niedziela, 4 lipca 2010

Z pamiętnika modraczków


Walentynie i Pawłowi - Katarzyna Zychla

zmierzch rozkłada białe prześcieradła
pod starymi gruszami.
ptaki kwilą w gniazdach, lekki ich sen.
przy płocie czuwają modraczki – one
pierwsze rozpoznają jego kroki,
cichy powiew miłości.

codziennie bywa w tym domu z małymi oknami,
z dróżką prowadzącą do sadu.
tu mieszka człowiek,
który czyta Biblię po zachodzie słońca.
na omszałych schodach zostają ślady.
rozmowa z Bogiem napełnia radością.

człowiek dziękuje za wszystkie dni,
radości i smutki, wszystkie kalendarze
zapisane łaską, która oczy otwiera,
daje siłę kochać i przebaczyć.

takie proste rzeczy,
by liśćmi rozkwitać w niebie,
gdy korzenie w głąb ziemi wrastają
jak stuletnie drzewa.
by nie zapomnieć drogi do domu,
gdzie mieszkań jest wiele
a Bóg czeka na progu, szepcząc znajome imię.

czasem tylko serce zadrży jak trzcina na wietrze,
czy na pewno, gdy przyjdzie, syn człowieczy
to znajdzie wiarę na ziemi?
modraczki nie znają odpowiedzi.
po prostu - tęsknią.


Z tomiku "Z perspektywy źdźbła".
Zapraszam na bloga autorki "Jaśminowa Dolina".

sobota, 3 lipca 2010

Wpływy ewangelisty Łukasza... cz. 7

Jezusa  kochać bardziej...
... niż własną rodzinę, przyjaciół...?

Jezus ma zajmować pierwsze miejsce w moim życiu. Jeśli ktoś lub coś może mnie od Niego oddzielać - muszę z tego zrezygnować. Czasem wymaga to bardzo radykalnych decyzji. Bolesnych, ale koniecznych. Osobiście, w swoim życiu doświadczyłam sytuacji, kiedy w pewnym momencie byłam zmuszona zerwać pewne relacje, przyjaźnie a nawet stosunki rodzinne. Czasem taka decyzja bolała, ale później przychodziło uczucie ulgi i wolności.

Na przestrzeni ostatnich lat nauczyłam się postępować tak, aby również najbliższa rodzina wiedziała, że jest dla mnie ważna, ale nie najważniejsza. Kiedy jestem z rodziną okazuję jej swoją miłość, szacunek, troskę. Pamiętam o urodzinach i ważnych datach w życiu poszczególnych członków rodziny. Pragnę ich zbawienia. Jednak w relacji z nimi będę robiła wszystko, aby w kwestiach wiary nigdy nie pójść na kompromis. 

piątek, 2 lipca 2010

Między nami Kobietami...

…refleksja na zakończenie „Spotkań Babskich”

Tekst biblijny Księga Kaznodziei Salomona 11:9-12:7 (z wyjątkami)

Raduj się, młodzieńcze, w swojej młodości i bądź dobrej myśli, póki jesteś młody. Postępuj tak, jak każe ci serce, i używaj, czego pragną twoje oczy. Lecz wiedz, że za to wszystko pozwie cię Bóg na sąd. Otrząśnij się z utrapienia swojego serca i odrzuć słabości swojego ciała!
Pamiętaj o swoim Stwórcy w kwiecie swojego wieku, zanim nadejdą złe dni i zbliżą się lata, o których powiesz: Nie podobają mi się. Zanim się zaćmi słońce i światło, księżyc i gwiazdy, i znowu powrócą obłoki po deszczu, a są to dni, gdy będą drżeć stróże domowi i uginać się silni mężowie, gdy ustaną w pracy młynarki, bo ich będzie za mało, a wyglądające oknami będą zamglone, gdy zawrą się drzwi na zewnątrz, gdy ścichnie łoskot młyna, dojdzie do tonu świergotu ptasząt, i wszystkie pieśni brzmieć będą cicho, gdy nawet pagórka bać się będą i strachy czyhać będą na drodze; gdy drzewo migdałowe zakwitnie i szarańcza z trudem wlec się będzie, a kapar wyda swój owoc, bo człowiek zbliża się do swojego wiecznego domu, a płaczący snują się po ulicy, zanim zerwie się srebrny sznur i stłucze złota czasza, i rozbije się dzban nad zdrojem, a pęknięte koło wpadnie do studni. Wróci się proch do ziemi, tak jak nim był, duch zaś wróci do Boga, który go dał.

Czuję się stara, bolą mnie wszystkie kończyny, stawy, kręgosłup; ciąży nadwaga; menopauza daje o sobie dokuczliwie znać… Głowa jest siwa, wzrok coraz słabszy. Brakuje sił, o zadyszkę coraz łatwiej. Po każdym bardziej aktywnym dniu czuję się jakbym przeorała pole.

Co zrobić, aby nie zacząć narzekać, mówiąc - nie podobają mi się te dni? Co robić, aby fizyczne dolegliwości nie ograbiły mnie z radości życia, z satysfakcji służenia innym czy z mojego (wierzę, że go posiadam) wewnętrznego piękna? Co zrobić, aby pomimo upływu lat, wciąż być atrakcyjną dla otoczenia kobietą - w sensie emocjonalnym czy duchowym?

Z pomocą przyszedł mi tekst Beaty Jaskuła-Tuchanowskiej*, który ukazał się w czasopiśmie „Słowo Prawdy” (2/2010). Tytuł tekstu: Zanim zerwie się srebrny sznur…

Oto kilka wybranych fragmentów artykułu:

[…] Gdy kobieta przekroczy półmetek, te magiczne 40/50 lat, przestaje być w okresie prokreacyjnym, więc staje się już nieatrakcyjna dla mężczyzn. Owszem, bywa żoną, matką, babcią, gospodynią, osobą pracującą, czy robiącą karierę zawodową, ale kobietą - nie. […]

Może niektóre z Was się w tym momencie oburzą. Nie zgodzą. Ale ja - szczerze powiem - że tak się właśnie czuję. Tak postrzegam dzisiejszą rzeczywistość.

Dalej Beata pisze coś, z czym też częściowo już się utożsamiam. Zresztą opisałam to wcześniej.

[…] Wkraczam powoli w „smugę cienia” i ze smutkiem konstatuję, że oto „nadchodzą dni, które nie podobają mi się”. Atakowana kultem młodości w mediach staram się nie skupiać na kosmetycznych objawach przemijania, tj. utratą turgoru skóry, a więc powstawaniu zmarszczek. Trudniej jednak jest nie zauważyć zachodzących w nas zmian, gdy zacznie szwankować zdrowie, np. popsuje się nam wzrok - co u Salomona opisane jest jako „zaćmienie słońca i światła, księżyca i gwiazd”, stępieje słuch - u mędrca proces ten to „ścichnięcie łoskotu młyna” do tonu „świergotu ptasząt” i wrażenie, że „wszystkie pieśni brzmią cicho”. A jeszcze problemy z kośćmi, kręgosłupem i generalnie siłą, które Eklezjasta nazywa metaforycznie „uginaniem się silnych mężów”; i wrogi ludziom starym świat, który zagraża różnymi niebezpieczeństwami, na przykład „lękiem przed byle pagórkiem i strachami przy drodze”. […]

[…] Mimo, że od napisania Księgi Kaznodziei minęło parę dobrych lat i zaskakuje nas postęp techniki medycznej i kosmetycznej, procesu starzenia nadal nie możemy zatrzymać. Dlatego warto zastanowić się nad najlepszym wykorzystaniem czasu, który nam jeszcze pozostał. […]

[…] Powiedziałabym, że głównym naszym zadaniem jest przede wszystkim zadbanie o naszą jakość życia duchowego. I uwierzcie mi, tu nie wystarczy same tylko przestrzeganie zewnętrznych objawów życia chrześcijańskiego i regularne w miarę, o ile zdrowie pozwala, uczęszczanie do kościoła i na studium biblijne.
Ale kiedy radość z możliwości przeżywania jeszcze jednego dnia z naszym Panem będzie emanować uśmiechem na naszej twarzy, gdy cierpliwość i troska wraz z miłością i innymi darami Ducha Świętego będzie praktykowana w naszym życiu poprzez służbę otaczającym nas ludziom…; gdy przeżywane doświadczenia staną się powodem dzielenia się z innymi metodami Bożych rozwiązań, zastosowanych w naszym osobistym życiu, wówczas mamy szansę przynajmniej godnie przeżyć nasze dni, „zanim zerwie się srebrny sznur i stłucze złota czasza.” […]

Pomyślałam sobie, że to cenne wskazówki i dlatego chciałam się nimi z Wami podzielić.

Tylko powstaje pytanie - Czy jest to możliwe - pięknie się starzeć?

Podam przykład pewnej szczególnej kobiety. Poznałam ją w marcu 2004 roku - to Helena Lisztwan, mama Asi Marcol**, teściowa Jurka Marcola. Zwana ciocią Hesią.
Po spotkaniu z nią, napisałam w naszej kościenej gazetce (167/2004): Wielkim przywilejem było dla nas spotkanie z teściową Jurka. Starsza, 81-letnia Pani, po czterech zawałach i z pięcioma bajpasami nadal służy Bogu - tłumacząc z języka niemieckiego lekcje biblijne do codziennego rozważania.

Ciocia Hesia zmarła 8 marca br., przeżywszy 87 lat. W czasopiśmie „Zwiastun Ewangelicki”, zamieszczono o niej aż trzy oddzielne wspomnienia. Posłuchajcie, co piszą o tej pięknej służebnicy Pańskiej:

[…] Przez całe życie szukała nowych możliwości służby wśród dzieci, młodzieży i kobiet. Była pionierką wielu działań: z jej inicjatywy powstały szkółki niedzielne dla dzieci w ustrońskiej parafii, rozpoczęły się Tygodnie Dobrej Nowiny dla dzieci, obozy dla konfirmantów na mazurach, prowadziła chór i przygotowania dla nauczycieli szkółek niedzielnych, angażowała się w spotkania młodzieży, godziny biblijne i różnorodne spotkania dla kobiet.
W gruncie rzeczy, nigdy nie przeszła na emeryturę, gdyż uważała, że w Królestwie Bożym nie ma emerytów. Dla każdego, zawsze, znajdzie się zajęcie. W ostatnich latach życia, mimo słabego zdrowia, które nie pozwalało jej na opuszczanie domu, jej dnie, a często i noce, wypełnione były służba. Prowadziła szeroko zakrojoną korespondencję z przedstawicielami władz, z dziennikarzami gazet, radia i telewizji, z liderami kościołów, z lekarzami, z więźniami, z młodzieżą, dziećmi, pacjentami poznanymi podczas licznych pobytów w szpitalach, z przyjaciółmi z młodości, z przyjaciółmi z kraju i zagranicy, a przede wszystkim z wszystkimi wnukami.
Telefonicznie „odwiedzała” przyjaciół i znajomych, radząc, zachęcając i modląc się. Codzienne trwała w wielogodzinnych modlitwach, używając do tego swojego grubego, gęsto zapisanego notesu.
Przez wiele lat tłumaczyła z niemieckiego rozważania biblijne na każdy dzień wydawane pod tytułem: „Przeczytaj, przestudiuj, przemyśl”. Tłumaczyła też artykuły, opracowania i komentarze, aby udostępnić je innym.
Rodzinę i licznych przyjaciół obdarowywała własnoręcznie wykonywanymi skarpetami, rękawiczkami, szalikami i serwetkami.
Sprawa misji była dla niej niezwykle ważna. Wspierała ją swoimi modlitwami i finansami, zachęcała innych do zaangażowania się. Szczególna więź łączyła ją z polskimi misjonarzami pracującymi w kraju i zagranicą.
Była duchową matką licznego grona osób, którym pomogła znaleźć Pana Jezusa lub odbudować wieź z Bogiem. […]

Henryk Dominik*** tak ją opisuje:

  • Gdy się słyszało jej głos, już wiedzieliśmy – spotkaliśmy wyjątkowego człowieka, gdyż był to głos zawsze pełen miłości, troski o innych.
  • Jej wypowiedzi zawsze były oparte o Słowo Boże, o to, co dla chrześcijanina powinno być najdroższe.
  • Mimo słabnącego wzroku, niezmordowanie tłumaczyła setki traktatów biblijnych; w tej dziedzinie była tytanem pracy, prawie do ostatniego dnia.
  • Była magnesem duchowym; jej dom był zawsze pełen gości.
  • Zostanie w naszej pamięci pełna miłości, dobroci i uśmiechu.

I jeszcze kilka słów od znanej nam Aleksandry Błahut-Kowalczyk****:

[…] Szpital. Sala i pora odwiedzin. Ktoś czeka. To starsza kobieta. Przez oka mgnienie widzę w niej młodą dziewczynę. To jest tak szokujące odkrycie, że cofam się w zdumieniu. Ułamek sekundy odkrywa jej młode wnętrze. Gdy siedzę blisko niej trzymam jej dłoń w swojej dłoni, widzę promienną twarz pokrytą zmarszczkami, piękny owal, którego ozdobą okazuje się żarliwość miłowania Boga. Przychodzi mi na myśl wyjątkowe stwierdzenia G.B. Shaw: „Niektóre kobiety po siedemdziesiątce są młodsze od większości kobiet w siedemnastej wiośnie życia.” […]

Kochane Dziewczyny, nie chcę burzyć tych pięknych opisów, obrazów dłuższym komentarzem. Niech to one pozostaną w Waszej pamięci.

Pozwólcie, że zakończę dwoma cytatami. Przyjmijcie je jako moje życzenia dla Was.

Pierwszy cytat - zapożyczony od Aleksandry:

„Panie, pozwól mi oddać Ci chwałę owocami mojego życia. Jestem jak kłos pszenicy. Jestem nasieniem Królestwa, które ma przyjść. Pragnę być częścią świata wypełnionego Twoją chwałą, Boże!” Ben Alex

Drugi - z rozważań biblijnych „Nasz codzienny chleb”:

„Gdy już dawno nas nie będzie, ci, którzy nas znali, będą pamiętać nasze serce.” David McCasland
______________

* Beata Jaskuła-Tuchanowska – poetka i pisarka; ma na swoim koncie wiele artykułów, trzy tomiki poezji, kilka książek dla dzieci i jedną powieść dla kobiet. Więcej o niej na stronie http://www.beatajaskula.yoyo.pl/.

** Asia i Jurek Marcolowie są założycielami Biblijnego Stowarzyszenia Misyjnego. Więcej na stronie http://www.bsm.org.pl/.

*** Henryk Dominik – felietonista; posiada stałą rubrykę w „Zwiastunie Ewangelickim”.

**** Aleksandra Błahut-Kowalczyk – teolożka luterańska, diakon; wydała kilka miniatur (rozważań nad Słowem Bożym); jest autorką wielu artykułów; prowadzi działalność radiową i służbę wśród kobiet.