piątek, 19 kwietnia 2013

Pocieszające...



Szukając wiosny

Wiosna jest porą roku, w której Bóg przypomina nam, że świat nie zawsze jest taki, na jaki wygląda. To, co jest beznadziejnie martwe, w ciągu kilku krótkich tygodni wraca do życia. Posępne lasy nabierają barw. Drzewa, których nagie konary wyciągały się do nieba przez całą zimę, jak gdyby błagały o przyodziewek, nagle przyozdobiły się koronkowymi, zielonymi szatami. Kwiaty, co zblakły i opadły na ziemię pod wpływem zimna, znowu budzą się z kolan w buncie przeciwko śmierci. … Niezawodne, coroczne pojawienie się wiosny napawa mnie otuchą, gdy doświadczam pozornie beznadziejnych sytuacji. Z Bogiem jednak takich sytuacji nie ma. Bez względu na to, jak posępnie wygląda krajobraz życia, Bóg może go przemienić we wspaniały ogród pełen barw i zapachów. Julie Ackerman Link / „Nasz codzienny chleb”, 18 kwietnia 2013
(Zdjęcie - szukamy wiosny w pobliskim Żabieńcu, 17 kwietnia 2013)

Życie jak ciasto

Przywołując w pamięci swe chłopięce lata, Randy Alcron opowiada, jak często przyglądał się pieczeniu cista przez swoją mamę. Pewnego dnia, gdy miała już przygotowane wszystkie składniki - mąkę, cukier, proszek do pieczenia, jajka i wanilię - mały Randy, ukradkiem, spróbował każdego z nich po kolei. Poza cukrem, każda z tych ingrediencji smakowała dość koszmarnie. Następnie mama zmieszała je wszystkie razem, włożyła do formy, a następnie do piekarnika. „Nie potrafiłem zrozumieć” - wspomina Alcorn - „że połączenie tak niesmacznych z osobna rzeczy, dało tak smakowity efekt końcowy”.  Dalej Alcorn pisze, że Bóg czyni podobnie – „bierze wszystkie niepożądane w naszym życiu stresy, miesza je ze sobą, umieszcza w żarze kryzysu, którego właśnie doświadczamy i w końcu otrzymuje doskonały produkt”.  „Nasz codzienny chleb”, 2012




środa, 10 kwietnia 2013

Polecam ten film


„Październikowe dziecko”
Przeczytane w Internecie: Nieczęsto się zdarza, by filmowcy w Hollywood sięgali po tak kontrowersyjny temat jak aborcja. Z uwagi na to, że większość największych gwiazd kina wspiera finansowo aborcję i granie w filmach pro-life nie jest „trendy”, pewnie dlatego film nie obfituje w wielkie gwiazdy w obsadzie. Obraz opowiada dramatyczną historię zainspirowaną życiem antyaborcyjnej działaczki Gianny Jessen. Historia Jessen jest tak niebywała, że gdyby powstała tylko w głowie filmowców, nikt by nie uwierzył, że jest prawdziwa.
Zajawka  filmu. Gianna Jessen wykonała główną piosenkę do filmu - „Ocean Floor”. Po seansie powiedziała: „Śmiałam się, płakałam i się mocno oczyściłam wewnętrznie. Dziękuję twórcom” KLIKNIJ

Więcej o Giannie
Gianna Jessen (ur. 6 kwietnia 1977 w Los Angeles) - urodziła się jako córka 17-letnich rodziców, w 30-tym tygodniu ciąży, w wyniku nieskutecznej aborcji metodą wstrzyknięcia roztworu soli do worka owodniowego. Została odratowana przez personel medyczny. Dziś Gianna Jessen mieszka w Nashville. Działa aktywnie w organizacjach antyaborcyjnych. Jest działaczką ruchu pro-life.
Gianna opowiada o sobie: „Powinnam być ślepa i poparzona, powinnam być martwa, ale urodziłam się żywa. Przeżyłam aborcję. Moja biologiczna matka była w siódmym miesiącu ciąży, gdy zgłosiła się do kliniki Planned Parenthood w Południowej Kalifornii, gdzie doradzono jej późną aborcję roztworem soli. Aborcja roztworem soli polega na wstrzyknięciu roztworu soli fizjologicznej do macicy matki. Dziecko łyka roztwór, który pali je z zewnątrz i od wewnątrz. Następnie, w ciągu 24 godzin matka rodzi martwe dziecko. Tak było ze mną! Pozostawałam w roztworze przez około 18 godzin i urodziłam się żywa! W akcie urodzenia mam napisane: „urodzona w trakcie aborcji”, a poniżej jest podpis lekarza, który tę aborcję przeprowadzał”.

W wieku 17 miesięcy Gianna została oddana pod opiekę matce zastępczej. Wtedy rozpoczęto rehabilitację dziewczynki. Z powodu niedotlenienia podczas aborcji cierpi na porażenie mózgowe i ma kłopoty z poruszaniem się. Pomimo tego jest bardzo aktywna i stała się niestrudzoną działaczką ruchu pro-life. Jest jedną z najsłynniejszych obrończyń praw nienarodzonych ludzi. Przemawiała między innymi w amerykańskim Kongresie, w brytyjskim parlamencie i w obecności prezydenta Stanów Zjednoczonych, w Parlamencie Australii, i w wielu innych miejscach i różnych programach telewizyjnych. Jeździ po świecie, aby dzielić się własną opowieścią. Z siłą i determinacją twierdzi, że została uratowana „mocą Jezusa Chrystusa”. W swojej działalności szerzenia kultu życia ma atrakcyjny atut: „Najlepszą rzeczą, jaką mogę pokazać innym, by bronić życia, jest moje własne życie. To był wielki dar. Zabijanie nie jest odpowiedzią na żaden problem lub sytuację. Każde życie ma wartość. Każde życie jest darem od naszego Stwórcy”. „… Kiedy słyszę, że należy dopuścić aborcję w sytuacji, gdy dziecko może być upośledzone, to w moim sercu rozgrywa się horror. Cóż to za arogancja silnych, którzy chcą decydować, kto może żyć, a kto nie. A przecież tym, co ich samych utrzymuje przy życiu, jest miłosierdzie Boga, nawet jeśli oni Go nienawidzą” - mówi kobieta. 

Polecam pieśń Gdy pokój niebieski... ze „Śpiewnika Pielgrzyma(nr 297) w wykonaniu Gianny. KLIKNIJ

Projekcję tego filmu zorganizowałam 6 kwietnia (dopiero na spotkaniu uświadomiłam sobie, że w tym dniu są urodziny Gianny). Obecnych było około 30 osób. Kobiety i, ku mojemu miłemu zaskoczeniu, wielu mężczyzn. Reakcje widzów były przewidywalne: skupienie, cisza, łzy… Po projekcji poprosiłam moją Teściową, aby podzieliła się z nami swoją historią z życia. W typowy dla siebie ciepły, dobrotliwy i nie pozbawiony elementów humoru sposób opowiedziała o przebiegu swojej trzeciej ciąży, która stanowiła dla niej zagrożenie życia. Przemęczenie, wyczerpanie, anemia oraz dotkliwe poparzenie stanowiły dla lekarzy wystarczający powód do podjęcia decyzji o usunięciu dziecka. Na szczęście do matki należało ostatnie słowo, a ono brzmiało tak: „Dzieci są darem Pana. Jestem osobą wierzącą i ufam Bogu, że ja i dziecko jesteśmy bezpieczni w Jego ręku, aż do rozwiązania”. I postawiła na swoim. Wzięła jednak sobie do serca swój stan fizyczny i przez kolejne miesiące, oszczędzając się, walczyła skutecznie z anemią. Jedząc surową wątrobę!!! Pomogło… Urodziła się śliczna, pogodna, zdrowa i jedyna córeczka. Z czasem rodzinie przybyły kolejne dwa maleństwa...
Myślę, że to był dobry i cenny akcent na zakończenie naszego spotkania z ‘październikowym dzieckiem’.  

***
Zapraszam do zapoznania się z moim wcześniejszym postem, który porusza kwestię aborcji. KLIKNIJ 




wtorek, 2 kwietnia 2013

Kącik dobrej książki


„Syn Hamasu”, Musab Hasan Jusuf / Ron Brackin, AETOS, Wrocław, 2010r.

Zanim sięgnęłam po tę książkę, słyszałam na jej temat wiele pozytywnych opinii. A, kiedy przez kilka ostatnich miesięcy pomagałam przy sprzedaży literatury chrześcijańskiej, zauwa-żyłam, że właśnie ta książka była najczęściej kupowana. Przeważnie przez mężczyzn. Trudno się dziwić - kulisy palestyńskiego terroru, intryga tajnych służb izraelskiego wywiadu i pośród tego wszystkiego nasz bohater. Palestyńczyk, mu-zułmanin, syn czołowego lidera Hamasu, nie dość, że staje się agentem wrogiego wywiadu, to jeszcze nawraca się na chrześcijaństwo. Fre-derick Forsyth nie wymyśliłby lepszej fabuły. A tę stworzyło samo życie. Musab Hasan Jusuf jest człowiekiem z krwi i kości.

Chociaż czytelnik może się domyślać, że bohater, i zarazem autor książki, żyje i ma się dobrze, to książkę czyta się w ogromnym napięciu, w trosce o jego los i powodzenie zadania, jakiego się podjął. Odsłonięte kulisy palestyńskiego terroru przygnębiają i przerażają. Mimo to, Musab napisał: Prawda i przebaczenie to jedyne rozwiązanie problemu bliskowschodniego. Od napisania tej książki minęły 3 lata. Obecne wydarzenia na Bliskim Wschodzie pokazują, niestety, że to rozwiązanie jest wciąż bardzo odległe. Należy mieć jedynie nadzieję i modlić się, aby wielkie ryzyko tego młodego człowieka (w chwili obecnej ma 35 lat) i oddanie sprawie nie poszło na marne.

Polecam. Również kobietom :-).


„Pielgrzymka życia”, David Zeidan, Wydawnictwo Credo, Katowice, 2006r.

Książkę tę czytałam dawno, bo w 2008 roku. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Trudno jest, niestety, po tylu latach, przelać na papier jakieś świeże myśli. Dlatego posiłkuję się opisem wydawcy. Wybrałam tę książkę ze względu na bliskowschodnią tema-tykę. Bolesny jest również fakt, że w chwili obecnej Syria (rodzimy kraj autora i bohatera książki) jest rozpalona bratobójczą wojną. A jej bogactwo kultu-rowe i historyczne ulega zniszczeniu na oczach całego świata.

Bliski Wschód potrzebuje naszych modlitw. Bliski Wschód potrzebuje Jezusa Chrystusa. Zmienione życie Musaba i Nabila są na to dowodem.

Cytuję za wydawcą: Syria, lata siedemdziesiąte. Na tle bliskowschodnich zawirowań politycznych rozgrywa się dramat młodego muzułmanina, Nabila, który nie potrafi znaleźć się w otaczającej go rzeczywistości. Choć urodził się i wychował w islamie, jest inny. Nie zgadza się, żeby prawo religijne decydowało o każdym aspekcie jego życia. Chce być sobą, lecz szariat nie przewiduje takiej możliwości. Spragniony głębokiej duchowości, bezskutecznie usiłuje zbliżyć się do Boga poprzez rytuały. Przerażony religijnym fanatyzmem współwyznawców, zniechęcony tradycyjnymi formami islamskiej pobożności, zaczyna interesować się Biblią. Natychmiast popada w poważne tarapaty. Miłość do europejskiej kobiety tylko pogłębia społeczną izolację i odrzucenie.
Jak to jest być obcym wśród swoich? Co robić, gdy własna rodzina wydała na ciebie wyrok śmierci? Czy rzeczywiście można w jednej chwili stracić wszystko - dobre imię, pracę, rodzinę, pozycję społeczną - tylko dlatego, że w twoim mieszkaniu znaleziono Ewangelię? Tak! Są jeszcze takie miejsca! Opisane w tej książce autentyczne wydarzenia dobitnie świadczą o tym, że baśniowy świat Orientu wbrew pozorom kryje w sobie okrutną, bezwzględną rzeczywistość. Czy muzułmanin, który nawrócił się na chrześcijaństwo, ma jeszcze jakąś szansę na normalne życie? Zobaczymy. Akcja trzyma w napięciu do samego końca.

Równie gorąco polecam.