piątek, 4 stycznia 2013

A co przede mną?


Przełom lat 2012/2013 spędzi-liśmy razem z Pawłem w sym-patycznym, kameralnym gronie miłych przyjaciół. Atmosfera też była sympatyczna. Jako organi-zatorzy przygotowaliśmy zba-lansowany program, w którym był czas na pyszną strawę, na okolicznościową refleksję z modlitwą i życzeniami, oraz na wesołą zabawę.

Jednym z elementów tego po-ważniejszego, bardziej refle-ksyjnego czasu, było wykonanie prostego zadania. Mianowicie, z luźno porozkładanych, powyci-nanych z kolorowych czasopism zdjęć należało wybrać jedno (lub więcej), które w jakiś sposób obrazowało mijający rok. Można też było wykorzystać zdjęcie przyszłościowo i powiedzieć, czego oczekuje się po nadchodzącym roku.

Z nas dwojga, Paweł mówił pierwszy. Wybrał dwa zdjęcia: rozwidlającą się drogę i wygodną kanapę. Jemu ten rok nierozerwalnie kojarzył się z momentem, kiedy na samym jego początku nasza - wydawałoby się prosta i stabilna - droga ‘rozjechała’ się, prowadząc nas w nieznane. Długo nie byliśmy w stanie odkryć i zdecydować, w którą stronę pójść. Te rozmyślania, rozważania, rozmowy, szukanie odpowiedzi w Słowie Bożym, modlitwy odbywały się na wygodnej kanapie, w naszym domowym zaciszu. Mnie, domatorkę, to zadowalało. Paweł zaczął się tym męczyć. Co prawda, od kilku miesięcy znowu więcej bywamy i działamy, ale to nadal nie tyle, jak wcześniej bywało. Obydwoje wierzymy, że ten rok przyniesie nowe, dobre zmiany; że upewnimy się, co do drogi, którą obraliśmy, a kanapa będzie służyć nam do odpoczynku, po wytężonej aktywności. Paweł symbolicznie podarł swoje zdjęcia.

Patrząc na moje zdjęcia pozornie nie widzi się związku z tymi, które wybrał Paweł. Mój wybór to: ekspres do kawy i cztery pory roku. Ekspres do kawy miał dla mnie pozytywny wydźwięk, chociaż zwykle pijemy kawę siedząc na wspomnianych miękkich sofkach. Dla mnie te nasiadówki ze świeżo zaparzoną poranną kawą, nad otwartą Biblią, z czasem rozmów i modlitwy były tymi momentami dnia, które mnie umacniały i podnosiły na duchu. Dodawały sił i energii do zwykłych codziennych, rutynowych obowiązków. Przyznaję, że przez ostatni rok było tych obowiązków znacznie mniej, a mimo to bywały dni, kiedy nic mi się nie chciało. Tylko zdrowy rozsądek i umiłowanie czystości i porządku sprawiały, że brałam się garść. Ilustracja pór roku koresponduje z tym, o czym napisałam. Przez lata mój każdy rok był bardzo precyzyjnie podzielony na konkretne aktywności i działania związane z moją służbą i różnymi odpowiedzialnościami. W minionym roku tylko po zmianie pogody i koloru liści orientowałam się, że skończyła się zima, mamy już wiosnę, przeminęło lato, a jesień przeszła w kolejną zimę. Gdzieś rozmazały się granice, wyznaczone wcześniej przeze mnie określonymi corocznie wydarzeniami, akcjami, programami. Cieszę się, że to powoli się zmienia. Pijąc poranną kawę, wiem że po niej nie czeka mnie już tylko: sprzątanie, pranie, gotowanie... . Mój kalendarz znowu ożył.

Jednak, na początku 2013 roku, wciąż nie wiem, co przede mną. Jeszcze wiele bardzo istotnych kwestii nie znalazło swojego rozwiązania. Proszę Boga: Panie, pokaż mi, dokąd mnie poprowadzisz. Nie muszę widzieć całej drogi, ale chociaż początek, kawałek… Chcę to zobaczyć, chociaż serce mi podpowiada, że błogosławieni są ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli (Ew. Jana 20:29b). Chcę chcieć posłuchać zaleceń psalmisty: Powierz Panu drogę swoją, zaufaj Mu, a On wszystko dobrze uczyni. (Ps. 37:5) Chcę wierzyć słowom Izajasza: Kto chodzi w ciemności i nie jaśnieje mu promień światła (takie światełko w tunelu), ten niech zaufa imieniu Pana i niech polega na swoim Panu! (50:10).
Panie, pomóż niedowiarstwu memu…. Żadnych ‘jeśli’, ‘a’, czy ‘ale’, Boże. W Twoje ręce powierzam to, co przede mną.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.