czwartek, 16 sierpnia 2012

Właściwa dieta


Ostatnimi laty stopniowo przybywa mi na wadze. Szukając usprawiedliwienia, znajduję przyczynę w zajadaniu stresów, w niedoczynności tarczycy i chorobie Hashimoto. Trudniej jest mi się przyznać, że mam też złe nawyki żywieniowe. Lubię smacznie zjeść i przepadam za słodyczami. Moja siostra, podczas tygodniowego pobytu w moim domu, postanowiła mnie troszkę zdyscyplinować. Biła mnie po łapkach (tak w przenośni :-), ograniczała wielkość posiłków. Radziła jeść często, a mało i powoli, delektując się każdym kęsem. Proponowała owoce zamiast ciasta, a słodką mleczną czekoladę kazała zamienić na gorzką.

Ta, poniekąd zabawna sytuacja, spowodowała, że zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak mogę przełożyć nawyki niezdrowego odżywiania się na sferę duchową  Na karmienie się Bożym Słowem i pielęgnowanie społeczności z Bogiem.

Po pierwsze - istotne jest to, jak się odżywiamy.

Zauważyłam, że dla skrócenia czasu spędzanego w kuchni, często korzystam z  gotowych dań, łatwych do szybkiego przyrządzenia, odgrzania na patelni czy w mikrofalówce. Przykład: zamiast przygotować szpinak od podstaw, lubię kupić zmrożony, gotowy szpinak ze śmietaną. Szybko, smacznie, ale czy zdrowo? Na pewno zaoszczędzony czas pozwoli mi szybciej przystąpić do realizacji ‘rzeczy do zrobienia’ - tych ważnych i tych pilnych.

Podobnie może wyglądać nasza codzienna duchowa dieta. Zamiast delektować się Słowem Bożym, przeskanowujemy je szybko wzrokiem, tuż przed położeniem się do łóżka. I przeczytane. Kolejny fragment z codziennego planu czytania Biblii można odfajkować, nie poświęcając czasu na jego przetrawienie i głęboką medytację nad jego treścią. A przecież w Ew. Mateusza 4:4 czytamy że nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Boga.

Mówi się, że kiedy ograniczamy spożywanie chleba, po jakimś czasie w się od niego odzwyczajamy (nie wiem, nie próbowałam :-). Z czytaniem Biblii jest dokładnie tak samo. Zaniedbując regularne, codzienne czytanie Słowa Bożego szybko tracimy na nie apetyt. Zdarza się też (jak już wspomniałam), że czytanie i modlitwę odkładamy na późny wieczór, kiedy to już uporamy się ze wszystkim swoimi sprawami. Niestety, zmęczenie nie pozwala nam na to, aby był to jakościowy czas, który pozwoli nam się uczyć i wzrastać w Bogu.

W naszej diecie ważne jest to, aby ograniczać pewne składniki, np. rafinowane węglowodany. W naszej relacji z Bogiem powinnyśmy postępować odwrotnie. Ilości czasu spędzanego z Bogiem nie ma ubywać, ale ma go przybywać. Jest to przecież czas spędzany z Tym, który jest Chlebem Życia dla ludzkich dusz.

Zdarza się, że wielokroć więcej czasu spędzamy na czytaniu książek czy na rozmowie z przyjaciółmi, niż na czytaniu Biblii i rozmowie z Bogiem. Dodatkowo większość naszego studium Biblii opieramy na uzupełniających materiałach (np. ja lubię czytać rozważanie „Nasz codzienny Chleb”) - to wartościowe, ale jednak nie bezpośrednie (nie nasze) i nie egzegetyczne rozważanie Słowa Bożego. Smakuje, ale tylko w ograniczony sposób karmi duszę. Wcześniej przetrawione, nie zmusza do zbyt wytężonego umysłowego czy duchowego wysiłku.
Bóg stworzył nasze ciała tak, aby pobierały właściwy pokarm, minerały i inne cenne składniki z surowych produktów. Suplementy (uzupełniacze) służą tylko po to, aby coś uzupełniać. Czy nasza dusza jest w stanie rozwijać się na suplementach?

Po drugie - zwracajmy uwagę na to, co jemy.

Kiedy mam do wyboru owoc lub ciastko czy inną słodycz - wybieram ciastko. Wiem jednak, że gdybym całkowicie zrezygnowała z łakoci, to po jakimś czasie zwykłe jabłko mogłabym potraktować, jak słodki deser.

Kiedy nasze ciało i duch nastawione są tylko na doświadczenia „wysoko cukrowe”, wtedy słodycz i dobrodziejstwo naszej cichej społeczności z Bogiem przechodzi niezauważenie. Zamiast oczekiwać natychmiastowych i pozytywnych odpowiedzi na modlitwy, głębokich doznań czy namacalnych błogosławieństw, rozwińmy w sobie apetyt na zwykłą rozmowę z Bogiem, na czytanie Słowa, które potwierdzi to, czego aktualnie uczymy się od życia a nie koniecznie poprowadzi do wielkich duchowych doznań oraz na budowanie trwałego zaufania, pomimo braku natychmiastowych odpowiedzi na modlitwy.

Nauczmy się nie oczekiwać słodkiego deseru każdego dnia. Kiedy od czasu do czasu, Bóg obdarzy nas duchowym pączkiem - natychmiastowa odpowiedź na modlitwę, powodzenie finansowe,  szybkie rozwiązanie trudnej sytuacji - potraktujmy tę słodycz jak rarytas.

Tak jak używamy piramidy pokarmowej, aby wiedzieć, jaki rodzaj pokarmu mamy przyjmować, tak samo możemy używać Biblię, aby prowadziła nas w tym, jaki ma być nasz duchowy pokarm.
Regularnie spędzajmy czas na spożywaniu przesłania o Jezusie Chrystusie i pozwólmy, aby to ono wypełniało nasze życie. Możemy codziennie słuchać Biblii, pięknych hymnów, pieśni uwielbienia; możemy codziennie czytać Biblię; możemy sami śpiewać. Kiedy nabędziemy tych nawyków (co wcale nie przyjdzie nam łatwo), to od razu zauważymy, że czegoś nam brakuje, nawet po jednym dniu przerwy. Szybko wróci nam apetyt na Boga.

Po trzecie - tu nie chodzi tylko o jedzenie.

Tu też chodzi o aktywność. O ćwiczenia. I naszą motywacją nie powinien być wyłącznie piękny wygląd. Potrzebujemy ćwiczyć dla zdrowia fizycznego i psychicznego.
Podobnie jest z naszymi duchowymi mięśniami, które pomagają nam żyć zdrowo każdego dnia naszego chrześcijańskiego życia. Pomagają nam uciec przed pokusami, przetrwać doświadczenia i znosić  cierpienia.

Kiedy myślę o swojej nadwadze, to przypomina mi się pewien werset biblijny: On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym (Ew. Jana 3:30). Jak by to zrobić? Może spróbuję w ciągu roku jednocześnie: zrzucić kilka kilogramów i przeczytać całą Biblię. Korzyść dla ciała i dla ducha murowana :-).




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.