W dniu wczorajszym, w naszym Kościele, miała miejsce piękna ceremonia.
Odbywał się „chrzest wiary” 15 katechumenów - ludzi, którzy będąc już w pełni dorosłymi, podjęli świadomą decyzję wyznania swoich grzechów Jezusowi, przyjęli Jego przebaczenie, zaufali Mu i oddali Mu swoje życie.
W związku z tym wydarzeniem przypomniała mi się pewna sympatyczna historyjka, którą lat temu kilka przetłumaczyłam - właśnie na okoliczność podobnej uroczystości.
„CZY W BAPTYSTERIUM JEST REKIN?”
(I cała lawina innych ważnych pytań)
Stephen L. Slack
I znowu to zrobiła. Zadała mi ważne pytanie, do którego zupełnie nie byłem przygo-towany.
Czteroletnia Stefania powiedziała swoje pierwsze słowo w wieku 8 miesięcy. Dwa miesiące później budowała już pierwsze zdania i... od tej pory, każdego dnia, zadaje tysiące pytań.
Temat na dziś brzmiał: chrzest.
„Tatusiu” - powiedziała - „myślę, że ja to nie chcę być ochrzczona.”
„Ależ, Słoneczko” - powiedziałem - „masz przed sobą wiele czasu, aby nad tym się zastanowić. Dlaczego mówisz, że tego nie chcesz?”
„Bo się boję” - odpowiedziała.
Dalej nastąpiła lawina pytań typu: gdzie jest baptysterium, jak się do niego wchodzi, jaką woda ma temperaturę i kolor. Zapytałem więc: „A może, któregoś dnia chciałabyś obejrzeć baptysterium?” „O, to byłoby wspaniałe!” - odpowiedziała Stefania.
Kilka dni później rozpoczęliśmy naszą wycieczkę od przebieralni. Sprawdzając szaty, ręczniki i suszarki. Potem przeszliśmy po czystych, drewnianych schodach prosto do baptysterium. Kiedy tylko ujrzała wodę, od razu musiała jej dotknąć. I zrobiła to, oczywiście... „Jak jest tu głęboko?” - spytała. „Och, nie bardzo” - powiedziałem - „Sięga, gdzieś potąd” - pokazałem na sobie. „I zwykle woda jest ciepła.”
Już w samochodzie, kiedy zbliżaliśmy się do domu, krzyżowy ostrzał pytań wciąż trwał. „Tatusiu, a czy w baptysterium jest rekin?” „Ależ, Słoneczko!? W baptysterium nie ma żadnego rekina!” (I chichocząc w duchu, pomyślałem sobie: „Chociaż, na kilka rekinów natknąłem się w holu”) Domyśliłem się, że jej przyjaciel Brandon maczał w tym palce, opowiadając jej co nieco o niebezpiecznych plażach.
„Tatusiu?” - Stefania nie dawała mi spokoju - „Czy ty i mamusia możecie być przy mnie, jeśli zechcę być ochrzczona, któregoś dnia?” „Oczywiście, córeczko, że będziemy z tobą!” - upewniłem ją. „A ja, jeśli będziesz tego chciała, to nawet mogę służyć przy twoim chrzcie?” „Tak, chcę tego!”- odpowiedziała entuzjastycznie.
Kiedy wydawało mi się, że to już koniec - pojawiła się kolejna perełka.
„A co się robi po chrzcie?” Moja odpowiedź była szybka: „Wyciera się, suszy suszarką włosy i wraca na Szkółkę Niedzielną albo na nabożeństwo.”
Z głębokim namysłem, uporem i cierpliwością Stefania kontynuowała: „Tatusiu, mam na myśli, co się dzieje po chrzcie?”
Zdałem sobie sprawę, że mój trzydziestokilkuletni mózg już dawno się wyłączył, kiedy jej wciąż drążył i dociekał prawdy. Wreszcie odpowiedziałem: „Po chrzcie, Słoneczko, po prostu żyjemy dla Jezusa.”
***
„Czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.” Rzymian 6:3,4





