Przełom lat 2012/2013 spędzi-liśmy
razem z Pawłem w sym-patycznym, kameralnym gronie miłych przyjaciół. Atmosfera
też była sympatyczna. Jako organi-zatorzy przygotowaliśmy zba-lansowany program,
w którym był czas na pyszną strawę, na okolicznościową refleksję z modlitwą i
życzeniami, oraz na wesołą zabawę.
Jednym z elementów tego
po-ważniejszego, bardziej refle-ksyjnego czasu, było wykonanie prostego zadania.
Mianowicie, z luźno porozkładanych, powyci-nanych z kolorowych czasopism zdjęć
należało wybrać jedno (lub więcej), które w jakiś sposób obrazowało mijający
rok. Można też było wykorzystać zdjęcie przyszłościowo i powiedzieć, czego
oczekuje się po nadchodzącym roku.
Z nas dwojga, Paweł mówił
pierwszy. Wybrał dwa zdjęcia: rozwidlającą się drogę i wygodną kanapę. Jemu ten
rok nierozerwalnie kojarzył się z momentem, kiedy na samym jego początku nasza
- wydawałoby się prosta i stabilna - droga ‘rozjechała’ się, prowadząc nas w
nieznane. Długo nie byliśmy w stanie odkryć i zdecydować, w którą stronę pójść.
Te rozmyślania, rozważania, rozmowy, szukanie odpowiedzi w Słowie Bożym,
modlitwy odbywały się na wygodnej kanapie, w naszym domowym zaciszu. Mnie,
domatorkę, to zadowalało. Paweł zaczął się tym męczyć. Co prawda, od kilku
miesięcy znowu więcej bywamy i działamy, ale to nadal nie tyle, jak wcześniej
bywało. Obydwoje wierzymy, że ten rok przyniesie nowe, dobre zmiany; że
upewnimy się, co do drogi, którą obraliśmy, a kanapa będzie służyć nam do odpoczynku,
po wytężonej aktywności. Paweł symbolicznie podarł swoje zdjęcia.
Patrząc na moje zdjęcia pozornie
nie widzi się związku z tymi, które wybrał Paweł. Mój wybór to: ekspres do kawy
i cztery pory roku. Ekspres do kawy miał dla mnie pozytywny wydźwięk, chociaż
zwykle pijemy kawę siedząc na wspomnianych miękkich sofkach. Dla mnie te
nasiadówki ze świeżo zaparzoną poranną kawą, nad otwartą Biblią, z czasem
rozmów i modlitwy były tymi momentami dnia, które mnie umacniały i podnosiły na
duchu. Dodawały sił i energii do zwykłych codziennych, rutynowych obowiązków.
Przyznaję, że przez ostatni rok było tych obowiązków znacznie mniej, a mimo to
bywały dni, kiedy nic mi się nie chciało. Tylko zdrowy rozsądek i umiłowanie
czystości i porządku sprawiały, że brałam się garść. Ilustracja pór roku
koresponduje z tym, o czym napisałam. Przez lata mój każdy rok był bardzo precyzyjnie
podzielony na konkretne aktywności i działania związane z moją służbą i różnymi
odpowiedzialnościami. W minionym roku tylko po zmianie pogody i koloru liści
orientowałam się, że skończyła się zima, mamy już wiosnę, przeminęło lato, a jesień
przeszła w kolejną zimę. Gdzieś rozmazały się granice, wyznaczone wcześniej
przeze mnie określonymi corocznie wydarzeniami, akcjami, programami. Cieszę
się, że to powoli się zmienia. Pijąc poranną kawę, wiem że po niej nie czeka
mnie już tylko: sprzątanie, pranie, gotowanie... . Mój kalendarz znowu ożył.
Jednak, na początku 2013 roku, wciąż
nie wiem, co przede mną. Jeszcze wiele bardzo istotnych kwestii nie znalazło
swojego rozwiązania. Proszę Boga: Panie,
pokaż mi, dokąd mnie poprowadzisz. Nie muszę widzieć całej drogi, ale chociaż
początek, kawałek… Chcę to zobaczyć, chociaż serce mi podpowiada, że
błogosławieni są ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli (Ew. Jana 20:29b). Chcę chcieć posłuchać zaleceń psalmisty: Powierz Panu drogę swoją, zaufaj Mu, a On
wszystko dobrze uczyni. (Ps. 37:5) Chcę wierzyć słowom Izajasza: Kto chodzi w ciemności i nie jaśnieje mu
promień światła (takie światełko w tunelu), ten niech zaufa imieniu Pana i niech polega na swoim Panu!
(50:10).
Panie, pomóż niedowiarstwu memu….
Żadnych ‘jeśli’, ‘a’, czy ‘ale’, Boże. W Twoje ręce powierzam to, co przede
mną.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.