sobota, 20 lipca 2013

Bez dłuższego komentarza

Podczas dzisiejszego porannego rozważania strunę mojego serca poruszyła pewna myśl. Nie był to werset biblijny, ale myśl ewangelickiego duchownego, ks. Karola Macury. W pięknym kalendarzu o tytule „Porządkowanie codzienności”, zawierającym myśli na każdy dzień roku, napisał on: Biblijny przekaz o grzechu może dla wielu wydawać się zbyt wąski: ogród, owoc, wąż. Ale są to tylko symbole, które mówią o czymś znacznie większym, ponadczasowym. Mówią o naszej tragedii, gdy człowiek przestał wierzyć Bogu.

Nie robię tego zbyt często, ale czasem wstawiam takie osobiście przetrawione myśli na Facebooka. Dziś tak zrobiłam. Ludzie zwykle takie myśli ‘lajkują’. Rzadko komentują. Tym razem uruchomiła się dyskusja teologiczna: Czy owoc i wąż to tylko symbol, metafora?  Czy jednak fakt? Nie podjęłam dyskusji, bo to nie ogród, owoc i wąż skupiły moją uwagę, ale słowa o naszej ludzkiej tragedii.

Dyskutantom wyjaśniłam:  Dziś już nie ma ogrodu, ale jest wciąż możliwość przebywania w obecności Bożej i społeczności z Nim. Nie ma słodkiego owocu, ale zafałszowana słodycz grzechu na wielu sprowadza upadek. Nie ma węża, ale metody szatana nic a nic się nie zmieniły. Żyję w tym świecie i patrzę na ludzkie tragedie. Niektóre obserwuję. Niektóre dotykają mnie samą. Niektóre dotykają moich bliskich. I boli mnie to, że przyczyną większości z nich jest zerwana relacja z Bogiem. Brak wiary w Niego i Jemu.

I, jak to się dzisiaj mówi, 'na tę chwilę' przeżywam te słowa bardzo osobiście.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.