poniedziałek, 4 października 2010

Kącik dobrej książki

„W BOŻEJ SZKOLE ŻYCIA - wspomnienia”, Halina Ostik, wydawca Wspólnota „Drzewo Oliwne”, 2007r.
Swoją książkę Halina Ostik (ur. 1919) dedykuje rodzinie, przyjaciołom i nieznanemu czytelnikowi. Mogę się za takiego uważać, chociaż niejednokrotnie dane mi było spotkać tą wyjątkową kobietę na różnego rodzaju między kościelnych uroczystościach, spotkaniach, wydarzeniach. 
O jej wyjątkowości wiedziałam z racji jej wielkiego umiłowania narodu izraelskiego i działalności na rzecz tego narodu, którą zapoczątkowała wiele lat temu, i w której wciąż uczestniczy (przynajmniej całym sercem).
W książce „W Bożej szkole życia” poznaję nieznaną mi dotąd Halinę Ostik - młodą dziewczynę poszukującą Boga; waleczną sanitariuszkę z czasów II wojny światowej; zdeterminowaną i oddaną  misjonarkę wśród Indian południowoamerykańskich. Ta książka powstała na bazie nagranych przez Halinę Ostik, na kasetę magnetofonową, wspomnień. Może dlatego czasem ma się wrażenie zatraconej chronologii. Bohaterka często powraca do pewnych wydarzeń a czasem czytelnik długo musi czekać na wyjaśnienie pewnych faktów (np. jak znalazła się w Ameryce Południowej). W książce brakuje mi informacji i wspomnień o mężu - może były zbyt bolesne. Te drobne mankamenty czy niedociągnięcia nie mają jednak wpływu na treść książki, bo świadectwo życia autorki jest naprawdę poruszające, budujące i dające do myślenia. Pomyśleć, kobieta - chorowita i borykająca się z niepełnosprawnością fizyczną - misjonarką wśród dzikich plemion w argentyńskiej dżungli.
Ale o tym przeczytajcie sami.

I jeszcze kilka informacji o działalności na rzecz Izraela.
Powołanie do nowej służby nastąpiło  w 1961 roku. Jeszcze w Argentynie. Przez dwa lata Halina głosiła Ewangelię wszystkim napotkanym Żydom. W 1963 roku wróciła do Polski, aby opiekować się swoją schorowaną matką. W Polsce nie były to akurat dobre czasy dla Żydów (jeśli może uważać, że bywają dobre - przy wszechobecnym polskim antysemityzmie) i trzeba było wielkiej odwagi, aby opowiadać się za nimi. Halina Ostik szukała w tym czasie sprzymierzeńców dla swoich działań w kościołach protestanckich. Docierała też do środowisk żydowskich. Nie była już sama - znalazła sobie wierną towarzyszkę do tej służby. W swoim mieszkaniu zaczęła organizować dla Żydów spotkania sabatowe i inne żydowskie święta. Spotkania te stopniowo zaczęły przeradzać się w studium biblijne. W kolejnych latach jej działalność rozszerzyła się na Wschód - Białoruś, Ukrainę, Armenię… W 1990 roku zostaje zbudowany dom gościnny, który służy wielu chrześcijanom ale też Żydom ze Wschodu. W roku 1994 działalność Haliny Ostik i jej współpracowników rejestruje się oficjalnie jako Wspólnota „Drzewo Oliwne”.
Więcej i bardziej szczegółowo w książce.

Na zakończenie jedna myśl Haliny Ostik:
Myślę, że przed pochwyceniem powinniśmy wykorzystać czas, by czynić dobro Żydom, aby w ten praktyczny sposób okazać im Bożą miłość, a kiedy Duch Święty przygotuje ich serca, podzielić się swoją radością w Mesjaszu - Jezusie.

Tutaj wspomnę, że w kwestii 'żydowskiej' mam pewne obserwacje i wnioski, którymi podzielę się następnym razem.

poniedziałek, 27 września 2010

PIERWSZA MIŁOŚĆ 1 - jak do niej powrócić

Podczas tych rozważań przyjrzymy się jednej z najwspanialszych lekcji w Biblii na temat miłości - listowi Jezusa do kościoła w Efezie. Efezjanie odstąpili od swojej „pierwszej miłości” do Boga, na skutek czego odstąpili też od miłości do siebie nawzajem (skąd to wiemy? - z Listu ap. Pawła do Efezjan, rozdziały 3:14-6:9 - podtytuły brzmią: modlitwa o głębię miłości, wezwanie do jedności, stary i nowy człowiek - nawołanie do zmiany postępowania, przykazania na co dzień, chrześcijańskie życie rodzinne i inne relacje i zależności międzyludzkie). Rozważania te zostały przygotowane na wakacyjny wyjazd w gronie przyjaciół z Kościoła. Do stworzenia ich zapłodniła mnie książka Billa Bright'a Pierwsza miłość - jak odnowić swoją pasję dla Boga. A do wstawienia na bloga zachęciło mnie ostatnie niedzielne kazanie oparte na poniższym fragmencie.

Ks. Objawienia Jana 2:1-7:
Do anioła zboru w Efezie napisz: To mówi Ten, który trzyma siedem gwiazd w prawicy swojej, który się przechadza pośród siedmiu złotych świeczników:
Znam uczynki twoje i trud, i wytrwałość twoją, i wiem, że nie możesz ścierpieć złych, i że doświadczyłeś tych, którzy podają się za apostołów, a nimi nie są, i stwierdziłeś, że są kłamcami.
Masz też wytrwałość i cierpiałeś dla imienia mego, a nie ustałeś.
Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość.
Wspomnij więc, z jakiej wyżyny spadłeś i upamiętaj się, i spełniaj uczynki takie, jak pierwej; a jeżeli nie, to przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie upamiętasz.
Na swoją obronę masz to, że nienawidzisz uczynków nikolaitów, których i ja nienawidzę.
Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym.

Gdyby zbór w Efezie nadal istniał, być może nosiłby fajną nazwę w rodzaju „Pierwszy Kościół ze Świecznika”.
Często nie rozumiemy znaczenia chwalebnej wizji apostoła Jana zawartej w Objawieniu r.1, przedstawiającej Jezusa stojącego wśród siedmiu świeczników. Nie były to tylko ozdobne kandelabry, lecz istotne źródła światła. Jakże ważną rzeczą jest więc fakt, iż świeczniki przedstawiają siedem zborów, które miały nieść światło Jezusa światu, żyjącemu w wielkiej ciemności.
Żyjemy w ciemnym świecie, który rozpaczliwie potrzebuje światłości Chrystusa, świecącej w nas. Uważajmy więc, abyśmy nie powtórzyli błędu Efezjan, którzy „porzucili swoją pierwszą miłość” (Obj. 2:4). Chociaż otrzymali pochwałę, bo dokonali wiele dobrych rzeczy, to jednak nie potrafili postawić Jezusa na pierwszym miejscu. 

Chcąc przywrócenia tej pierwszej miłości, Jezus dał im zadanie, angażujące po kolei: umysł, serce, duszę i wszystkie siły (zgodnie z największym przykazaniem: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej / siły swojej… Ew. Mat. 22:37 i V Mojż. 6:5). Wymaga ono, by każda część naszej istoty kochała Boga tak, jak On na to zasługuje, by każda część naszej istoty wróciła do tej miłości, od której być może odeszła.
„Aby odnowić swoją miłość do Chrystusa, przyjrzyj się na nowo Jego miłości do ciebie.”


A jak zapomnę...
a jak zapomnę drogi do Ciebie
tysiące latarń zapal mi w sercu
a jak zapomnę Twojego głosu
echem stukrotnym przypomnij mi Słowa
a jak zapomnę Twojej miłości
każ kwiatom i ptakom
przypomnieć mi o niej
a jak zapomnę, jak człowiek zapomina
…usłysz bicie zgubionego serca…
(Kasia Zycha)

PIERWSZA MIŁOŚĆ 2 - zbłąkany, ale nie zgubiony

…Ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym… Rzymian 8:38,39

Przypomnijmy sobie na początek, gdzie i co czytamy w Biblii o zborze w Efezie:
- Pierwsza wzmianka o krótkiej wizycie ap. Pawła w Efezie pada w Dz. Ap. 18:19. Jest rok 52 n.e. Paweł głosi Ewangelię w efeskiej synagodze. Potem zostawia zalążek zboru, a w nim Pryscyllę i Akwilę. Jeszcze w tym samym roku wraca do Efezu (podczas swojej trzeciej już podróży misyjnej, która trwała od 52-56 roku). Czytamy o tym r. 19:1-20:1. Rozpoczyna się prawdziwa służba apostoła w Efezie. Naucza w synagogach, potem w Szkole Tyranosa. Jest świadkiem rozruchów wywołanych przez producentów figurek efeskiej Artemidy.  Po trzech latach (r. 20:21) wyjeżdża. Potem z Miletu posyła po starszyznę z Efezu i żegna się, dając starszym zboru wskazówki na dalszą służbę. Wie, że już się nie zobaczą. Są to bardzo wzruszające chwile. Czytamy o nich w r. 20:17-38. Dzieje Apostolskie przedstawiają nam piękną historię powstania i kształtowania się zboru w Efezie.
- Dalej o losach zboru efeskiego dowiadujemy się z listu ap. Pawła do tego zboru. List ten jest napisany pod koniec 60 lub z początkiem 61 r.n.e., z więzienia w Rzymie. Z treści listu wynika, że w zborze efeskim pojawiły się pewne problemy, które mocno zaniepokoiły apostoła (i przed którymi ich przestrzegał). (Rzym. 15:31) Kończąc list ap. Paweł pisze takie słowa (6:24): „Łaska niechaj będzie ze wszystkimi, którzy miłują Pana naszego, Jezusa Chrystusa, miłością niezniszczalną. Amen” Miłować miłością niezniszczalną, to może oznaczać tą „pierwszą miłością”.
- Słowa Jezusa skierowane do zboru efeskiego a zapisane przez ap. Jana na wyspie Patmos, w Objawieniu Jana, dotyczą już późniejszego okresu. Opinie biblistów są rozbieżne - są to albo lata 70, albo 90 n.e. Założyciel zboru już nie żył.

Przyglądając się temu smutnemu epilogowi, powinniśmy modlić się o to, abyśmy nigdy nie odeszli od tej „pierwszej miłości”, albo, abyśmy jak najszybciej do niej powrócili. Zapragnijmy na nowo serca przepełnionego miłością i uwielbieniem dla naszego Pana. Pewna pieśń mówi, że najwspanialszym darem jest „serce, które można tak dostroić, by zawsze śpiewało Jezusowi na chwałę…”. Bóg zaopatrzył nas w tę umiejętność kochania Go - chwalenia Go swoim umysłem i emocjami w każdej chwili życia, tutaj na ziemi. On chce chodzić w naszych ciałach, myśleć naszymi umysłami, kochać naszymi sercami, mówić naszymi ustami i ciągle „szukać i zbawiać” zgubionych przez nasze wysiłki.

I co najważniejsze, nasza rola polega jedynie na odwzajemnianiu Bogu miłości - ponieważ to On pierwszy nas umiłował. I jak nasz werset przewodni obiecuje, ale też proklamuje - absolutnie nic nie jest w stanie oddzielić nas od tej miłości. Jedynie tylko - nasz własny duch, mający skłonność do błądzenia, może nam zabrać naszą „pierwszą miłość”.

Brat Wawrzyniec napisał: Pamiętaj, Bóg nas nigdy nie opuści, jeżeli to my sami pierwsi nie odejdziemy. Powinniśmy być ostrożni i nigdy nie pozwolić sobie na oddzielenie się od Bożej obecności.

Jeśli nie żyjemy w mocy Ducha Świętego … stajemy się jak ludzie, o których Biblia mówi, że „przybierają pozór pobożności, podczas, gdy życie ich jest zaprzeczeniem tej mocy” (II Tym. 3:5). Stajemy się zawodowymi chrześcijanami, którzy porozumiewają się „chrześcijańszczyzną” i chowają się za błyszczącą warstwą duchowej płytkości, dzięki której nikt nie może nas dotknąć i przez którą nasze wnętrze pozostaje nietknięte. Nasze chrześcijaństwo jest całe na pokaz, nie dosięga nigdy serca. Doskonale poprawne, lecz pozbawione miłości. Słusznie osądzające, nieznające miłosierdzia. Pełne pewności siebie zamiast pokory. Pełne słów, nieznające łez. Nasze życie jest pozbawione mocy, znaczenia i nadziei na prawdziwą przemianę. Bez przemiany nie wzniesiemy się jednak ponad nasze ograniczenia i nie staniemy się Bożym narzędziem w otaczającym nas świecie. A przecie o to właśnie w życiu chodzi. (Stormie Omartian, Moc modlitwy kobiety, str. 18)

Więc, jak to jest z tobą? Czy twój duch z jakiegoś powodu odszedł od tej cudownej Bożej miłości? Czy zdarzyło się to z powodu wypełnionego życia i labiryntu wyzwań czy związków międzyludzkich? Jak opisałbyś dzisiejszy stan swoich uczuć do Niego? Czy pamiętasz, jak czułeś się w dniu, w którym poznałeś Go osobiście? Jak daleko zabłąkałeś się od miejsca, w którym On chce, abyś był? Co jest potrzebne, byś wrócił do tej „pierwszej miłości”? Bo Bóg pragnie twojego powrotu. On nigdy nie przestanie starać się przywrócić ci radość i zdziwienie ze zbawienia. Nie błąkaj się już - po prostu wróć.

Jak gorzki migdał
Co się stało z wiarą mojego dzieciństwa?
Dorosła, przestała stroić miny
i tulić do serca
pluszowe modlitwy marzeń...
Teraz częściej niż na niebo
spogląda na ziemię
przelicza grosz zdrowego rozsądku
w starym portfelu
codziennych wydarzeń...
Wiara mojego dzieciństwa
złożyła skrzydła białe
do czarnej walizki pragmatyzmu
tylko czasem zapomni się
uniesie jak kiedyś bez zastanawiania
nad ewolucją Darwina
skamielinami sumień...
Tak beztroska, że zawstydza
nawet pobożnych patriarchów
wtula się w serce Boga
przejęta do szpiku duszy Jego Słowami
zasypia ufnie w ramionach Prawdy...
Wiara mojego dzieciństwa
z czystego pąka myśli zamieniła się
w gorzki migdał zmęczonych słów
które jak ptaki
po długiej podróży
z postrzępionymi skrzydłami starań
nie mają już ochoty na pokonywanie nieznanych przestrzeni...
Moja dorosła wiara - jak gorzki migdał
w cienkiej skórce przyzwyczajenia
wsparta jeszcze na Słowie
i uciszeniu burzy
posilona powiewem miłości
która ukochała pierwsza
ma nadzieję...
znów stać się dzieckiem
i przesuwać góry zwątpienia
nie tylko w niedzielę...
(Kasia Zychla)