Pośpiech kojarzy mi się z bieganiną, zapędzeniem, amo-kiem. A już w okresie przed-świątecznym to ludzie są wy-jątkowo zabiegani. Czy istnieje jakaś pozytywna forma poś-piechu?
Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą… (Ks. Jan Twardowski)
Istnieją pewne myśli, które na zawsze pozostaną w naszej pamięci. To jest jedna z nich. W jakiś szczególny sposób, ta właśnie myśl, bardzo ściśle kojarzy mi się z okazjonalnymi wizytami w Ursynowskim Hospicjum. Przeważnie są to około świąteczne spotkania z pacjentami, personelem i rodzinami lub odwiedziny u samych pacjentów. Zwykle w towarzystwie jakichś muzyków. (Świetnie sprawdził się chór Sienna Gospel Choir.)
Dzisiaj odbyło się jedno z takich spotkań. Wigilia w Hospicjum.
I tutaj zacytuję pewną myśl, przeczytaną wczoraj w najnowszym numerze „Naszych Inspiracji”, w artykule „Możesz komuś sprawić radość”: … są miejsca, w których ludzie nie biegną, bo nie mają dokąd lub nie mają sił ani możliwości. Dla nich czas jakby się zatrzymał, ale nie w tym dobrym znaczeniu. Są miejsca, w których niemoc, nieuleczalna choroba, błędy przeszłości zatrzymały ludzi w smutku, żalu, osamotnieniu, braku nadziei na zmianę losu. Ten sposób zatrzymania się w życiu jest o wiele trudniejszy niż nawet bezsensowne bieganie.
Niewątpliwie hospicjum jest jednym z takich miejsc. Po trzynastu latach obcowania z nim, zrozumiałam jedno - tu potrzebny jest pośpiech. Średni pobyt pacjentów zamyka się w dwóch tygodniach. Pamiętam sytuacje, kiedy obiecywaliśmy komuś (ja i Paweł) wywołanie zdjęć i przyniesienie ich zaraz po Świętach. Niestety, nie było już komu ich dać… Odebraliśmy lekcję i przy następnej okazji wracaliśmy tak szybko, jak tylko to było możliwe.
Po dzisiejszym spotkaniu obiecaliśmy pacjentom, że po Nowym Roku ponownie do nich zawitamy. Z chórem, który będzie śpiewał tylko dla nich. Również w salach. Ucieszyli się bardzo. Wracając do domu, myślałam: Czy zobaczę jeszcze pana Stasia? Tego uroczo uśmiechającego się staruszka, który powtarzał do mnie tylko jedno zdanie: „Jestem zza Buga”. Czy spotkam panią Krysię, która pochwaliła mi się, ze ma już 96 lat i czyta bez okularów? I ma piękne kwiaty na balkonie. A tego sympatycznego, przystojnego mężczyznę spod choinki, któremu towarzyszyła piękna żona o smutnych oczach? Może być moim rówieśnikiem… A kogo już nie spotkam…?
Cytuję dalej. Alina Wieja pisze: Bóg pragnie posłużyć się naszymi rękoma, naszym czasem, obecnością, aby dotknąć miłością tych, który mają się źle. […] Miłość, nadzieja, pokój - to prezenty, które przyniósł Pan Jezus Chrystus. Trzeba je najpierw samemu przyjąć, a wtedy można podarować je innym. Jezus jest światłem w ciemności tego świata. On rozświetla każda trudną sytuację, daje nadzieję i wiarę tam, gdzie zabrakło już nawet oczekiwania, by mogło coś się zmienić. Do miejsc, gdzie ludzie już nie biorą udziału w przedświątecznej bieganinie, Bóg pragnie przyjść i zmienić ich los. Chce to uczynić, posyłając tam ciebie.
Chyba się powtórzę - hospicjum jest jednym z takich miejsc. Myślę jednak, że wspólnymi siłami udało nam się dzisiaj tam, gdzie ludzie nie biegną, wnieść wszystkiego po trochę: miłości, radości, pokoju, nadziei, światłości… Choć wydawać by się mogło, że to nic wielkiego - zaśpiewanie kilku kolęd - chór, powiedzenie okolicznościowej refleksji biblijnej - Paweł, i rozdanie prezentów (dwa różne czasopisma chrześcijańskie ze świadectwami, Ewangelia Jana, miniatura książkowa z wybranymi fragmentami Psalmów - jako słów pokrzepienia i pociechy).
Po reakcjach ludzi widziałam wyraźnie - sprawiliśmy komuś radość.
W styczniu pośpieszymy tam ponownie.
Jeden z chórzystów, dowiedziawszy się o tym, powiedział: „Będę! To miejsce jest dla mnie priorytetowe. Nawet dzisiaj zrezygnowałem z dwóch ważnych spotkań. Tak bardzo chciałem tu być”. … I chyba o to chodzi. Śpieszmy się kochać ludzi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.