Od wielu lat trzymam się tej samej metody czytania Biblii.
Czytam ją „od deski do deski”. Po zakończeniu całości lektury, ponownie wracam
do pierwszych stron tej Księgi. Na początku starałam się, bardzo ambitnie,
czytać całą Biblię w jeden rok. Potem stwierdziłam, że takie czytanie nie
powinno mieć z ambicją nic wspólnego i zwolniłam tempo, aby z mniejszej porcji
tekstu mieć większy duchowy pożytek.
Od pewnego czasu (dokładnie od 2007 roku) swoją metodę
wzbogaciłam o pewien element. O podkreślanie tych wersetów, czy całych
fragmentów, które do mnie szczególnie przemówiły. Oczywiście, wcześniej też
robiłam w Biblii zakreślenia, ale nie krył się za nimi żaden system.
Zakreślałam tekst każdym kolorem, który miałam pod ręką. Pamiętam, jak w 1987
roku, zakupiłam sobie ‘na zachodzie’, w sklepiku z literaturą chrześcijańską,
odblaskowe kredki do zakreślania. Potem i u nas pojawiły się kolorowe zakreślacze,
a mi na pamiątkę zostały jeszcze niewielkie „ogryzki” starych kredek. Na czym
więc teraz polega mój system? Otóż, przy każdorazowym „przejściu” przez Biblię,
wybrane fragmenty zakreślam jednym kolorem. Po czterech ostatnich czytaniach,
zmieniłam egzemplarz Biblii, aby mieć nowe, świeże wejrzenie w jej treść.
W chwili obecnej czytam Księgę Psalmów. Ku swojemu
zdziwieniu, przy Psalmie 60, stwierdziłam, że jakoś niewiele robię zakreśleń.
Dzisiaj zakreśliłam tylko dwa wersety w dwóch różnych Psalmach. Zaczęłam się
nad tym zastanawiać i doszłam do wniosku, że za każdym razem, kiedy czytam
Biblię, znajduję się w innej sytuacji życiowej, w innej kondycji duchowej, mam
inne potrzeby, troski lub ich brak, radości lub smutki. Oczywiście, doskonale
jeszcze pamiętam, co działo się w moim życiu na przebiegu ostatnich kilku lat,
dlatego postanowiłam z ciekawości zajrzeć do starej Biblii i prześledzić swoje
zakreślenia w Księdze Psalmów. Jakie też przełożenie na odbiór treści Psalmów
miały wydarzenia z mojego życia?
Na wewnętrznej stronie okładki znajduję następującą
legendę: fioletowy - rok 2007 i 2008,
zielony - rok 2008 i 2009, czerwony - rok 2009 i 2010, niebieski - rok 2011,
2012, do 1.09.2013.
W tym momencie z uwagą przeglądam pozakreślane Psalmy. Zdecydowanie
widzę przewagę dwóch kolorów - czerwonego i niebieskiego. Tak, to nie były
łatwe lata w moim życiu. Stąd tak wiele podkreśleń, wykrzykników czy znaków
zapytania. Na marginesach podopisywane uwagi, komentarze. Przy niektórych
widnieje czytelna data. Zapiski mówią same za siebie i nie da się ukryć, że
czytając, utożsamiałam się z Psalmistą. Z jego narzekaniem, upokorzeniem, bólem,
lękiem, poczuciem zawody, zwątpieniem. Przeglądałam się w jego słowach, jak w
zwierciadle i widziałam w nich siebie.
Czytam notki: „Panie, nie zwlekaj!”, „Dziś jestem tylko
utrapiona”, „Czekam…”, „Też tak się czuję…”, „Proszę, Boże…”, „Jeszcze trochę
wierzę…”, „Boże, pomóż!”… . Hm, nie wyglądało to najlepiej :-(. Dlatego dziś,
nie pozostaje mi nic innego, jak tylko dziękować Bogu, że teraz mogę podkreślać
słowa Psalmisty prawie na różowo ;-). A tak naprawdę to, po pobieżnej analizie,
zauważyłam, że, w obecnej „rundzie”, moja uwaga - nie tylko w Psalmach, ale też
innych księgach - nie jest skoncentrowana na blaskach i cieniach dnia
codziennego, ale na pobożności, integralności i wierności człowieka względem
Boga. Chwilo trwaj… .


