Janet
i Geoff Benge, Rachel
Saint – Gwiazda w dżungli, Wydawnictwo Pojednane, Lublin 2010
Młoda kobieta wraca statkiem z pełnego wrażeń pobytu w Wielkiej
Brytanii. Bogata przyjaciółka proponuje jej u swojego boku dostatnią
przyszłość, w zamian za towarzystwo i opiekę. Dla kobiety, która doświadczyła
tego, co to jest niedostatek, propozycja wydaje się być gwiazdką z nieba. Zanim
dopływa do portu w Nowym Jorku już wie, że Bóg zaplanował dla niej coś innego.
Wizja półnagich i miedzianoskórych ludzi, zapraszających ją przyjaznym gestem
do dżungli, w jednej chwili zmieniła jej życiowe plany. Rachel Saint wiedziała,
że gdzieś daleko, jeszcze nie wie gdzie i kiedy, ktoś czeka na jej przybycie.
Ta poruszająca historia o Nimu (Gwiazda), bo tak dekady później nazwali
Rachel przyjaciele z plemienia Waodani, opisuje je niesamowitą wiarę w
powołanie, determinację w dążeniu do wyznaczonego celu oraz pełne oddanie służbie
misyjnej i tłumaczeniowej.
Służba Rachel wśród Indian Waodani, zwanych Auca rozpoczęła się dramatycznie.
Śmiercią jej brata Nate’a i czwórki innych misjonarzy, którzy również próbowali
zaprzyjaźnić się z tymi okrutnymi i dzikimi ludźmi. W liście do rodziców Rachel
napisała: Powiedziałam kiedyś naszemu Panu, że jestem gotowa ponieść wszelką
ofiarę, by dotrzeć do tych Indian, i to jest pierwsza rzecz, o jaką mnie
poprosił.
Ta wielka osobista strata nie zamyka serca Rachel. Jakimi drogami Bóg
doprowadził ją do Acua „dzikich”, Czytelnik musi dowiedzieć się sam. Ja mogę
tylko zdradzić, że jej wizja stała się rzeczywistością, a Rachel Saint spędziła
z zabójcami swojego brata dwadzieścia lat.
Niech zachętą do sięgnięcia po tę lekturę będą dwa wybrane przeze mnie
cytaty:
Dla mnie, która widziałam, jak
wyraz twarzy Auca zmienia się do nienawiści do przyjaźni, od niewiary do wiary,
największym błogosławieństwem było widzieć ich rozpromienione twarze, gdy
wchodzili do wody. Nasze serca radowały się odpowiedzią na ofiarę i modlitwy
tak wielu ludzi. (opis pierwszego
chrztu)
Wierząc w Boga i Jego Syna
Jezusa żyjemy dobrze. Nie zabijamy włóczniami naszych małych dzieci i nie
dusimy ich. Żyjemy szczęśliwie z naszymi rodzinami. … Nie zabijamy innych.
Nie bierzemy też sobie siostry żony ani
żadnej innej kobiety, która nie chce być naszą żoną. Jesteśmy posłuszni Bożym
Znakom. Żyjemy szczęśliwie iw pokoju, wierząc w Boga, który stworzył nas
wszystkich. (wyznania nawróconych
Auca)
Steve
Saint, Ostrzem włóczni, Wydawnictwo Pojednane, Lublin 2010
Steve Saint jest synem
zamordowanego przez Indian Auca pilota Nate’a Sainta. Dzięki swojej ciotce
Rachel Saint już w dzieciństwie, mając dziewięć lat, mógł nawiązać relację z
ludźmi z tego plemienia. Poznać ich i gorąco, szczerym sercem pokochać.
Jest rok 1994. Steve Saint wraca
do dżungli z ciałem swojej ciotki. „Gwiazda” umarła na raka w wieku
osiemdziesięciu lat. I stało się tak jak chciała. Została pochowana w domu: w
dżungli, wśród Waodani, ludzi, których kochała.
Szybko okazuje się, że Indianie
nie za bardzo wyobrażają sobie dalszą swoją przyszłość bez obecności wśród nich
białego człowieka. Konkretnego człowieka. Tym człowiekiem jest Steve Saint. Po
kilku miesiącach rozterek, przemyśleń, modlitw, rozmów z rodziną zapada
pomyślna dla Waodani decyzja. W 1995 roku Steve, jego żona i dwójka dzieci
zamieszkują w amazońskiej dżungli i cofają się do epoki kamiennej. No, nie
dosłownie. Osiągnięcia współczesnej techniki pozwalają na prawie wszystko,
nawet oglądanie telewizji. Jednak najważniejszym wyposażeniem był samolot.
Steve wiernie i dzielnie kontynuuje misję ojca, będąc pilotem niesie Indianom pomoc
żywnościową, medyczną, duchowej nie zaniedbując.
W Nemompade, nowopowstałej
osadzie, centralne miejsce zajmował Waengongi
onco (dom Boży). Odbywały się tu spotkania, których celem było rozmawianie z Waengongi i uczenie się o Nim.
Mnie rozbawił i urzekł ten oto opis: Spotkanie
trwało prawie pięć godzin. Jedyna przerwa miała miejsce wtedy, gdy nasza świnka
Odae uwolniła się jakoś od liany, którą była przywiązana i dołączyła do nas. W
budynku były już nasze wszystkie psy gończe, kilka małpek i przeróżne oswojone
ptaki. Gdy pokazała się Odae, w pogoń za nią rzucił się nieustraszony jamnik,
Dobson. Odae przebiegła przez cały dom i wybiegła na zewnątrz. Po minucie
wrócili - tym razem Odae goniła Dobsona. Wszystkie psy zaczęły ujadać, a potem rzuciły
się w pogoń za Odae, Dobsonem i sobą nawzajem. Ludzie wskoczyli na ławki i
zaczęli krzyczeć na zwierzęta. Kazanie akurat wygłaszał Wini. Nie zważając na
nic, po prostu mówił dalej. Sądzę, że większość z tego, co mówił, docierała do
wszystkich. Waodani są przyzwyczajeni do prowadzenia kilku konwersacji w samym
środku chaosu. Tutaj przerwę, chociaż akcja trwa dalej… .
Relacja z rocznego pobytu
Saint’ów pośród Waodani (już nie Auca) jest warta przeczytania. Po powrocie do
Stanów życie Steve Sainta i jego przyjaciół z Amazońskiej dżungli odbywa się
niejako pomiędzy dwoma światami. Steve często odwiedza Nemompade. Ale, co ciekawsze,
jego przyjaciele również zaczynają poznawać obcy świat.
Zaletą Steva jest to, że pisze
lekko i z poczuciem humoru, dlatego ten fragment książki można momentami
porównać z filmem Goście, goście z
Jeanem Reno w roli głównej.
W książce nie brakuje elementów
dramatycznych, związanych z bolesnymi stratami jakie poniósł autor w dalekiej
przeszłości i całkiem niedawno. W każdej z tych sytuacji porusza jego głęboka
wiara i zaufanie do Boga.
Trzeba przeczytać całą tę
książkę, aby zrozumieć słowa: Będę więc
dalej kochał moją rodzinę z dżungli, która pierwsza pokochała mnie. I będę
cieszył się, widząc moje wnuki, teraz już czwarte pokolenie, kochające Waodani
i kochane przez nich. Gorąco zachęcam.
Polecam jeszcze trzy książki tematycznie związane: W cieniu Wszechmogącego Elisabeth
Elliot, Elisabeth Elliot - radość w
uległości Janet i Geoff Benge, Nate Saint: skrzydłem i modlitwą Janet i Geoff Benge
Agnieszka
i Michał Domagała, Syberia z okna misjonarza, Biblijne
Stowarzyszenie Misyjne, Ustroń 2008
A teraz coś dla ochłody :-).
Przeniesiemy się z gorącej, wilgotnej dżungli do mroźnej Chakasji. Tutaj mówi
się, że osiem miesięcy trwa zima, a potem to już tylko lato i lato…
Agnieszka i Michał i ich dwóch
synków to misjonarze. Nasi, polscy misjonarze. Na misji w Chakasji spędzili
sześć lat, zajmując się tłumaczeniem Nowego Testamentu na język chakaski i
docieraniem do żyjących tam ludzi z Ewangelią. Do ludzi z pięknym sercem i
utrudzonym ciałem. Niełatwe stało przed nimi zadanie w środowisku, gdzie na
zadane pytanie mogli otrzymać trzy odpowiedzi: jestem prawosławny, jestem
ateistą lub jestem szamanistą.
Ta książka pisana lekko i z
humorem pokazuje nam, jak dzielnie radzili sobie nasi misjonarze w tym trudnym
duchowo, mentalnie i klimatycznie
środowisku. Niewątpliwie to zasługa ich otwartych i przyjaznych osobowości oraz
łaska Boża sprawiły, że udało im się zbudować prawdziwe mosty łączące poniekąd
dwa różne światy.
Książkę czyta się z wielkim
zainteresowaniem. Trudno się od niej oderwać. I trudno wybrać, co ciekawsze -
informacje o nowej, nieznanej nam kulturze, o tym obcym acz pięknym miejscu na
ziemi; czy opisywane, z pamiętnikarską nutą, zmagania, perypetie, wyzwania i
sukcesy (czasem drobne porażki) naszych bohaterów.
Dodatkowym walorem są piękne,
kolorowe zdjęcia. Z nimi Czytelnik może się poczuć, jakby osobiście oglądał Syberię
z okna własnego domu. Zachęcam, spróbujcie.
PISANE NA ZAMÓWIENIE BIULETYNU "IDŹCIE"



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.