Uznanie słuszności Prawa Bożego powinno być - i mam nadzieję, że jest - podstawą mojego postępowania. Kolejny krok to podjęcie decyzji czy chcę temu Prawu być posłuszna, czy raczej będę się przeciwko Bożym wymaganiom buntować. I... nie chcę się buntować. Zrozumiałam jednak, że - z powodu mojego ciała - przestrzeganie słusznych i sprawiedliwych wymogów Prawa, w sposób doskonały, jest niemożliwe, chociaż nie wiem, jak bardzo byłabym zdyscyplinowaną osobą. Jako dziecko Boże mam jednak ułatwioną sprawę, gdyż jest możliwym wypełnianie Prawa dzięki Duchowi Bożemu, który we mnie zamieszkuje. Nie postępuję już według ciała, ale według Ducha - przynajmniej w większości sytuacji.
Nauczyłam się też, że wymogi Prawa Bożego zamykają się w jednym przykazaniu. Najbardziej słuszną i sprawiedliwą rzeczą jest przykazanie miłości do Boga i do bliźniego. I rzeczywiście, jeśli szczerze kocham Boga i drugiego człowieka, to nie powinna mi nawet przyjść do głowy myśl, aby uczynić coś przeciwko komukolwiek z nich. Miłość jest zasadą używania i stosowania Prawa Bożego w życiu. Miłość jest wypełnieniem Zakonu. A zatem przede mną stoi tylko jedno wymaganie, a nie aż dziesięć. Uff, co za ulga :-).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.