poniedziałek, 9 marca 2020

Kącik dobrej książki

Długo zastanawiałam się na tym, według jakiego klucza dobrać kolejne książki do recenzji. I nie było to łatwe. Wcześniej starałam się łączyć je tematycznie lub terytorialnie. Większość książek o misji, jakie posiadam, jest już opisanych. Teraz swoje zapasy uzupełniam szukając po stronach wydawnictw chrześcijańskich informacji o pojawieniu się nowych książek o tej tematyce. A czasem, mniej lub bardziej przypadkowo, wpada mi w ręce jakaś perełka. Powoli zapas rośnie. Jestem otwarta na sugestie i podpowiedzi czytelników, gdzie szukać kolejnych książek. Proszę kierować je na mój adres mailowy walentyna@jarosz.info.pl lub do redakcji biuletynu.
Oto bieżące propozycje. O wszystkich tych postaciach już pisałam, w oparciu o inne pozycje książkowe. Dzięki temu mamy szansę poznawać naszych bohaterów wiary z szerszej perspektywy.


Tadeusz Łamacz, Wielki chrześcijanin Sadhu Sundar Singh, Wydawnictwo „Zwiastun”, Warszawa 1990
Nie czytaj Biblii, ponieważ tkwi w niej jakaś siła, która może uczynić z ciebie chrześcijanina. Tak ostrzegano młodego Sundara, który wszelkimi środkami desperacko usiłował zdobyć pokój dla swojej duszy. Jego duchowa i mentalna walka pomiędzy hinduizmem a chrześcijaństwem doprowadziła do tego, że spalił egzemplarz Biblii, który został mu dany przez amerykańskiego misjonarza. Bóg objawił się więc Sundarowi nie przez Biblię, lecz we własnej Osobie. Odtąd jego życie uległo radykalnej zmianie.
Ta niewielka książeczka w skondensowany sposób opisuje życie i służbę Sadhu Sundar Singha. Śledzimy jego podróże misyjne na Wschodzie - Północne Indie, Tybet i Nepal, Południowe Indie i wschodnia Azja. Towarzyszymy mu w podróżach na Zachód. Te podróże misyjne pokazały, że Sadhu był apostołem Wschodu i Zachodu. Sundar Singh miał dwojaką wieść dla świata: dla Indii - że mimo tylu bogactw duchowych nie znalazły kosztownej perły, jaką jest Ewangelia; dla Zachodu - że pogrzebała tę drogocenną perłę w spekulacjach teologicznych, instytucjach kościelnych i kulturze. Singh wyraził to słowami: Kiedyś ubolewałem nad tym, że urodziłem się w Indiach i zazdrościłem tym, którzy od dzieciństwa znają chrześcijaństwo! Zwiedziwszy kraje zachodnie zmieniłem pogląd.
Autor książki dokonał też gruntownej analizy życia i nauki Sundara Singha. Wiele dowiadujemy się na temat jego życia religijnego - życie modlitewne, mistyka, pokój wewnętrzny, zrozumienie krzyża, doświadczenie nieba na ziemi. Poznajemy jakim był człowiekiem w życiu codziennym - w okazywaniu miłości braterskiej, składaniu świadectwa, byciu na tym świecie, lecz nie z tego świata. Zostaje nam też przybliżona jego teologia - myśli o Bogu, o stworzeniu, o Chrystusie, o zbawieniu, o cudach, tamtym świecie, o Biblii, o Kościele i kościołach, o chrześcijanach i niechrześcijanach. Jest to bardzo inspirująca lektura i szczerze ją polecam. (S.S. 1889-1929)


George Müller, ...dla zachęty moich braci i sióstr w Chrystusie..., opracowanie Marek i Elżbieta Nalewajka, Wydawnictwo Arka
Kim był George Müller chyba nikomu nie trzeba przypominać, ale jednak przypomnę, posługując się kilkoma faktami: Przez 63 lata służby dał chrześcijańskie wykształcenie 122683 dzieciom. Około 250 tys. Biblii i prawie 1,5 mln Nowych Testamentów rozdał w kraju i zagranicą. Około 250 tys. funtów wysłał misjonarzom na całym świecie. Bóg dał mu w szafarstwo 1424646 funtów.
Ta niewielka broszurka - mieści się na mojej dłoni - zawiera wybrane fragmenty kazań, wystąpień na konferencjach, świadectw, rozmów i opisów ciekawych wydarzeń związanych z Müllerem. Szczególnie cenne i zachęcające są jego myśli o dawaniu, modlitwie i karmieniu duszy.
W broszurce znajduje się fragment z autobiografii George’a Müllera dotyczący właśnie karmienia duszy. Pisze on: ...jest dla mnie jaśniejsze niż cokolwiek, że pierwszą rzeczą, jaką dziecko Boże ma zrobić każdego poranka, jest zdobycie pokarmu dla wewnętrznego człowieka. (...) A zatem, co jest pokarmem dla wewnętrznego człowieka? Nie modlitwa, lecz Słowo Boże. (...) O ileż lepiej, gdy dusza zostaje odświeżona i uszczęśliwiona wcześnie rano, niż gdy ciężar służby, prób i pokus spadnie na ciebie bez duchowego przygotowania.
Po więcej zachęty odsyłam do broszurki. (G.M. 1805-1898)


Roger Steer, J. Hudson Taylor - Człowiek w Chrystusie, Wydawnictwo THEOLOGOS, Ostróda 2009
Billy Graham napisał o nim: Niewielu ludzi poruszyło Chiny dla Boga tak, jak Hudson Taylor. Dobrowolnie zerwał z tradycją i nosił chiński strój. (...) Prostota, racjonalne posłuszeństwo, ufna modlitwa i cierpliwa wytrwałość (...) Oby ta książka była dla nas zachętą...
Rodzice zwykli modlić się o swoje dzieci, ale chyba niewielu modli się tak: Drogi Boże, jeśli dasz nam syna, spraw by mógł pracować dla Ciebie w Chinach. I Bóg wysłuchał tej modlitwy.
Książka Rogera Steera obszernie opisuje dzieciństwo i życie Taylora w ojczystym kraju - Anglii oraz jego służbę w Chinach. Taylor Chinom oddał swoje serce i życie. Wyjechał do Chin w wieku 22 lat i spędził tam większość swojego życia. W 1865 roku powołał do życia Chińską Misję Wewnętrzną, aby ziścić swoje najgłębsze pragnienie - dotarcia z ewangelią do wszystkich zakątków tego wielkiego kraju. Do jego śmierci w 1905 roku stowarzyszenie to posiadało 825 misjonarzy we wszystkich chińskich prowincjach. Nawróciło 25 tysięcy osób. To byłPan jest zawsze wierny. Nie potrzebujemy wielkiej wiary, ale wiary w wielkiego Boga. Potrzebujemy wiary, która opiera się na wielkim Bogu i oczekuje, że On dotrzyma swego Słowa i wykona to tak,, jak obiecał. Kiedy Bóg coś robi, robi to z rozmachem! ... Taylor żył tak, jak głosił.
ogromny sukces. Okupiony trudami służby, stresami, poczuciem niezrozumienia a czasem odrzucenia, bolesną krytyką, łzami, rozstaniami i śmiercią tych, których kochał. Nigdy jednak nie zwątpił.  Zwykł mówić:
I na marginesie wspomnę niezwykłą zażyłość, jaka łączyła Taylora z Müllerem. George Müller wysłał do Chin wiele zachęcających w wierze listów z załączonymi darami pieniężnymi.
Zachęcam do przeczytania biografii tego wielkiego bohatera wiary. Polecam również film na DVD - Hudson Taylor, Kena Andersona (dostępny z polskim lektorem).  (J.H.T. 1832-1905)


Eileen Vincent, Charles i Priscilla Studd - Żadna ofiara zbyt wielka, Fundacja Promocji Literatury Chrześcijańskiej, Ostróda 2007
W przedmowie czytamy: Charles i Priscilla Studd - Boży mąż i niewiasta Boża! Oni nie robili nic „na pół gwizdka”. W swoich czasach byli uznawani za kontrowersyjnych radykałów, pozostawili nam przykład godny naśladowania. Jak prawdziwych żołnierz Chrystusa, ożywiało ich tylko jedno dążenie: ewangelizacja całego świata na chwałę Boża. Chcieli, by piekło opustoszało, a niebo zapełniło się. Dla realizacji tego celu poświecili bogactwo, wygodę, wspólnotę rodzinną i samych siebie. (Patrick Johnstone)
Czy po takiej prezentacji bohaterów naszej książki ktoś się oprze, aby jej nie przeczytać?
Krótko nadmienię, że Charles Studd poświęcił karierę krykiecisty, a odziedziczony majątek rozdał na cele religijne i charytatywne. Jego dary pieniężne trafiły również do Georg’a  Müllera. Resztę życia, Studd, przeżył przez wiarę, w zaufaniu w Boże zaopatrzenie. Jego polem misyjnym były Chiny (był jednym z Siódemki z Cambridge, którzy dołączyli do Hudsona Taylora), Indie i Afryka.
Charles Studd był człowiekiem niezwykle upartym, niezależnym, zdarzało się, że konfliktowym i kontrowersyjnym. Ba, nawet uzależnionym od morfiny. Autor książki niczego nie ukrywa, nie tłumaczy, nie wybiela. Kto pierwszy rzuci kamieniem?
Pomimo choroby nie zamierzał przerwać pracy misyjnej. Zapracowany do ostatniej chwili, ledwie miał czas umrzeć. Zwykł mówić: Lepiej wypalić się w ostatnim rozbłysku płomienia niż wygasać jak ledwo tląca się resztka knota. I tak odszedł, z okrzykami „Alleluja!” na ustach. Dla dopełnienia lektury polecam przeczytanie słynnej broszury pt. Studda „Czekoladowy Żołnierz”. Studd pisze: Każdy prawdziwy żołnierz jest jest bohaterem, a żołnierz bez bohaterstwa jest tylko czekoladowym żołnierzem. Każdy prawdziwy chrześcijanin jest żołnierzem, żołnierzem Chrystusowym i jest też prawdziwym bohaterem! Każdy chrześcijanin, który ma inną postawę, jest tylko czekoladowym chrześcijaninem! Roztapia się w wodzie i na sam widok ognia powstaje z niego słodka kałuża.
Broszura została wydana w 1999 r., przez Wydawnictwo Świadome Chrześcijaństwo (Toruń).
(Ch.S. 1860-1931)

Życzę dobrej lektury.

***

Napisane na zamówienie Biuletynu "Idźcie".



sobota, 4 stycznia 2020

Kącik dobrej książki

I znowu trafiło mi się kilka wolnych chwil. W domu cisza. Jedyne, co słyszę, to kota chrupiącego swoją suchą karmę. Wczorajszy i dzisiejszy dzień poświęciłam na to, na co często brakuje mi czasu. Nadrobiłam zaległości w czytaniu codziennych lektur (tego zwykle pilnuję, ale Święta i końcówka roku mocno zdezorganizowały mój rytm dnia). Poserfowałam po Internecie i zaktualizowałam FB. Zrobiłam przegląd zdjęć z wnukami plus skanowanie ich rysunków i wypalanie płytek. Skończył się 2019 rok, trzeba więc być na bieżąco. Napisałam kilka zaległych maili. A teraz rozłożyłam przed sobą trzy książki autorstwa Lidii Czyż. W ten sposób stosik książek do opisania się zmniejsza i zwalnia się miejsce na książki, które mam nadzieję przeczytać.

Lidia Czyż jest bardzo płodną pisarką. Zawsze podziwiałam lekkość jej pióra, czytając jej liczne artykuły na szeroki wachlarz tematów. Znałam je głównie z czasopisma „Nasze Inspiracje”. Również podobały mi się jej opowiadania ze zbioru „Gdzie jest Betlejem?”. Umiejętność obserwacji i obiektywnej oceny rzeczywistości oraz poczucie humoru to kolejne zalety autorki.
Jako pisarka powieści, Lidia zadebiutowała w roku 2013 powieścią „Mocniejsza niż śmierć”. Od tamtego czasu (do roku 2019) napisała jeszcze pięć powieści. Cechą charakterystyczną twórczości Lidii Czyż jest to, że jej powieści nie są wymyśloną fabułą. Lidia ma wyjątkowy dar do szukania ludzi, których, bardzo często dramatyczną, powieść pisze samo życie. Autorka jedynie porządkuje zasłyszane historie, ubiera je we właściwe słowa i pozwala im ujrzeć światło dzienne. Książki Lidii Czyż cieszą się ogromną popularnością i już doczekały się tłumaczeń na wiele języków. Sama Lidia jest bardzo aktywna i chętnie przyjmuje zaproszenia na autorskie wieczory, organizowane w całej Polsce. Dwoje bohaterów jej książek postanowiło zdradzić nam swoją tożsamość, co daje pisarce możliwość proponowania czytelnikom spotkań z bohaterami książki „Pozostała tylko nadzieja” i „Tato”.
Dziś zaprezentuję trzy powieści. Pozostałe trzy zostały już opisane wcześniej. (Patrz linki poniżej.)

Pozostała tylko nadzieja, Lidia Czyż, Wydawnictwo Warto, Dzięgielów 2016 r.

Kiedy czytałam tę historię, zadawałam sobie co chwilę pytanie: Czy to jest możliwe, aby tyle krzywd i nieszczęść mogło spaść na jedną kruchą istotę? - wpierw dziecko, potem na młodą dziewczynę. Kiedy po jakimś czasie dane było mi spotkać tę piękną, młodą, pełną wdzięku, radości, humoru i dystansu do siebie kobietę, to zrozumiałam jedno - tylko Bóg może dokonać takiego uzdrowienia i takiej przemiany.
Kłamstwo, przemoc, uzależnienie, upokorzenie, oszustwo, wykorzystanie to była codzienność bohaterki tej prawdziwej historii. Tytuł książki oddaje to, co jako jedyne trzymało jej bohaterkę przy życiu. Nadzieja, nie na lepsze życie, bo ogrom zawodów ze strony bliskich ludzi i życiowych rozczarowań nie dawał ku temu podstaw, ale nadzieja na spotkanie z ukochanym ojcem. Siłę napędową do życia bohaterka książki czerpała z przekonania, że wbrew temu, co mówią jej inni, jej ojciec żyje i na pewno kiedyś się spotkają. Jedyne, czego się nie spodziewała, to tego, że w jej życiu pojawi się również Ten, który jest prawdziwym Ojcem, dawcą miłości, przebaczenia i sensu życia, a wtedy, na wszystko, co nas spotyka zaczyna się patrzeć z zupełnie innej perspektywy.
I to jest wspaniałe, że prawdziwa Nadia, czyli Ida Hrdličková, osobiście otwarcie i odważnie dzieli się swoją historią i świadectwem. (KLIKNIJ)


Tato, Lidia Czyż, Wydawnictwo Warto, Dzięgielów 2017 r.

Kiedy przeczytałam tę powieść napisałam do jej bohatera: Henryku, przeczytałam książkę „Tato”. Jestem bardzo poruszona tym, w jak piękny sposób Lidia opisała Twoje zagmatwane losy. Dziękuję Ci, że zechciałeś opowiedzieć nam swoją historię. Książkę zawiozę mamie - znała Twoją opowieść ze stron czasopisma „Słowo i Życie”. A Lidia Czyż przyjedzie do nas do Arki w listopadzie (2017 r.). Organizuję z nią spotkanie dla kobiet. Pozdrawiam Ciebie i Twoją żonkę bardzo serdecznie. Jej losy również mnie poruszyły. Niech Bóg Wam błogosławi, dając wiele radości, sił i umocni na zdrowiu. (Wspomnę, że moja mama, która zmarła w kwietniu 2019 r. w wieku 92 lat, przeczytała prawie wszystkie książki Lidii Czyż.)
Książka „Tato” opisuje niezwykłe i skomplikowane losy dziecka, nastolatka, młodego mężczyzny, na którego życie cieniem kładą się wydarzenia wojenne, trudne i ciemne czasy komuny oraz bliżej niezrozumiałe poczucie niepewności, co do własnej tożsamości. Dopiero w wieku pięćdziesięciu lat ten dojrzały mężczyzna pozna skrywaną tajemnicę swoich losów i odkryje, że wiele faktów z jego życia było mistyfikacją. I chociaż to odkrycie było dla niego i jego bliskich wielkim szokiem, to podchodzi do tych nowych faktów bardzo dojrzale. Stwierdza „Nic, co wydarzyło się w moim życiu, nie było przypadkiem, ale Bożym zamysłem”.  To niesamowite podejście. Taka postawa pozwoliła mu pogodzić się z przeszłością, przebaczyć tym, którzy mieli na tę przeszłość decydujący wpływ oraz z nadzieją spojrzeć na teraźniejszość i przyszłość. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość od tej chwili zyskują jeden wspólny mianownik - odzyskaną tożsamość wraz z odnalezioną rodziną.  


Słodkie cytryny, Lidia Czyż, Wydawnictwo Warto, Dzięgielów 2018 r.

Zdarzyło mi się spotkać kilka osób, które czując, że swoją inteligencją przewyższają inne osoby, z dumą wygłaszały, że mają Aspergera. Cóż, one chyba nawet koło Aspergera nie stały :-). Abym mogła to stwierdzić, wystarczyło mi przeczytać szereg informacji na temat tego zespołu/syndromu; obejrzeć kilka programów dokumentalnych lub film traktujący o autyzmie (zespół Aspergera jest formą autyzmu), aby wiedzieć, że tu nie chodzi o bycie inteligentnym ponad przeciętną czy o przebłysk naszego geniuszu. Tak, osoby z zespołem Aspergera są nad wyraz inteligentne, mogą być geniuszami, jednocześnie zmagając się z całkowitym niedostosowaniem społecznym. Tyle w ogromnym skrócie.
A jak to naprawdę jest, o tym opowiada kolejna książka Lidii Czyż. Bohaterką jest matka, która samotnie idzie przez życie, wychowując dziecko z zespołem Aspergera. Bohaterka nie jest sama, wokół otaczają ją bliscy, znajomi, nauczyciele, urzędnicy, tłumy nieznajomych ludzi, których cechuje jedna postawa - nie rozumieją i nie chcą zrozumieć dlaczego jej syn, jest taki jaki jest. Łatwiej jest się dziwić, zdystansować, odrzucić, niesłusznie oskarżyć, upokorzyć niż wyjść z propozycją pomocy. Nasza bohaterka i jej syn doświadczają serii życiowych niepowodzeń, zawodów, bolesnych doświadczeń i nieżyczliwości. Okazało się, że ‘inność’ jest piętnowana i nierozumiana pod każdą szerokością geograficzną.
Czytałam tę książkę ze ściśniętym gardłem, z emocjami jak na rollercoasterze. Traciłam nadzieję w ludzi i odzyskiwałam ją. Ale przede wszystkim wierzyłam, że w życiu naszej bohaterki i jej syna oraz w małych i wielkich cudach, które się zdarzyły i będą zdarzać, jest Bóg. Bóg, który każde trudne doświadczenie potrafi przemienić dobro. Tak jak my z kwaśnych cytryn potrafimy zrobić pyszną słodką lemoniadę.

Polecam też inne książki Lidii Czyż.
Mocniejsza niż śmierć, Narodziny Perły: KLIKNIJ
Nic do oclenia: KLIKNIJ










czwartek, 26 grudnia 2019

Kącik dobrej poezji

Święta, Święta... a okazuje się, że trafiają mi się niespodziewane chwile wolnego czasu. W tle już kolejny dzień „lecą” kolędy, wokół cisza i spokój. Mam do wyboru kilka rzeczy - zalec przed telewizorem, zanurzyć się w lekturze książki (prezentu od Mikołaja :-), uciąć sobie drzemkę. Wybrałam czwartą opcję - nadrobić zaległości na blogu. Najwięcej uzbierało mi się książek do opisania. Inne tematy rodzą się i umykają w nadmiarze obowiązków. Liczę jednak na jakąś, chociaż chwilową, odmianę.
Ze stosika przeczytanych książek wybrałam kilka tomików poezji.

Jestem tu tylko przelotem , Halina Sitarska-Ruzik, Wydawca: autorka, Poniatowa 1999 r.

Już nie pamiętam, w jakich okolicznościach trafił w moje ręce ten niewielki, a jakże głęboki duchowo tomik poezji (na pierwszej stronie widnieje jej odręczny podpis).
Wiersze, jak modlitwy, rozsypane są na białych kartach tomiku. Całość dopełniają czarno-białe zdjęcia leśnych traktów z okolic Poniatowej. Skromność tego prywatnego wydania powoduje, że naprawdę najważniejsza staje się jego treść.
Recenzent poezji Haliny Sitarskiej-Ruzik, Mariusz Choina, ujmuje to tak: Jest to skowyt zagubionego człowieka żyjącego u schyłku XX wieku. Zagubionego, bo przyszło mu żyć w czasach, w których coraz trudniej jednoznacznie stwierdzić co jest dobre, a co złe. Sama często czuję się takim zagubionym człowiekiem, ale w przeciwieństwie do pana Mariusza, nie odbieram autorki jako osoby zagubionej. Wprost przeciwnie, jej wiara w Boga, wyrażona w poezji, świadczy o tym, że jej osądu w rozróżnianiu dobra od zła nic nie zaburzy. Ta wiara jest również moim fundamentem dziś. Od powstania tomiku upłynęło 20 lat i rozróżnienie dobra od zła, dla ludzi nie znających lub nie uznających Bożych praw, jest jeszcze bardziej rozmyte.  
Znamienne jest to, Komu autorka dedykuje swoje wiersze: Chwała Ci Boże! Jezu, dziękuję Ci, że stanąłeś na mojej drodze i idziemy teraz razem. Dziękuję Ci, że mnie zbawiłeś i jesteś moim Panem. Te wiersze przynoszę Tobie Boże z moim dziękczynieniem!   


Myśli w biegu, Sławomir Sikora, Wydawnictwo Warto, Dzięgielów 2014 r.

Sławomir Sikora jest duchownym Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Jak ujął to trafnie ks. Ryszard Bogusz: To radość, gdy dobry duszpasterz jest również ciekawym twórcą.
Życie rodzinne, życie zawodowe oraz zainteresowania sportowe składają się na treść wierszy Sławomira Sikory. Zmuszony pogarszającą się kondycją zdrowotną, na zalecenie lekarza, zaczął biegać. Jego pasją stały się maratony. Zaś wiersze powstają podczas samotnego biegania.
Jak stwierdza autor: Samotne bieganie późnym wieczorem stało się dla mnie poszukiwaniem samego siebie. Dodaje też: Lubię biegać z Bogiem. Może właśnie to sprawia, że odbieram te wiersze jako głęboko wrażliwe, subtelne, refleksyjne, pełne zaufania i wiary w Boga. Jeden z wierszy (Biegnąc nocą) oddaje to w szczególny sposób:


(...) Moje myśli jak gałęzie
chaotycznie leżące
nie na swoim miejscu.
W głowie niespokojny szum
po nawałnicy, którą przyniósł dzień.
Szukam wyciszenia w modlitwie
jak jeleń wód żywo płynących.
Przychodzisz jak do Eliasza
w lekkim powiewie wiatru.
Wtulam się w Ciebie, jak dziecko w matkę.
Chwytasz mnie mocno swoją Ojcowską dłonią. (...)

Dodatkowym atutem tomiku są piękne grafiki Grażyny Czernik.


Sercem i piórem, Agnieszka Szczepanik, Wydawca Agnieszka Szczepanik, 2016 r.

To bardzo ciekawe doświadczenie czytać wiersze osoby, którą się zna od lat. A może, tylko się wydaje, że się ją zna...
Agnieszka, koleżanka mojego męża, dosłownie z piaskownicy. Mi dane było poznać ją, kiedy była nastoletnią, piękną dziewczyną. Poznałam też jej rodziców i brata. Później męża. Ze sporej gromadki jej dzieci (dziesięcioro) kojarzyłam tylko tych, którzy byli zbliżeni wiekowo do wieku mojego syna.
To, jak postrzegałam Agnieszkę i jak zaskakujące było dla mnie, że pisze wiersze, pięknie wyraziła Beata Winnik: Szczerze wyznaję, że zdumiewa mnie fakt, iż będąc mamą niemałej gromadki dzieci, obciążona niezliczonymi obowiązkami rodzinnymi, w trudnych warunkach życia miałaś jeszcze dość energii, czasu i woli do pisania wierszy.

Jak pisze o swoich wierszach Agnieszka - są one owocem licznych prób uchwycenia ulotnych myśli. Nie piszę wierszy, ale doskonale rozumiem, co Agnieszka przez to rozumie. Ileż to już ważnych myśli mi uleciało, tylko dlatego, że nie uchwyciłam ich w porę i nie zapisałam w notesie. Przepadły...
Agnieszka dodaje, że inspirację czerpie ze Słowa Bożego, które jest dla niej światłem na drodze życia i codziennym chlebem. Ja dodałabym jeszcze, że Agnieszka jest wnikliwym obserwatorem przyrody. Stąd tak wiele odniesień w jej wierszach do drzew, roślin, ptaków, zjawisk przyrody, pór roku. Nie dziwię się, znając miejsce - zalesione tereny podwarszawskiej Wesołej, gdzie dorastała i długie lata mieszkała. Posługując się bogactwem obrazów, dzieląc swoją wiedzą o Bogu i wiarą  w Niego oraz opisując blaski i cienie, radości i smutki dnia codziennego, Agnieszka porusza i poucza serce wrażliwego czytelnika.  

Autorka pisze:
Pisanie wierszy niekiedy boli:
z duszy tęsknota za rajem się zrywa,
Na bieli kart zostawiam ślad,
coś z tęczy barw na papier spływa.

Wiersze Agnieszki nie są czarno-białe. Są kolorowe, pełne gry światła i cieni.


Zatrzymał się pogodny wiatr, Barbara Lewandowska, Wydawca Barbara Lewandowska, Warszawa 2016 r.

Basię poznałam w 2009 roku. Była troszkę starsza ode mnie, ale szybko poczułyśmy ze sobą siostrzaną więź. Kiedyś Basia przyniosła mi teczkę z luźnymi kartkami pełnymi jej wierszy, pisanymi tradycyjnie - do szuflady. Bardzo spodobała mi się jej poezja i zachęcałam ją do dalszego pisania, chociaż Basia wcale nie potrzebowała takiej zachęty. Te wiersze po prostu rodziły się w niej sposób naturalny, w każdych okolicznościach i miejscu. Bywało, że nie było dnia, aby nie ‘spłynął’ do mnie SMS od Basi z kolejnym napisanym przez nią wierszem. Bardzo często stawały się one balsamem na moją duszę i wychodziły na przeciw moim potrzebom.

Z całego serca życzyłam Basi, aby jej wiersze mogły ujrzeć kiedyś światło dzienne. Jaka wielka była moja radość, kiedy mogłam wziąć do ręki pięknie wydany, obfity tom z poezją Basi. Pisze ona: Do tej pory kryły się w szufladzie. Oto wypuszczam z niej kilka na chwałę Pana - mojego Zbawiciela. Wyjaśnia też: Moje wiersze powstają we mnie, w środku, wewnątrz nowego serca i są, bardzo często, wielce głębokim doznaniem Boga, doświadczeniem Jego obecności. Niektóre narodziły się poprzez ból, inne z tęsknoty do Boga i wdzięczności, a jeszcze inne falują radością, wspomnieniem, ulotnością tego, co mija i co odchodzi.

Na zakończenie wiersz adekwatny do szaty graficznej tomu:

Jesień, jesień, proszę pani
Chodzimy w szron przyodziani
Jesień, jesień, proszę pana
zimny wieczór, zimno z rana
Jesień, jesień, proszę was
Byliśmy i ... nie ma nas


W perspektywie wieczności, Angelika Adamczyk, Wydawnictwo DK Team, Piasek 2016 r.

Ta młoda poetka (wiersze powstały w okresie jej studiów) w bardzo dojrzały i głęboki sposób wyraża swoją wiarę w Boga. Największą inspiracją do jej twórczości stało się odkrycie Pisma Świętego. To Bóg i lektura Jego Słowa pozwoliły odkryć jej sens swojego życia. Jak wyznaje, jej życie wcześniej było smutne i pozbawione celu.
Wiersze podzieliła na trzy kategorie, które stanowią pewną logiczną ciągłość. Po pierwsze Łaska, po drugie Krzyż (te wiersze poruszają do głębi), po trzecie Uwielbienie i po czwarte Opis rzeczywistości.
Autorka głęboko wierzy, że wiersze, które często pisała łzami, pozwolą czytelnikowi odczuć to, co ona czuła i zobaczyć rzeczywistości i otaczający nas świat, tak jak ona go widzi.
Oto jeden z jej wierzy, z rozdziału o rzeczywistości.


ROZDARTA
doświadczam rzeczywistość
czuję
soczystość każdej z chwil
jednocześnie wierzę
w inność
tęsknie za pełnią
za wiecznością


Zielono - niebiesko, Alina Dybała, Warszawa 2016 r.

Pozwólcie, że posłużę się tu fragmentem listu, który napisałam do autorki, po przeczytaniu i wysłuchaniu tego tomiku. (Wiersze Aliny Dybały czyta Mira Jankowska.)

Pani Alino,
tomik Pani poezji został mi podarowany w prezencie urodzinowym przez moją przyjaciółkę. Ona wie, że lubię dobrą książkę i poezję. Dobrą, ale z wymaganiem, że osoby piszące są ludźmi wierzącymi. To zawęża mocno moją lekturę, jednak, z czego się cieszę, książek do czytania wcale mi nie brakuje.
Pani poezję przeczytałam wczoraj, w ciszy spokojnego wieczoru. Potem, przesłuchałam płytę, śledząc uważnie tekst, aby nie stracić ani słowa z treści... Pani Alino, jestem poruszona i zachwycona Pani sposobem opisywania rzeczywistości - tej pogodnej, przyjemnej i tej trudnej, bolesnej. Cenię Pani subtelność w prezentowaniu swojej wiary - bez narzucania i afiszowania się.
Po intensywnym weekendzie i ogromnym zmęczeniu w Pani poezji znalazłam ukojenie. Dziękuję.

Z tego, co do mnie dotarło, Pani Alina wydała już kolejny tomik poezji - Lawendowe. Jest to wyraz ogromnej determinacji z jej strony, w obliczu choroby, z którą się zmaga.
Więcej o autorce na stronie: https://alinadybala.pl/

I jeden z jej wierszy:

kiedy życie boli
a żal jak kamyk uwiera
trudno jest i samotnie
dusza jak kot
o wspomnienia się ociera
i tęskni
do lepszej przeszłości
błądzę myślą
po wspomnień mapie
płaczę
nie, to dusza mi kapie
na papier


Furtka, Aleksandra Błahut-Kowalczyk, Wydawnictwo Księży Saracenów, Kraków 2018 r.

Jest to już drugi tomik poezji mojej drogiej przyjaciółki, Aleksandry. Poniżej podam linki omawiające szerzej jej bogaty dorobek twórczy.

Furtka, kojarzy mi się z możliwością wejścia do miejsca, które chcemy zobaczyć lub wyjścia z miejsca, które śpiesznie chcemy opuścić. Dobrze wyczuwam intencje autorki. We wprowadzeniu  posłużyła się ona słowami Karin Seethaler. Skupiam się na fragmencie, w którym radzi ona, aby zwrócić się z problemami ku teraźniejszości. Nawet jeśli ta furtka wydaje się niewielka, to właśnie przez nią może spłynąć na nas obecność Boga.

Aleksandra jest mistrzynią w wypatrywaniu otwartych furtek. Jej wiersze, często pełne bólu zranienia z namiastką goryczy; troski, zawodu, poniesionej straty, przypominają mi Psalmy lamentacyjne. Wylany zostaje ból po to, aby za chwilę ujrzeć otwartą furtkę, a w niej czekające ojcowskie serce Boga.

W poezji Aleksandry cenię jej szczerość i otwartość. Podziwiam też jej umiejętność dostrzegania szczegółów, we wszystkim, co ją otacza. Obojętne, czy to jest przyroda, jakieś miejsce, dzieło sztuki, drugi człowiek - jej analiza jest zawsze uważna. Potrafi, jak dobry fotograf obiektywem aparatu, tak ona słowem, utrwalić i opisać tak wiele obrazów, wrażeń, emocji i nastrojów chwili.
Czuję się uprzywilejowana, że często jestem pierwszą czytelniczką jej tekstów (poezji, rozważań, treści wystąpień). Prawie każdy mail od niej zaopatrzony jest w załącznik z nowym wierszem.

Oto jeden z jej wierszy:

Życie nieskończone
Bolesne
Dziś piękne
Bajkowe
Pod grubą warstwą śniegu
Wyzwala nieoczekiwanie
Radość
Wdzięczność
Za wszystko
Co słodkie
Cenne
Co gorzkie i
Nierozwiązywalne
Nieskazitelna biel śniegu
Przenosi mnie pod krzyż na Łabajce
Stamtąd już widać Tatry

Ten wiersz, to jedna z otwartych furtek podczas prozy życia - pracy w kuchni.

Więcej o twórczości Aleksandry Błahut-Kowalczyk: KLIKNIJ i KLIKNIJ.

***

14.11.2022 r.

Przyszła pora - albo raczej znalazła się chwila - na uzupełnienie togo postu. 


Lawendowe, Alina Dybała, Warszawa 2019 r.

Prezentując swój drugi tomik poezji - pierwszy został wspomniany wyżej - autorka pisze: Pierwszy tomik moich wierszy nosił tytuł "Zielono-niebiesko" i było w nim "troszeczkę ziemi, troszeczkę nieba". Zawierał dużo wierszy "dziewczyńskich" - niedojrzałych, zielonych, łzawo-miłosnych
Hm... jako czytelniczka tak jego nie odebrałam. Po prostu podobał mi się i już. Oczywiście, rozumiem, poetka najlepiej może ocenić w jaki sposób  ewoluuje jej twórczość. 

O swoim nowym tomiku pisze: ...moje wiersze nabrały kontekstu czasowego i stały się bardziej dojrzałe, mądrzejsze; a ponieważ w starożytnym Rzymie kolor fioletowy/ametystowy kojarzono z mądrością i dojrzałością, postanowiłam nadać nowemu tomikowi tytuł: "Lawendowe"
Wiersze Aliny Dybały ponownie zachwyciły mnie swoją treścią, dojrzałością, otwartością, powagą i lekkością. Wzruszyły, zainspirowały, rozbawiły (limeryki). I tym razem wpierw je przeczytałam, a potem przesłuchałam załączoną płytę (czyta Mira Jankowska), śledząc przy tym tekst i ciesząc wzrok subtelnymi ilustracjami (Michał Wójcik). Do pełni szczęścia zabrakło tylko świeżego zapachu lawendy... Ale ten brak nadrobiłam wizytą w "Ogrodzie pełnym lawendy" (Ostrów koło Krakowa). 

Fragment wiersza "To, co rozjaśnia duszę":

Pytacie, po co w tych czasach poeta i jego wiersze?
Otóż odpowiadam: bo to niedobre czasy
bezprecedensowej destrukcji globu,
złej dystrybucji dóbr, światowej epidemii głodu,
nieuleczalnych chorób, wojen i niezawinionych śmierci.
Wyczerpują się naturalne zasoby języka,
słowa niewiele znaczą, albo służą marnym celom.
Otóż wiedzcie, że jeszcze nieskończona dziejów praca,
jeszcze nieprzepalone sumienie globu. (...)

Srebrzyste, Alina Dybała, Warszawa 2021 r.

Przypominam kolejność tomików słowami autorki: Każdy tytuł (kolor) dotyczył kolejnego etapu życia. Pierwszy tomik pt. "Zielono-niebiesko" mówił o młodości i jej sprawach. Tomik pt. "Lawendowe" dotyczył wieku dojrzałego, a "Srebrzyste" są o starości i mądrości życiowej (określenie 'starość' nie odnosi się do autorki :-). (...) Niektóre wiersze dotyczą obecnego czasu pandemii i śmierci... (...)

Ten tomik również zawiera piękne ilustracje -  Izabeli Kowalczuk i Michałą Wójcika. Na płytce CD poezję Aliny Dybały swoim głosem utrwaliła Mira Jankowska. Jest też dodatek ekstra - zdjęcia z archiwum rodzinnego autorki, które pozwalają czytelnikowi poznać z jak fantastyczną osobą ma do czynienia. Słowa Aliny w obliczu tych zdjęć wybrzmiewają jeszcze silniej: Skoro ja, będąc osobą niezdolną do samodzielnej egzystencji, jak orzekli lekarze, mogłam napisać trzy tomiki wierszy, odbyć wiele spotkań autorskich, to uwierzcie, że możecie zrobić o wiele więcej, mając zdrowe kończyny i pełny oddech oraz głos

Nie wiedziałam, że tak pięknie można pisać o starzeniu się, przemijaniu, chorobie i śmierci. O rozstaniach, żałobie i tęsknocie. Wyrazić zgodę na to, co nieuniknione. Alina to potrafi. 

Wiersz "Wracam do domu" czy "Wiersz Ostateczny" - brakuje mi słów, jak nazwać uczucie, jakie we mnie wzbudza. Może... tęsknota? 
Przytoczę fragment pierwszego, a wy zróbcie wszystko, aby poznać jego całość:

A kiedy uzna, że już pora
Ten, co ma w ręku wiejadło i czas
i powie, że już starczy, 
to pójdę tam piechotą -
nie zabiorę dokumentów, torebki, ani walizki,
bo po co? - Tam mają wszystko. 
(...)

Pozwolę sobie na jeszcze jeden komentarz. Moja przyjaciółka Aleksandra Błahut-Kowalczyk (której podarowałam poezję Aliny) pisze w 'zamiast wstępu': (...) Uśmiech wywołują podobieństwa pomiędzy Autorką i mną we wrażliwości na określone miejsca, rośliny, klimaty... Jestem pod wrażeniem jej wierszy. I tak rzeczywiście jest - sama odkryłam te podobieństwa. Niesamowite pokrewieństwo dusz, które dzieli kilkaset kilometrów, i które nigdy się nie spotkały. Jeszcze...

Zachęcam do obejrzenia zdjęć ze spotkania promującego tomik "Srebrzyste".  
Autorka była gościem naszej fundacji:  KLIKNIJ.