czwartek, 8 marca 2012

Z okazji Dnia Kobiet - z refleksją

Kobiety, dzięki którym moje życie stało się bogatsze.

Niedawno, podczas nagrania audycji radiowej dla Akademii Pięknego Życia, rozmawiałyśmy o tym, czy chcemy być ‘kobietami wpływu’ oraz czy były lub są obok nas kobiety, które wpłynęły na nasze życie.
Z okazji dzisiejszego sympatycznego święta, pomyślałam sobie, że wspomnę o kilku takich kobietach, które niewątpliwie swoją służbą (nauczaniem, twórczością), swoim życiem (przykładem) ubogaciły moje życie.
Przeniosę się w dość odległe czasy, bo do kwietnia 2002 roku, kiedy to dane mi było uczestniczyć, w odbywającej się w Budapeszcie konferencji pod hasłem HOPE 21, organizowanej pod patronatem Europejskiego Aliansu Ewangelicznego. Podczas tej trwającej kilka dni konferencji, spoglądano na kwestie duchowe, moralne, społeczne, rodzinne, zdrowotne i wiele, wiele innych kwestii dzisiejszej Europy przez pryzmat Słowa Bożego. Z perspektywy chrześcijaństwa - Kościoła i organizacji para-kościelnych.
W programie konferencji nie zapomniano o roli kobiety i służby, jaką pełni ona w rodzinie, w społeczeństwie, w Kościele. Niejako równolegle odbywała się konferencja „Hope for Europe - Women in Leadership” (Nadzieja dla Europy - kobiety w przywództwie).
Dla mnie była to wspaniała możliwość dla duchowego odpoczynku, umocnienia się w Bożym powołaniu do służby oraz postawienia sobie pytania: Co jeszcze mogę zrobić, co w chociaż małym wymiarze wpłynie na ludzi, którzy żyją wokół mnie, w tym małym wycinku Europy? Pięć wspaniałych kobiet miało niewątpliwy wpływ na tor i charakter moich przemyśleń. Oto te kobiety:

Linda Dillow - Amerykanka. Misjonarka, autorka wielu książek. Kilka z nich zostało przetłumaczonych na język polski. Między innymi „Twórcza partnerka”, „Ukojone serce”, „Błogosławieństwo w dolinie łez”.
Linda mówiła o trzech bardzo ważnych postawach kobiety - bycie zachętą dla innych, bycie zadowoloną - niezależnie od okoliczności oraz ustalenie właściwych priorytetów odnośnie naszej służby - wpierw uwielbienie dla Boga, a potem służba.
Definicja zachęty - podnosić, prowokować, popychać ludzi do pójścia we właściwym kierunku, do parcia do przodu, pomimo przeszkód i kłopotów. Zachęta, to taki wyraz miłości, który pomaga drugiej osobie stawać się lepszą. Najprostszy przepis na zachętę to pozytywne myśli (w ciągu dnia przez naszą głowę przelatuje ich około 10 tys.) + pozytywne słowa + pozytywne działanie. Myśli są tu najważniejsze - jesteśmy tacy, jakie są nasze myśli.
Definicja zadowolenia - wewnętrzny pokój niezależny od okoliczności. Zadowolenie to moralne nastawienie, które jest wstanie zmienić okoliczności. Przykład ap. Pawła: nauczyłem się poprzestawać na tym, co mam; wszystko mogę w tym, który mnie umacnia, w Chrystusie. Sekret zadowolenia  - Chrystus we mnie; a nie - ja, tylko że w innych okolicznościach. Zadowolenie nie przychodzi naturalnie. Trzeba się go uczyć.
Uwielbienie dla Boga - służba ma wypływać z serca pełnego uwielbienia dla Boga. Nie jesteśmy w pierwszym rzędzie pracownicami, ale kochankami Jezusa. Kochamy i dlatego służymy. Uwielbienie ma być stylem życia. Mimo tego, że wstaję z kolan, to nadal mam mieć skłonione myśli, słowa, działanie, pracę... Wszystko, co robię i co czuję, ma być aktem uwielbienia Boga. Najdojrzalszą i najtrudniejszą formą uwielbienia Boga jest poddanie Mu swojej woli.

Noor van Haaften - Holenderka. Autorka książek, uznana mówczyni i nauczyciel. Producent chrześcijańskich audycji radiowych i TV. Podczas konferencji prowadziła rozważania poranne oraz seminaria. Spotkania z nią były dla mnie bardzo cenne i z głębi serca zapragnęłam, aby kobiety w Polsce miały szansę jej posłuchać.
Lekcja z Księgi Rut - Rut uczy nas, co to znaczy być wiernym w rodzinie Bożej. Mamy postępować tak jak ona, w każdej sytuacji. Mamy iść razem. Kiedy ktoś jest słaby - mamy go wspierać. Wierność jest klejem, jeśli jej nie ma, rozpadają się rodziny, przyjaźnie, społeczeństwa, Kościoły.
Lekcja z Księgi Daniela - Daniel uczy nas, co to znaczy nie kalać się tym światem, nie żyć na jego modłę, jak zachować siebie niesplamionym przez świat. Mamy być święci, dlatego jesteśmy obcy na tym świecie, jesteśmy przechodniami. Duch Święty infekuje nas prawdą i świętością, i powoduje, że jesteśmy chorzy z powodu otaczającego nas zepsucia i grzechu.
Naszym zadaniem jest powoływać innych do światła - być światłem dla narodów. Światłem dla Europy. Obserwujmy czasy, w których żyjemy. Obserwujmy to, co czyni Bóg. Badajmy proroctwa. Czas przyjścia Jezusa wydaje się bliski - to wyzwanie dla nas, aby być bardziej świętymi niż byliśmy. Bądźmy radykalni.

Marzenie o zaproszeniu Noor do Polski spełniło się. KLIKNIJ

Maija Nyman - Finka. Zaangażowana w służbę wśród kobiet. Pisze, nagrywa programy radiowe i telewizyjne. Pięknie śpiewa. Mówiła o błogosławieństwie i wyzwaniu do służby, jakim jest małżeństwo. W jej świadectwie odnalazłam siebie. Wraz z mężem rozpoczęli służbę wśród małżeństw w momencie, kiedy sami szukali pomocy i odpowiedzi na swoje problemy, na swój brak zrozumienia istoty małżeństwa. Pamiętam jej słowa, kiedy powiedziała: Co zadziałało w twoim życiu może być użyte w życiu innych ludzi. Nawet twój ból może być użyty, aby pomóc innym. Myślę, że te prawdy odnosić się mogą do całego naszego życia, nie tylko do małżeństwa.

Maiję również zaprosiłam do Polski. KLIKNIJ

Alina Wieja - Polka. Moja współlokatorka. Kobieta, która tu na polskim gruncie dokonała wiele. Napisała wspaniałą książkę „Powrót kobiety do harmonii ze Stwórcą.” I kilka innych. Jest autorką doskonałych podręczników z dziedziny poradnictwa. Dzięki wydawnictwu, którym dzielnie zawiaduje, docierają do nas wspaniałe pozycje książkowe dla kobiet, np. książki Lindy Dillow. Redaguje poczytne czasopismo (dla każdego, nie tylko dla kobiet!) „Nasze Inspiracje”. Dzielnie pomaga mężowi w jego pracy w Kościele i na polu misyjnym. Wielka kobieta, a zarazem tak delikatna, subtelna, ciepła i otwarta w kontaktach, skromna osoba.
I chociaż niewiele miałyśmy czasu dla siebie - krótkie poranki i trochę dłuższe wieczory - to myślę, że nasze rozmowy, modlitwy, dzielenie się doświadczeniami z życia i ze służby bardzo zbliżyły nas do siebie. Przynajmniej dla mnie, Ala stała się kimś bardzo bliskim mojemu sercu.

Anneli Portman - Finka. Misjonarka we Włoszech. Nigdy wcześniej jej nie spotkałam. Nic o sobie nie wiedziałyśmy. Nasza znajomość trwała zaledwie kilka minut (przedstawił nas sobie nasz przyjaciel Warren Carter). I były to najcenniejsze dla mnie minuty tej konferencji. Mieliśmy modlić się w trójkach i tak się akurat stało, że Anneli była tą trzecią osobą. Pierwszy pomodlił się mój mąż Paweł. Nie wiem dlaczego, ale pomodlił się po polsku - wylał przed Panem całe swoje serce. Dziękował za czas odpoczynku, od trosk i frustracji. Potem pomodliła się ona... To była prorocza modlitwa - dotknęła głębi naszego wnętrza. Anneli modliła się tak, jakby znała każdą naszą troskę i zmartwienie, jakby znała nas od lat. Dziękowała Bogu za naszą służbę, prosiła Go o wytrwanie dla nas, o powstrzymanie ataków szatana na nas, na naszą rodzinę, na nasze życie. Rozpłakałam się. Tak bardzo potrzebowałam takiej modlitwy. Anneli powiedziała, że była otwarta na głos Boży, i prosiła Go, aby powiedział jej, o co ma się modlić. To było niesamowite…

***

Uczestniczką tej konferencji była kolejna kobieta wpływu - Lenne Carter. Żona naszego nieżyjącego już przyjaciela - Warrena. Ale o niej napiszę innym razem. Teraz wspomnę, że, na moje zaproszenie, Leanne przyjeżdża do Polski, jako gość konferencji dla kobiet. Konferencja odbędzie się 26 maja 2012r.
Więcej szczegółów w późniejszym terminie.

***

Oczywiście, takich kobiet w moim życiu było i jest znacznie więcej. I są już od dawna bohaterkami mojego bloga (wspomnę tu Stenię Shaded, Aleksandrę Błahut-Kowalczyk, Beatę Jaskuła-Tuchanowską, Magdę Grabowską, Jagodę Markiewicz... i wiele innych). Jestem Bogu ogromnie za nie wdzięczna.



Z okazji Dnia Kobiet - z humorem

Bardzo głęboka parafraza Przypowieści Salomona 31:10-31  Co o tym myślicie, drogie Panie? :-)

Prawy mężczyzna - trudno  o takiego - jego wartość przewyższa diamenty.
Serce jego żony ufa mu, czuje się przy nim bezpieczna.
On wyświadcza jej samo dobro a nie zło, po wszystkie dni swojego życia.
Podobny jest do olbrzymich tirów chłodziarek; sam płaci za żywność przywożoną z zachodu  i wschodu, czy z dalekich krajów południowych.
Wstaje wcześnie, gdy trwa jeszcze noc, czasami pracuje w trybie zmianowym, i zapracowuje na żywność dla swoich domowników.
Gdy zechce mieć gospodarstwo rolne, nabywa pole i własnymi rękoma obsadza je.
Podnosi ciężarki i ćwiczy jogging, aby dbać o kondycję i umacniać swoje ciało.
Wie, że należycie się troszczy o swoich bliskich i jest gotowy nadal tak pracować, aby zapewnić im wszystko czego potrzebują.
Przykłada swoją rękę do każdej pracy fizycznej albo trudzi się umysłowo.
Chętnie pomaga biednym, jego dłoń zawsze otwiera się na tych, którzy są w potrzebie.
Nie boi się ostrej zimy, jego domownicy zawsze są ubrani w ciepłe kurtki, czapki, szaliki, rękawiczki i buty, w które on z miłością ich zaopatrzył.
Dba oto, aby jego rodzina zawsze była schludnie i czysto ubrana, kiedy udają się do kościoła.
Jego żona jest szanowana przez ludzi.
Siła i uczciwość są jego strojem. Dzięki jego właściwym i mądrym inwestycjom, powodzi się całej rodzinie.
Gdy otwiera swoje usta - mówi mądrze, a jego język jest uprzejmy; nie krytykuje i nie rani innych.
Należycie dba i czuwa nad biegiem spraw domowych. Nie trzyma z innymi mężczyznami, którzy wydają swoje pieniądze na alkohol, narkotyki, inne kobiety czy hazard, zostawiając swoje żony i dzieci bez środków do życia.
Jego synowie szanują go, jego żona także. I wychwala go mówiąc:
Jest wielu prawych  mężczyzn, ale ty przewyższasz wszystkich.
Przystojnie i dobrze może wyglądać pyszałek, ale mężczyzna który boi się Pana, ten prawdziwie jest godny pochwały.
Oddajcie mu to, co się mu należy. Niech jego własna praca przynosi mu chwałę pośród ludzi.

Ruth Downey - tłumaczenie Wala Jarosz

***

I jeszcze mały dodatek. Koniecznie to obejrzyjcie: KLIKNIJ



wtorek, 6 marca 2012

Bitwy o Galę

Wszystko zaczęło się od jęczmienia. No, nie... Chyba trochę przesadziłam :-). Wszystko zaczęło się dwa lata temu, po konferencji „Barwy Życia”. Słowa zachęty - zawarte w ankietach, wypełnionych po tej konferencji - przyczyniły się do zorganizowania „Wieczoru Galowego dla Kobiet”. Decyzję o tym podjęłyśmy prawie że natychmiastowo. Prace nad projektem rozpoczęłyśmy we wrześniu 2010 r.

Wydawałoby się, iż zdobyte doświadczenie sprawi, że będzie nam łatwiej. Nie było... A nawet twierdzimy, że było trudniej. Nie chciałyśmy zrobić „kalki” poprzedniej konferencji. Nie chciałyśmy w ogóle robić konferencji. I tu miałyśmy problem z porozumieniem się, jaki mamy obraz planowanego wydarzenia. Niektóre miały wrażenie, że spotkanie będzie za rozrywkowe, inne oczami wyobraźni już widziały to, co wczoraj miało miejsce w Teatrze Roma. Możliwe, że troszkę zamieszania wprowadzało hasło spotkania. Pierwotnie miało ono brzmieć „Poświętuj sobie kobieto!”. To chyba dobrze, że nie przeszło. Wczoraj, w dniu żałoby narodowej, trudno byłoby nam kogokolwiek przekonać, że impreza nie ma charakteru rozrywkowego, tylko refleksyjny. Do tego wątku jeszcze nawiążę.

Wracam do przygotowań.
Wiele czynników się zmieniło, włącznie ze zmianą kierownika administracyjnego „Teatru Roma” i stawkami za udostępnienie teatru. Posłużę się tu słowami z II Mojżeszowej 1:8 „Tymczasem rządy nad Egiptem objął nowy król (faraon), który nie znał Józefa”, co niewątpliwie miało wpływ na prowadzone z teatrem rozmowy.
Większe koszty wydarzenia i wyższa cena za bilet wystawiały naszą wiarę na próbę. Wpływy z biletów pokrywać miały połowę zaplanowanych wydatków, a co z resztą…? To jedna z tych bitew, która została wygrana. Nie miałyśmy jeszcze kompletu kobiet, a już zebrana kwota, pozwoliła zamknąć nasz budżet na tydzień przed wydarzeniem.
A zapisy? Pewnie jakoś to sobie wyjaśnimy, jak to się stało, że liczba zapisanych kobiet (a może kobiet, które po prostu przyszły) przekroczyła ilość miejsc. Mamy nadzieję, że te, których obsługa teatru już nie wpuściła, wybaczą nam to. 

Nie rozpisując się już zbytnio o przeszkodach i trudnościach, wspomnę, że rozdzieliłyśmy pomiędzy siebie zadania zgodnie z naszymi obdarowaniami, biorąc pod uwagę rzeczy, w których sprawdziłyśmy się podczas organizowania „Barw Życia”. I też nie było łatwiej, a dodatkowo, niektóre z nas przechodziły przez przeróżne przykre doświadczenia.
Pamięć jest zawodna, ale niektóre wymienię. Mój mąż i syn jednej z nas poważnie zachorowali, ich życie było zagrożone. Dwie inne kobiety straciły swoich bliskich (jedna matkę, druga ojca). Kolejna stawiła czoła bolesnej diagnozie, a inna złamała nogę. W końcówce przygotowań jednej z organizatorek spalił się komputer, drugiej mąż stracił pracę. Dwaj kolejni mężowie trafili do szpitala. I pewnie o czymś jeszcze zapomniałam. Zastanawiająca kumulacja nieszczęśliwych zdarzeń w gronie zaledwie kilkunastu kobiet. Niezłe pole bitwy, nieprawdaż?
A na koniec, na cztery dni przed imprezą, którą miałam prowadzić, powstał na moim oku jęczmień. Tak naprawdę, to nie wiedziałam, co to jest. Powieka była czerwona, spuchnięta i bolesna, a pod okiem stworzył się wielki opuchnięty worek. Lekarka, na ostrym dyżurze, zdiagnozowała jęczmień. Przepisała maść (chyba skuteczną - bo mała i bardzo droga :-) oraz masaże ciepłym jajkiem. I zakończyła optymistycznie: Za 5-7 dni się wchłonie, a jeśli nie, to trzeba będzie naciąć. Cóż mi pozostało - prośba o modlitwę, którą rozpisałam do osób, na które mogłam liczyć. Przy okazji przypomniałam sobie, co napisałam do kobiet dokładnie na dzień przed „Barwami Życia”, które również prowadziłam. Pisałam: …od wczoraj popołudnia leżę. Dopadło mnie paskudne przeziębienie… powierzam się Waszym modlitwom. … Na szczęście na jutro wszystko mam przygotowane, więc bez stresu mogę leżeć w łóżku.
Takie déjà vu :-). I tym razem, tak jak dwa lata wcześniej, bitwa została wygrana.

Jednak ostateczną bitwę przyszło nam stoczyć w dniu planowanej Gali. Już dzień wcześniej wiedziałyśmy, że w związku z tragedią pod Szczekocinami, będzie ogłoszona żałoba narodowa. Narastał w nas niepokój, ale ufałyśmy, że nic nie zagrozi naszym planom. Zadzwoniłam do Beaty Bednarz, aby omówić punkt programu związany z uczczeniem ofiar katastrofy.
Przysłowiowe schody zaczęły się w poniedziałek rano - wszelkie masowe imprezy mają być odwołane. Teatr nie widzi szans, aby nasza Gala miała się odbyć.
Kobiety dzwonią i pytają, a my odpowiadamy, że w naszych planach nic się nie zamieniło. Na stronie www. pojawia się wpis, że impreza się odbędzie. Muzycy zmierzają do Warszawy z południa Polski. Oni też nie zamierzają zmieniać swoich planów. Beata Bednarz i Monika Kuszyńska o 11:00 wyjeżdżają z Łodzi. Ekipa z PRO-eMu i EXODUS 15 też są w drodze. A Ania Jamróz już jest w Warszawie. Jako odpowiedzialna za imprezy w foyer piszę do kilkunastu osób: Proszę, działajcie zgodnie z naszymi ustaleniami.
Tymczasem, za ‘kulisami’ wykonuje się dziesiątki telefonów, pisze tyleż samo SMS-ów i maili. A nawet, naprędce powstają oficjalne pisma, które kursują pomiędzy organizatorkami, teatrem i urzędnikami na wysokich szczeblach państwowych. W pismach zapewniamy wszystkich, że nic, co wydarzy się na scenie i podczas całego wydarzenia, nie będzie niegodne i nieprzystające do sytuacji żałoby narodowej.
Na FB/Wydarzenie wpisuję post:  WIARA JEST PEWNOŚCIĄ TEGO, CZEGO SIĘ SPODZIEWAMY... (Hebr. 11:1a). A czego się spodziewamy od Boga dzisiaj? Ja i pozostałe Kobiety Razem spodziewamy się spotkać z Wami dzisiaj w Teatrze Roma ... Prosimy o modlitwę - decydująca rozmowa z Teatrem jeszcze przed nami. Wierzymy jednak, że tam na GÓRZE wszystko jest już postanowione. Werset, który dziś rozważałam: Mojżesz rzekł do Boga: Kimże jestem, bym miał pójść do faraona...? I odpowiedział Bóg: Będę z tobą.   II Mojż. 3:11-12a (Znowu ten faraon...)

Duże grono 'wtajemniczonych' kobiet modliło się o powodzenie naszych działań.
Można powiedzieć, że jako organizatorki stoczyłyśmy bitwę o Galę. I z Bożą pomocą ją wygrałyśmy. 

Potem, to już wszystko poszło pięknie.
Atrakcje w foyer ruszyły od 17:00. Wiele atrakcji zaaranżowałyśmy z myślą o uczestniczkach. Było to, co kobiety lubią najbardziej - stoiska: z dobrymi książkami (kilka tytułów z możliwością zdobycia autografu); z dobrą muzyką (płyty naszych gości); z piękną biżuterią i z różnymi wyrobami artystycznymi; oraz reprezentowane były cztery firmy kosmetyczne. Miały one ogromne powodzenie. Ja też skorzystałam i zrobiłam się na bóstwo :-). Musiałam się przecież na scenie jakoś zaprezentować. A jeszcze, przy okazji, była artystyczna fotka. Ten punkt, pośród imprez towarzyszących, również cieszył się powodzeniem.

A na scenie, wszystko, co było śpiewane i mówione, miało charakter refleksyjnej, spokojnej zadumy nad treścią doświadczeń, płynących z życia zaproszonych gości, z przesłaniem nadziei na lepsze jutro.
Nie da się tego opisać w skrócie, to trzeba było przeżyć. Dla tych, które nie miały szansy uczestniczyć w tym wydarzeniu, pozostaje cierpliwie czekać, aż nagranie z Gali będzie dostępne w Internecie.

Jeszcze jedna rzecz, która nie byłaby możliwa bez udziału Boga, przeszła do historii.
I zakończę tymi samymi słowami, jakimi zakończyłam opis konferencji „Barwy Życia”: Podejmujmy się wielkich rzeczy dla Boga i spodziewajmy się wielkich rzeczy od Niego. (William Carrey)

FILMIK z Wieczoru Galowego (KLIKNIJ)

***
Archiwum „Barwy Życia” (KLIKNIJ)