„Powołany do zwiastowania – historia Nabelan-Kabelan”,
Jacques H. Teeuwen, Wydawca: Kościół Ewangelicznych Chrześcijan, Warszawa
W poprzednim „Kąciku dobrej książki”
wspominam już tę książkę Jacques’a Teeuwen’a. (KLIKNIJ) Udało mi się ją niedawno kupić na
Allegro i przeczytać. Postanowiłam więc dopisać o niej kilka słów, gwoli
dopełnienia wcześniejszych informacji.
Książka ta, to właściwie autobiografia
autora. Zanim znajdziemy się w pięknych sceneriach Nowej Gwinei, wśród dzikich
jej mieszkańców, dane jest nam poznać dzieciństwo i bolesną młodość autora.
W 1941 roku, ten nastoletni
Holender, pragnący zostać żołnierzem armii niemieckiej, zaciąga się na dwa lata
do służby rolniczej. Po kilku latach tułaczki po Europie Wschodniej, wciąż wierząc
w zwycięstwo Rzeszy i Hitlera, przed samym końcem wojny wstępuje w szeregi ochotników
Waffen SS.
Wielka przegrana i powrót do domu to kolejne bolesne doświadczenia w życiu tego młodego człowieka. Nikt nie widzi
w nim bohatera. A on sam nie widzi dla siebie perspektyw. Pisze: „Zniechęcenie rozwijało coraz głębiej swoje
korzenie i przynosiło obrzydliwe, trujące owoce nienawiści i goryczy. Ktoś
zawsze musi być kozłem ofiarnym i ja nim byłem. Próby otrzymania zadowalających odpowiedzi na szereg pytań związanych z życiem tworzyły w moim umyśle refleksje
na temat Boga”. Jednak zaufanie Jezusowi i powierzenie mu swojego życia nie
przyszło Jacques’owi tak łatwo.
Lata 1952-1960 to czas rozwoju
duchowego autora. W tym okresie budzi się w nim pragnienie wyjazdu na misję. Zdobywa edukację biblijną, zakłada rodzinę. Na początku wydawać by się mogło,
że poczucie powołania na misję do Nowej Gwinei jest tylko jego mrzonką. Przeszkód
było tak wiele. Od kiedy czytam książki o misjach, w tym widzę powtarzający się schemat
- im większe pragnienie i pewność, tym więcej trudności… Aż nadchodzi upragnione
zwycięstwo.
Dla rodziny Teeuwen lata
1960-1974 to lata spędzone w Nowej Gwinei. I o tym traktuje druga połowa książki.
Swoją służbę autor podsumowuje w następujący sposób: „Przybyliśmy do pogańskiego plemienia, które zupełnie nieświadome było
Boga i Jego słowa. Po niedługim czasie sytuacja się zmieniła. Większość ludzi w
dolinie Swart stała się nowo narodzonymi chrześcijanami. Założone zostały 73
zbory, w każdym z nich był narodowy przywódca. Szkoła biblijna „SAM” wydała już
117 studentów, którzy byli bardzo przydatni w pracy. Młode zbory były pełne
werwy i zdrowia.” Jak to się dokonało? - o tym należy przeczytać.
Troszkę ponad rok po swoim
powrocie do ojczyzny, Jacques wyruszył w swoją kolejną podróż misyjną. Tym razem
była to podróż do Europy Wschodniej, znanej mu z działań wojennych. Tylko teraz
podróż ta miała zupełnie inny charakter. Europa też był inna.
Na tym kończy się książka. Mi
dane było poznać Jacques’a w roku 1980 i przez kilka kolejnych lat spotykać go
tu w Polsce, a zdarzyło się też od wiedzić w Holandii. Z rozrzewnieniem
wspominam te piękne czasy obozów młodzieżowych i spotkań z cennymi ludźmi.
***
Na zdjęciu z Jacques'em i przyjaciółmi w Oćwiece (z tyłu Paweł). Rok 1980.
***
Na zdjęciu z Jacques'em i przyjaciółmi w Oćwiece (z tyłu Paweł). Rok 1980.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.