Ostatnimi laty stopniowo przybywa
mi na wadze. Szukając usprawiedliwienia, znajduję przyczynę w zajadaniu
stresów, w niedoczynności tarczycy i chorobie Hashimoto. Trudniej jest mi się
przyznać, że mam też złe nawyki żywieniowe. Lubię smacznie zjeść i przepadam za
słodyczami. Moja siostra, podczas tygodniowego pobytu w moim domu, postanowiła
mnie troszkę zdyscyplinować. Biła mnie po łapkach (tak w przenośni :-),
ograniczała wielkość posiłków. Radziła jeść często, a mało i powoli, delektując
się każdym kęsem. Proponowała owoce zamiast ciasta, a słodką mleczną czekoladę
kazała zamienić na gorzką.
Ta, poniekąd zabawna sytuacja,
spowodowała, że zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak mogę przełożyć nawyki
niezdrowego odżywiania się na sferę duchową Na karmienie się Bożym Słowem i pielęgnowanie
społeczności z Bogiem.
Po pierwsze - istotne jest to, jak się odżywiamy.
Zauważyłam, że dla skrócenia
czasu spędzanego w kuchni, często korzystam z
gotowych dań, łatwych do szybkiego przyrządzenia, odgrzania na patelni
czy w mikrofalówce. Przykład: zamiast przygotować szpinak od podstaw, lubię
kupić zmrożony, gotowy szpinak ze śmietaną. Szybko, smacznie, ale czy zdrowo? Na
pewno zaoszczędzony czas pozwoli mi szybciej przystąpić do realizacji ‘rzeczy
do zrobienia’ - tych ważnych i tych pilnych.
Podobnie może wyglądać nasza codzienna
duchowa dieta. Zamiast delektować się Słowem Bożym, przeskanowujemy je szybko
wzrokiem, tuż przed położeniem się do łóżka. I przeczytane. Kolejny fragment z
codziennego planu czytania Biblii można odfajkować, nie poświęcając czasu na
jego przetrawienie i głęboką medytację nad jego treścią. A przecież w Ew. Mateusza
4:4 czytamy że nie samym chlebem żyje
człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Boga.
Mówi się, że kiedy ograniczamy
spożywanie chleba, po jakimś czasie w się od niego odzwyczajamy (nie wiem, nie
próbowałam :-). Z czytaniem Biblii jest dokładnie tak samo. Zaniedbując
regularne, codzienne czytanie Słowa Bożego szybko tracimy na nie apetyt. Zdarza
się też (jak już wspomniałam), że czytanie i modlitwę odkładamy na późny
wieczór, kiedy to już uporamy się ze wszystkim swoimi sprawami. Niestety,
zmęczenie nie pozwala nam na to, aby był to jakościowy czas, który pozwoli nam
się uczyć i wzrastać w Bogu.
W naszej diecie ważne jest to,
aby ograniczać pewne składniki, np. rafinowane węglowodany. W naszej relacji z
Bogiem powinnyśmy postępować odwrotnie. Ilości czasu spędzanego z Bogiem nie ma
ubywać, ale ma go przybywać. Jest to przecież czas spędzany z Tym, który jest
Chlebem Życia dla ludzkich dusz.
Zdarza się, że wielokroć więcej
czasu spędzamy na czytaniu książek czy na rozmowie z przyjaciółmi, niż na
czytaniu Biblii i rozmowie z Bogiem. Dodatkowo większość naszego studium Biblii
opieramy na uzupełniających materiałach (np. ja lubię czytać rozważanie „Nasz codzienny
Chleb”) - to wartościowe, ale jednak nie bezpośrednie (nie nasze) i nie egzegetyczne
rozważanie Słowa Bożego. Smakuje, ale tylko w ograniczony sposób karmi duszę.
Wcześniej przetrawione, nie zmusza do zbyt wytężonego umysłowego czy duchowego
wysiłku.
Bóg stworzył nasze ciała tak, aby
pobierały właściwy pokarm, minerały i inne cenne składniki z surowych produktów.
Suplementy (uzupełniacze) służą tylko po to, aby coś uzupełniać. Czy nasza dusza
jest w stanie rozwijać się na suplementach?
Po drugie - zwracajmy uwagę na to, co jemy.
Kiedy mam do wyboru owoc lub
ciastko czy inną słodycz - wybieram ciastko. Wiem jednak, że gdybym całkowicie
zrezygnowała z łakoci, to po jakimś czasie zwykłe jabłko mogłabym potraktować,
jak słodki deser.
Kiedy nasze ciało i duch
nastawione są tylko na doświadczenia „wysoko cukrowe”, wtedy słodycz i
dobrodziejstwo naszej cichej społeczności z Bogiem przechodzi niezauważenie.
Zamiast oczekiwać natychmiastowych i pozytywnych odpowiedzi na modlitwy,
głębokich doznań czy namacalnych błogosławieństw, rozwińmy w sobie apetyt na
zwykłą rozmowę z Bogiem, na czytanie Słowa, które potwierdzi to,
czego aktualnie uczymy się od życia a nie koniecznie poprowadzi do wielkich duchowych
doznań oraz na budowanie trwałego zaufania, pomimo braku
natychmiastowych odpowiedzi na modlitwy.
Nauczmy się nie oczekiwać
słodkiego deseru każdego dnia. Kiedy od czasu do czasu, Bóg obdarzy nas
duchowym pączkiem - natychmiastowa odpowiedź na modlitwę, powodzenie
finansowe, szybkie rozwiązanie trudnej
sytuacji - potraktujmy tę słodycz jak rarytas.
Tak jak używamy piramidy
pokarmowej, aby wiedzieć, jaki rodzaj pokarmu mamy przyjmować, tak samo możemy
używać Biblię, aby prowadziła nas w tym, jaki ma być nasz duchowy pokarm.
Regularnie spędzajmy czas na
spożywaniu przesłania o Jezusie Chrystusie i pozwólmy, aby to ono wypełniało
nasze życie. Możemy codziennie słuchać Biblii, pięknych hymnów, pieśni uwielbienia;
możemy codziennie czytać Biblię; możemy sami śpiewać. Kiedy nabędziemy tych
nawyków (co wcale nie przyjdzie nam łatwo), to od razu zauważymy, że czegoś nam
brakuje, nawet po jednym dniu przerwy. Szybko wróci nam apetyt na Boga.
Po trzecie - tu nie chodzi tylko o jedzenie.
Tu też chodzi o aktywność. O
ćwiczenia. I naszą motywacją nie powinien być wyłącznie piękny wygląd.
Potrzebujemy ćwiczyć dla zdrowia fizycznego i psychicznego.
Podobnie jest z naszymi duchowymi
mięśniami, które pomagają nam żyć zdrowo każdego dnia naszego chrześcijańskiego
życia. Pomagają nam uciec przed pokusami, przetrwać doświadczenia i znosić cierpienia.
Kiedy myślę o swojej nadwadze, to
przypomina mi się pewien werset biblijny: On
musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym (Ew. Jana 3:30). Jak by to
zrobić? Może spróbuję w ciągu roku jednocześnie: zrzucić kilka kilogramów i
przeczytać całą Biblię. Korzyść dla ciała i dla ducha murowana :-).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.