Kiedy czytałam poniżej prezentowane książki, przychodziły mi na pamięć
spotkania z pewnym holenderskim misjonarzem - Jacquesem Teeuwenem. Przyjeżdżał
on do Polski we wczesnych latach osiemdziesiątych i później. Jednym z głównych
punktów programu wizyt Jacques’a była prezentacja jego wieloletniej służby
misyjnej wśród prymitywnego, pogańskiego ludu Dani z odległych gór Zachodniej
Papui Nowej Gwinei. Ludu cieszącego się niechlubną sławą ludożerców. O jego
istnieniu świat dowiedział się dopiero w latach 40-tych XX wieku, a Ewangelia
dotarła do niego ledwie kilka lat przed przybyciem Jacques’a i jego rodziny.
Oczywiście, w tamtych czasach mało kto dysponował kamerą, nie było jeszcze
fotografii cyfrowej, a tym bardziej komputerów i możliwości przygotowania prezentacji
w Power Poincie. My jednak z szeroko otwartymi buziami oglądaliśmy pokaz
zwykłych slajdów. Te zdjęcia naprawdę robiły wrażenie.
Kilkanaście lat temu moja rodzina miała przywilej gościć u rodziny
Teeuwen w Holandii. Fascynowały nas ich liczne pamiątki misyjne. Jednak
największą ciekawość wzbudził w nas palisadowy płot okalający ich dom. „Takie
płoty budowaliśmy tam, w dżungli” - wyjaśnił Jacques - „Tu też się
sprawdzają”.
Jacques Teeuwen opisał swoją służbę misyjną w biograficznej książce pt.
„Het Geheim van Nabelan Kabelan”. Polski tytuł „Powołany do zwiastowania.
Historia Nabelan-Kabelan”.To niesamowita historia duchowego przebudzenia -
otrzymania Nabelan - Kabelan (życia wiecznego - takie jest bowiem znaczenie
tych dwóch słów z języka ludu Dani) wśród Papuasów.
***
Neil Anderson i Hyatt Moore, W poszukiwaniu źródła – Pierwszy
kontakt ze Słowem Bożym, Biblijne Stowarzyszenie Misyjne, Ustroń
2003
Papua Nowa Gwinea to olbrzymie
pod względem obszaru państwo z populacją około 6 mln,
gdzie żyje ponad 826 ludów. Co oznacza tyleż samo języków.
Neil Anderson poświęcił
dwadzieścia lat swojego życia na tłumaczenie Pisma Świętego dla ludu Folopa na
Papui Nowej Gwinei.
Tłumaczenie Biblii na język, który nigdy jeszcze nie miał formy
pisanej, nie jest łatwym zadaniem. Najpierw trzeba go poznać i to bez
podręczników czy dwujęzycznych nauczycieli, Należy utworzyć alfabet,
przeanalizować gramatykę i zrobić kompletną listę słów używanych w tym języku.
Dodatkową trudnością tego wyzwania jest fakt, że wszystko trzeba robić w
miejscu, gdzie język ten jest używany na co dzień i ma związek ze wszystkimi
aspektami, zwyczajami i wierzeniami kultury. - wyjasnia Hyatt Moore,
współautor książki.
Poszukiwanie źródła, to nic
innego, jak poszukiwanie właściwego znaczenia danego słowa. To ‘beté’. Ale tak
naprawdę, dla Folopa, to wszyscy i wszystko ma swoje ‘beté’. A więc, ‘beté’ ma
również wymiar ludzki, społeczny i duchowy. W tym ostatnim przypadku to wielkie
Beté jest ponad wszystkie ‘beté’. I tu zaczynało się zadanie dla misjonarzy.
Dwadzieścia lat spędzonych z
ludem Folopa nie poszło na marne. Ci ludzie zrozumieli i szczerze przyjęli
głoszoną im Ewangelię. To wielki Boży cud i zasługa zdeterminowanego
misjonarza. Myślę, że jego osobowość miała ogromny wpływ na relację z ludem Folopa,
na ich reakcję na Ewangelię i na efekty pracy tłumaczeniowej. Autor opisuje
swoje zmagania tłumaczeniowe oraz obcowanie z tym ludem w sposób dynamiczny,
humorystyczny, ale też wzruszający. Mnie szczególnie ujął ten moment: Jeden ze starszych przysłuchiwał się uważnie.
Pochylił się do przodu, na jego nagim torsie kołysała się muszla ‘kina’.
„Trudno w to uwierzyć” - powiedział. „W co?” „Że człowiek stał się duputapó (okupem). W przeszłości dużą wagę przykładaliśmy do
wymiany okupu za brata z klanu. Bardzo dużą wagę. Jednak nigdy nie oddaliśmy
człowieka, a człowiek nigdy nie ofiarowałby siebie!” Spojrzał na pozostałych.
Jego oczy wyrażały wiele. Odchylił się i westchnął, jakby nie mógł tego pojąć.
A później, w sposób właściwy dla swojej kultury, wyraził najgłębsze wzruszenie:
„Umieramy od pyszności tych słów”.
Piękne, prawda? Chcecie więcej?
Koniecznie przeczytajcie tę książkę!
Janet i Geoff Benge,
John Williams – Zwiastun pokoju, Wydawnictwo Pojednane,
Lublin 2010
We wrześniu 1816 roku, w kaplicy Surrey
Chapel w Londynie modlono się na dziewięcioma nowo powołanymi i wysyłanymi do
służby misyjnej mężczyznami. Jednym z nich był John Williams. Kiedy prowadzący
modlitwę zbliżył się do niego, John usłyszał Takie słowa: Idź, mój drogi młody bracie, a jeżeli język przyschnie ci do
podniebienia, to niech to będzie od mówienia biednym grzesznikom o miłości Jezusa;
jeżeli ręce opadną ci z sił, niech to będzie od pukania do ludzkich serc, aby
Jezus mógł tam wejść.
Nieco ponad rok później, w
listopadzie 1817 roku, John Williams stał na pokładzie statku i patrzył na
wyłaniający się z oddali nowy dom dla siebie i swojej rodziny. Była to wyspa
Moorea w archipelagu Tahiti.
Stąd, pokonując dystanse pomiędzy
wyspami statkiem oraz przygotowując do służby nowych misjonarzy spośród
rdzennych Polinezyjczyków, John mógł zanieść Ewangelię do innych wysp,
począwszy od Wysp Towarzystwa aż po Australię.
Jeden z kolejnych statków,
którymi posługiwał się John, pływając po Południowym Pacyfiku, nosił nazwę „Zwiastun
Pokoju”. Nie było łatwym zwiastowanie pokoju okrutnym i dzikim tubylcom.
Kanibalom. Ludziom nieufnym, przebiegłym i zdradliwym. A jednocześnie poszukujących
pokoju i wyzwolenia od mocy złych duchów, które czcili i których się bali.
Od jednego z Samoańczyków, John
usłyszał takie słowa: Podczas ostatniej
pełni księżyca umierał nasz wódz. Zebrał wokół siebie wielu ludzi i powiedział:
„Ja odchodzę teraz, ale bardzo szybko po moim odejściu przybędzie zza horyzontu
wielki biały wódz. On sprawi, że nastanie kres kultu duchów na Wyspach Samoa, a
wy poznacie Jedynego Wielkiego Ducha”.
I tak też się stało, chociaż
okupione to zostało śmiercią wielu misjonarzy. Jednym z nich był John Williams.
Po 22 latach służby misyjnej, w dniu 20 listopada 1939, w wieku 43 lat, zginął
z rąk tubylców z wyspy Erromanga, próbując zasiać na ich brzegu Ewangelię
Pokoju.
John Williams 1796-1839.
Janet
i Geoff Benge, Florence Young –
Misja wykonana, Wydawnictwo Pojednane, Lublin 2011
Missis, ja chcieć należeć do Bóg! – usłyszała pewnego dnia Florence
Young od jednego z Kanaków pracujących na australijskich plantacjach. Takiego
obrotu sprawy się nie spodziewała, mając do tej pory wątpliwości, czy jej ‘pidgin
English’, którego używała do opowiadania im historii biblijnych i wyjaśniania
podstawowych prawd wiary, jest dla nich zrozumiały. A jednak był…
Kanakowie nie byli rodowitymi
Australijczykami. Pochodzili z wysp Południowego Pacyfiku, głównie z Nowych
Hebrydów i Wysp Salomona. W sercu młodziutkiej Florence dojrzewało przekonanie,
że to ona musi zająć się niesieniem im Ewangelii. Był to 1882 rok.
Czterdzieści dwa lata później,
podsumowując Misję do Kanaków i Misję Ewangeliczną Mórz Południowych, pisała: Bóg dał nam ogromną ilość w zgromadzeniu i
ochrzczeniu wielkiej liczby wierzących: 2484 ochrzczonych w Queensland i 3716
ochrzczonych na wyspach, łącznie do listopada 1924: 6200 nawróconych, którzy
zostali dodani do widzialnego kościoła na ziemi.
Docieranie z Ewangelią do wiosek
ludożerców, praktykujących odwetowe zabójstwa, przyniosło wspaniałe owoce. I
pomyśleć, że wszystko zaczęło się w chwili, kiedy nieśmiała dziewczyna
rozpoczęła lekcję czytania Biblii dla kilku Kanaków, pracujących na rodzinnej
plantacji trzciny cukrowej.
Ta dzielna kobieta spróbowała
również swoich sił w pracy misyjnej w Chinach. Spędziła tam sześć lat. Nie
ominęły jej dramatyczne wydarzenia z okresie groźnego Powstania Bokserów.
Jej serce jednak zdecydowanie
biło dla Kanaków. Powróciła na swoje pole misyjne. Jeszcze do siedemdziesiątego
roku życia odwiedzała Wyspy Salomona. Ostatnie trzynaście lat spędziła
wspierając nowych, młodych misjonarzy i modląc się o Misję Ewangeliczną Mórz
Południowych i jej pracowników. Liczba nawróconych wzrosła do 7600. Florence
wypełniła swoją misję.
Florence Young 1856-1940.
***
Polecam te książki gorąco. Jedna w
miesiącu, to naprawdę niedużo, a korzyści duchowe są wielkie. Dodatkowo
podpowiem jeszcze dwie książki, których autorem jest Don Richardson. Był on
misjonarzem wśród ludu Sawi (plemienia łowców głów), zamieszkującego Holenderską
Nową Gwineę. Tytuły tych książek to: „Wieczność w ich sercach” i „Dziecko
pokoju”.
PISANE NA ZAMÓWIENIE BIULETYNU "IDŹCIE"



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.