czwartek, 23 sierpnia 2012

Kącik dobrej książki


Obie, proponowane tu książki, dostałam w prezencie od wydawnictwa. Przesyłka została poprzedzona takim oto miłym listem: Bardzo dziękujemy, Pani Walentyno, za przesłanie informacji o audycji z Anią Maruszeczko (czytaj tutaj). To ważne, bo Ania, jako jedna z nielicznych dziś dziennikarzy, zauważa LUDZI. Dziękujemy raz jeszcze. Ale, jak wyczytałam na blogu, lubi Pani czytać i dzielić się  swoimi wrażeniami, chciałabym zapytać czy mogłabym przesłać Pani dwie ostatnio wydane przez nas publikacje. Pierwsza publikacja to książka  Alberta Lichanowa „Nikt”, opowiadająca o koszmarnym losie dzieci wychowywanych w domach dziecka. Druga, to powieść Wiesława Helaka „Lwowska noc” dotykająca trudnej historii  Lwowa i jego mieszkańców. Pozwalam  sobie załączyć informacje o tych książkach i jeśli byłaby Pani zainteresowana, to proszę o kontakt. Jolanta Walewska, Specjalista d/s promocji Wydawnictwo TRIO

Nie są to książki na beztroskie lato ani na depresyjną zimę. A więc, kiedy je czytać? Decyzja należy do Czytelnika. Na pewno warto je przeczytać. Posłużę się tu słowami Krzysztofa Masłonia: Lektura jest bolesna. I obowiązkowa.

 Lwowska noc, Wiesław Helak, Wydawnictwo Trio, Warszawa, 2012r.

Autor, jest reżyserem i scenarzystą. „Lwowska noc” jest drugą jego książką. Opowiada ona o tragicznych losach polskiej rodziny, żyjącej na Kresach Wschodnich, konkretnie we Lwowie, w latach 1939-1946.
W czasie tych pięciu tragicznych lat, losy miasta i jego mieszkańców (Ukraińców, Polaków i Żydów) zmieniają się jak w kalejdoskopie. Ludzie ludziom gotują straszny los. Można powiedzieć, że za sprawą Rosjan, Ukraińców i Niemców, nad miastem zapada ciemna noc. Noc trwogi, cierpienia, bólu i śmierci. „Lwowska noc” ukazuje martyrologię miasta i męczeństwo ludzi. To opowieść, w której prawdziwe jest każde słowo, każda litera rozrywa serce, a sceny mordu rodziny głównego bohatera nie śmiałbym porównać do żadnej innej w literaturze polskiej. (Krzysztof Masłoń)  
Dla równowagi można powiedzieć, że jest to również piękna opowieść o patriotyzmie, o miłości i o poświęceniu - bezwarunkowo ojczyźnie i miastu, bezinteresownie drugiemu człowiekowi. To też powieść o wierności wyznawanym wartościom i światopoglądowi. 

A to jeden z poruszających fragmentów z życia głównego bohatera:
Starzec… chwycił Józefa za szyję i przyciągnął do siebie. Przytul się do mnie, ja umieram. I Józef, posłuszny prośbie, położył się na pryczy obok tego człowieka i wziął go w swoje ramiona, pozostając w śmiertelnym uścisku. Trwali tak może z pół godziny, aż starzec przestał oddychać, lecz Józef dalej leżał w jego mocnym uchwycie, w objęciach cudzej śmierci, której sam tak bardzo pragnął. I wtedy do celi wszedł ojciec Jan. Dotknął go delikatnie i powiedział: Dosyć, Józefie.

Nikt, Albert Lichanow, Wydawnictwo Trio, Warszawa, 2012r.

Złączeni tym samym losem, podobni do siebie. Bez ojca i z matką, której nie starczało sił i ducha dla siebie samej… Bękarty, kundle, chłopcy i dziewczęta z rosyjskiej rządówki.

O autorze, prof. dr hab. Alicja Wołodźko-Butkiewicz pisze tak: Albert Lichanow jest nie tylko prozaikiem, autorem powieści i opowiadań dla dzieci i młodzieży - to także uczony, pedagog i działacz społeczny. […] Już od ponad pół wieku Albert Lichanow obrazuje w swych książkach losy dzieci i nastolatków. Wnika w ich wrażliwą, kruchą psychikę, przedstawia kształtowanie się charakterów na tle dramatycznych wydarzeń historycznych lub w latach pokoju, czasem równie groźnych. Pokazuje bunt i konflikty okresu dojrzewania, środowisko szkolne bądź rodzinne, relacje z dorosłymi, rodzące się, często gwałtowne, skutkujące tragicznymi finałami uczucia. Problemy moralne i społeczne, wynikające z zaniku norm etycznych w czasach, gdy wrócił drapieżny kapitalizm - wszystko to Lichanow nie tylko ilustruje dramatami życiowymi swoich młodocianych bohaterów, lecz pochyla się nad nimi z troską, broni ich, zaszczepia czytelnikom najlepsze odruchy serca, chęć niesienia pomocy skrzywdzonym i bezbronnym. Czyni to sugestywnie, wykazując empatię i wrażliwość na dziecięce tragedie.

O takim właśnie skrzywdzonym, bezbronnym młodocianym bohaterze jest ta książka. „Nikt” to pseudonim chłopca, nadany mu niejako wbrew jego woli, ale jakże boleśnie determinującym jego życie. Nikołaj Toporow, nie Topór ani nawet Toporek, jak zwykł o sobie myśleć, ale Nikt - wychowanek rosyjskiego domu dziecka, który schodzi na złą drogę, gdyż zainteresowanie sobą, którego tak pragnie i gorliwie szuka, znajduje tylko w środowisku przestępczym.

Zwracając się do polskiego czytelnika, Albert Lichanow pisze: Mam nadzieję, że po przeczytaniu tej książki polubicie jej bohatera… . Ja polubiłam. Szczerze. Z napięciem i w oczekiwaniu na happy end pochłaniałam kolejne kartki książki. Przecież wszystkie książki powinny kończyć się happy endem! Może wszystkie inne, ale nie ta…

Podczas czytania tej książki, przypominałam sobie swoje kilkakrotne wizyty w naszych rodzimych domach dziecka. Zawsze pretekstem były zbliżające się święta. Dzieci witały nas radośnie i serdecznie. Cieszyły się z odwiedzin i prezentów, nawiązywały relację, rozmawiały, śmiały się, przytulały. Po takich odwiedzinach wracało się do domu z poczuciem dobrze spełnionej misji, zapominając, że te dzieci zostają tam osierocone, również z powodu naszego odejścia.
Chyba dlatego jeden z fragmentów książki przemówił do mnie szczególnie:
W domu dziecka płakał mało kto - to była wielka rzadkość. Śpiący częściej jęczeli we śnie. Krzyczeli. Płakali i skomleli. Cierpienia, na które nieudolni dorośli narazili swoje dzieci, nieszczęście i boleść, które dały się im we znaki już w młodym wieku, budziły się w nocy być może, żeby z dziecięcych dusz wylecieć i pohulać po sypialniach do czasu, aż zacznie świtać i, wcale niewzywane, powrócić. […] Ech, gdyby świat dorosłych mógł posłuchać i usłyszeć te nocne dźwięki! A słysząc - zrozumieć i zawstydzić się swych grzechów nieodkupionych.

Kończąc, powtórzę: Lektura jest bolesna. I obowiązkowa.  



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.