poniedziałek, 27 września 2010

PIERWSZA MIŁOŚĆ 2 - zbłąkany, ale nie zgubiony

…Ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym… Rzymian 8:38,39

Przypomnijmy sobie na początek, gdzie i co czytamy w Biblii o zborze w Efezie:
- Pierwsza wzmianka o krótkiej wizycie ap. Pawła w Efezie pada w Dz. Ap. 18:19. Jest rok 52 n.e. Paweł głosi Ewangelię w efeskiej synagodze. Potem zostawia zalążek zboru, a w nim Pryscyllę i Akwilę. Jeszcze w tym samym roku wraca do Efezu (podczas swojej trzeciej już podróży misyjnej, która trwała od 52-56 roku). Czytamy o tym r. 19:1-20:1. Rozpoczyna się prawdziwa służba apostoła w Efezie. Naucza w synagogach, potem w Szkole Tyranosa. Jest świadkiem rozruchów wywołanych przez producentów figurek efeskiej Artemidy.  Po trzech latach (r. 20:21) wyjeżdża. Potem z Miletu posyła po starszyznę z Efezu i żegna się, dając starszym zboru wskazówki na dalszą służbę. Wie, że już się nie zobaczą. Są to bardzo wzruszające chwile. Czytamy o nich w r. 20:17-38. Dzieje Apostolskie przedstawiają nam piękną historię powstania i kształtowania się zboru w Efezie.
- Dalej o losach zboru efeskiego dowiadujemy się z listu ap. Pawła do tego zboru. List ten jest napisany pod koniec 60 lub z początkiem 61 r.n.e., z więzienia w Rzymie. Z treści listu wynika, że w zborze efeskim pojawiły się pewne problemy, które mocno zaniepokoiły apostoła (i przed którymi ich przestrzegał). (Rzym. 15:31) Kończąc list ap. Paweł pisze takie słowa (6:24): „Łaska niechaj będzie ze wszystkimi, którzy miłują Pana naszego, Jezusa Chrystusa, miłością niezniszczalną. Amen” Miłować miłością niezniszczalną, to może oznaczać tą „pierwszą miłością”.
- Słowa Jezusa skierowane do zboru efeskiego a zapisane przez ap. Jana na wyspie Patmos, w Objawieniu Jana, dotyczą już późniejszego okresu. Opinie biblistów są rozbieżne - są to albo lata 70, albo 90 n.e. Założyciel zboru już nie żył.

Przyglądając się temu smutnemu epilogowi, powinniśmy modlić się o to, abyśmy nigdy nie odeszli od tej „pierwszej miłości”, albo, abyśmy jak najszybciej do niej powrócili. Zapragnijmy na nowo serca przepełnionego miłością i uwielbieniem dla naszego Pana. Pewna pieśń mówi, że najwspanialszym darem jest „serce, które można tak dostroić, by zawsze śpiewało Jezusowi na chwałę…”. Bóg zaopatrzył nas w tę umiejętność kochania Go - chwalenia Go swoim umysłem i emocjami w każdej chwili życia, tutaj na ziemi. On chce chodzić w naszych ciałach, myśleć naszymi umysłami, kochać naszymi sercami, mówić naszymi ustami i ciągle „szukać i zbawiać” zgubionych przez nasze wysiłki.

I co najważniejsze, nasza rola polega jedynie na odwzajemnianiu Bogu miłości - ponieważ to On pierwszy nas umiłował. I jak nasz werset przewodni obiecuje, ale też proklamuje - absolutnie nic nie jest w stanie oddzielić nas od tej miłości. Jedynie tylko - nasz własny duch, mający skłonność do błądzenia, może nam zabrać naszą „pierwszą miłość”.

Brat Wawrzyniec napisał: Pamiętaj, Bóg nas nigdy nie opuści, jeżeli to my sami pierwsi nie odejdziemy. Powinniśmy być ostrożni i nigdy nie pozwolić sobie na oddzielenie się od Bożej obecności.

Jeśli nie żyjemy w mocy Ducha Świętego … stajemy się jak ludzie, o których Biblia mówi, że „przybierają pozór pobożności, podczas, gdy życie ich jest zaprzeczeniem tej mocy” (II Tym. 3:5). Stajemy się zawodowymi chrześcijanami, którzy porozumiewają się „chrześcijańszczyzną” i chowają się za błyszczącą warstwą duchowej płytkości, dzięki której nikt nie może nas dotknąć i przez którą nasze wnętrze pozostaje nietknięte. Nasze chrześcijaństwo jest całe na pokaz, nie dosięga nigdy serca. Doskonale poprawne, lecz pozbawione miłości. Słusznie osądzające, nieznające miłosierdzia. Pełne pewności siebie zamiast pokory. Pełne słów, nieznające łez. Nasze życie jest pozbawione mocy, znaczenia i nadziei na prawdziwą przemianę. Bez przemiany nie wzniesiemy się jednak ponad nasze ograniczenia i nie staniemy się Bożym narzędziem w otaczającym nas świecie. A przecie o to właśnie w życiu chodzi. (Stormie Omartian, Moc modlitwy kobiety, str. 18)

Więc, jak to jest z tobą? Czy twój duch z jakiegoś powodu odszedł od tej cudownej Bożej miłości? Czy zdarzyło się to z powodu wypełnionego życia i labiryntu wyzwań czy związków międzyludzkich? Jak opisałbyś dzisiejszy stan swoich uczuć do Niego? Czy pamiętasz, jak czułeś się w dniu, w którym poznałeś Go osobiście? Jak daleko zabłąkałeś się od miejsca, w którym On chce, abyś był? Co jest potrzebne, byś wrócił do tej „pierwszej miłości”? Bo Bóg pragnie twojego powrotu. On nigdy nie przestanie starać się przywrócić ci radość i zdziwienie ze zbawienia. Nie błąkaj się już - po prostu wróć.

Jak gorzki migdał
Co się stało z wiarą mojego dzieciństwa?
Dorosła, przestała stroić miny
i tulić do serca
pluszowe modlitwy marzeń...
Teraz częściej niż na niebo
spogląda na ziemię
przelicza grosz zdrowego rozsądku
w starym portfelu
codziennych wydarzeń...
Wiara mojego dzieciństwa
złożyła skrzydła białe
do czarnej walizki pragmatyzmu
tylko czasem zapomni się
uniesie jak kiedyś bez zastanawiania
nad ewolucją Darwina
skamielinami sumień...
Tak beztroska, że zawstydza
nawet pobożnych patriarchów
wtula się w serce Boga
przejęta do szpiku duszy Jego Słowami
zasypia ufnie w ramionach Prawdy...
Wiara mojego dzieciństwa
z czystego pąka myśli zamieniła się
w gorzki migdał zmęczonych słów
które jak ptaki
po długiej podróży
z postrzępionymi skrzydłami starań
nie mają już ochoty na pokonywanie nieznanych przestrzeni...
Moja dorosła wiara - jak gorzki migdał
w cienkiej skórce przyzwyczajenia
wsparta jeszcze na Słowie
i uciszeniu burzy
posilona powiewem miłości
która ukochała pierwsza
ma nadzieję...
znów stać się dzieckiem
i przesuwać góry zwątpienia
nie tylko w niedzielę...
(Kasia Zychla)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.