Od napisania tego tekstu minęło z dziesięć lat. Problem wydaje mi się na
tyle aktualny, że postanowiłam wstawić ten tekst w wersji oryginalnej (bez
przeróbek i aktualizacji). Myślę, że dopełni on świetnie mój niedawny tekst „Wyjść poza klikę” - link do niego podam na końcu.
***
Tyrady zza biurka
„...Zdałem sobie sprawę, że nie
jestem godzien czyścić jego gumowych butów.”
Ostatnio, wpadł mi w ręce cie-kawy
cytat dotyczący duchowej prawdy, że nie jesteśmy w sta-nie wzrastać w Chrystusie
w izolacji. Była to wypowiedź C.S. Lewis’a, opisującego swoje do-świadczenia w
tej kwestii. Oto ona:
„Kiedy około 14 lat temu
stałem się chrześcijaninem, pomyśla-łem sobie, że mogę być nim w pojedynkę,
samotnie czytając książki teologiczne - rezygnując z kościoła oraz innych
miejsc, gdzie wykładana jest Ewangelia.
Śpiewane tam hymny uważałem za
poezję piątego gatunku z muzyką gatunku
...szóstego. Dopiero, gdy zdecydowałem się tam być, przekonałem się jak wielką
to ma dla mnie wartość !
Ludzie, których tam spotkałem różnili się od siebie wyglądem i
wykształceniem. Stopniowo uprzedzenie
zaczęło mnie opuszczać. Zrozumiałem, że hymny (które zresztą rzeczywiście miały muzykę szóstego gatunku)
były śpiewane z oddaniem a dla pewnego
starszego „świętego”, który siedział w gumowcach w ławce obok, zdawały się być prawdziwym błogosławieństwem. Gdy po jakimś czasie lepiej go poznałem,
zdałem sobie sprawę, że nie jestem godzien czyścić jego gumowych butów...
To doświadczenie wydobyło mnie z indywidualistycznej zarozumiałości.”
Od razu pomyślałam sobie, że
wykorzystam kiedyś ten cytat, gdy może będę pisała coś na wspomniany temat (nie można być chrześcijaninem w pojedynkę), ale
ten tekst nie dawał mi spokoju i to z zupełnie innego powodu...
Kurcze... - pomyślałam
sobie - C.S. Lewis. Filozof. Pisarz. Uczony. Wykładowca uniwersytecki.
Teolog anglikański. Wielki autorytet moralny. Taki człowiek - ułożony i
wykształcony - znalazł wspólny język z biednym, prostym człowiekiem w
kaloszach! Ba, wspomina o nim z pokorą i z szacunkiem. Co ich zbliżyło -
wspólne zainteresowania, podobne problemy...? W głowie mi się to nie mieści,
szczególnie, gdy nadal w uszach brzmią mi słowa, które niedawno ktoś powiedział
do mnie i Pawła o naszym zborze
(chodzi o Ursynowską Społeczność Ewangeliczną): „Nie możemy tu zostać. Z nikim nie możemy się zaprzyjaźnić - w taki
naturalny sposób. Ludzie są tak różni od nas, mają inne problemy... Ta
specyfika waszego zboru nie pozwala nam w nim pozostać...”
Specyfika zboru? Jesteśmy
specyficzni!? Czy nie obraża to nas? Grono przeciętniaków borykających się ze
swoimi nałogami, chorobami, brakiem pracy, brakiem pieniędzy, kłopotami rodzinnymi
(mniej lub bardziej dramatycznymi)... Tak może ktoś sobie o nas myśleć. Ale ja
uważam, że jesteśmy szczególni, bo potrafiliśmy się przyznać, że potrzebujemy
Boga, że bez Niego nie poradzimy sobie w życiu. Sam Jezus (na zarzut, że jada z
celnikami i grzesznikami) powiedział: „Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz
ci, co się źle mają.” (Mat.9:12) Powiedział też, że „ ...bogacz z
trudnością wejdzie do Królestwa Niebios.” (Mat. 19:23)
Czujesz się przeciętniakiem w
oczach świata (i niektórych wierzących)? To nic nie szkodzi. W moich oczach, w
oczach brata lub siostry, którzy siedzą obok ciebie na nabożeństwie, a co
najważniejsze w oczach Jezusa, jesteś kimś ważnym i wartościowym. On sam mówi „Jesteście
moimi przyjaciółmi... Nazwałem was przyjaciółmi...” (Jan. 15:12,15) A w Galacjan 3:26 czytamy: „...Wszyscy
jesteście synami Bożymi przez wiarę w Jezusa Chrystusa.” Czy to nie jest
wspaniałe?
Dodatkową zachętę znajdziecie w I
Kor. 1:26-29: „Przypatrzcie się zatem sobie, bracia, kim jesteście według
powołania waszego, że niewielu jest między wami mądrych według ciała, niewielu
możnych, niewielu wysokiego rodu. Ale to, co u świata głupiego, wybrał Bóg, aby
zawstydzić mądrych, i to, co u świata słabego, wybrał Bóg, aby zawstydzić to,
co mocne. I to, co jest niskiego rodu u świata i co wzgardzone, wybrał Bóg, w
ogóle to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić, aby żaden człowiek
nie chełpił się przed obliczem Bożym.”
I jeszcze jedno.
Całe szczęście, że Jezus był
„więcej niż cieślą”, bo dzisiaj wielu ludzi miałoby kłopoty, żeby się z Nim naturalnie
zaprzyjaźnić... :-).
***
Post „Wyjść poza klikę” KLIKNIJ

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.