wtorek, 8 listopada 2011

Cenniejsze niż perły...

Kilka dni temu koleżanka poprosiła mnie o udział w nagraniu audycji radiowej Radia Plus Warszawa, w ramach Mistrzowskiej Akademii Miłości. Audycja będzie związana z planowaną na grudzień konferencją „Strojem jej siła i godność” (Nie – wobec przemocy. Tak – dla godności.). Mój głos w audycji będzie związany z problemem przemocy domowej - przemocy wobec kobiet. Więcej o audycji i planowanej konferencji napiszę (i powiadomię) w odpowiednim czasie. W tym momencie postanowiłam wstawić swój archiwalny tekst z 2007 roku. Dotyczy on innej konferencji, ale temat kobiecego bólu i cierpienia, siły, godności i piękna jest ten sam.

***

Kiedyś, jako młoda nastoletnia dziewczyna przeżyłam dziwną przygodę. Jechałam na wakacje do cioci. Świat, oglądany z okna pociągu, był taki ciekawy... Stałam i patrzyłam na zmie-niające się wciąż krajobrazy, aż do momentu, kiedy nagle wpadło mi do oka ziarenko piasku.
Niestety, wszelkie zabiegi oku-listyczne nie należą do naj-przyjemniejszych... Wiedziałam, że zwykłe wywinięcie powieki byłoby najlepszym sposobem na usunięcie intruza,  ale ja próbowałam wszystkiego, tylko nie tego.
Jednak,  żadne przecieranie chusteczką, łzy i płukanie nie pomogło. Ostre ziarenko piasku zadomowiło się pod moją powieką, dotkliwie podrażniając i raniąc moje oko przez wiele dni.
Po pewnym czasie zauważyłam, że dolegliwości obcowania z intruzem są coraz mniej bolesne. Przeszkadzał mi już jedynie sam fakt, że pod moją powieką coś jest. Pewnego dnia zdobyłam się na odwagę. Wystarczyło wywinięcie powieki i zdecydowane usunięcie obcego ciała czystym gazikiem. Udało się! Ale to, co wtedy zobaczyłam, spowodowało moje ogromne zdumienie (!?). Mój uciążliwy lokator nie był już zwykłym ziarenkiem piasku. Po kilkunastu dniach pokrył się dokładnie taką samą tkanką, z jakiej zbudowana jest wewnętrzna strona powieki. Kto by pomyślał? Prawie wyhodowałam perłę...

Kilka lat później usłyszałam, że perła jest owocem bólu. (Uhum, coś wiem na ten temat - pomyślałam.) Symbolem cierpienia organizmu, w którym powstaje. Perły są tym piękniejsze, im większe było cierpienie mięczaka. Perły to łzy perłopławów.  

Podczas ‘najdłuższego weekendu Europy’, w Zakościelu, w dwóch turach, miała miejsce kolejna edycja konferencji dla kobiet. Tegoroczna Tabita odbyła się pod hasłem „Perły”. Organizatorzy (Fundacja Pro-eM), jak zwykle zrobili wszystko, aby obecne na konferencji kobiety miały szansę odpocząć fizycznie, psychicznie i nabrać duchowego oddechu. Po prostu zalśnić świeżym blaskiem.
Program był atrakcyjny. Ściśle związany z tematem wiodącym. Obfity, ale nie męczący. Każda z kobiet miała możliwość uczestniczenia w ciekawych - wybranych zgodnie z własnymi zainteresowaniami i potrzebami - warsztatach. Ciężar prowadzenia warsztatów był równo rozłożony, pomiędzy amerykańskie i polskie prelegentki.
Bardzo cenne i ważne było nauczanie podczas czterech głównych sesji wykładowych. I tutaj, po raz kolejny zresztą, mogłyśmy zobaczyć, że sami nie wiemy, co posiadamy. Nie ujmując niczego z wykładów Patsy Riley i Sandie De Young, stwierdzam, że Agnieszka Crozier i Jagoda Markiewicz są wspaniałymi mówczyniami i nauczycielkami Słowa. I są prawdziwymi Perłami...
Wolny czas, kobiety spędzały troszcząc się o swoje potrzeby fizyczne i psychiczne. Wystarczyło tylko poddać się proponowanym zabiegom kosmetycznym; masażom; przynoszącemu ulgę, zbolałemu kręgosłupowi, dotknięciu chiropraktyka. Był czas na samotne spacery, na rozmowy, na wypicie pysznej kawy w kawiarence. Wydawnictwa chrześcijańskie nęciły ciekawymi propozycjami książkowymi - po promocyjnej cenie, oczywiście. Wernisaż malarstwa Steni Shaded był wspaniałym przeżyciem estetycznym i duchowym. (Ona też jest jedną z tych Pereł, których blask staje się staje się coraz bardziej intensywny.) Nie mogłyśmy też narzekać na pogodę. Mały deficyt ciepła został doskonale zbalansowany gorącą atmosferą konferencji.

Byłam na Tabicie już czwarty raz. I po raz kolejny byłam nie tylko jej uczestniczką. Moim zajęciem, tradycyjnie już, była drobna pomoc w tłumaczeniu oraz posługa duszpasterska. Przyznaję, że - w związku z tą posługą - tegoroczna konferencja była dla mnie wyjątkowa. Jeszcze nigdy, w tak krótkim czasie, nie przeprowadziłam tak wielu rozmów z kobietami. Otwierały przede mną swoje pełne bólu serca, szukając nie tyle gotowych rozwiązań i rad, co wysłuchania, empatii, otoczenia ramieniem, modlitwy. Każdą lukę, każdą wolną chwilę w programie przeznaczałam na spotkanie z kolejną Perłą i... jakże cenne to były chwile. Zastanawiałam się: Dlaczego tak się dzieje? Przyznaję, że jechałam na tę konferencję w nie najlepszym nastroju. Ktoś nieopatrznym słowem mnie zranił, sprawił przykrość. Ogarnęła mnie samo-żałość i przez całą podróż do Zakościela myślałam tylko o swoim nieszczęściu. Oj, jakąż byłam egoistką! Bóg - pokazując mi smutek, trudy życia i beznadziejność sytuacji wielu spotkanych przeze mnie tam kobiet - na długo (mam nadzieję, że na baaaardzo długo) wyleczył mnie z tego.
Z jakże wielkim bólem związane było powstawanie każdej z tych Bożych Pereł. Widziałam cierpienie towarzyszące procesowi stawania się kobietą - Perłą. Zrozumiałam, że kształtowanie naszego charakteru nigdy nie przebiega bezboleśnie. A zapieranie się samej siebie i ‘umartwianie’ starej natury, to bardzo bolesny proces, przez który, aby błyszczeć, wszystkie musimy przejść...
Sznur pięknych pereł, który otrzymałam (i pozostałe kobiety też) na zakończenie konferencji, stał się dla mnie podwójnym symbolem.
Symbolem wszystkich, licznie zgromadzonych w Zakościelu Pereł oraz...  symbolem wylanych tam łez, które Bóg skrzętnie zebrał. (...Zebrałeś łzy moje w bukłak swój, czyż nie są zapisane w księdze twojej? Psalm 56:9)
Jestem wdzięczna Bogu za tę konferencję. Wierzę, że wiele kobiet - Pereł, odzyskało tam na nowo swój blask i kolor. I cieszę się, że mogłam mieć w tym, jakiś minimalny, swój udział. 

***
Nie śmieje się szczerze, kto nie zaznał w życiu płaczu. Łza jest najdroższą perłą. S. Kierkegaard

***
Dzielna kobieta – trudno o taką – jej wartość przewyższa perły. Przyp. Salomona 31:10

Dzielna kobieta
jest...
jak drzewo zielone nad strumieniami wód
dojrzewający w sierpniowym słońcu kłos
jak róża świtem budząca się ze snu
uparta sekwoja sięgająca nieba...

Dzielna kobieta
jest...
jak wodna lilia piękna miłością Stworzyciela
słaba i silna jak trzcina na wietrze
czerpiąca radość zbawienia dzbanem serca
w troskliwych dłoniach niosąc modlitwę
o dom swój bliskich plany na przyszłość

Dzielna kobieta
jest...
cenniejsza od kosza najpiękniejszych pereł
w oczach Boga naczynie delikatne
z każdą jej łzą z każdym uśmiechem
każdy jej dzień każda jej chwila
kształtowana Słowami Mistrza
piękna

            (Katarzyna Zychla)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.