Podczas dzisiejszego porannego rozważania strunę mojego
serca poruszyła pewna myśl. Nie był to werset biblijny, ale myśl ewangelickiego
duchownego, ks. Karola Macury. W pięknym kalendarzu o tytule „Porządkowanie
codzienności”, zawierającym myśli na
każdy dzień roku, napisał on: Biblijny przekaz o grzechu może dla wielu
wydawać się zbyt wąski: ogród, owoc, wąż. Ale są to tylko symbole, które mówią
o czymś znacznie większym, ponadczasowym. Mówią o naszej tragedii, gdy człowiek
przestał wierzyć Bogu.
Nie robię tego zbyt często, ale czasem wstawiam takie
osobiście przetrawione myśli na Facebooka. Dziś tak zrobiłam. Ludzie zwykle
takie myśli ‘lajkują’. Rzadko komentują. Tym razem uruchomiła się dyskusja
teologiczna: Czy owoc i wąż to tylko symbol, metafora? Czy jednak fakt? Nie podjęłam dyskusji, bo to nie
ogród, owoc i wąż skupiły moją uwagę, ale
słowa o naszej ludzkiej tragedii.
Dyskutantom wyjaśniłam:
Dziś już nie ma ogrodu, ale jest
wciąż możliwość przebywania w obecności Bożej i społeczności z Nim. Nie ma słodkiego owocu, ale
zafałszowana słodycz grzechu na wielu sprowadza upadek. Nie ma węża, ale metody
szatana nic a nic się nie zmieniły. Żyję w tym świecie i patrzę na ludzkie
tragedie. Niektóre obserwuję. Niektóre dotykają mnie samą. Niektóre dotykają
moich bliskich. I boli mnie to, że przyczyną większości z nich jest zerwana
relacja z Bogiem. Brak wiary w Niego i Jemu.
I, jak to się dzisiaj mówi, 'na tę chwilę' przeżywam te
słowa bardzo osobiście.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.