Omszałe głazy przeszłości
odsłaniają swoje
oblicza:
tu uchylają rąbka
kapelusza,
w którym tak było do
twarzy,
tam ręce składają w
kadr.
Ciekawe czy klatki
życia rachują...
Ówdzie drzewem życia
wrastają,
lecz ożywczych soków
brak...
Anioły całą hurmą zleciały:
małe cherubinki
golaski
i te smukle w powłóczystych
szatach.
Gdzieś tam księgi
otwarte
jak w Dzień Sądu przerażone,
zamarłe w bezruchu ...
Są jeszcze te z
zatartym napisem.
Ich mieszkańcom obojętne
dokonania, tytuły, płacz
zastygły,
powstania, pogromy i
wojny.
Nawet ich potomkowie
zapomnieli
o co im naprawdę szło
...
Smutek i cisza w
blasku słońca…
i cienia rzucanego
przez kopułę świątyni.
Tylko kondukt
pospieszny
przemyka chyłkiem, potykając
się
na ulicach wymarłego
miasta,
które krzyczy coś o
prochu…
Wzdycham i proszę:
dla mnie tylko zapach
ziemi,
śpiew ptaków i dobra myśl,
a kamień niech nie
uwiera.
Dusza oczekuje Pana!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.