poniedziałek, 13 marca 2023

Serce Arki najmocniej bije w środy i w czwartki

Biednym na ratunek spieszyć, żal łagodzić, pomoc nieść, rany goić, smętnych cieszyć, nagich odziać, podać jeść, to miłości świętej czyn - taki wzór dał Boży Syn. (Śpiewnik Ewangelicki 827,4)

W naszej fundacji, potocznie zwanej Arką, najbardziej intensywny czas to środa od południa do godzin nocnych i czwartek od wczesnego rana do wieczora. Co tydzień w środy Adam, Andrzej i Siergiej jadą naszym vanem do piekarni, przepakowują pieczywo do naszych skrzynek (2-4 godzin pracy!) i przywożą je do Arki. (A dwa razy w miesiącu po towar do Banku Żywności jeździ Paweł.) Po przywiezieniu i rozładowaniu tych rzeczy przystępuje się do ich sortowania i rozdzielania w celu przekazania pięciu różnym
punktom pomocy (Wala, Wanda). Jeszcze w tym samym dniu towar zostanie rozwieziony w te konkretne miejsca (Paweł, Zbyszek, pan Adam, Siergiej, Sasza). Pozostała reszta produktów zostanie s
pakowana przez spore grono wolontariuszy (Ewa, Ilona, Wanda, Kasia, Bogusia, Mariola, Wala, Adam, Zbyszek, Tomek oraz uczniowie-wolontariusze) w paczki dla stałych odbiorców przychodzących po pomoc do Arki (każdorazowo przygotowujemy 100 paczek).

Dobro naszych stałych odbiorców jest dla nas priorytetowe. Na szczęście mamy czym podzielić się też z innymi. Ta nadwyżka produktów (głównie jest to bardzo bogaty asortyment produktów z Galerii Wypieków Lubaszka) zawożona jest na tzw. patelnię (od początku pandemii), gdzie w każdą środę spotyka się Kościół Uliczny, który zapewnia ciepłą strawę dla osób bezdomnych. My dorzucamy pieczywo, słodkie bułki, ciastka tortowe, kanapki. Niewielka część darów (odpowiednia do potrzeb) trafia do około dwudziestoosobowej grupy ukraińskich matek z dziećmi, które znalazły swoje schronienie w Wyższej Szkole Teologiczno-Społecznej, przy ulicy Wybornej (Bogusia i Zbyszek). Kolejne produkty zabierane są do jednego z hosteli (to zadanie Siergieja), gdzie przebywa około 200 uchodźców z Ukrainy.

I wciąż jeszcze mamy czym się dzielić! (To zasługa naszego nowego vana. Nasz wcześniejszy środek transportu mógł zmieścić 1/3 towaru tego towaru, który przywozimy obecnie.) Więc się dzielimy. W miarę po połowie rozdzielamy produkty pomiędzy najbardziej licznymi grupami uchodźców - ośrodek przy ulicy Modlińskiej (od roku po towar przyjeżdża oddany sprawie i zaprzyjaźniony z nami pan Adam) oraz Magazyn Dobra przy ulicy Mińskiej (odbiorcą jest pracownik tego punktu, Sasza). Wszystko ogarniamy w jeden wieczór, ale praca się nie kończy, ponieważ po drodze z „patelni”, w Burger Kingu w Złotych Tarasach, odbierane są wysoko-zmrożone burgery i nuggetsy (podane z frytkami ulubione danie młodzieży). Na koniec odbierany jest jeszcze towar z ALDI. Kiedy kierowca (Paweł) dociera do Arki, na placu boju zostaję sama i tylko przeglądam to, co dostaliśmy. Zabezpieczam wszystko. Resztą zajmę się w czwartek rano. Jak tu ze się mnie śmieją: Wala od rana będzie liczyć cebulę :-) No cóż, zawsze coś liczę, aby wszystkich obdzielić po równo.  

Środową pracę w Arce kończy obieranie ziemniaków - albo do zupy, albo na drugie danie (Adam). To zależy, co planujemy w czwartek gotować na nasze Spotkanie Czwartkowe z obiadem.   

W czwartek praca zaczyna się wcześnie. Personel kuchenny przystępuje do przygotowania obiadu (Adam). A ten kto może (Wanda, Wala,Kasia, Ewa, Ilona), pomaga przy pakowaniu pakiecików z różnorodnymi produktami: z tą policzoną cebulą :-), z warzywami, owocami, serem, wędliną, mięsem - „czym chata bogata”. Wszystko jest dzielone na dwie grupy stałych odbiorców: matki i „reszta świata”. Do 15-tej musimy zdążyć.

***

O tej porze przychodzą mamy. Już zza rogu budynku słychać ich donośne głosy, rozmowy, śmiech. Pędzą szybko, z ciekawością, czy czasem nie został wystawiony wieszak z jakimiś fajnymi ciuszkami. Zawsze znajdą coś przydatnego, jak nie dla siebie to dla dzieci. Nie śpieszą się. Lubią pogadać ze sobą. I ze mną też -  przy odbiorze paczek. Wtedy opowiadają mi o aktualnych problemach, chorobach; o sprawach do załatwienia, o radościach dnia codziennego. Pożartują. Czasem westchną. Zawsze są wdzięczne.

Chwila wytchnienia pomiędzy „wydawkami” (matki od 15-tej, ‘reszta świata’ od 18-tej) polega głównie na siedzeniu na korytarzu. Wtedy ja i Wanda wpuszczamy na salę uczestników Spotkań Czwartkowych. (Tzw. ‘reszta świata’ to przeważnie osoby 65 +) Rozlega się ciągłe „Dzień dobry”. „Dzień dobry”. Turlają się wózeczki na kółkach i garażują w rogu korytarza. Stałe miejsca przy stołach powoli są zajmowane. Och, broń Boże, aby ktoś ‘nowy’ zajął czyjeś ulubione miejsce. Wtedy trzeba interweniować :-)

W tym czasie mają miejsce różne rytuały. Niektóre osoby zatrzymują się, aby opowiedzieć, co działo się w ich życiu w ostatnim czasie, szczególnie kiedy nie były obecne tydzień lub dwa. Mają potrzebę usprawiedliwienia swojej nieobecności lub spóźnienia (nawet minimalnego).  Ktoś inny dzieli się informacją o chorobie. Kolejna osoba ogłasza radosną nowinę o otrzymaniu przydziału na mieszkanie socjalne. Panowie przynoszą aktualną lokalną gazetę (to dla Wandy). A panie coś dla kotków (to dla mnie), bo piątka kotków arkowych lubi jeść. Liczne grono osób przynosi korki, bo pastorowa zbiera korki. Niektórzy panowie podają nam, jak dzieciom, cukierka z kieszeni. Są osoby, które zawsze coś przynoszą: starszy pan przynosi owinięte w gazetę figurki ceramiczne (zdobią parapety w naszych biurach i jadalni); sędziwa pani zza pleców wyciąga ukryty bukiecik sztucznych kwiatków; jedna z kobiet regularnie przynosi bukiet sezonowych kwiatów (tulipany, żonkile, róże) - To za poniesiony trud - mówi. Dostajemy ubrania dla potrzebujących, korale, kwiaty doniczkowe. Drobne gesty wdzięczności, a tak wiele znaczą.

Czasem, ktoś skorzysta z okazji, że korytarz opustoszał i przysiada do mnie, aby porozmawiać o swoich bolączkach. A czasem, jest potrzeba wejść do mojego biura, aby bez świadków kogoś wysłuchać i pozwolić się wypłakać.

Już z przyzwyczajenia czekamy na jeszcze jedną osobę. Kiedy wchodzi spóźniona, zamykamy drzwi. Wiemy, że po Ninie już nikt nie przyjdzie :-) Sala jest pełna. Liczę obecnych, aby zgłosić w kuchni, ile porcji obiadu w tym dniu wydajemy. Zmęczenie, niestety, już daje o sobie znać - okazuje się, że muszę liczyć przynajmniej dwa do trzech razy, aby mieć pewność, że dobrze policzyłam. Liczenie do 40 z hakiem to już wyższa matematyka :-)

Kiedy zaczyna się spotkanie, personel kuchenny (Adam, Kasia, Wanda) ma godzinę czasu na dokończenie gotowania posiłku. Na stół podany zostanie świeżutki i cieplutki obiad.  Przez drzwi dobiega gromki śpiew. A trzeba przyznać, że przy akompaniamencie gitary i przy prowadzeniu pastora (Paweł), śpiew naprawdę idzie pięknie. Każdy ma prawo poprosić o swój ulubiony utwór. Od pewnego czasu pieśń „Rozpal ogień, Panie” jest absolutnym hitem. Po niej następuje czas na refleksję o życiu, opartą na ewangelicznych historiach z Pisma Świętego. To domena pastora. Ale nie tylko on ma coś do przekazania bywalcom Spotkań Czwartkowych. Mamy też listę innych mówców. I wszyscy są chętnie słuchani.

***

Kiedy obiad „wjeżdża na salę” słychać tylko pochwały pod adresem kucharza. Na hasło „Są dokładki i na wynos!” szybko ustawia się kolejka. Czasem stoję w kuchni i patrzę, jak Adam z dna przechylonego gara wygarnia ostatnią chochlę zupy lub gulaszu. W naszej kuchni nie brakuje słoików i wiaderek plastikowych. Chociaż, co przezorniejsi przynoszą własne pojemniki.

Nasycony tłumek zmierza na zewnątrz budynku, po odbiór paczek żywnościowych. Są rozkosznie rozgadani i stłoczeni, głośno trzeba krzyczeć, wywołując poszczególne osoby z listy. Turkoczą kółka wózeczków. Jeden z mężczyzn (Włodek) wolontaryjnie pomaga każdemu zapakować paczkę z pieczywem. Szybko podsuwa koszyk z innymi produktami. Pracujemy jak pszczoły w ulu (Wanda, Wala), aby ludzie jak najkrócej musieli stać w kolejce. Odbiorca, paczka, wózek, dodatkowe produkty. Odbiorca, paczka, wózek, dodatkowe produkty... I... wreszcie koniec. Zamykają się drzwi. Czasem jeszcze zapuka ktoś spóźniony.  Za drzwiami wciąż słychać głosy. Odbywa się „handel wymienny” :-) Ale to już jest poza nami.

Teraz każde z nas ogarnia swój odcinek pracy. Trzeba sprzątnąć salę, toaletę. Pozmywać naczynia. Posprzątać kuchnię.  Uporządkować pomieszczenia, gdzie zgromadzone były paczki i inne produkty. Czwartkowe aktywności zmierzają ku końcowi. Ktoś sprawdza ilość zrobionych kroków lub spalonych kalorii. Patrzymy na dokumentację, sprawdzając ile setek kilogramów przerzuciliśmy przez te dwa dni. I aż nie dowierzamy! 

Och, jak to dobrze, że nadchodzące dni nie będą aż tak pracowite. Będą pracowite inaczej. Każdy z nas ma swoje zadania do wykonania. Na pewno zawsze jest sporo bieżącego sprzątania. Teren wokół budynku wymaga pracy odpowiedniej dla danej pory roku. Trafiają się drobne lub większe awarie i potrzeby remontów. Praca biurowa nigdy nie ma końca. A poza tym czwartkowym spotkaniem, w Arce odbywają się też inne spotkania i aktywności, dla dorosłych, dla młodzieży, dla dzieci (we wtorki, piątki, soboty, niedziele). Na nie też przygotowywany jest posiłek, ale wymaga on mniej wysiłku, ze względu na mniejszą liczebność uczestników. A same spotkania to przyjemnie i pożytecznie spędzony czas.

Do kolejnej środy z pewnością uda nam się zregenerować siły.

 




środa, 1 marca 2023

Kącik dobrej książki

Do tej pory, z pewnymi drobnymi wyjątkami, inspirowałam Was, drodzy Czytelnicy i miłośnicy książek o misji, opowieściami o bohaterach misyjnych. Zabierałam Was na różne kontynenty, do różnych krajów, do miejsc dalekich i obcych kulturowo. Razem mogliśmy śledzić burzliwe losy misjonarzy, ich małe i duże zwycięstwa, ich porażki, ich dramaty osobiste i rodzinne.

Przyznaję, zanurzona w tych misyjnych opowieściach i przenosząc się wraz z bohaterami w czasie i przestrzeni, z wyrzutami sumienia myślałam czasem o tym, że moja misja jest taka wygodna, kanapowa. Odbywa się w atmosferze ciepłego rodzinnego domu, bez wyzwań i niebezpieczeństw. I chyba dlatego, dokonując kolejnego wyboru książek, postanowiłam przeczytać dla siebie a też zaproponować Wam książki, które uświadomią nam, że misja to nasze tu i teraz; misja to ja i ty; misja to nasze osobiste Wielkie Posłannictwo do wypełnienia. I jeśli my nie podejmiemy zadania, które jest nam ‘przypisane’, to nikt za nas tego nie zrobi.

Od razu zaznaczam - to nie są łatwe książki do czytania. Konfrontują, troszkę oskarżają, stawiają wyzwania, motywują. Na pewno warto je przeczytać i podjąć wyzwanie. Wystarczy swoją misję zacząć od „Jerozolimy”.  Niekoniecznie od „krańców ziemi”.


Bill Hull, Kościół czyniący uczniów , Wydawca „GŁOS EWANGELII”, Toruń 1993

W swojej obszernej rozprawce na temat uczniostwa (czynienia uczniami) autor mocno podkreśla zależność powodzenia wypełniania Wielkiego Posłannictwa od tego jak współczesny Kościół realizuje swoje zobowiązanie do czynienia uczniów. Tak jak to nakazał Chrystus.

Bill Hull pisze: ... czynienie uczniów „w domu” jest kluczem do światowej ewangelizacji. Słabe kościoły macierzyste prowadzą do słabej misji poza granicami, lecz kiedy kościół zajmie się czynieniem uczniów w domu ma to dwa aspekty: chrześcijanie stają się zdrowymi i zdolnymi do reprodukcji, a kiedy pomnaża się ich liczba świat jest ewangelizowany na sposób Boży. Dla wzmocnienia swojej tezy dodaje: Jeśli kościół nie uczyni sprawy czynienia uczniów swoją najważniejszą działalnością, ewangelizacja świata pozostanie jedynie fantazją.

Dla nas jako chrześcijan istotny jest fakt, że od chwili duchowego narodzenia, każdy chrześcijanin jest uczniem. Każdy chrześcijanin ma być uczniem. Każdy uczeń powinien czynić uczniów. Acha, czyli ja też?!

Tylko o co chodzi w tym całym uczniostwie? Na czym polega bycie uczniem? Autor podpowiada czytelnikowi określeniami biblijnymi. Uczniowie to: wierzący, brat (siostra) w Chrystusie, chrześcijanin, wierny, naśladowca, święty, powołany. W stosunku do świata to: ambasador, obcy, pielgrzym. Postawa uczniowska to: ćwiczenie, wychowanie, kształtowanie, dojrzałość i przykład.

Poza omówieniem istoty uczniostwa, autor skupia się na charakterystyce Pierwszego Kościoła - jego podstawach, praktyce, priorytetach, wyzwaniach. Następnie omawia cechy Kościoła misyjnego oraz Kościoła uczniowskiego. W podsumowaniu prezentuje podstawowe zasady Kościoła, który wzrasta. Jest to bardzo pouczająca lektura dla każdego chrześcijanina, który chce  realizować wolę Jezusa w wypełnianiu misji Wielkiego Posłannictwa.   


The Alliance for Saturation Church Planting, Niezbędna wizja, Wydawnictwo Pojednanie, Lublin 2000

Jeśli poprzednia propozycja książkowa koncentrowała się na zagadnieniu uczniostwa, to ta niewielka broszura skupia się na idei wypełnienia Wielkiego Nakazu Misyjnego poprzez zakładanie wspólnot aż do nasycenia. Autorzy broszury posługują się skrótem SCP - Saturation Church Planting  (Z j. ang. - saturation/nasycenie.) Pomysłodawcy tej idei wierzą, że głównym narzędziem Boga dla ewangelizacji całego świata jest lokalna wspólnota, a zakładanie takich wspólnot, w oparciu o zasady pomnażania, jest najskuteczniejszą metodą wypełnienia Wielkiego Nakazu Misyjnego.

Oczywiście, nikt tu nie zapomina o uczniostwie, gdyż punktem koncentracji Wielkiego Posłannictwa jest jego centralne polecenie, by „czynić uczniami”. Głównym zadaniem Kościoła jest więc czynienie ludzi uczniami Jezusa, nie jedynie nawracanie ich.

Wypełnienie Wielkiego Posłannictwa jest zadaniem Kościoła. Autorzy przypominają nam, że Kościół istnieje nie po to, by służyć sobie samemu czy realizować własne programy, ale by nieść Ewangelię „wszystkim narodom”. Ewangelizacja nie jest jedynie jedną z wielu służb Kościoła - jest powodem jego istnienia. Jakże często o tym zapominamy. Albo chcielibyśmy, aby ktoś inny za nas wykonał to dzieło.

A tymczasem Kościół powinien rosnąć przez ewangelizację (angażując w to wszystkich członków Kościoła) i pomnażać się przez zakładanie nowych wspólnot, aby coraz więcej ludzi stawało się uczniami Jezusa. Tak więc, dla każdego z nas jest zadanie do wykonania. Nie tylko dla wybranych czy tych, którzy muszą. Jak to się mówi potocznie - wszystkie ręce na pokład :-)

Wniosek nasuwa się sam - wystarczająca liczba wspólnot nasycających dany obszar jest najlepszym sposobem wywierania odkupieńczego wpływu na społeczeństwo na tym terenie. Jako mieszkanka Warszawy z radością obserwuję fakt, że w tym wielkim mieście przybywa wspólnot ewangelicznych. To już jest historią, że wszystkie ewangeliczne kościoły miały swoje siedziby w centrum miasta. Dziś jest po kilka kościołów na terenie jednej dzielnicy. Oczywiście, jak podkreślają autorzy broszury, nic zadzieje się bez modlitwy, bez stawania się uczniem i bez ewangelizacji. I to jest zadanie dla każdego z nas.

 

Don Smith, Czas żniwa: Kościoły w nowym milenium, Chrześcijański Instytut Biblijny, Warszawa 2001

Książka ta jest o historii i teraźniejszości kościołów, które posiadają wieloletnią tradycję i stoją z tym bagażem na progu nowego tysiąclecia chrześcijaństwa. Książka koncentruje się na jednej z ewangelicznych denominacji, ale nie stanowi to żadnego problemu, gdyż zagadnienia w niej poruszane są uniwersalne dla całego ewangelicznego świata.

W słowie wstępnym znajduję następujący cytat z Gordona Stirlinga, stwierdza on: Tak więc, jesteśmy tutaj, w 21 stuleciu, posłani, aby zmienić świat. Ale jeśli mamy zmienić świat, my sami powinniśmy być gotowi, aby świat zmienił nas. Nie mam na myśli przyjmowania świeckich wartości albo zmiękczania wiecznych prawd Nowego Testamentu, aby uczynić je bardziej strawnymi. (Co się niestety dzieje.) Mam na myśli gotowość do zmian naszych struktur, metodologii, postaw i odczuć, aby nasza misja i poselstwo były odpowiednie do potrzeb kultury świata, w którym żyjemy. Świat już pisze program dla kościoła i jest to program zmian... Od razu na myśl przyszły mi dwa scenariusze, jakie zostały napisane dla Kościoła w ciągu ostatnich kilku lat - pandemia Covid-19 i wojna na Ukrainie. To był i jest egzamin dla Kościoła oraz darowany nam czas żniwa. Żniwa, które Kościół dostrzeże albo przegapi. Wierzę, że w Polsce dokonuje się to pierwsze. Izolacja Covidova i nabożeństwa online pozwoliły znaleźć drogę do Boga wielu z tych, którzy może nigdy nie przestąpiliby progu kościoła. Exodus uchodźców ukraińskich uruchomił wiele działań nie tylko pomocowych, ale w takiej samej mierze ewangelizacyjnych. Najważniejsza jest gotowość - ap. Paweł w Rzymian 1:13 pisze „aby i wśród was, podobnie jak wśród innych narodów, zebrać jakiś plon”. Jesteśmy tego świadkami - jest żniwo i jest plon.

Obraz żniwa nieuchronnie obejmuje wizję, sposobność, trudności, chwasty, niepogodę, szkodniki, porażki, ogromne zyski, straty, niedobór pracowników, cierpliwość, uroczystości, ofiarę i wiele innych elementów. Jeden z misjonarzy kościoła anglikańskiego tak podsumował swoją służbę w Iranie: Nie zbieram żniwa. W gruncie rzeczy trudno nawet powiedzieć, że sieję ziarno; próbuję raczej z trudem orać pole i wybierać tkwiące w nim kamienie. Może patrząc na wysiłki naszego lokalnego kościoła czy nas samych czujemy podobnie. Nie należy się jednak zniechęcać - to Jezus jest Panem żniwa. (Ew. Mat. 9:38)

Naszym zadaniem jest podnieść oczy swoje, spojrzeć na pola i zobaczyć, że są już dojrzałe. (Ew. Jana 4:35) Rozejrzyjmy się wokół. Żniwo jest wielkie, powiedziałabym ogromne, ale robotników jest mało. (Ew. Mat. 9:37) Dopełnienie liczby robotników jest wyzwaniem i zadaniem dla każdego z nas.

Zachęcam do zapoznania się z tymi książkami z otwartym sercem i z zapytaniem o to, co Bóg chce nam przez nie powiedzieć. 


***

Napisane na zamówienie Biuletynu "Idźcie".



wtorek, 8 listopada 2022

Kącik dobrej książki

W ostatnim numerze biuletynu, wraz z opisywanymi historiami misyjnymi współczesnych misjonarzy, skupiłam się na misji w Afryce. Konkretnie w Ugandzie. A tym razem będziemy towarzyszyć naszym bohaterom na polu misyjny jakim jest Ameryka Południowa. Dzięki wybranym książkom będziecie mogli śledzić przebieg wielkiego duchowego przebudzenia w Argentynie, które miało miejsce w latach 50-tych minionego stulecia. A zadziało się dzięki determinacji, wierności i poświęceniu kilku misjonarzy. Poznacie też historię misji medycznej  i powstania niezwykłego szpitala dla najbiedniejszych mieszkańców Andów (Peru), opowiedzianą przez lekarza z misyjnym powołaniem. Trzecia książka jest bardzo praktycznym podręcznikiem, pomagającym czytelnikowi w zrozumieniu istoty Wielkiego Posłannictwa, jako klucza do sukcesu we wszelkich działaniach ewangelizacyjnych (misyjnych).

Edward R. Miller, Wołaj do mnie Argentyno, Wydawnictwo „DABAR”, Toruń 1997

W przedmowie do książki czytamy takie oto znamienne słowa autora (misjonarza Edwarda R. Millera): Argentyna w misyjnych kręgach uchodziła za najtrudniejsze pole na zachodniej półkuli. Jej obojętność stała się dla mnie tak zniechęcająca, że poważnie rozważałem sens mojego powołania do tego kraju. W Argentynie wypaliłem całą moją energię. Myślałem więc o jej opuszczeniu i znalezieniu sobie bardziej owocnej służby, ale wewnątrz mojego serca usłyszałem: Wołaj do mnie Argentyno! Zrozumiałem, że jeśli Argentyna zacznie wołać do Boga, On przyjdzie do niej.

Dzięki posłuszeństwu i determinacji tego i innych misjonarzy Bóg w istocie przyszedł do Argentyny. W latach 50-tych przybył tam na głośnie wołanie tych jednostek, które pragnęły jej przebudzenia, a potem na wołanie tłumów nowo narodzonych chrześcijan, którzy pragnęli dla swojego kraju więcej i więcej Bożej obecności i błogosławieństw duchowych. Autor pisze: Bóg nawiedził Argentynę w suwerenny sposób. On sprawił, że cały naród był świadomy Jego Imienia, Jego mocy i realności Jego Ewangelii. (...) Tutaj, w kraju zanurzonym w bałwochwalstwie, pogaństwie i nieczystości, Bóg przyniósł jedno z największych masowych działań Jego łaski.

Ten swoista kronika szerokiej gamy Bożego działania w Argentynie, w okresie wielu lat przebudzenia, jest zapisem poruszających świadectw nawrócenia, opisów uwolnienia i uzdrowienia, namacalnych dowodów na Boże prowadzenia i zaopatrzenie. Czytelnika zapewne zainteresują polskie wątki pojawiające się w opisie tych przebudzeniowych wydarzeń.

Nieżyjący już pastor Anatol Matiaszuk tak pisze do polskiego czytelnika (1997): W Argentynie byłem przez kilka tygodni, u schyłku 1996 roku. Najbardziej zainteresowało mnie obserwowanie skutków przebudzenia duchowego... Kościoły, które dotknęło przebudzenie, są bardzo liczne, wielotysięczne. Frekwencja na nabożeństwach jest znakomita. W niektórych nabożeństwa odbywają się jednym ciągiem, od rana do późnej nocy. Ludzie modlą się godzinami, słychać tu i ówdzie wypowiedzi prorockie, tłumaczenia obcych języków. Był to dla mnie prawdziwy zastrzyk entuzjazmu i optymizmu. (...) Oby nasz kraj wołał ze wszystkich sił do Boga, który czeka, aby się zmiłować.

John Klaus-Dieter, Widziałem Boga, Wydawnictwo Szaron, Ustroń 2016

Czy wszystko zaczęło się już w szkole średniej, od tej wymiany zdań?

Ona: Chcę po maturze pójść na medycynę i później pracować w krajach Trzeciego Świata.

On: Ja też o tym marzę.

Wiele lat po tej rozmowie, małżeństwo lekarzy Martina i Klaus-Dieter John, zdobywszy pełne wykształcenie medyczne na uczelniach kraju (Niemcy) i za granicą (Anglia, USA), podjęło się podjąć wyzwanie do pracy lekarsko-misjonarskiej w Peru.

Już po kilku miesiącach swojej pracy, nasi bohaterowie zauważyli, że w szpitalu, w którym pracują, nie przyjmuje się wielu najbiedniejszych pacjentów. Jak pisze Klaus-Dieter: W szpitalnym funduszu dobroczynności brakowało pieniędzy. Już wcześniej marzyło się im wybudowanie szpitala, który służyłby najuboższym. Teraz to pragnienie stało się coraz silniejsze. Dalej czytamy: Marzyć o szpitalu to jedna sprawa, ale już konkretne planowanie to coś innego. (...) Wyraźnie odczułem, że przed naszym mglistym marzeniem stoją problemy nie do pokonania. (...) I... Nagle poczułem pewność, że szpital misyjny nie tylko może powstać, ale rzeczywiście powstanie. W końcu to nie ja będę za to odpowiadał, ale sam Bóg.

Dalsza część książki to fascynująca opowieść o tym jak marzenie staje się rzeczywistością. Opowieść o tym, że ostatnie zdanie zawsze należy do Boga, szczególnie wtedy, kiedy poprzedzone jest modlitwą pełną wiary i działaniem pełnym determinacji. Klinika Diospi Suyana (Ufamy Bogu), która dziś stoi w Andach i służy potrzebującym, jest dowodem na to, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Dowodem też na to, że ludzie z pasją, gorącym sercem i otwartymi portfelami są przedłużeniem  Jego dobrotliwej ręki. Żona prezydenta Peru, Pilar Nores de Garcia, stwierdziła: W tym dziele Bóg użył Johnów jako swojej prawicy.

Ta opowieść ma dodatkową wartość. Jest współczesna. Z tego tysiąclecia. Chociaż spisana w 2010 roku, dzieje się niejako tu i teraz. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę adres www.diospi-suyana.org i zobaczyć to wyjątkowe miejsce na ziemi.

Bill Monroe, Idźcie. Dobra Nowina jest czasownikiem, KOMPAS II, Warszawa 2009

Książka Billa Monroe przypomina czytelnikowi o istocie Wielkiego Posłannictwa i koncentruje się na trzech elementach Wielkiego Posłannictwa: pozyskiwaniu uczniów, włączaniu ich przez akt chrztu do lokalnego zgromadzenia oraz nauczaniu tych uczniów.

Wielkie Posłannictwo (takiego określenia użył Hudson Taylor odnośnie ostatniego nakazu Jezusa skierowanego do swoich uczniów) występuje w Nowym Testamencie pięciokrotnie, chociaż za każdym razem na co innego jest kładziony akcent.

Tekst Mateusza został nazwany Wielkim Posłannictwem, Marka - nakazem pójścia, Łukasza - ewangelicznym nakazem, Jana - natchnionym przez Boga nakazem i tekst Dziejów Apostolskich - globalnym nakazem.

Autor stwierdza: Porównując te wszystkie teksty, otrzymujemy pozytywny obraz tego, jak mamy ewangelizować świat. Jesteśmy ludźmi posłanymi do szczególnej misji. (...) Naszą strategią jest rozpoczęcie od swego domu i coraz dalsze rozpowszechnianie ewangelii aż do najdalszych krańców ziemi. Jest to nasz ewangelizacyjny mandat. Bill Monroe podkreśla również bardzo mocno, że w dziele Wielkiego Posłannictwa kluczową rolę odgrywa zbór - zbór jest najbardziej skutecznym narzędziem ewangelizacyjnym - stwierdza.

W książce Billa Monroe możemy natknąć się na inne ciekawe stwierdzenia, nad którymi warto się zastanowić. Np.: Wielokulturowość jest zagorzałym przeciwnikiem ewangelizacji. Lub: Każdy przejaw uniwersalizmu zabije ewangelizację. I wiele innych.

Myśl stanowiąca wyzwanie dla mnie i każdego z nas: Naśladować Go (Jezusa), to stać się chrześcijaninem Wielkiego Posłannictwa.  Stąd też moja zachęta do przeczytania tej książki, a posłużę się słowami jednego liderów zachęcających do jej przeczytania: Przeczytaj tę książkę dla osobistego odświeżenia prawdy, którą posiada ona dla ciebie i tych, którzy są pod twoim wpływem (Keith Bassham).


* Napisane na zamówienie Biuletynu "Idźcie".