sobota, 31 grudnia 2011

Do siego roku!

Refleksja na przełom roku - ks. Henryk Czembor

Wśród hucznych zabaw, wybuchu petard, fajerwerków mijają ostatnie godziny roku. Ludzie chcą się bawić, śmiać się, cieszyć się życiem. Stąd wesoła muzyka, kolorowe dekoracje, niezliczone butelki szampana i morze alkoholu. Wesoło, weselej, najweselej...
Czyżby stał się cud i nagle świat stał się lepszy, piękniejszy, radośniejszy? Czyżby nagle znikły codzienne troski, lęk i niepewność jutra? Czyżby zabawy sylwestrowe oznaczały, że ludzie stali się pełni radości, optymizmu i pogody życia?
Chyba jednak nie. Na pewno: Nie! Radosne szaleństwo sylwestrowej nocy trwa tylko kilka godzin. A potem znowu wraca szarzyzna codzienności, i codzienne lęki, troski, niepokoje. Wygląda na to, że wesołe zabawy sylwestrowe bardziej wynikają z chęci zagłuszenia lęków znajdujących się na dnie ludzkich dusz, niż są wyrazem rzeczywistej radości...
Szampańska zabawa tylko na chwilę potrafi zagłuszyć kryjący się na dnie ludzkiego serca smutek i strach. Nie jest, i nie może być skutecznym lekiem na ogarniający nas wciąż lęk i niepokój: o siebie, o innych, o ludzkość, o świat...

Inna jest droga na znalezienie u końca roku wewnętrznego spokoju, przezwyciężenia lęku i zachowania pogody ducha. Osiąga się to poprzez wewnętrzne uciszenie i wsłuchanie się w głos Chrystusa Pana. On uspokaja: „Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka.” On obdarza: „Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję.” (Ew. Jana 14:27)
Uwolnieni od lęku, napełnieni Chrystusowym pokojem idźmy na spotkanie z tym, co się kończy, pewni, że w Chrystusie mamy też zagwarantowaną pełną nadziei i pokoju  przyszłość.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.