Na moim biurku uzbierał się stosik książek, a właściwie to dwa.
Leżą ułożone po jego prawej stronie. Kiedy pracuję przy komputerze, trącam je krawędzią dłoni, trzymającej myszkę. Leżą tu od dawna, bo wciąż łudzę się nadzieją, że kiedyś napiszę o nich kilka słów w moim kąciku dobrej książki. Czyżby wreszcie nadszedł ten czas?
Na dobry początek spróbuję zaprezentować dwie z ponad kilkunastu.
„Szczęściarz urodzony w PRL-u”, Józef Stępień i przyjaciele, Wydawca: Spółdzielnia Socjalna „Dorkas”, Kłodzko 2015 r.Książka jest zbiorem, krótszych lub dłuższych, świadectw historii życia i osobistego spotkania z Bogiem 131 kobiet i mężczyzn. Ostatnia historia jest dłuższa. I jest historią pomysłodawcy tego zbioru - Józefa Stępnia.
Wszystkie zebrane życiorysy osadzone są w czasach peerelowskich. Dla czytelnika, któremu nie jest obca tamta epoka, książka pozwala przeżyć powrót do przeszłości. Mniej lub bardziej sentymentalną podróż w czasie. Czasem boleśnie obnażającą realia tamtej epoki. Realia systemowe, światopoglądowe, ekonomiczne i moralno-etyczne (chociażby wszechobecny alkoholizm, łapówkarstwo, kolesiostwo, kombinowanie i krętactwo).
Takie to były czasy. Ale to nie one są w tych opisach najważniejsze. Najważniejszy jest fakt, że niezależnie od epoki, układu politycznego czy rozwoju gospodarczego, głód człowieka za Bogiem zawsze pozostaje ten sam. Może nie zawsze daje się on rozpoznać, ale pewnym jest, że w życiu każdego człowieka pojawia się swego rodzaju pustka, którą po omacku stara się czymś wypełnić. Pogonią za bogactwem, uzależnieniem, rozwiązłością czy też czymś dobrym i pożytecznym. Z czasem jednak widzi, że żadna z tych rzeczy nie działa. Szczęściarzem jest ten, któremu ktoś wskaże na Boga. Francuski fizyk i filozof Blaise Pascal powiedział: „W sercu każdego człowieka jest pustka o kształcie Boga, którą tylko Bóg, poprzez Swojego Syna Jezusa Chrystusa, może wypełnić”.
Bohaterowie tej książki właśnie o tym opowiadają. Tym się dzielą. Piszą o tym, jak jedna niewielka książeczka - kieszonkowe wydanie Nowego Testamentu, wydane przez Stowarzyszenie Gedeonitów, zrewolucjonizowało ich życie. Znam kilkanaścioro z nich osobiście i jestem im wdzięczna za otwartość i odwagę podzielenia się swoją historią życia i nawrócenia, której wcześniej nie znałam. Poznałam za to obecne ich życie, które oddane jest Bogu i służbie na rzecz rozwoju Jego Królestwa. Dziękuję za nich Bogu.
Wiem, że powstały kolejne tomy o szczęściarzach urodzonych w PRL-u. Ja jestem w posiadaniu tylko tych dwóch - opisanego powyżej i poniżej.
„Szczęściarz urodzony w PRL-u”, Józef Stępień, autobiografia, Instytut Wydawniczy „Compassion”, Szczecin 2018r.
I znowu podróżujemy w czasie. W przeszłość oczywiście. Te podróże w przyszłość (np. w formie proroctwa) to nie moja bajka. Chyba że dotyczy to wizji rzeczy przyszłych, opisanych w Biblii.
Autor wspomina, że napisał tę książkę z myślą o swoich wnukach i dla nich. Rozumiem tę ideę. Sama napisałam im podobną książkę. Byłam oczywiście mniej twórcza i samodzielna, ponieważ posługiwałam się gotowym szablonem, który pieczołowicie wypełniałam treścią i zdjęciami. Przy okazji polecam tę formę - książka do wypełnienia „Opowiedz mi babciu” (lub dziadku) do kupienia w Internecie.
Józef Stępień starszy jest ode mnie o osiem lat. Dzięki temu poznaję kawałek historii tej dla mnie znanej. Plus ten, do którego moja wsteczna pamięć nie sięga.
Książka opisuje nie tylko jego życie związane z peerelowską codziennością, nauką, pracą zawodową, sukcesami i porażkami, życiowymi wyzwaniami. Takich opowieści można usłyszeć wiele od naszych rodziców czy dziadków. Ale w życiu trzydziestoletniego Józefa dokonuje się przełom duchowy zwany nawróceniem lub nowo narodzeniem. I tutaj historia jego życia przechodzi do innego wymiaru. Pełniejszego wymiaru. Co wpływa na to, że jego życie wchodzi na inne tory. Autor prowadzi nas tą ścieżką od lat osiemdziesiątych minionego stulecia po rok 2004. Ten okres jego życia jest okresem pozytywnego jego wpływu na życie wielu innych ludzi, z którymi połączyły go losy. Zachęcam do poznania tej ciekawej autobiografii.
Jestem szczególnie wdzięczna autorowi za ten piękny opis naszego dzieciństwa:
(...) Jedliśmy chleb namoczony w wodzie i posypany cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, mlecz, strączkowy groch, gotowany bób, smażone kanie i pieczarki z łąki, na której wypasano konie (lub krowy :-), podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, owoce głogu (ja do dzisiaj jem :-), szczaw rosnący przy polnych drogach czy też kwaśne owoce tarniny. Piliśmy wodę ze strumyka, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę (pierwsza rzecz po obiedzie :-). (...)
Polecam obydwie książki. Zarówno ze względu na ich wartość historyczną oraz na wartość duchową. Opisanej historii życia dotkniętego i przemienionego Bożą miłością.





