sobota, 1 listopada 2014

Powązki...

Omszałe głazy przeszłości
odsłaniają swoje oblicza:
tu uchylają rąbka kapelusza,
w którym tak było do twarzy,
tam ręce składają w kadr.
Ciekawe czy klatki życia rachują...
Ówdzie drzewem życia wrastają,
lecz ożywczych soków brak...
Anioły całą hurmą zleciały:
małe cherubinki golaski
i te smukle w powłóczystych szatach.
Gdzieś tam księgi otwarte
jak w Dzień Sądu przerażone,
zamarłe w bezruchu ...
Są jeszcze te z zatartym napisem.
Ich mieszkańcom obojętne
dokonania, tytuły, płacz zastygły,
powstania, pogromy i wojny.
Nawet ich potomkowie zapomnieli
o co im naprawdę szło ...
Smutek i cisza w blasku słońca…
i cienia rzucanego przez kopułę świątyni.
Tylko kondukt pospieszny
przemyka chyłkiem, potykając  się
na ulicach wymarłego miasta,
które krzyczy coś o prochu…
Wzdycham i proszę:
dla mnie tylko zapach ziemi,
śpiew ptaków i dobra myśl,
a kamień niech nie uwiera.
Dusza oczekuje Pana!

Beata Jaskuła-Tuchanowska








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.