wtorek, 14 sierpnia 2012

Wakacyjne spowolnienie


Pomyśleć, jeszcze dwa tygodnie i już koniec wakacji. Dzisiejsza pogoda za oknem daje poczucie końca lata. Na szczęście, tak jak nieuchronny jest koniec wakacji, tak pewne jest, że jeszcze będziemy mieli piękną letnią pogodę i piękną polską złotą jesień.

Przyznaję, bardzo nietypowe to były wakacje. Spędziłam je w domu, wyskakując - na zaledwie kilka dni - do Mamy. Nie nudziłam się jednak okrutnie. Wokół działo się zbyt wiele absorbujących rzeczy.
EURO 2012 i Olimpiada w Londynie. Fanką sportu nie jestem, ale obejrzałam kilka wybranych meczy na EURO. Olimpiadzie poświęciłam mniej uwagi, oglądając jej rozpoczęcie i zakończenie.
Odwiedziłam Mamę i Siostrę, przy okazji spotykając starych znajomych (w Jeleniej Górze, Lwówku Śląskim, Karpaczu). Potem Siostrzyczka odwiedziła mnie. Jej wizytę zakończyła piękna wycieczka do Kampinosu i Żelazowej Woli.
Kilka miłych dni spędziłam, opiekując się wnuczką, która w czasie tych kilku letnich tygodni wyrosła, nabrała ciałka i stała się jeszcze słodsza i mądrzejsza.
Nie ukrywam też, że z sympatią obserwowałam, jak nasz nowy członek rodziny, kociak Junior, rośnie i nas bawi. Nawiasem, kot jest świetnym lekarstwem na smutki. 
W upalne dni chroniłam się w domu, w deszczowe też. W te ostatnie byłam w stanie skupić się na lekturze książek, a nie wybrałam zbyt łatwych książek do czytania. „Lwowska noc” i „Nikt” - nie była to lekka, wakacyjna lektura. Ale, o książkach - innym razem.
Całe lato przechodziłam z bolącą piętą, czyli z tzw. ostrogą. I jeszcze długo się z tą niedogodnością nie uporam. Rehabilitację mam wyznaczoną na połowę października.
Od czasu do czasu ktoś miły nawiedził nasz dom, czasem my kogoś odwiedziliśmy.
Poza tym, śledziłam wszelkie doniesienia o bankructwach biur turystycznych (moi bliscy ucierpieli w tym roku dwukrotnie), o aferze w Amber Gold i o kataklizmach atmosferycznych, pustoszących całą Polskę. Zadumałam się dziś mocno nad słowami, które zapisane są w księdze Ezechiela 13:13 W swojej zapalczywości rozpętam huragan i w moim gniewie spadnie ulewny deszcz i gruby grad na zagładę. Bóg kieruje te słowa do swojego niewiernego ludu. Ale jak to odnieść do tego, co działo się nad Polską tego lata? Jak to zrozumieć? 

W tym całym opisie mijającego lata, brakuje mi czegoś, co dałoby mi bodziec do pisania, pragnienie do podzielenia się. Stąd też tak mała moja aktywność na moim blogu. Sześć wpisów w lipcu, a w sierpniu do dziś - żadnego. A widzę, że codziennie ktoś do mnie zagląda. To miłe. Dziękuję i przepraszam, że zawodzę swoich stałych Czytelników. Mam nadzieję, że znajdujecie coś dla siebie w archiwalnych postach.
Wczoraj troszkę się rozruszałam (przyznaję, że dopiero po zażyciu Ketonalu DUO, i to nie tylko z powodu ostrogi) i poczyniłam przymiarki do nowych tekstów. Myślę, że na dniach pojawi się nowy post. Już dziś zapraszam, zajrzyjcie. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.