wtorek, 4 listopada 2014

Odwrotne spojrzenie

Kilka dni temu uczestniczyłam w rozmowie, która… nie podobała mi się. Dotyczyła ona pewnych kwestii moralnych, etycznych, duchowych, związanych z osobą, która ewidentnie nie radzi sobie ze swoim charakterem, nie panuje nad językiem i wieloma innymi słabościami swojego umysłu i ciała, w tym nałogiem alkoholowym.

Jakkolwiek sprawa jest ważna, zarzuty słuszne, i podjęcie jakiejś decyzji konieczne, to nie one najbardziej przeszkadzały mi w tej rozmowie, a sposób mówienia o tej osobie. Z pogardą, bez miłości. Sąd... . 

Słuchając potoku zarzutów i argumentów, zmęczona po ciężkim tygodniu, nie znalazłam w sobie sił na konstruktywną dyskusję. Jednak sprawa nie dawała mi spokoju i, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, powróciła do mnie w chwili, kiedy położyłam głowę na poduszkę, aby zasnąć spokojnym snem.
No i nie zasnęłam :-(. Zaczęłam szukać Bożych odpowiedzi na tę sytuację. A przychodziły one w różnych obrazach i myślach.

Pierwszy obraz, to znana ewangeliczna scena (Ew. Jana 8:3-11), w której grupa faryzeuszy i uczonych w Piśmie przyprowadza do Jezusa cudzołożnicę, z żądaniem ukamienowania jej. Po chwili, skonfrontowani przez Niego mężczyźni, odchodzą jeden po drugim, pozostawiając Go sam na sam z kobietą.
To, czego brakowało we wspomnianej rozmowie, to kamieni w zaciśniętej dłoni. Niestety, czasem nasze słowa i opinie mają w sobie siłę rażenia kamieniem.

Drugi obraz, to Judasz, uczeń Jezusa o złej reputacji. Czytamy o nim, że „był złodziejem, i mając sakiewkę, sprzeniewierzał to, co wkładano” (Ew. Jana 12:6). Jezus więc doskonale wiedział, z kim ma do czynienia, a jednak pozwolił mu być w gronie swoich uczniów aż do końca. Jestem przekonana, że gdyby Judasz, zamiast odbierać sobie życie, przyszedł do Niego, tak jak Piotr, wszystko zostałoby mu wybaczone.

Trzeci obraz, to Jezus zasiadający w gronie celników, cudzołożnic i innych grzeszników. Ich przyjaciel. Niesprawiedliwie osądzony, jako żarłok i pijak (Ew. Mateusza 11:19), tłumaczy swoim adwersarzom, że to nie zdrowi potrzebują lekarza.

Potem przyszła do głowy znana myśl, że Bóg, owszem, nienawidzi grzechu, ale miłuje grzesznika.

Wejrzałam w swoje serce i stwierdziłam, że szczerze kocham tego nieszczęśliwego człowieka, który bez Bożej pomocy nie poradzi sobie w życiu z niczym. Jedyny jego błąd tkwi w tym, że wzbrania się przed tym, aby powierzyć swoje życie Jezusowi. I taka jest między nami różnica - on jest grzesznikiem, a ja jestem „simul iustus et peccator” (jednocześnie grzeszny i usprawiedliwiony - wg. Marcina Lutra).

Następnego dnia, po przebudzeniu, wróciłam myślami do nurtującego mnie tematu. Pamiętałam, że coś pomocnego niedawno czytałam. W kalendarzu odkryłam, wydartą z pewnego rozważania o tytule „Odwrotne spojrzenie”, kartkę z adnotacją: „na bloga”. Dobrze czułam, że się przyda :-).
I znalazłam tam takie słowa: Traktowanie Bożego zadania poważnie oznacza, że musimy uczyć się patrzyć na świat odwrotnie - tak jak Jezus. Zamiast wyszukiwać ludzi zamożnych, którzy mogą się nam przysłużyć, szukamy osób posiadających niewiele. Zamiast silnych, odnajdujemy słabych; zamiast zdrowych - chorych. Zamiast uduchowionych - grzesznych. Czyż nie tak właśnie Bóg jedna ze sobą świat? „Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają… Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Ew. Mateusza 9:12-13). Aby zyskać nowe spojrzenie, patrz na świat odwrotnie, jak czynił to Jezus. Philip Yancey (mój ulubiony autor)

I o takie ujęcie sprawy mi chodziło. W takim miejscu jestem - wśród posiadających niewiele, słabych, chorych, grzesznych. Bardzo chcę patrzeć na nich oczami Jezusa i potrzebuję przekonywać innych, że też tak powinni robić.

Moje rozmyślania nocno-poranne dopełnił wiersz bp Tadeusz Szurmana, z tomiku „Malowane niezdarnie”.  Oto on - W imię prawdy…

Nie tylko Piłat pytał o prawdę -
pocieszam siebie.
Cóż za nadęte pychą słowo -
pouczam innych.
Jakże łatwiej tym,
którzy nie muszą rządzić -
ich sumienia obciążone są
tylko własnymi „prawdami”.
Chrystusowi było prościej -
jak przystoi na Boga
odpuścił wszystkim
i nie pytał o definicję prawdy.
Czekam na świat,
ukształtowany jedynie prawdą Boga.  

I chociaż, nie mogę tu napisać, że problem został rozwiązany, to przynajmniej wiem, w jakim kierunku prowadzi mnie moje serce. W stronę odwrotną, niż nakazywałby zdrowy rozsądek... .









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.