Boska Jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę... (II Piotra 1:3). Wiedza na temat tego, że Bóg darował mi już wszystko, co jest mi potrzebne do mojego chrześcijańskiego życia i pobożności pozwoliła mi zrozumieć dwie proste prawdy:
1. Nie ma potrzeby wyważać otwartych drzwi. Nie mam podstaw sądzić, że jeszcze czegoś mi brakuje i prosić Boga do znudzenia o rzeczy, które już dawno mi dał (a w zasadzie dał mi od razu wszystko), a których ja, w swojej głupocie, nie widzę. Nie widzę przed sobą szeroko otwartych drzwi obfitości Bożej, tylko wciąż szukam po omacku klamki, albo właściwego klucza do zamka. Bóg jest wspaniałym Dawcą - Darczyńcą i moim przywilejem jest czerpać z obfitości Jego darów. Bóg daje z rozmachem. Czego mi więcej potrzeba, skoro On dał mi wszystko? Nawet nie muszę zmuszać się, aby Go szukać, aby być Mu posłuszną i kochać Go, bo On również o to się zatroszczył, aby mi to dać. Nie muszę Go prosić, aby każdego dnia dawał mi po trosze ze Swoich darów, ale jedynie potrzebuję zanurzyć się i czerpać z Jego szczodrości.
2. Druga prawda, to: cudze chwalicie, swego nie znacie. Nie mam potrzeby porównywać się z innymi wierzącymi. Patrzeć zazdrośnie, że ktoś ma więcej miłości do Boga, pragnienia służenia Mu, jest Mu bardziej posłuszny. Okazuje się, że wszyscy mamy te same zasoby. Zamiast więc zerkać na innych, potrzebuję uporządkować swoją spiżarnię i korzystać w pełni z jej zasobów, które w tym przypadku nigdy się nie wyczerpują, bo Bóg zaopatruje. Bóg obdarowuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.