewangelizacyjnym autora. Jego przydatność pozostawiam ocenie czytelnika.
Modlitwa matki: Boże, żeby jeden z moich chłopców został misjonarzem! została wysłuchana.
Autor książki został misjonarzem i jednocześnie założycielem misji Gospel for Asia (Ewangelia dla Azji). To jeden z największych ruchów misyjnych na świecie. GFA działa natomiast w całych Indiach w dziedzinie ewangelizacji i zakładania zborów.
Yohannanowi zawsze przyświecała myśl, aby pozyskiwać dla Jezusa biednych (wtedy dotkniemy masy ludzkie - pisał z przekonaniem). Przyjaciele nazywali go żartobliwie „Gandhi”, ponieważ utrzymywał, że jeżeli ludzie z wiosek Indii mają kiedykolwiek poznać miłość Jezusa, będzie ona musiała być im przyniesiona przez ich rodaków o brązowej skórze. To zrozumienie utwierdził w nim John Haggai, założyciel Haggai Institute. Zadaniem instytutu było szkolenie krajowych ewangelistów do dzieła głoszenia ewangelii, bez polegania na misjonarzach zagranicznych. Z autopsji wiem, na czym to polega, ponieważ sama uczestniczyłam w takim szkoleniu w 2004 roku.
I rzeczywiście, K. P. Yohannana cechuje duży sceptycyzm i krytycyzm skierowany na zachodnie chrześcijaństwo i misję w wydaniu zachodnim. Czytając tę książkę, czułam się czasem, jakby ktoś wylewał na mnie kubeł zimnej wody. Nie zaprzeczę jednak, że wielokrotnie zgadzałam się z autorem. Znalazłam też wiele przyczynków do zweryfikowania swojej służby. Na przykład w temacie Dobre czyny a Ewangelia (chodzi o działania społeczne i charytatywne).
Książka warta przeczytania i niewątpliwie w wielu aspektach rewolucyjna.
***
Żyjemy w czasach, kiedy zamykają się księgarnie, biblioteki nie chcą przyjmować książek, a z samych książek robi się wycinanki - nie powiem, są to małe dzieła sztuki. Przykre to zjawiska. Mam jednak nadzieję, że miłośnicy książek o misji pozostaną im wierni.
Zachęcam do budującej lektury.
(Napisane na zamówienie Biuletynu "Idźcie".)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.