Tekst ten powstał na podstawie wykładu wysłuchanego w Haggai Institute. Nie jest to mój pierwszy tekst o trudnych doświadczeniach, jakie przechodzimy w naszym życiu. I pewnie nie ostatni. Życie zawsze daje powody, aby o tych rzeczach pisać.
Dlaczego w życiu przechodzimy przez trudne doświadczenia, jak sobie z nimi radzić i jaka powinna być nasza postawa względem nich?
Najlepszym przykładem dla takiego rozważania będzie biblijny Job. Niektórych z nas wiele od Joba nie różni - może brakuje nam tylko popiołu i muszli do skrobania. To było ostatnie stadium jego nieszczęść, które dotknęło już konkretnie jego osoby - choroba.
Ale jak naprawdę było z tym Jobem? Przez lata nauczyliśmy się myśleć stereotypami. Po pierwsze, głosząc błędną teologię - tak też robili przyjaciele Joba - że ktoś, kto przechodzi przez trudne doświadczenia, musiał nieźle nagrzeszyć. Drugi stereotyp - to założenie, że Job był doskonały i wszystko, co go spotkało, niczemu nie służyło. Tak, Job był mężem nienagannym i prawym, bogobojnym i stroniącym od złego. Był takim, szczególnie w porównaniu z innymi bezbożnymi ludźmi, którzy żyli i mieszkali tuż obok. Niczym nie różnił się jednak od takich bohaterów wiary, jak Noe, Abraham, Eliasz, Dawid, Daniel... A poza tym fakt, że ktoś jest nienaganny, prawy, bogobojny, stroniący od złego, wcale nie świadczy o tej osobie, że jest już chodzącą doskonałością. Słowo Boże mówi, że nie ma sprawiedliwego ani jednego.
Czemu miały więc służyć doświadczenia, na jakie Bóg przyzwolił szatanowi, aby zesłał na Joba? W żargonie chrześcijańskim używamy zwrotu, że Bóg dopuszcza pewne doświadczenia w naszym życiu.
Nie trzeba zbyt wielkiej inteligencji, aby odkryć, że te doświadczenia dopuszczane są przynajmniej z dwóch powodów: 1. po to, abyśmy mogli doświadczeniem swojego życia służyć innym, i 2. po to, abyśmy nauczyli się lekcji na swój temat i poddali się Bożej korekcie.
W życiu Joba zadziałały obie opcje. Z tej pierwszej uczymy się my wszyscy - jak zwycięsko można przejść przez każdą życiową zawieruchę. Chociaż jest to długi i trudny proces.
My skupimy się na tej drugiej kwestii. Przyjrzyjmy się idealnemu Jobowi.
Job 9:32-35 Job był dumny z siebie. Może miał powody ku temu, bo to, co robił, było dobre. Ale to, co myślał o sobie w związku ze swoim sprawiedliwym życiem, było złe (wielokrotnie wspomina o swoim nienagannym życiu, o tym jak pomagał innym...). Duma to nasza słabość, szczególnie, gdy osiągamy sukces. Job był dumny - szanowany obywatel, opływający w bogactwo. Czyż nie miał powodów do dumy? Był tak pewny siebie, że gotów był sądzić się z Bogiem, jak równy z równym: Niech tylko zdejmie ze mnie swoją rózgę i niech mnie nie straszy jego rózga, a wtedy będę mówił bez bojaźni, bo nie jestem taki, za jakiego uchodzę... Duma Joba, może to był powód, dla którego Bóg podjął wyzwanie?
Job 30:1 Zwróćcie uwagę, jak Job mówi o innych ludziach: śmieją się ze mnie młodsi ode mnie wiekiem, których ojców nie chciałbym postawić przy psach mojej trzody... Arogancja, dyskryminacja, rodzaj rasizmu. Uważanie pewnych ludzi za gorszych od siebie. Każdą kulturę charakteryzuje dyskryminacja. Czy to, że czujemy się, z niewiadomo jakich powodów, lepsi od Słowaków czy Ukraińców, nie jest rasizmem? Traktowanie innych z góry jest jedną z rzeczy, która wciąż dzieli kościoły.
Job był sprawiedliwy, bał się Boga, ale w środku był pełen dumy i złych uczuć. Bóg znalazł w jego życiu dziedziny wymagające poprawy.
Job potrzebował wiele czasu, aby zrozumieć, o co w tej całej sytuacji chodzi. Pewny swoich racji, chciał dyskutować z Bogiem. Czy wiecie, że zadał Bogu 700 pytań i na żadne z nich nie otrzymał odpowiedzi? To chyba dobrze, bo gdyby je otrzymał, to miałby powody do jeszcze większej dumy. My też w trudnych chwilach zadajemy Bogu pytania. Ja tak robię. Wydaje mi się też, że słyszę na nie odpowiedzi. Ale teraz na przykładzie Joba odkrywam, że to może nie są Boże odpowiedzi, tylko moje własne myśli, moje pobożne życzenia na temat tego, co chciałabym usłyszeć.
Bóg nie odpowiada na żadne z pytań Joba. Tych teologicznych, mądrościowych, ani tych oskarżycielskich. W pewnym momencie przerywa słowotok Joba (i w pewnym sensie jego przyjaciół też) mówiąc 38:1 Któż to zaciemnia mój plan słowami bezmyślnymi? Niczego nie tłumaczy i nie wyjaśnia - Bóg nie musi nam niczego tłumaczyć. Jest Bogiem suwerennym, który wykonuje Swoją wolę w naszym życiu, czy nam się to podoba, czy nie. Bóg tłumaczy nam te rzeczy, które jesteśmy w stanie pojąć i zrozumieć. A nie wszystko jesteśmy w stanie zrozumieć - teraz i tutaj, gdyż Boże myśli o nas są zupełnie inne, odmienne od naszych.
Teraz to Bóg zadaje Jobowi pytania (r. 38-41) Skonfrontowany z wielkością i mądrością Boga, Job odkrywa, jaki jest malutki. W r. 42:5 padają takie słowa: Tylko ze słyszenia wiedziałem o Tobie. Co można zinterpretować - tak naprawdę nie wiedziałem o Tobie nic, nie miałem o Tobie „zielonego pojęcia”, aż do tej pory - lecz teraz moje oko ujrzało Cię.
W naszym życiu też tak się często dzieje. Wiele wiemy o Bogu: z kazań, z książek chrześcijańskich, z wykładów, a obserwacji przyrody, ale tak naprawdę wcale Boga nie znamy.
Potrzebujemy takiego osobistego spotkania z Bogiem. Poznania Go osobiście. W naszym chrześcijańskim życiu potrzebujemy również takiego doświadczenia z Bogiem, które nami wstrząśnie, obudzi nas z letargu. Do tego stopnia, że powtórzymy za Jobem: Przeto odwołuję moje słowa i kajam się w prochu i popiele. (42:6)
Wniosek z tej lekcji. To nieprawda, że Job cierpiał niesprawiedliwie. On musiał przejść przez tę lekcję, gdyż Bóg znał jego serce i wiedział, jaka kuracja jest Jobowi potrzebna.
Zastosowanie do naszego osobistego życia. Przez co aktualnie przechodzisz? Jak myślisz, dlaczego Bóg dopuścił to konkretne doświadczenie, albo całe ich pasmo w twoim życiu? Czy uważasz, że cierpisz niesprawiedliwie? Jeśli tak myślisz - to jesteś na etapie, w którym skupiasz się na swoich zasługach, zaletach, działaniach, które w twoim mniemaniu powinny ochronić cię od wszelkich nieszczęść. Czy myślisz, że ja nie miewam takich myśli, że skoro tak wiele robię dla Boga, to nie zasłużyłam na to, aby …? Teraz na szczęście jestem na etapie, w którym pytam: Boże, czego chcesz mnie nauczyć przez to doświadczenie? Co chcesz niewłaściwego pokazać mi w moim życiu, co wymaga Twojej korekty? Czy była to duma, samozadowolenie, a może osądzanie innych?
Jesteś na dobrej drodze, kiedy zaczynasz stawiać sobie podobne pytania. Nie w każdym przypadku to musi być nasza duma z powodu tego kim jesteśmy, czy co osiągnęliśmy.
Czasem jest to egoizm - koncentrowanie się tylko na sobie, niezauważanie problemów innych ludzi. A jeśli my mamy problemy, to uważamy, że nasze problemy są największe, najtrudniejsze, a inni to mają życie usłane różami. Jednym słowem postępujemy na zasadzie: ja jestem pępkiem świata i wszystko musi kręcić się wokół mojej osoby. Bóg ma Swoje sposoby, aby nas upokorzyć i zniżyć do poziomu innych.
Czasem jest to materializm. Nie jesteśmy w stanie nasycić swoich rosnących apetytów. Bóg w jednej chwili może zabrać nam wszystko.
Czasem jest to brak wdzięczności i ciągłe niezadowolenie z tego, co nas w życiu spotyka. Rozumiem, trudno cieszyć się z nieszczęść, ale jeśli ktoś nie potrafi znaleźć w swoim życiu ani jednej rzeczy, która może sprawić radość, to przez ile nieszczęść musi wreszcie przejść, aby nauczyć się dziękować Bogu i ludziom za dobre rzeczy, których od nich doświadcza. Zauważyłam pewną zależność, że ludzie, którzy wiecznie są nieszczęśliwi, narzekający, niewdzięczni - chorują na duszy i na ciele. Zauważam tą zależność w moim kościele, w moim najbliższym środowisku, pośród znajomych i przyjaciół.
Czasem jest to egoizm - koncentrowanie się tylko na sobie, niezauważanie problemów innych ludzi. A jeśli my mamy problemy, to uważamy, że nasze problemy są największe, najtrudniejsze, a inni to mają życie usłane różami. Jednym słowem postępujemy na zasadzie: ja jestem pępkiem świata i wszystko musi kręcić się wokół mojej osoby. Bóg ma Swoje sposoby, aby nas upokorzyć i zniżyć do poziomu innych.
Czasem jest to materializm. Nie jesteśmy w stanie nasycić swoich rosnących apetytów. Bóg w jednej chwili może zabrać nam wszystko.
Czasem jest to brak wdzięczności i ciągłe niezadowolenie z tego, co nas w życiu spotyka. Rozumiem, trudno cieszyć się z nieszczęść, ale jeśli ktoś nie potrafi znaleźć w swoim życiu ani jednej rzeczy, która może sprawić radość, to przez ile nieszczęść musi wreszcie przejść, aby nauczyć się dziękować Bogu i ludziom za dobre rzeczy, których od nich doświadcza. Zauważyłam pewną zależność, że ludzie, którzy wiecznie są nieszczęśliwi, narzekający, niewdzięczni - chorują na duszy i na ciele. Zauważam tą zależność w moim kościele, w moim najbliższym środowisku, pośród znajomych i przyjaciół.
Jeśli przechodzisz przez trudne doświadczenia - pamiętaj: masz Boga i masz przyjaciół. Job miał przyjaciół. Może nie do końca się sprawdzili, ale byli przy nim. Najbardziej okazali się przydatni, kiedy siedzieli i milczeli - przez siedem dni i siedem nocy. (2:13) Pamiętaj jednak o jednej rzeczy. Jeśli w obliczu doświadczeń jesteś w stanie wykrzesać z siebie odrobinę radości, wdzięczności, a nawet troski o innych - ludzie będą chętnie ci pomagać. Będą czuć się potrzebni, bo będą widzieli efekty swojej troski o twoje życie i twój stan. Jeśli jednak w obliczu swoich problemów będziesz wykazywać jedynie postawę roszczeniową; będziesz mieć wiecznie nieszczęśliwą minę; nie będzie stać cię na okazanie najprostszej wdzięczności w formie chociażby słowa dziękuję, ludzie zaczną być zmęczeni twoimi problemami. Zaczną ciebie unikać, aż w końcu odsuną się od ciebie w poczuciu wykorzystania i wyeksploatowania.
I na koniec - zapamiętaj. Rozwiązanie twoich problemów to jedno. Czasem jest to możliwe zupełnie, czasem tych częściowo, a czasem wcale. Drugie - to lekcja, jakiej na swój temat z tych problemów się nauczysz. Przy czym nie należy porównywać swoich problemów z problemami innych, a tym bardziej pomniejszać problemów innych ludzi względem tego, co ty doświadczasz. Pytanie „Dlaczego ja?” jest jak najbardziej poprawne, tylko akcent należy postawić inaczej. Na dlaczego, a nie na ja. Dlaczego ja, a nie Kowalski? Bóg dopuszcza na ciebie doświadczenia na twoją miarę. To tak, jakby krawiec uszył ci garnitur. Doświadczenie, jakie potrafisz znieść.
Życzę każdemu, jak najlepszego rozwiązania trudnych problemów i wyciągnięcia właściwej z nich lekcji, która będzie miała wymiar wieczny, ale niewątpliwie pomoże wam żyć tu w naszej doczesności. (I innym z wami też.) Pewna osoba pomodliła się takimi słowami: Boże pomóż, abyśmy nie zatracili się w cierpieniu...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.