środa, 28 grudnia 2016

O potrzebie czytania Pisma Świętego

Przygotowane jako słowo zachęty do grupy kobiet / liderek.

***

Na wstępie powiem Wam oczywistą oczywistość J – aby dobrze się rozwijać, dojrzewać potrzebujemy prawidłowo się odżywiać. Najlepiej prawidłowość tę widać w procesie rozwojowym dziecka. Z wiekiem posiłek powinien zmieniać swój skład i konsystencję. Ta prosta obserwacja z życia ma również swoje odbicie w sferze duchowej. 
W Piśmie Świętym czytamy: Biorąc pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu potrzebujecie kogoś, kto by was nauczał pierwszych zasad nauki Bożej; staliście się takimi, iż wam potrzeba mleka, a nie pokarmu stałego. Każdy bowiem, który się karmi mlekiem, nie pojmuje jeszcze nauki o sprawiedliwości, bo jest niemowlęciem; pokarm zaś stały jest dla dorosłych, którzy przez długie używanie mają władze poznawcze wyćwiczone do rozróżniania dobrego i złego. Hebr. 5:12-14

Również ważna jest jakość pokarmu. Dziś w dobie fast foodów doskonale widzimy, że nasz wygląd i zdrowie zależy od tego, jakiej jakości spożywamy posiłki. Duchowy aspekt właściwie dobranej diety znajdujemy w słowach I Piotra 2:2-3:  jak niedawno narodzone niemowlęta pragnijcie duchowego, niesfałszowanego mleka, abyście dzięki niemu wzrastali ku zbawieniu - jeżeli tylko zasmakowaliście, że słodki jest Pan.

Wiemy też, że potrzebujemy zaspokajać nasze poczucie głodu codzienne. Podstawowym produktem wydaje się być chleb. O chlebie i wodzie można było przeżyć koszmar obozów koncentracyjnych. Odnośnie codziennego posiłku, Słowo Boże mówi nam, że: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Ew. Mat. 4:4.

Tak więc, wiemy już, że mamy czytać i poznawać Słowo Boże.
Dlaczego? Bo jest to prawie jedyna forma kontaktu Boga z nami. On może do nas przemówić przez Swoje dzieła w przyrodzie, przez okoliczności i doświadczenia naszego życia, przez drugiego człowieka np. kaznodzieję czy autora dobrej książki, może przemówić przez wizje i sny, ale to jest rzadkość. Najlepszą formą rozmowy z Bogiem jest czytanie Słowa Bożego, połączone z modlitwą. My mówimy do Niego słowami modlitwy, On mówi do nas słowami zapisanymi w Biblii.

Jak? Codzienne – tak jak codziennie spożywamy chleb. A jak to ma wyglądać praktycznie? To już zależy od każdej z nas indywidualnie. Najważniejsze, aby był to nasz codzienny nawyk. Można czytać księgi po kolei, można czytać według rocznych planerów lub opracować swoją własną metodę. Można posiłkować się komentarzami lub rozważaniami. One jednak nie mogą stać się dla nas substytutem Biblii. I bądźmy tu czujne – to są myśli drugiego człowieka; to do niego Bóg przemówił w konkretny sposób w danym Słowie. Nam Bóg może mieć, a raczej na pewno ma, do przekazania coś zupełnie innego. 
Przez lata czytania Biblii ‘od deski do deski’ odkryłam, że, przez dobrze znane mi fragmenty, Bóg zawsze przemawia do mnie w różny sposób. On doskonale wpasowuje się w moje aktualne potrzeby, w bieżące problemy i wyzwania, w tu i teraz mojego życia, w jego dzisiejszy kontekst.

Zachęcam do czytania całej Biblii, nie pomijajcie żadnych fragmentów, nawet genealogii. W nich też można znaleźć coś odkrywczego. Pamiętajcie: Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany. II Tym. 3:16-17

Wierzę, że każdą z Was Bóg przygotowuje do dobrego dzieła. Nie bójcie się wychodzić codzienne na spotkanie z Tym, którego: …Słowo jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca; i nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć przed nim, przeciwnie, wszystko jest obnażone i odsłonięte przed oczami tego, przed którym musimy zdać sprawę. Hebr. 4:12-13

I jeszcze zachęta. Przechowujcie w sercu swoim Boże Słowo. (Psalm 119 najwięcej nas do tego zachęca.) Będzie nam ono towarzyszyć wszędzie i zawsze. Specjalista od choroby Alzheimera – dr Benjamin Mast – stwierdził, z obserwacji wielu pacjentów, że duchowe dyscypliny takie jak czytanie Pisma Świętego, modlitwa i śpiewanie hymnów, sprawiają, że prawda „zakorzenia się” w naszych mózgach i pod wpływem różnych bodźców jest dla nas dostępna. (Przykład  -  zamieszczone tu zdjęcie i opis - KLIKNIJ na zdjęcie.)

I na koniec. Jak mówi się po angielsku ‘last but not least’. Czyli ostatnia rzecz, ale równie ważna. A bądźcie wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami, oszukującymi samych siebie. Bo jeśli ktoś jest słuchaczem Słowa, a nie wykonawcą, to podobny jest do człowieka, który w zwierciadle przygląda się swemu naturalnemu obliczu; bo przypatrzył się sobie i odszedł, i zaraz zapomniał, jakim jest. Ale kto wejrzał w doskonały zakon wolności i trwa w nim, nie jest słuchaczem, który zapomina, lecz wykonawcą; ten będzie błogosławiony w swoim działaniu. Jakub 1:22-25

Powodem dla którego spotkałyśmy się tutaj jest konkretne działanie, do którego wzywa nas Bóg: Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata. Ew. Mateusza 28:19-20


Podejmijmy to wyzwanie. 





wtorek, 20 grudnia 2016

Świąteczna refleksja...

... przygotowana na adewntowe spotkanie dla kobiet.

***

Jak Wam się podoba Warsaw by night? Czyli oświetlona świątecznie Warszawa nocą?  Mi bardzo, a ogromne wrażenie zrobiła na mnie Agrykola, nad którą rozciągnięto świetlny kobierzec.

Wiecie, światła są bardzo ważnym elementem naszego życia. Poruszanie się i funkcjonowanie w ciemności jest bardzo trudne, żeby nie powiedzieć – niemożliwe. Tylko osobom niewidomym to się udaje. (Dla ćwiczenia – spróbujcie poruszać się z zamkniętymi oczami, licząc tylko na osobę, która, trzymając was za rękę, prowadzi was w wybranym przez siebie kierunku.)

Kiedy głębiej analizujemy ten temat,  to okazuje się, że dla naszego życia istotne jest nie tylko światło naturalne, czyli słońce, księżyc, gwiazdy; czy też sztuczne, którego źródłem jest prąd, ale również, a raczej przede wszystkim – to światło duchowe.

Powiem Wam szczerze: myślę, że dzisiejszy świat, nawet najpiękniej rozświetlony sztucznymi światełkami, wciąż pogrążony jest w ciemności W ciemności duchowej… Moralnie i duchowo, ten świat nigdy nie był i nie jest takim, jakim miał być w Bożych zamiarach. (!)

Dlatego Bóg wyszedł ludzkości naprzeciw ze wspaniałym rozwiązaniem problemu tych duchowych ciemności, wspaniałym prezentem – światłem Jezusa Chrystusa.

W prorockim opisie w Ks. Izajasza 9: 1,5 czytamy: Lud, który chodzi w ciemności, ujrzy światło wielkie, nad mieszkańcami krainy mroków zabłyśnie światłość… Albowiem Dziecię narodziło się nam, Syn jest nam dany i spocznie władza na Jego ramieniu i nazwą Go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju.

W tłumaczeniu ekumenicznym jest napisane: … mieszkańcom mrocznej krainy śmierci rozbłysła światłość.
A w tłumaczeniu Nowe Przymierze: … wielkie światło rozbłysło nad mieszkańcami ziemi spowitej przez mrok.

To światło, które rozbłysło w Betlejem – to narodzone tam dziecię. Poznajemy tu również inne Jego wspaniałe imiona i cechy zarazem: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju.
A Ewangelia Mateusza dodaje w 1:21:  ... nadasz Mu imię Jezus; albowiem On zbawi lud swój (lud pogrążony w ciemności) od grzechów jego. I dalej wyjaśnia (W.23)… nadadzą Mu imię Immanuel, co się wykłada: Bóg z nami.

W Piśmie Świętym czytamy, że Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności (I Jana 1:5). Kiedyś… Boża światłość rozjaśniła odwieczną ciemność i chaos istniejące przed stworzeniem świata!

Tu w Betlejem, Boże światło przyszło do ludzi ciemną nocą. W Ew. Jana 1:9 czytamy: Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat. … ciemność ustępuje, a światłość prawdziwa już świeci. (I Jana 2:8)
Pierwsze świąteczne światła nie zapłonęły dzięki elektrycznym kablom i błyszczącym neonom, lecz była to chwała Pańska!!!
Ta światłość została prawie niezauważona - jedynie ubodzy pasterze i mędrcy byli zafascynowani jej niezwykłym blaskiem.
A prawda jest taka, że jasność rozświetlająca niebo nad pastwiskiem, rozświetla również nasze ciemności…
Sam Jezus mówi o sobie (Ew. Jana 8:12): Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał (w sobie) światłość żywota (życia).

Światłość życia, to po prostu wzbudzenie nowej świadomości życia, oświecenie naszego serca i umysłu. W liście do Efezjan 1:18 czytamy, że Bóg oświecił oczy serca naszego, abyśmy wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której nas powołał, i jakie bogactwo chwały wiecznej jest udziałem jego świętych, czyli tych, którzy przyjęli ten wspaniały prezent – Bożą światłość – Jezusa Chrystusa.

Jak można to zrobić? Jak można przyjąć ten dar? Posłużę się pewną pomocą wizualną. Moją bransoletką. Ze względu na kolorystykę noszę ją tylko w okresie świąt Bożego Narodzenia.
Kiedyś tłumaczyłam mojej wnuczce, jakie świąteczne kolory są w moim domu, pokazując jej różne ozdoby. Kiedy na pożegnanie spytałam ją, jakie kolory są u babci, a miała wtedy niecałe 4 lata i słowo „świąteczne” było dla niej chyba za trudne do wymówienia, spojrzała więc na mnie, pomyślała i powiedziała: „święte”…
Jestem pewna, że nie rozumiała znaczenia tego słowa, ale ja wiedziałam, że doskonale z tym porównaniem utrafiła i podsunęła mi pomysł, jak inaczej mogę o tych kolorach opowiadać. A więc… oto moja bransoletka.

Kolor złoty – wskazuje nam na Boga, który nas stworzył - Boga, w którym nie ma ciemności, który jest święty i który nienawidzi grzechu, a który tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne.
Bóg ten jest Panem panów, Królem królów, króluje wiecznie, i w tej wieczności przygotowuje dla tych, którzy w Niego wierzą, wieczny dom, wieczne miasto, którego … ulice to czyste złoto…

Kolor czarny - symbolizuje nam grzech, który oddziela nas od Boga. Słowo Boże mówi, że wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej - tego blasku i jasności. Otaczające nas zimowe ciemności mogą być tego symbolem. Symbolem krainy śmierci – bo Pismo mówi, że  zapłatą za grzech jest śmierć.

Kolor czerwony - symbolizuje nam krew Jezusa, przelaną za ludzki grzech. W scenerii zimowej, zdawać by się mogło uśpionej, martwej, wiele jest czerwieni. Na gałązkach różnych krzewów czerwienią się okrągłe jagódki, gile mają czerwone brzuszki, piękne czerwone poinsecje (zwane gwiazdami betlejemskimi) zdobią nasze domy. Obecność tych naturalnych ozdób daje poczucie, że jest życie i, że trwa. Trwa też ono dzięki świętej krwi Jezusa Chrystusa. Bóg tak okazał nam swoją miłość, że Chrystus umarł za nas, kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami (Rzymian 5:8). Chrystus umarł za nasze grzechy… został pogrzebany… i zmartwychwstał trzeciego dnia (I Kor. 15:3-6). Jezus, płacąc cenę za nasze grzechy, na nowo połączył nas z Bogiem.

Kolor biały - mówi nam o przebaczeniu grzechów i darze życia wiecznego. Tu porównanie jest łatwe. Śnieg jest dekoracją naturalną. Jak go brakuje, w domowych warunkach, zastępujemy go watą :-). W Księdze Izajasza czytamy: … Choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, jak śnieg zbieleją; choć będą czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna (1:18). Musimy osobiście przyjąć przebaczenie z rąk Chrystusa. W Psalmie 51:9 autor woła do Boga takimi słowami: Pokrop mnie hizopem, a będę oczyszczony; obmyj mnie, a ponad śnieg bielszy się stanę. My nie musimy i może nie potrafimy zwracać się do Boga tak poetycko. Najważniejsze, abyśmy zgodnie ze słowami Pisma Świętego: przyjęli Go i uwierzyli w imię Jego – a On uczyni nas swoimi dziećmi (Ew. Jana 1:12).

Kolor zielony - jest zachętą do duchowego wzrostu. W Liście do Efezjan 4:12, apostoł Paweł napisał: Aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorośniemy do wymiarów pełni Chrystusowej. Czy zielone drzewko, choinka, nie jest obrazem takiego życia w pełni? Nikt nie chce kupić byle jakiego drapaka. Każdy szuka drzewka pięknie rozwiniętego, gęstego, o pięknym kształcie i zdrowych, zieloniutkich igłach. Okazuje się, że Bóg też ma wobec nas konkretne oczekiwania, dotyczące naszego duchowego wzrostu. W II Liście św. Piotra 3:18 czytamy: Wzrastajcie raczej w łasce i w poznaniu Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa…. Poprzez czytanie Pisma, modlitwę, społeczność z innymi wierzącymi.

Zachęcam każdą z Was, która jeszcze tego nie uczyniła, słowami pewnej ewangelickiej zakonnicy Ewy Thiele von Winkler tak: Wpuść Pana do swego serca, a napełni cię Swoją światłością, wtedy będziesz światłem tej ziemi pogrążonej w ciemności.


Jeżeli tego pragniesz, aby światłość świata zamieszkała w twoim sercu,  pochyl swoją głowę i powtarzaj za mną cichutko lub w myślach słowa tej modlitwy: Panie Jezu, potrzebuję Cię. Przyznaję się, że jestem grzeszna. Dziękuję Ci, że przebaczyłeś moje grzechy, zabierając je ze Sobą na krzyż i cierpiąc za mnie. Otwieram teraz drzwi mojego serca i życia, i przyjmuję Cię jako swojego Pana i Zbawiciela. Proszę o Twoje prowadzenie w moim życiu każdego dnia. Przyjmuje dar twojego światła - bądź światłością mojego życia. Zmieniaj mnie i uczyń taką, jaką chcesz bym była dla Twojej chwały. Amen. 


***
Inne: Święte kolory - KLIKNIJ, kolęda "Mieścino mała, Betlejem" - KLIKNIJ.







poniedziałek, 5 grudnia 2016

Kącik dobrej książki

Bieżącą recenzję poświęciłam jednej bohaterce. Z dwóch powodów. Po pierwsze jest to osoba naprawdę godna uwagi. Po drugie – tak się złożyło, że miałam w domu wszystkie opisane poniżej książki. Postanowiłam więc, że zaprezentuję je wszystkie, a Czytelnik sam dokona wyboru, którą/które przeczyta.

Janet i Geoff Benge, Corrie ten Boom – Strażniczka Jaskini Aniołów, Wydawnictwo „Pojednanie”, Lublin 2012

Tutaj, prawie że tradycyjnie, posiłkuję się książką z serii „Chrześcijańscy bohaterowie dawniej i dziś”. W moim zapasie pozostały jeszcze tylko cztery pozycje książkowe z tej serii. Czy uwierzycie, że w tym momencie ‘przeczytaliśmy’ już razem 31 książek?! Mam nadzieję, że wydawnictwo „Pojednanie” ma dla nas w zanadrzu kolejne tytuły.

Autorzy, jak zwykle, w sposób stosunkowo zwięzły (co też jest sztuką), ale zaciekawiający i inspirujący, przedstawiają losy pewnej niezwykłej bogobojnej Holenderki, która dożyła swoich 91 urodzin, żyjąc bardzo aktywnie. W swoich latach pięćdziesiątych doświadczyła największej traumy, jaką był pobyt w obozie koncentracyjnym i utrata swoich najbliższych, jako konsekwencje zaangażowania jej całej rodziny w ratowanie Żydów holenderskich z rąk niemieckiego okupanta. Pozostałe zaś lata swojego życia spędziła, służąc Bogu w nieustającej podróży, dzieląc się Ewangelią, Bożą miłością i przesłaniem o przebaczeniu. Nic dziwnego, że sama nazwała siebie „Bożym włóczęgą”.

Corrie, wszędzie, gdzie docierała, niosła ze sobą przesłanie, z którym pozostawiła ją ukochana siostra Betsie, która zmarła w obozie koncentracyjnym Ravensbrück. Brzmiało ono: Musimy powiedzieć ludziom, że nie ma przepaści tak głębokiej, by Boża miłość nie była głębsza.

W tej poruszającej historii najbardziej wzruszył mnie pewien moment, opisujący jak Corrie i jej siostra roztoczyły duchową opiekę nad innymi współtowarzyszkami obozowej niedoli. Oczywiście w obozie Ravensbrück nie wszystkie kobiety były Holenderkami. Więźniarki pochodziły z całej Europy. Wkrótce powstał system czytania Biblii w taki sposób, by wszystkie mogły ją zrozumieć. Najpierw fragment czytany był po holendersku i niemiecku, a potem tłumaczono go na francuski, włoski, polski i rosyjski… Noc po nocy więźniarki słuchały Biblii czytanej w ten sposób. Następnie Betsie mówiła o Bożej miłości do nich wszystkich, kobiety śpiewały pieśń i modliły się. Wkrótce o baraku 28 inne więźniarki mówiły: „zwariowany barak, gdzie kobiety mają nadzieję”.

Corrie ten Boom żyła w latach 1892-1983.

Carole C. Carlson, Życie i wiara Corrie ten Boom, Logos Press, Cieszyn 2010

Książka prezentowana powyżej jest pewną kompilacją wybranych treści z konkretnej bibliografii dotyczącej Corrie ten Boom. Natomiast książka napisana przez Carole C. Carlson jest wynikiem bezpośredniego poznawania i obcowania z bohaterką tej książki. Dla autorki była to podróż pełna emocji, podróż, w którą postanowiła  zabrać wszystkich potencjalnych czytelników. Dałam się zaprosić…

I chociaż pewne elementy biografii Corrie już znałam, to czytałam je bez znużenia. Ponieważ… Najlepiej ujął to Billy Graham: Biografia Corrie to coś więcej niż historia pewnej kobiety. To przykład Bożego działania w życiu człowieka, który poddaje się Jego prowadzeniu i woli.  Dalej pisze: Cóż za niesłychane poczucie humoru u kobiety, która doświadczyła nędzy, nienawiści, samotności, ciągłego podróżowania i braku własnego miejsca. I podsumowuje: Była w niej nagląca potrzeba przyprowadzenia jeszcze więcej ludzi do Jezusa i przypominania chrześcijanom, żeby byli gotowi na wszystko, co ich spotka, i przechowywali Jego Słowo w swoich sercach, żyjąc jakby Pan miał powrócić w każdej chwili.

Ujęła mnie mocno za serce historia tej absolwentki uniwersytetu w Ravensbrück. Warto pochylić się nad jej życiem, ku zachęcie i zbudowaniu.

Corrie ten Boom, Bezpieczna kryjówka, Wydawnictwo „Słowo Prawdy”, Warszawa 1988

Amerykańskie małżeństwo, które słuchało przemawiającej Corrie ten Boom, literaci John i Elizabeth Sherrill (mają na swoim koncie książki: „Krzyż i sztylet”, „Przemytnik Boga”) , namówili ją do wspólnej pracy nad kolejną książką. I tak w roku 1971 wydana została książka „The Hiding Place” („Bezpieczna kryjówka”).

W książce odnajdziemy znane z poprzednich książek wątki biograficzne z życia Corrie. Jednak większa część książki poświęcona jest przebiegowi II wojny światowej w Holandii, kwestii ukrywania Żydów, aresztowania rodziny ten Boom oraz pobytowi Corre i jej siostry Betsie w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück.

Książka „Bezpieczna kryjówka” została sfilmowana przez World Wide Pictures w 1975 roku.

Warto wspomnieć, że w 1959 roku Corre odwiedziła Ravensbrück, aby oddać cześć Betsie i 96 tys. kobiet, które straciły tam życie. Dowiedziała się wówczas, że jej zwolnienie z obozu było dziełem urzędniczej pomyłki. Tydzień później wszystkie kobiety z jej baraku zginęły w komorze gazowej.

Corrie ten Boom, Boży włóczęga, Logos Press, Cieszyn 2012

Opowieść zawarta w tej książce zaczyna się w momencie wyjścia z obozu. Kończy się wojna. Corrie utraciła część swojej najbliższej rodziny. Doświadczona okrucieństwami wojny na nowo musi poukładać swoje życie. Co ciekawe ta niemłoda już kobieta, z nadszarpniętym zdrowiem, wcale nie zamierzała odpoczywać.
Wskazują na to jej słowa: Wojna się skończyła! Zanim jeszcze wyszłam z obozu koncentracyjnego wiedziałam, że będę zapracowana pomagając tym, którzy zgubili swoją drogę.

Kolejne kilka dziesiątek lat swojego życia spędziła na walizkach, przemierzając świat wszelkimi możliwymi środkami transportu, nocując w bardzo różnorodnych warunkach, spotykając się z tymi, którzy chcieli słuchać jej przesłania o miłości Bożej. Byli też tacy, którzy nie chcieli słuchać, ale kiedy Corrie otwierała usta i zaczynała mówić o swoich przeżyciach, serca największych twardzieli miękły i otwierały się na Ewangelię. Corrie przyprowadziła do Chrystusa niezliczoną liczę ludzi z całego świata.
Szczególnym dla niej wyzwaniem były wyjazdy do Niemiec. A jednak, potrafiła spotkać się i przebaczyć jednemu ze strażników obozu koncentracyjnego. Przebaczyła również tym, którzy przyczynili się do aresztowania i śmierci jej najbliższych.

Corrie rzadko odpoczywała. Wolne chwile poświęcała na pisanie książek. W swojej książce często wspomina o napisaniu kolejnej i kolejnej. W języku polskim jest ich niewiele. W 2016 roku wydane zostały „Listy z więzienia” (Wydawnictwo CLC).

Corrie ten Boom, Zadziwiająca miłość, Wydawnictwo CLC, Katowice 2014

To prawdziwa opowieść o potędze przebaczenia.
Istotę tej książki i podsumowanie służby Corrie ten Boom znalazłam w przedmowie. Norman Grubb napisał następujące słowa: Wśród potworności obozu koncentracyjnego sama odnalazła zwycięstwo, które zwycięża świat. Stała się świadkiem, a wręcz piewcą Chrystusa na całym świecie. Na stronach niniejszej książki opowiada nam o spotkaniach i rozmowach, jakie stały się jej udziałem we wszelkiego rodzaju obozach czy więzieniach, a których uczestnikami były aktorki, studenci, ludzie wykształceni i analfabeci.

Te krótkie historie inspirują, dostarczają wielu wzruszeń i pokazują, że wokół nas żyją całe rzesze ludzi desperacko poszukujących Boga. Czasem tylko nie potrafią zdefiniować swojej najgłębszej potrzeby. A czasem… to my jesteśmy zbyt leniwi, wygodni aby taką potrzebę u nich zauważyć i wyjść jej naprzeciw. Corrie taka nie była, gotowa była pojechać na koniec świata, aby móc powiedzieć tylko jednej osobie o Jezusie. Chciałabym chociaż w promilu móc ją naśladować.


Gorąco zachęcam – poznajcie Corrie.