sobota, 12 marca 2011

Moja historia

Dzisiaj ukończyłam dwuczęściowe szkolenie na warsztatach pt. „Moja historia”, organizowanych przez Ruch Nowego Życia. Celem tych warsztatów było przygotowanie własnej zwięzłej historii poznania Jezusa i wydrukowanie jej w formie książeczki wraz z „Czterema Prawami Duchowego Życia”. W związku z tym uczestnicy szkolenia otrzymali kilka zadań do wykonania: napisanie zwięzłej historii, przekazanie jej do korekty poloniście, podzielenie się „Czterema Prawami...” z kilkoma osobami, podzielenie się z kimś swoją historią i przeczytanie książki „Ewangelizacja bez obaw” Billa Brighta. 
Bardzo sumiennie podeszłam do powierzonych mi zadań. W trakcie okazało się, że największy ból, no, może nie ból, ale trud sprawiło mi zwięzłe napisanie swojej historii. Nie umiem pisać krótko J. Wymóg 500 słów sprawił, że bardzo uważnie musiałam dobierać słowa, budować krótkie zdania i podawać zwięzłe informacje. Większość przymiotników i krągłych słówek poszło precz. A nadal tekstu było za dużo. I z czego tu ciąć? Wreszcie udało się. Poniżej przeczytacie efekt tej karkołomnej pracy.
Przy okazji tematu dotyczącego zwięzłego pisania i wyrażania myśli polecę wam mistrza w tej dziedzinie. Jest to ksiądz Eugeniusz Burzyk i jego codzienne micro-kazania. Zapraszam na stronę: Nie zanudzaj bliźniego swego (TUTAJ).
Oczywiście, po przeczytaniu mojej historii J.

Moja historia…

Urodziłam się i wychowałam w pięknej scenerii Karkonoszy. Codzienny widok na Kotlinę Jeleniogórską, na szczyt Śnieżki i zagłębienia Śnieżnych Kotłów oraz ukwiecony ogród moich rodziców dawały mi poczucie obcowania ze Stwórcą.

Wyrosłam w rodzinie zróżnicowanej wyznaniowo. Tata był katolikiem, Mama protestantką. To ona miała wpływ na mój rozwój duchowy. Dorastałam w poczuciu bliskości Boga. Biblia towarzyszyła mi od dzieciństwa. Kościół stanowił istotny element mojego życia.

W wieku 17 lat stwierdziłam, że czegoś mi brak. Odkryłam, że do tej pory żyłam wiarą mojej Mamy. Z obserwacji innych osób wywnioskowałam, iż brakuje mi osobistej relacji z Bogiem, którą one niewątpliwie posiadały. Owszem, uznawałam Jego istnienie swoim umysłem, ale moje serce nie należało do Niego. Czułam jednak wewnętrznie, że chcę żyć z Bogiem. Inne życie mnie nie pociągało. I chyba to spowodowało, iż postanowiłam jasno wyrazić swoje pragnienie. Wyznałam Jezusowi winy, które mi ciążyły, przyjęłam Jego przebaczenie i zawierzyłam Mu swoje życie.
Jezus wiele zmienił w moim życiu. Dał mi zamiłowanie do czytania Biblii. Pamiętam, że nie rozpoczynałam i nie kończyłam dnia bez modlitwy. Obecnie pasjonuję się literaturą chrześcijańską.

Jednak najpiękniejszym, co mnie spotkało, jest fakt, że Bóg powołał mnie i mojego męża do pracy dla Niego. Treść kazania ślubnego przyjęliśmy jako wyzwanie i Bożą wolę odnośnie  naszego życia. Stało się to w 1982 roku. Przez kolejne lata widziałam Boga działającego w moim życiu i w życiu setek ludzi, których On postawił na mojej drodze. Te lata udowodniły mi, że Bóg jest Bogiem prawdziwym.

A moje życie? Jest pełne Bożych cudów. Przykład? W pewnym momencie ‘zaszwankowało’ mi zdrowie. Zaburzenia hormonalne dotknęły wszystkie moje kobiece organy i przysadkę mózgową. Lekarze popełniali wiele błędów i leczyli mnie na „chybił trafił” - a nuż pomoże… Modlitwy wielu osób sprawiły, że wszystkie zmiany stopniowo ustępowały. Do tego stopnia, iż pewnego dnia przybyłam do szpitala w wyznaczonym mi terminie operacji i… zostałam odesłana do domu. To, co miało być obiektem pracy chirurgów, zniknęło! To był Boży cud!

Bóg zawsze pomagał, pomaga i nadal będzie pomagać mi pokonywać życiowe trudności i problemy. Nigdy mnie nie zawiódł. Posługując się obrazami zawartymi w Księdze Izajasza 43:1-4, mogę powiedzieć, że Bóg przeprowadzał mnie przez wody - te nie zalały mnie, ale umocniły moje duchowe mięśnie; przez pustynie - to one pozwoliły mi odkryć moją zależność od Niego; przez ogień - który mnie nie spalił, ale wypalił to, co było złe w moim charakterze…

Mogę powiedzieć, że życie z Jezusem jest wspaniałą przygodą. Moje życie potoczyło się inaczej niż zamierzałam. Chciałam pozostać w górach, a Bóg przeniósł mnie do warszawskich blokowisk. Swoje talenty chciałam wykorzystywać dla robienia kariery zawodowej, a Jezus pokazał mi, że mogę używać ich, służąc Jemu. Chciałam być pielęgniarką, a zostałam żoną pastora, skupiając się na duszy człowieka, a nie na ciele.

Lubię powracać w swoje rodzinne strony. Wtedy nagle ubywa mi lat i mogę zdobywać górskie szczyty. Dzieło Stwórcy nigdy nie przestaje mnie zachwycać. Ale teraz to, co zachwyca mnie najbardziej, to zmienione przez Jezusa życie moje i ludzi wokół mnie.


Cytat: Wszędzie, gdzie dokonuje się dobrowolne, szczere i prawdziwe oddanie swego życia na własność Panu i gdzie przyjmuje się Jego wolę za swoją własną, następuje nadzwyczajna przemiana życia. Ból ustępuje radości, szkoda cudownemu odzyskaniu, pożądliwość oczu staje się marnością, punkt widzenia się zmienia, a ofiara życia staje się nadzwyczajną przygodą z żywym Bogiem. Matka Ewa (Ewa v. Tiele Winckler)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.