sobota, 14 września 2013

Kącik dobrej książki

Kiedy czytałam poniżej prezentowane książki, przychodziły mi na pamięć spotkania z pewnym holenderskim misjonarzem - Jacquesem Teeuwenem. Przyjeżdżał on do Polski we wczesnych latach osiemdziesiątych i później. Jednym z głównych punktów programu wizyt Jacques’a była prezentacja jego wieloletniej służby misyjnej wśród prymitywnego, pogańskiego ludu Dani z odległych gór Zachodniej Papui Nowej Gwinei. Ludu cieszącego się niechlubną sławą ludożerców. O jego istnieniu świat dowiedział się dopiero w latach 40-tych XX wieku, a Ewangelia dotarła do niego ledwie kilka lat przed przybyciem Jacques’a i jego rodziny.

Oczywiście, w tamtych czasach mało kto dysponował kamerą, nie było jeszcze fotografii cyfrowej, a tym bardziej komputerów i możliwości przygotowania prezentacji w Power Poincie. My jednak z szeroko otwartymi buziami oglądaliśmy pokaz zwykłych slajdów. Te zdjęcia naprawdę robiły wrażenie.

Kilkanaście lat temu moja rodzina miała przywilej gościć u rodziny Teeuwen w Holandii. Fascynowały nas ich liczne pamiątki misyjne. Jednak największą ciekawość wzbudził w nas palisadowy płot okalający ich dom. „Takie płoty budowaliśmy tam, w dżungli” - wyjaśnił Jacques - „Tu też się sprawdzają”.

Jacques Teeuwen opisał swoją służbę misyjną w biograficznej książce pt. „Het Geheim van Nabelan Kabelan”. Polski tytuł „Powołany do zwiastowania. Historia Nabelan-Kabelan”.To niesamowita historia duchowego przebudzenia - otrzymania Nabelan - Kabelan (życia wiecznego - takie jest bowiem znaczenie tych dwóch słów z języka ludu Dani) wśród Papuasów.

***

Neil Anderson i Hyatt Moore, W poszukiwaniu źródła – Pierwszy kontakt ze Słowem Bożym, Biblijne Stowarzyszenie Misyjne, Ustroń 2003

Papua Nowa Gwinea to olbrzymie pod względem obszaru państwo z populacją około 6  mln,  gdzie żyje ponad 826 ludów. Co oznacza tyleż samo języków.
Neil Anderson poświęcił dwadzieścia lat swojego życia na tłumaczenie Pisma Świętego dla ludu Folopa na Papui Nowej Gwinei.
Tłumaczenie Biblii na język, który nigdy jeszcze nie miał formy pisanej, nie jest łatwym zadaniem. Najpierw trzeba go poznać i to bez podręczników czy dwujęzycznych nauczycieli, Należy utworzyć alfabet, przeanalizować gramatykę i zrobić kompletną listę słów używanych w tym języku. Dodatkową trudnością tego wyzwania jest fakt, że wszystko trzeba robić w miejscu, gdzie język ten jest używany na co dzień i ma związek ze wszystkimi aspektami, zwyczajami i wierzeniami kultury. - wyjasnia Hyatt Moore, współautor książki.
Poszukiwanie źródła, to nic innego, jak poszukiwanie właściwego znaczenia danego słowa. To ‘beté’. Ale tak naprawdę, dla Folopa, to wszyscy i wszystko ma swoje ‘beté’. A więc, ‘beté’ ma również wymiar ludzki, społeczny i duchowy. W tym ostatnim przypadku to wielkie Beté jest ponad wszystkie ‘beté’. I tu zaczynało się zadanie dla misjonarzy.
Dwadzieścia lat spędzonych z ludem Folopa nie poszło na marne. Ci ludzie zrozumieli i szczerze przyjęli głoszoną im Ewangelię. To wielki Boży cud i zasługa zdeterminowanego misjonarza. Myślę, że jego osobowość miała ogromny wpływ na relację z ludem Folopa, na ich reakcję na Ewangelię i na efekty pracy tłumaczeniowej. Autor opisuje swoje zmagania tłumaczeniowe oraz obcowanie z tym ludem w sposób dynamiczny, humorystyczny, ale też wzruszający. Mnie szczególnie ujął ten moment: Jeden ze starszych przysłuchiwał się uważnie. Pochylił się do przodu, na jego nagim torsie kołysała się muszla ‘kina’. „Trudno w to uwierzyć” - powiedział. „W co?” „Że człowiek stał się duputapó (okupem). W przeszłości dużą wagę przykładaliśmy do wymiany okupu za brata z klanu. Bardzo dużą wagę. Jednak nigdy nie oddaliśmy człowieka, a człowiek nigdy nie ofiarowałby siebie!” Spojrzał na pozostałych. Jego oczy wyrażały wiele. Odchylił się i westchnął, jakby nie mógł tego pojąć. A później, w sposób właściwy dla swojej kultury, wyraził najgłębsze wzruszenie: „Umieramy od pyszności tych słów”.
Piękne, prawda? Chcecie więcej? Koniecznie przeczytajcie tę książkę!

Janet i Geoff Benge, John Williams – Zwiastun pokoju, Wydawnictwo Pojednane, Lublin 2010

We wrześniu 1816 roku, w kaplicy Surrey Chapel w Londynie modlono się na dziewięcioma nowo powołanymi i wysyłanymi do służby misyjnej mężczyznami. Jednym z nich był John Williams. Kiedy prowadzący modlitwę zbliżył się do niego, John usłyszał Takie słowa: Idź, mój drogi młody bracie, a jeżeli język przyschnie ci do podniebienia, to niech to będzie od mówienia biednym grzesznikom o miłości Jezusa; jeżeli ręce opadną ci z sił, niech to będzie od pukania do ludzkich serc, aby Jezus mógł tam wejść.
Nieco ponad rok później, w listopadzie 1817 roku, John Williams stał na pokładzie statku i patrzył na wyłaniający się z oddali nowy dom dla siebie i swojej rodziny. Była to wyspa Moorea w archipelagu Tahiti.
Stąd, pokonując dystanse pomiędzy wyspami statkiem oraz przygotowując do służby nowych misjonarzy spośród rdzennych Polinezyjczyków, John mógł zanieść Ewangelię do innych wysp, począwszy od Wysp Towarzystwa aż po Australię.
Jeden z kolejnych statków, którymi posługiwał się John, pływając po Południowym Pacyfiku, nosił nazwę „Zwiastun Pokoju”. Nie było łatwym zwiastowanie pokoju okrutnym i dzikim tubylcom. Kanibalom. Ludziom nieufnym, przebiegłym i zdradliwym. A jednocześnie poszukujących pokoju i wyzwolenia od mocy złych duchów, które czcili i których się bali.
Od jednego z Samoańczyków, John usłyszał takie słowa: Podczas ostatniej pełni księżyca umierał nasz wódz. Zebrał wokół siebie wielu ludzi i powiedział: „Ja odchodzę teraz, ale bardzo szybko po moim odejściu przybędzie zza horyzontu wielki biały wódz. On sprawi, że nastanie kres kultu duchów na Wyspach Samoa, a wy poznacie Jedynego Wielkiego Ducha”.
I tak też się stało, chociaż okupione to zostało śmiercią wielu misjonarzy. Jednym z nich był John Williams. Po 22 latach służby misyjnej, w dniu 20 listopada 1939, w wieku 43 lat, zginął z rąk tubylców z wyspy Erromanga, próbując zasiać na ich brzegu Ewangelię Pokoju.
John Williams 1796-1839.

Janet i Geoff Benge, Florence Young  – Misja wykonana, Wydawnictwo Pojednane, Lublin 2011

Missis, ja chcieć należeć do Bóg! – usłyszała pewnego dnia Florence Young od jednego z Kanaków pracujących na australijskich plantacjach. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewała, mając do tej pory wątpliwości, czy jej ‘pidgin English’, którego używała do opowiadania im historii biblijnych i wyjaśniania podstawowych prawd wiary, jest dla nich zrozumiały. A jednak był…
Kanakowie nie byli rodowitymi Australijczykami. Pochodzili z wysp Południowego Pacyfiku, głównie z Nowych Hebrydów i Wysp Salomona. W sercu młodziutkiej Florence dojrzewało przekonanie, że to ona musi zająć się niesieniem im Ewangelii. Był to 1882 rok.
Czterdzieści dwa lata później, podsumowując Misję do Kanaków i Misję Ewangeliczną Mórz Południowych, pisała: Bóg dał nam ogromną ilość w zgromadzeniu i ochrzczeniu wielkiej liczby wierzących: 2484 ochrzczonych w Queensland i 3716 ochrzczonych na wyspach, łącznie do listopada 1924: 6200 nawróconych, którzy zostali dodani do widzialnego kościoła na ziemi.
Docieranie z Ewangelią do wiosek ludożerców, praktykujących odwetowe zabójstwa, przyniosło wspaniałe owoce. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się w chwili, kiedy nieśmiała dziewczyna rozpoczęła lekcję czytania Biblii dla kilku Kanaków, pracujących na rodzinnej plantacji trzciny cukrowej.
Ta dzielna kobieta spróbowała również swoich sił w pracy misyjnej w Chinach. Spędziła tam sześć lat. Nie ominęły jej dramatyczne wydarzenia z okresie groźnego Powstania Bokserów.
Jej serce jednak zdecydowanie biło dla Kanaków. Powróciła na swoje pole misyjne. Jeszcze do siedemdziesiątego roku życia odwiedzała Wyspy Salomona. Ostatnie trzynaście lat spędziła wspierając nowych, młodych misjonarzy i modląc się o Misję Ewangeliczną Mórz Południowych i jej pracowników. Liczba nawróconych wzrosła do 7600. Florence wypełniła swoją misję.
Florence Young 1856-1940.

***


Polecam te książki gorąco. Jedna w miesiącu, to naprawdę niedużo, a korzyści duchowe są wielkie. Dodatkowo podpowiem jeszcze dwie książki, których autorem jest Don Richardson. Był on misjonarzem wśród ludu Sawi (plemienia łowców głów), zamieszkującego Holenderską Nową Gwineę. Tytuły tych książek to: „Wieczność w ich sercach” i „Dziecko pokoju”.

PISANE NA ZAMÓWIENIE BIULETYNU "IDŹCIE"




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.