czwartek, 5 października 2017

Kącik dobrej książki

Czy jest jakaś inna alternatywa na długie jesienno-zimowe wieczory niż oglądanie telewizji lub przeglądanie Facebooka? Oczywiście, że jest - dobra książka! Książki o misji mają tę przewagę nad innymi książkami, że mówią o faktach z życia tych chrześcijańskich bohaterów, którzy zdecydowali się poświęcić swoje życie w służbie dla Boga. I był to rodzaj służby, który niósł ze sobą niebezpieczeństwo utraty wolności, zdrowia, a nawet życia. Zachęcam do zapoznania się z kolejnymi propozycjami książkowymi i ich bohaterami z krwi i kości.   

Janet i Geoff Benge, Loren Cunningham - Na cały świat, Wydawnictwo „Pojednanie”, Lublin 2013

Loren Cunningham wyrósł w rodzinie pastorskiej. Jego rodzice i dziadkowie byli czynnie zaangażowani w służbie kościołowi w wielu dziedzinach. Byli nauczycielami Słowa, ewangelistami, założycielami kościołów, pastorami. W ich rodzinie panowała niesamowita więź oraz atmosfera miłości i szacunku. Nic więc dziwnego, że Loren  podążył śladami swoich najbliższych. Już jako dziecko marzył o tym, by na księżycu napisać słowa „Bóg jest miłością”, po to, by mogli zobaczyć to wszyscy ludzie.

W wieku 13 lat odebrał od Boga przekonanie, że jego powołaniem jest misja. Z całą pewnością czuł, że Bóg powołuje go do dwóch rzeczy jednocześnie - do pracy z młodzieżą i do misji. Był przekonany, iż Bóg zamierza posłać setki, tysiące, a potem miliony młodych ludzi na cały świat, by głosili Ewangelię. Nie miał jeszcze wtedy najmniejszego pojęcia, że to gorące pragnienie połączenia tych dwóch dziedzin uczyni jego życie podobnym do szalonej jazdy kolejką górską.

Jak realizowała się ta ambitna i nowatorska wizja tego młodego człowieka - o tym opowiada książka. Zainteresowanym zdradzę jedynie tajemnicę, że stała się ona rzeczywistością w postaci misyjnej organizacji Youth With A Mission (YWAM).  Znanej w Polsce jako „Młodzież z Misją”.  W chwili obecnej Loren Cunningham ma 81 lat.

(To była ostatnia książka z serii „Chrześcijańscy bohaterowie dawniej i dziś”.)

H.B. Garlock i Ruthanne Garlock, Zanim cię zjemy, Absolutnie Fantastycznie, Gorzów Wielkopolski 2017

Książka ta jest historią życia i służby Henrego i Ruth Garlock.
W jej powstaniu wspierała Henrego synowa Ruthanne.

Kontynent afrykański bardzo długo cieszył się złą opinią, będąc nazywanym grobem białych ludzi. Szczególnie misjonarzy. Umierali tam z różnych powodów - pokonani niezdrowym klimatem i chorobami, poranieni przez dzikie zwierzęta lub pokąsani przez jadowite gady, ginęli z rąk dzikich, często kanibalistycznych plemion, do których starali się dotrzeć z Ewangelią.

Jednak te obiektywne powody nigdy nie powstrzymały tych, którzy  czuli prawdziwie, że ląd afrykański jest nadanym im przez Boga polem misyjnym. Do grona takich ludzi należy zaliczyć Henrego i Ruth Garlocków.

Zainwestowali oni w Afrykę całe swoje życie. Przemierzali dżunglę w czasach, gdy nie było tam dróg, lotnisk, łączności radiowej i telefonicznej. Mieszkali w spartańskich warunkach, zmagali się z malarią. Musieli stawić czoło mocom ciemności i kanibalistycznym praktykom. Byli świadkami walk międzyplemiennych.

Od 1920 roku spędzili tam prawie 16 lat, z niewielkimi przerwami. W kolejnych latach często przemierzali Afrykę w ramach Misji Afrykańskiej Zborów Bożych, ucząc i doradzając dziesiątkom misjonarzy tam pracujących. W latach pięćdziesiątych wrócili na pole misyjne, aby nadzorować i szkolić lokalnych pastorów. Byli wtedy w Afryce tylko cztery lata, podczas których powstało aż trzydzieści trzy nowe zbory. Po powrocie z ostatniej podróży misyjnej przeszli na zasłużoną emeryturę. Ich życie i świadectwo dla wielu młodych ludzi było bodźcem do przyjęcia powołania do pracy misyjnej.

Henry Garlock żył w latach 1897-1985. Zmarł w wieku 87 lat, a jego żona w wieku 92 lat. Warto poznać ich historię.

Zainteresowanym podobną tematyką polecam książkę „Bóg wśród Zulusów”. Autor dr Kurt E. Koch. Wydawnictwo Ewangeliczne TEW, Poznań 1990.

Liao Yiwu, Bóg jest czerwony, Wydawnictwo „Czarne”, Wołowiec 2014

Liao Yiwu poeta, prozaik, dziennikarz postanowił poznać obraz chińskiego chrześcijaństwa, wędrując po zapomnianych wioskach w południowo-zachodnich Chinach. Liao nie znał wcześniej żadnych chrześcijan, dopiero w tej wędrówce ich poznawał. I napisał opowieść o tym, jak chrześcijaństwo przetrwało i rozkwitło w komunistycznych Chinach.

Ks. Adam Boniecki tak posumował jego wędrówkę: Liao Yiwu pozostał człowiekiem niewierzącym, lecz z chrześcijanami nawiązał serdeczne kontakty. Napisał książkę o ich wierze, odwadze, optymizmie i niepojętych cierpieniach. Osiemnaście wywiadów to osiemnaście wstrząsających świadectw, mówiących o bohaterstwie wyznawców, a także o ludzkich załamaniach i lękach... Z kart tej książki przemawiają do nas pastorzy, katoliccy księża, zakonnica, wierni świeccy. Opowiadają o lęku i heroicznej odwadze, o wymyślnym okrucieństwie, o prześladowaniach, których opisy mrożą krew w żyłach...

Może zastanawiać fakt, że książkę, która mówi o prześladowaniu Kościoła dołączyłam do kategorii książek o misji. Powód jest jeden - nie byłoby chińskiego chrześcijaństwa, gdyby nie praca misjonarzy. Rozmówcy Liao Yiwu przywołują nazwiska wielu misjonarzy, którzy przynieśli Ewangelię do ich wiosek i miast w ostatnich dwóch stuleciach. W książce znajduje się długa lista ich nazwisk. Okazuje się, że wielu z nich znano jedynie pod chińskimi imionami, dlatego ich prawdziwe nazwiska zostały błędnie zapisane lub nie ma ich w ogóle. Jednak owoc ich służby pozostał.

Autor książki, z przyczyn politycznych, uciekł z Chin w 2011 roku, w roku pierwszej publikacji tej książki.

Życzę fascynującej lektury.

***

Opracowane dla misyjnego Biuletynu "Idźcie".



poniedziałek, 12 czerwca 2017

Zjazd młodych inaczej...














to co mamy w polu widzenia
pozostawia w nas swoje piętno
przez co ulegamy przemianie
i podążamy tam
dokąd kierujemy wzrok 
Heinrich Spaemann

Ostróda. Pogoda nas po prostu rozpieszcza. I znowu synoptycy się pomylili! Miało być deszczowo i
chłodno. Jest słonecznie i ciepło. W jednym dniu mamy aż 27 stopni!  Czerpiemy z tego ciepełka pełnymi garściami. Nic dziwnego, kwiecień i maj nas nie rozpieszczały. A mamy właśnie końcówkę maja (24-28) i odbywa się już jedenasty zjazd Pokolenia Wiecznie Młodych – czyli ludzi w wieku 50 plus, dojrzałych, mądrych, bogatych w życiowe doświadczenia i wciąż nie zamierzających zasiadać w bujanym fotelu.

Każdy z naszych ostródzkich zjazdów charakteryzuje się ciekawym i dobrze przygotowanym tematem. Czasem pojawiają się za pulpitem jacyś zaproszeni goście z Polski, głównie jednak opieramy się na tym, co mają do powiedzenia sami uczestnicy zjazdu.  W tym roku wprowadziliśmy pewną innowację i zaprosiliśmy do usługi naszego przyjaciela z Anglii – pastora Chrisa Justice.

Pomysł na tegoroczny temat przyszedł pod wpływem pewnych obserwacji. Otóż w miarę upływu czasu mamy możliwość przyglądania się końcówce życia „naszych przewodników” do Boga. Jedni starzeją się pogodnie, nie utyskują i nawet, gdy zdrowie szwankuje, zawsze mówią, że „czują się świetnie”, podczas gdy inni – równie „zasłużeni” z racji wieloletniej służby – odchodzą zgorzkniali, niezadowoleni, utyskujący, mający wiele pretensji do innych, niepogodzeni ze swoim „losem”, niepogodzeni z ludźmi, z innymi chrześcijanami, z bliższą i dalszą rodziną… Więc zastanawiamy się, jak to jest? Od czego to zależy? Czy jest to naturalny proces starzenia się? Czy są to jakieś indywidualne cechy osobowościowe? Czy możemy mieć na to wpływ?! Jak i kiedy możemy ukierunkować ten proces? A, co Słowo Boże o tym mówi?

Na te i inne zagadnienia mówił do nas pastor Chris Justice w swoich sześciu wykładach. Pozostały czas wieczornych społeczności wypełnili inni usługujący bracia (pastorzy: Paweł Jarosz, Paweł Ratz, Paweł Wróbel, Zbigniew Modnicki). Jak zwykle świetnie przygotowani do zadanego tematu. Dziękujemy, że zawsze możemy na Was liczyć! Zacytuję tu klasyka i dodam, że „pisząca te słowa” również przygotowała mały wykładzik  na temat wieku 50+, opracowany na podstawie pozycji  naukowej „Widoki na starość. Interdyscyplinarne studia gerontologiczne”, praca zbiorowa, Ewangelikalna Wyższa Szkoła Teologiczna, Wrocław 2016 r.

Zanim wspomnę o kilku aspektach, jakie poruszone były w wykładach Chrisa, wyjaśnię, że pobyt  w Ostródzie nie jest przepełniony tylko nauczaniem i  wykładami. Program, rozpoczynający się wcale nie bladym świtem, zawiera czas na poranne rozważanie i modlitwę (w tym roku usłużyli nam pastorzy: Zbigniew Chojnacki, Aleksander Strzałkowski, Konstanty Jakoniuk); na śpiewanie pieśni i refrenów chrześcijańskich z minionego stulecia – pieśni o pięknych treściach i melodiach, na rozmowy i wspominanie czasów naszej młodości , kiedy to nawracaliśmy się, wzrastaliśmy w naszym chrześcijańskim życiu i podejmowaliśmy służbę dla Pana. I choć teraz wiek zmusza nas do pewnego spowolnienia, to zauważyliśmy, że to tylko nasza fizyczność się starzeje. Duchem i  duszą wciąż czujemy się młodzi i w pełni sił do podejmowania nowych wyzwań, odpowiednich do naszego wieku, doświadczenia i możliwości fizycznych.  I wcale w Ostródzie nie chodzimy spać, kiedy tylko słońce schowa się za horyzontem. Nocna kawiarenka działa przynajmniej do północy.

Podczas naszych zjazdów zawsze zapewniamy atrakcyjny koncert muzyczny. Tym razem zawitali do nas Gosia i Jurek Dajukowie, którzy  pozostali z nami aż do końca zjazdu. Nasz gość Chris, który również pięknie śpiewa, każdą swoją sesję rozpoczynał nową pieśnią (ze współ- czesnego anglojęzycznego repertuaru). Raczej nie w myśl zasady „śpiewać każdy może”, ubłogosławieni byliśmy licznymi występami  innych uczestników. Czasem przygotowanymi, a czasem był to pełny spontan (to domena Jurka Dajuka i Pawła Jarosza oraz Jurka Bajeńskiego)  – ale zawsze pięknie.

W tym roku postawiliśmy też na pełniejsze poznanie się. Zaproszenie było skierowane głównie do osób wciąż aktywnie zaangażowanych w jakąś działającą służbę. I… okazało się, że chętnych do prezentacji jest więcej, niż mamy możliwości czasowych. Uff… udało się zmieścić wszystkich.  Dzięki temu mogliśmy poznać służbę w Gdańsku – Aleksander Strzałkowski, Legnicy – Wanda Filipek, Raciborzu – Róża Procner, Chorzowie – Wiesia Szymczak, Warszawie – Paweł Jarosz, na Mołdawii – Wiesia Szymczak i Grzegorz Wierzbicki, w Indiach i Iraku – Piotr Żądło i służba Open Doors. Dziękujemy Wam wszystkim, byliście dla nas ogromną zachętą!


Dodatkowo, Piotr Żądło, w kilku odsłonach opowiedział  nam, o niektórych kluczowych autorach starych hymnów chrześcijańskich – dobrze znanych nam ze „Śpiewnika Pielgrzyma”. Zresztą, z tego śpiewnika też śpiewaliśmy. Również, dzięki Dorocie i Piotrowi Żądłom, zaopatrzyliśmy się w wiele wartościowych książek chrześcijańskich. Nie zdradziłam mężowi, ile kasy wydałam na te książki J. Niektóre z nich to cenne perełki, których już nigdzie się nie kupi. Dorota i Piotr – nie tylko zarazili nas miłością do książek. Oni, po prostu, uzależnili nas od bielsko-bialskich krówek ciągutek!!! Pyszności!!! Nawet nasz kot, Junior, poznał się na ich smaku. Papierek z krówek jest jego ulubioną zabawką.

A skoro mowa o słodyczach to… Stałym elementem naszego programu jest wypad do Ostródy (niekoniecznie jeden) na lody. Wymarzona sceneria – słońce, świeża zieleń drzew - tam kwitły dopiero kasztany!,  piękne jezioro i stado łabędzi przy samym nadbrzeżu, plus cenne towarzystwo – czy mogą być lepsze warunki na zajadanie się lodami? W tym roku odkryłam ‘słony karmel’. Polecam.

Wolne sobotnie popołudnie to również czas na planowaną, ale nie obowiązkową wycieczkę. W kilka osób wypadliśmy do skansenu w Olsztynku. To drugi po Sanoku najpiękniejszy skansen w Polsce. Naszemu gościowi, Chrisowi, udało się też pokazać piękny Olsztyn, dzięki zaproszeniu braterstwa Bożenki i Janusza Miścickich. Koniecznie powinniśmy pojechać do Olsztyna większą grupą, ale to już w przyszłym roku…

Powrócę jeszcze do wykładów naszego gościa.  Podczas pierwszego wykładu Chris opowiedział nam
swoją historię – historię trudnego dzieciństwa, bolesnego okresu młodzieńczego, nawrócenia i powołania do służby oraz o swojej służbie i jej bardzo różnych etapach, czasem trudnych.
Drugi wykład, już mniej osobisty, pozwolił każdemu z nas zadać sobie pytanie: Jak znaleźliśmy się tu, gdzie obecnie jesteśmy? Skupialiśmy się na tym mijającym lub w pewnym wymiarze zakończonym okresie naszego życia, w którym  mieliśmy możliwość poznać Boga, dojrzewać, nabierać życiowej mądrości, zdobywać życiowe doświadczenie i służyć Bogu. 
Trzeci i czwarty wykład postawił nas przed pytaniem: Co robię teraz? Poza zastanowieniem się nad naszą teraźniejszością; miejscem, w jakim znajdujemy się dziś (mając na myśli nasz wiek, zdrowie, etap w życiu…), zostaliśmy zachęceni do badania stanu naszego serca. I nie chodziło tu wcale o stan naszego mięśnia sercowego, ale o jego stan względem Boga, innych ludzi oraz dotykających nas życiowych przemian.  
W wykładzie piątym Chris zadał nam pytanie: Dokąd zmierzam? Chris poruszył bardzo ważny temat przekazania pałeczki następnemu pokoleniu.  Jak stwierdził, z własnego doświadczenia, jest to doświadczenie bardzo  ekscytujące, stawiające przed nami ogromne wyzwanie oraz mające swoją cenę. Musimy umieć zrezygnować z pewnych rzeczy dla dobra tych, którzy tę pałeczkę od nas przejmują. Chris podkreślił, że najpiękniejszy i kluczowy moment sztafety to ten, kiedy zawodnicy biegną razem trzymając pałeczkę, aż do momentu, kiedy jest ona pewnie osadzona w dłoni drugiego zawodnika.  
Ostatni wykład Chrisa pozostawił nas z radosnym stwierdzeniem: Jeszcze nie skończyłem! I tutaj otrzymaliśmy zachętę, aby uznać fakt, że nasza rola w życiu się zmienia. Nie ustają jednak nasze obdarowania, a jest nawet szansa, że odkryjemy nowe. Szukajmy więc, w jakich nowych dziedzinach życia i służby Bóg zechce nas użyć. Chris zachęcał nas, abyśmy byli wspierający, pomocni, gotowi do służenia, chętni do nauki, modlący się. Abyśmy nie byli narzekający i osądzający.  I formalnie możemy być sobie emerytami, ale – jak podczas naszego zjazdu i wykładów Chrisa jednogłośnie stwierdziliśmy – w życiu chrześcijańskim emerytów nie ma i już!!!


Dlatego gorąco zachęcam do udziału w naszych ostródzkich zjazdach Pokolenia Wiecznie Młodych. To nie są spotkania  emeryckie. Nie przyjeżdżamy tam narzekać na wiek i choroby. Wprost przeciwnie, pomimo upływu lat i towarzyszących nam dolegliwości, my wciąż czujemy się, jak te cedry i palmy (Psalm 92:13-16). Wiek 50 plus, to wcale nie jest za szybko, ale to naprawdę jest słuszny i odpowiedni wiek , aby pomyśleć o tym, jacy będziemy, kiedy nadejdą lata, o których powiemy nie podobają się nam (Kazn. Salomona 12:1-8).

Nasza oferta jest ponad denominacyjna. Otwarta  na wszystkich zainteresowanych. Już teraz zapraszamy na XII Zjazd Pokolenia Wiecznie Młodych, który odbędzie się w przyszłym roku, w dniach 5-9 (można pozostać do 10) czerwca 2018 r. Oczywiście, w Ostródzie!!! 




wtorek, 16 maja 2017

Ja jestem pierwszy, a on ostatni!

Mija już dziewięć miesięcy, w czasie których mój wnusio opuścił zaciszne domowe gniazdko babci i dziadka, i we wrześniu 2016 r. stał się małym dzielnym przedszkolakiem. Dom wtedy nagle opustoszał, ucichł, a my zaczęliśmy na nowo uczyć się starego trybu życia.

Na szczęście bliskość  zamieszkiwania wnuczków, rozplanowanie naszych tygodniowych zajęć i… tu powinnam napisać ‘niestety’ … normalne w życiu każdego przedszkolaka  przeziębienia, sprawiły, że Julcio i Hania, a szczególnie Julcio, bywali częstymi gośćmi w naszym domu. Ku uciesze i radości dziadków i, w pewnym sensie, kota też.

W przeszłości kilkakrotnie opisywałam tę szczególną relację pomiędzy Julkiem a naszym kotem Juniorem. Obserwowanie tego duetu wciąż mnie fascynuje. Junior nie miał wyjścia – po dwóch latach prawie codziennej obecności Julka w naszym domu – musiał zaakceptować taką kolej rzeczy. Zauważyłam, że wciąż utrzymuje dystans, ale jest w nim więcej akceptacji niż strachu, czy niechęci.  W miarę upływu  czasu coraz więcej czasu spędzał z nami, leżąc na kanapie czy siedząc na stole i obserwując nas – głównie jednak poczynania tego małego człowieka. Często zdarzało  mu się przychodzić i ocierać o nogi wszystkich – nie wyłączając Julka. Nie przestały go też interesować Julkowe zabawki . Każdą nową musiał obejrzeć, powąchać, czasem dotknąć łapką, gdzieś przesunąć, a piłeczki poturlać pod szafę. Bliskość Julka, nawet bardzo bliska, już mu wcale nie przeszkadzała i nie czuł zagrożenia. W zacisze swojej ulubionej szafy znikał raczej dla świętego spokoju i na drzemkę.

Julcio również dojrzał w tej wzajemnej relacji. Nie powiem, kilka pacnięć łapą i kłapnięć zębami zrobiło swoje.  Julek nauczył się, że kotu nie należy dokuczać. Kiedy Junior układał się na jego ubraniach, wsadzał nos w jego buciki lub skradał jakąś zabawkę – Julcio zawsze wołał babcię na pomoc w rozwiązaniu nagłego problemu. Nie za bardzo akceptował fakt, że Junior przywłaszcza sobie jego rzeczy…

Tylko jedna rzecz się nie zmieniła – walka o miejsce na babcinych kolanach. Kiedy Junior choć na chwilę umości się na mnie i leniwie przymknie oczy, Julcio – choćby był zajęty najfajniejszą zabawą – pojawia się natychmiast i woła „Teraz ja chcę!”. Kot, który nie znosi hałasu, zrywa się i ucieka, gdzie ‘pieprz rośnie’ J.

Ostatnio Julcio wymyślił sobie pewną frazę. Wyliczając tacie wszystkich członków rodziny, których lubi, został zapytany też o kota Juniora: „Lubię go – odpowiedział – ale on jest ostatni”. Kilka dni później mówię do bawiącego się Julcia: „Julciu, kot wyszedł z szafy i idzie na moje kolana.” „Nie, on nie może! Ja jestem pierwszy, a on ostatni!”. I szybko się na mnie wgramolił, by go kot czasem nie ubiegł.

Wczoraj Julcio odwiedził z dziadkiem piaseczyńską bibliotekę. Dzień wcześniej powiedział swoim słodkim dziecinnym głosikiem: „Dziadku, ty nie musisz chodzić z Hanią do biblioteki. Chodź ze mną”. Więc poszli i wypożyczyli film „Paddington”. „To będzie straszny film” – stwierdził Julek. „To nie chcesz go oglądać?” – spytał dziadek. „Chcę, ale muszę się do ciebie przytulić”. „A może przytulisz się do babci?” – dalej pytał dziadek. „O, tak. Lubię przytulać się do babci!”. „A jeśli u babci na kolanach będzie już spał kot?” – dziadek drążył temat. „To go wygonimy. Ja jestem pierwszy, a on ostatni!”. J

***

Inne w tym temacie: KLIKNIJ.