Pomyśleć, jeszcze dwa tygodnie i
już koniec wakacji. Dzisiejsza pogoda za oknem daje poczucie końca lata. Na
szczęście, tak jak nieuchronny jest koniec wakacji, tak pewne jest, że jeszcze
będziemy mieli piękną letnią pogodę i piękną polską złotą jesień.
Przyznaję, bardzo nietypowe to
były wakacje. Spędziłam je w domu, wyskakując - na zaledwie kilka dni - do
Mamy. Nie nudziłam się jednak okrutnie. Wokół działo się zbyt wiele absorbujących
rzeczy.
EURO 2012 i Olimpiada w Londynie.
Fanką sportu nie jestem, ale obejrzałam kilka wybranych meczy na EURO.
Olimpiadzie poświęciłam mniej uwagi, oglądając jej rozpoczęcie i zakończenie.
Odwiedziłam Mamę i Siostrę, przy
okazji spotykając starych znajomych (w Jeleniej Górze, Lwówku Śląskim, Karpaczu).
Potem Siostrzyczka odwiedziła mnie. Jej wizytę zakończyła piękna wycieczka do
Kampinosu i Żelazowej Woli.
Kilka miłych dni spędziłam,
opiekując się wnuczką, która w czasie tych kilku letnich tygodni wyrosła,
nabrała ciałka i stała się jeszcze słodsza i mądrzejsza.
Nie ukrywam też, że z sympatią
obserwowałam, jak nasz nowy członek rodziny, kociak Junior, rośnie i nas bawi.
Nawiasem, kot jest świetnym lekarstwem na smutki.
W upalne dni chroniłam się w
domu, w deszczowe też. W te ostatnie byłam w stanie skupić się na lekturze
książek, a nie wybrałam zbyt łatwych książek do czytania. „Lwowska noc” i
„Nikt” - nie była to lekka, wakacyjna lektura. Ale, o książkach - innym razem.
Całe lato przechodziłam z bolącą
piętą, czyli z tzw. ostrogą. I jeszcze długo się z tą niedogodnością nie
uporam. Rehabilitację mam wyznaczoną na połowę października.
Od czasu do czasu ktoś miły nawiedził nasz dom, czasem my kogoś odwiedziliśmy.
Poza tym, śledziłam wszelkie
doniesienia o bankructwach biur turystycznych (moi bliscy ucierpieli w tym roku
dwukrotnie), o aferze w Amber Gold i o kataklizmach atmosferycznych,
pustoszących całą Polskę. Zadumałam się dziś mocno nad słowami, które zapisane
są w księdze Ezechiela 13:13 W swojej
zapalczywości rozpętam huragan i w moim gniewie spadnie ulewny deszcz i gruby
grad na zagładę. Bóg kieruje te słowa do swojego niewiernego ludu. Ale jak
to odnieść do tego, co działo się nad Polską tego lata? Jak to zrozumieć?
W tym całym opisie mijającego
lata, brakuje mi czegoś, co dałoby mi bodziec do pisania, pragnienie do
podzielenia się. Stąd też tak mała moja aktywność na moim blogu. Sześć wpisów w
lipcu, a w sierpniu do dziś - żadnego. A widzę, że codziennie ktoś do mnie
zagląda. To miłe. Dziękuję i przepraszam, że zawodzę swoich stałych
Czytelników. Mam nadzieję, że znajdujecie coś dla siebie w archiwalnych
postach.
Wczoraj troszkę się rozruszałam
(przyznaję, że dopiero po zażyciu Ketonalu DUO, i to nie tylko z powodu ostrogi) i poczyniłam przymiarki do
nowych tekstów. Myślę, że na dniach pojawi się nowy post. Już dziś zapraszam,
zajrzyjcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.