piątek, 21 listopada 2014

Zagubiony temat

Ten temat „chodził za mną” od dawna. Już miałam pomysł na wstęp, poukładane myśli, główny wątek i wniosek. Niestety, po pewnym czasie odkryłam, że - przy pełnieniu roli pełnoetatowej babci 18-sto miesięcznego brzdąca - pomysł i plan napisania czegoś, a ich realizacja to dwie baaaaardzo odległe rzeczywistości.

I tak - to, co w głowie powstało, gdzieś się rozpłynęło, temat przestał być żywy, jedynie odbija się w głowie i sercu słabym echem.  Sprawa tyczyła służby i powołania. Albo odwrotnie.
Może jednak spróbuję… .

Tak. Zaczęło się od powołania. Mianowicie, przeczytałam jakiś czas temu ciekawy artykuł o Williamie Wilberforcie. Ten abolicjonista - wojownik o zniesienie niewolnictwa nie miał łatwego zadania. O zwycięstwo swoich poglądów walczył przez kilkadziesiąt lat swojego życia. W artykule zacytowano fragment  zachęcającego listu napisanego do niego  przez Johna Wesley’a: Gdybyś nie był do tego zadania powołany przez samego Boga, to sprzeciw ludzi i demonów zniszczyłby cię doszczętnie. Ale skoro Bóg jest z tobą, to któż może wystąpić przeciwko tobie? Czy twoi przeciwnicy mieliby być silniejsi od Boga?

Słowa te bardzo mocno mnie poruszyły. Żyję ponad 50 lat i służę Bogu od ponad 30. Służę z pełną świadomością i przekonaniem, co do Bożego powołania. Niestety, czasem zdarzało mi się mieć wrażenie, że niektórzy ludzie widzą tę kwestię zupełnie inaczej niż ja. Nie czuję potrzeby szerszego omawiania problemu, ale powiem, że bywało trudno, boleśnie, raniąco… . Nie jeden raz chciałam poddać się stanowi wypalenia, zrezygnować z tego, co robiłam i zająć się czymś zupełnie innym.  W takich momentach towarzyszyło mi poczucie porażki i klęski. Szkoda, że akurat w żadnym z tych  momentów (choć nie wiem, co jeszcze przede mną :-), nie natrafiłam na tą piękną modlitwę  Antoine de Saint-Exupery: Panie, spraw, bym zrozumiał, że trudności, porażki i klęski są naturalnym dopełnieniem życia; dzięki nim wzrastamy i dojrzewamy. Uchroń mnie przed strachem, że zmarnowałem życie. Na szczęście, Bóg znalazł inne sposoby, aby mogła stanąć twardo na nogi i nie poddawać się.

Całkiem niedawno przeczytałam inny ciekawy artykuł. Tym razem o wypaleniu się w służbie. Autor tekstu (pastor Piotr Zaremba) podaje trzy dobre strony tego stanu.  Pisze on:

1. Jeżeli rzeczywiście wypaliłeś się w służbie, to chciałbym ci pogratulować. Przynajmniej dotrwałeś do końca. Nie uciekłeś w trakcie pożaru. Przetrwałeś trudny okres patrzenia się na tlące zgliszcza. (…) Nie rozpaczaj jednak. Być może Bóg ma dla ciebie coś nowego. Nowy etap, na którym wykorzystasz swoje porażki. Przeszłość nie przesądza przyszłości, jeśli w przyszłość  idzie się z Bogiem. Wypaliła się może tylko treść, ale ty wciąż jesteś. Dokładnie, tak właśnie było w moim życiu 5 lat temu - to odnośnie pierwszej części tekstu. I dokładnie tak jest teraz - to dotyczy drugiej jego części.

 2. A może to wypaliło się coś, co było tylko twoim marzeniem, twoją wizją, twoją strategią, twoim złudzeniem. Świetnie oddane kolejne 2,5 roku mojego życia. 
Czym Piotr jeszcze mnie zaskoczy?

3. Może ten moment wypalenia się w służbie jest tym momentem, w którym nareszcie jesteś gotów na prawdziwy zwrot. I nastąpił zwrot! I trwa już prawie kolejne 2,5 roku. Zwrot, który nie był ani moim marzeniem, ani moją wizją, a tym bardziej moją strategią. Wiem jednak, że dzisiaj mam miejsce  służby „szyte na moją miarę”.  Czy tamte nie były? Myślę, że były, ale każda sprawa pod niebem ma swój czas (Kazn. Sal. 3:1-8). Ich czas się skończył. Bóg miał inny plan. Chociaż mi, a też innym ludziom, którym to zawdzięczam, wciąż wydaje się, że realizujemy swój :-).

Czy nie oczekuję już więcej zmian? Kiedyś naiwnie i kategorycznie powiedziałabym, że „nie”. Teraz już tak nie myślę. Nauczyłam się, że Bóg i ludzie mogą mnie jeszcze zaskoczyć. Kilka tygodni temu, spacerując z przyjacielem z Anglii po Piasecznie i rozmawiając z nim o różnych życiowych zwrotach i kolejnych początkach, powiedziałam mu ze śmiechem: A to będzie miejsce naszej ostatniej służby… . Kto wie, może to był proroczy żart?  

Póki co, to niezależnie, gdzie przesunęli mnie ludzie czy postawił Bóg :-), bardzo poważnie podchodzę do kwestii swojego powołania. W Liście do Kolosan 4:17 znalazłam takie słowa: Bacz, abyś pełnił posługiwanie, które otrzymałeś w Panu. Nie jest mi łatwo - teraz, kiedy większość swojego czasu spędzam na opiekowaniu się wnuczkiem. Na „sprawy służbowe” pozostają już tylko i wieczory i weekendy. Daję z siebie wszystko, starając się dzielić czas na sprawy pilne i ważne. Okazuje się, że rozróżnienie tych spraw nie jest trudne. Pilne są przeważnie sprawy papierkowe, biurowe, porządkowe. Ważne - to te, które dzieją się wokół drugiego człowieka. I te wolę zdecydowanie.  Niestety, trudne jest to, aby te ważne uczynić priorytetowymi. Cieszę się, kiedy mi się to udaje.

Bardzo dobrze oddaje to modlitwa ks. Georga Lengerke: Dobry Boże! Proszę Cię, daj mi wrażliwe serce, abym rozpoznał, co ma dziś czynić. Daj mi wrażliwe serce, abym przyjął wszystko, czym chcesz mnie dziś obdarować. Pragnę bowiem z radością wykonywać wszystkie powierzone mi zadania.
Lepiej bym tego nie ujęła. Ta modlitwa, a może podobna - ubrana w moje słowa - pomaga mi przyjmować wyzwania każdego kolejnego dnia. 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.