Dziś lekki, coraz lżejszy jak ptak
do niebieskiego domu jakbyś już go znał
stół już zastawiony jest
i drzwi już tam otwarte są.
Powiedz Wincenty, gdzie idziesz,
co Ciebie ciągnie tam?
do niebieskiego domu jakbyś już go znał
stół już zastawiony jest
i drzwi już tam otwarte są.
Powiedz Wincenty, gdzie idziesz,
co Ciebie ciągnie tam?
Mate.O
***
Kilka dni
temu wróciłam z wypoczynku na Roztoczu. Świat bez telewizora i komputera (i głównie
Facebooka) okazuje się być o wiele ciekawszy i piękniejszy. Niestety, po
powrocie do rzeczywistości, zawsze wskakuje się na dobrze utarte ścieżki :-(.
Zaczęłam od sprawdzenia
Facebooka i z przykrością odkryłam, na administrowanej przeze mnie grupie
Pokolenie Wiecznie Młodych, smutną informację o śmierci szczególnego człowieka -
Wincentego Bryćko. Śmierć kogoś, kto dożył prawie 101 lat nie powinna zapewne
nikogo zaskakiwać i ja też zaskoczona nie byłam. Pojawiło się jednak w moim
sercu przeogromne poczucie straty i wrażenie, że bez Wincentego Bryćko świat
już nigdy nie będzie taki sam.
Powodów do
takiego wrażenia mam wiele. Wymienię kilka najważniejszych:
- osobiste jego
poznanie,
- możliwość
słuchania jego krótkich, ale pełnych treści, prostych i praktycznych lekcji ze
Słowa Bożego i z życia,
- znajomość jego
wierszy - z osobistą dedykacją dla „…umiłowanych
Pawła i Wali…” ,
- fantastyczny
reportaż radiowy z jego udziałem „Szepty dzieciństwa”
- oraz
świeżo przeczytana biografia „Gdy na ten
świat…” i moje 100 lat.
I jeszcze słowa
piosenki napisanej o nim przez jednego z wnuków (Mateusza Otrembę - Mate.O) - „Lekki jak ptak”. (Zacytowana na
wstępie.)
Cieszę się,
że Wincenty Bryćko zdążył napisać swoją biografię. Jestem pełna podziwu, jak w mistrzowski sposób potrafił zwięźle, na zaledwie 100 stronach formatu A5, zawrzeć
swoje bogate i zawiłe losy. Te bolesne i te piękne, ciekawe i zaskakujące. Opowiedział
przeróżne historie ze swojego długiego życia. Historię swojej rodziny, swojej
pracy, służby pastorskiej i pasji pszczelarskiej.
W moich
wspomnieniach zawsze pozostaną te momenty, kiedy, na nasze ostródzkie zjazdy
Pokolenia Wiecznie Młodych, przyjeżdżał ten najstarszy okoliczny kierowca swoim
- też wiekowym - samochodem, w którego bagażniku stały pełne wiaderka miodu z
jego pasieki. Nic dziwnego, że nazwano Wincentego Bryćko „Dziadkiem Miodkiem”.
Pamiętam
też, że zawsze ubogacał nasz pobyt w Ostródzie swoim świadectwem, wierszem czy
refleksją ze Słowa Bożego.
Kiedyś (rok
2008) zapytany o receptę na długą i piękną starość, odpowiedział słowami
Jezusa: Trwajcie we Mnie, a Ja w was…
(Ew. Jana 15:4a). Dodając przy tym komentarz: To jest takie proste i takie do przyjęcia.
Podczas
spotkania w 2009 roku, patrząc na nas, powiedział: Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni Mu ją oddawać w
duchu i w prawdzie… (Ew. Jana 4:24). To,
że tu jesteście, świadczy o tym, że takimi czcicielami jesteście… .
Innym razem,
zapytany przez kogoś z nas: Jak sobie
radzisz, Bracie? Odpowiedział: O,
lepiej niż Eliasz nad strumykiem. Jemu kruki przynosiły pożywienie, a mi Bóg
dał pszczoły i braci, którzy się o mnie troszczą… .
Taki był
Wincenty Bryćko.
Szczególnie jednak
zapadł mi do serca dzień, kiedy przemawiał do nas w 2012 roku. To brzmiało, jak
pożegnanie. I niekoniecznie miało to oznaczać, że czuł nadchodzący koniec, bo
Bóg w swojej łaskawości dał mu dożyć do 5 sierpnia 2014 roku. Wtedy słuchałam
go w przekonaniu, że on to wie, a my to czujemy, że tu w Ostródzie już nigdy
więcej w takim składzie się nie spotkamy. I rzeczywiście tak się stało.
W swojej
książce napisał: Rok 2012 był rokiem
przełomowym dla mego życia. Wczesną jesienią poczułem się bardzo źle i zabrano
mnie karetką do ostródzkiego szpitala. (…) Osłabienie organizmu sprawiło, że
nie mogłem już sam „gospodarować” w mojej ukochanej Liwie, i tak znalazłem się
dość niespodziewanie w Kołobrzegu.
To nasze
ostatnie spotkanie w Ostródzie w czerwcu 2012 roku opisałam następującymi słowami: Wzruszającym
momentem była pożegnalna mowa brata Wincentego Bryćko. Ten
dziewięćdziesięciodziewięcioletni staruszek powiedział nam: „Pora odlatywać”.
Mówił to pogodnie i jakby z tęsknotą. W swoim krótkim przesłaniu do nas,
trzykrotnie i z naciskiem wypowiedział słowo „Gwarancja”, w kontekście pewności
bycia Bożym stworzeniem, posiadania pewności zbawienia i pewności życia
wiecznego. Długo będę wspominać tę chwilę. Na pewno dłużej niż przetrwa słoik
miodu z pasieki brata Wincentego. Pomoże mi w tym tomik jego poezji i fotografia.
Jestem wdzięczna
Bogu, że przez osobę Wincentego Bryćko tak bardzo ubogacił moje życie. I żałuję, że już go nie ma, bo bez niego świat,
nawet mój świat, już nigdy nie będzie taki sam.
***
Piosenka „Lekkki
jak ptak” – KLIKNIJ
Reportaż „Szepty
dzieciństwa” – KLIKNIJ
Przykład
jednego z wystąpień na spotkaniu PWM – KLIKNIJ (źródło Facebook)
Tomik poezji:
Autobiografia:
Najwyższą sztuką życia jest umieć się z
wdziękiem zestarzeć.
William Sommerset Maugham






