środa, 25 września 2013

Rozmyślania przy sprzątaniu

Potrzebne mi są od czasu do czasu takie dni, kiedy mojego męża dłużej nie ma w domu. I wcale nie chodzi mi o to, aby od niego odpocząć. I też nie o to, że w ogóle potrzebuję odpocząć. To, czego mi po prostu potrzeba , to czasu na tzw. „odgruzowanie mieszkania”.  Na generalne porządki. Nie robię tego zbyt często - raz na dwa lata wystarczy. Ale jest  to wtedy naprawdę generalne sprzątanie. Zajrzę w każdą szparkę, a moja wilgotna szmatka nie ominie żadnej rzeczy w zasięgu mojego wzroku i ręki.

No i stało się - mąż wybył na tydzień. Zanim wyjechał, już miałam zaplanowaną logistykę sprzątania całego mieszkania. Zaznaczam, że nie było to moje jedyne zajęcie w ciągu tego tygodnia, ale powiedzmy - główne.

Okazuje się, że robiąc porządki można całkiem fajnie rozmyślać o różnych sprawach. Tym razem moje myśli skupiły się na rzeczach zgromadzonych przez nasz przez 31 lat naszego wspólnego życia. Nie są to rzeczy wartościowe w sensie materialnym, bardziej sentymentalnym.  Książki, albumy i ramki ze zdjęciami, drobne kolekcje naczyń ze szkła, ceramiki, ozdóbki z brązu, trochę staroci i całe mnóstwo - jak to nazywa moja koleżanka - „durnostojek”,  czy „kurzołapek”.  Każda rzecz  ma swoją historię i drogę do naszego domu. Lubię te wszystkie drobiazgi, a one sprawiają, że nasze gniazdko ma ciepły klimat  i rustykalny charakter.  A jednak… 

Moją głowę zaczęła nurtować myśl, co stanie się z tymi rzeczami w przyszłości. Nie wiem czy dalekiej czy bliskiej, ale to pewne, że nie będą już one nikomu potrzebne. Większość trafi na śmietnik, bo kto będzie zawracał sobie głowę garażową wyprzedażą - samo życie. Kilka zostanie zachowanych jako pamiątka rodzinna. Szkoda, że w Polsce nie ma systemu „charity shops”, gdzie oddaje się niepotrzebne przedmioty, a dochód z ich sprzedaży przeznacza na walkę z różnymi chorobami.

W zasadzie, nie smuciłam się z tego powodu, że przyszłość mojej  ‘kolekcji’ nie jest świetlana. Bardziej skupiłam się na tym, że rodzinie zostanie ten kłopot. A też na odkryciu, że takie sprzątanie jakoś bardziej mnie męczy niż to wcześniej bywało. „Hm, z każdym rokiem będzie gorzej” - wzdychałam do siebie,  pomiędzy jednym a drugim machnięciem szmatką.  

Aby zachować zdrowy balans, w chwilach na odpoczynek nie zaniechałam swojego codziennego czytania. Aż się uśmiechnęłam, kiedy któregoś dnia trafiłam na następujący fragment:  Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje. Ew. Mateusza 6:19-21

Czy uznałam te słowa za reprymendę, skierowaną do mnie? Nie! Zostały one przedstawione w pięknym rozważaniu Joni Eareckson Tada, zatytułowanym „Mrs. Sherman’s Treasures”  (Skarby pani Sherman) i były odpowiedzią na moje rozterki. Bohaterka opowiastki, z powodu starości i postępującej choroby, musi opuścić swój dom i przenieść się do maleńkiego lokum w domu spokojnej starości. Joni pisze: Serce mi pękało, kiedy myślałam o tym,  że musi ona sprzedać swoje meble i rozdać rodzinne pamiątki. Zadzwoniłam do niej i spytałam, jak sobie radzi. Ze śmiechem odpowiedziała:  „Te ziemskie skarby i tak pewnego dnia znikną. A ja wiem, że mój prawdziwy skarb jest w niebie”.  Nie mogłam tego widzieć, ale wyobraziłam sobie ten błysk w jej niebieskich oczach. Cóż za inspirująca postać!

Spokojnie kończyłam porządki z tą myślą: Ja też wiem, gdzie jest moje serce i mój skarb.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.