środa, 13 marca 2013

Kącik dobrej książki


Janet i Geoff Benge, Rachel Saint – Gwiazda w dżungli, Wydawnictwo Pojednane, Lublin 2010
Młoda kobieta wraca statkiem z pełnego wrażeń pobytu w Wielkiej Brytanii. Bogata przyjaciółka proponuje jej u swojego boku dostatnią przyszłość, w zamian za towarzystwo i opiekę. Dla kobiety, która doświadczyła tego, co to jest niedostatek, propozycja wydaje się być gwiazdką z nieba. Zanim dopływa do portu w Nowym Jorku już wie, że Bóg zaplanował dla niej coś innego. Wizja półnagich i miedzianoskórych ludzi, zapraszających ją przyjaznym gestem do dżungli, w jednej chwili zmieniła jej życiowe plany. Rachel Saint wiedziała, że gdzieś daleko, jeszcze nie wie gdzie i kiedy, ktoś czeka na jej przybycie.
Ta poruszająca historia o Nimu (Gwiazda), bo tak dekady później nazwali Rachel przyjaciele z plemienia Waodani, opisuje je niesamowitą wiarę w powołanie, determinację w dążeniu do wyznaczonego celu oraz pełne oddanie służbie misyjnej i tłumaczeniowej.
Służba Rachel wśród Indian Waodani, zwanych Auca rozpoczęła się dramatycznie. Śmiercią jej brata Nate’a i czwórki innych misjonarzy, którzy również próbowali zaprzyjaźnić się z tymi okrutnymi i dzikimi ludźmi. W liście do rodziców Rachel napisała: Powiedziałam kiedyś naszemu Panu, że jestem gotowa ponieść wszelką ofiarę, by dotrzeć do tych Indian, i to jest pierwsza rzecz, o jaką mnie poprosił.
Ta wielka osobista strata nie zamyka serca Rachel. Jakimi drogami Bóg doprowadził ją do Acua „dzikich”, Czytelnik musi dowiedzieć się sam. Ja mogę tylko zdradzić, że jej wizja stała się rzeczywistością, a Rachel Saint spędziła z zabójcami swojego brata dwadzieścia lat.
Niech zachętą do sięgnięcia po tę lekturę będą dwa wybrane przeze mnie cytaty:
Dla mnie, która widziałam, jak wyraz twarzy Auca zmienia się do nienawiści do przyjaźni, od niewiary do wiary, największym błogosławieństwem było widzieć ich rozpromienione twarze, gdy wchodzili do wody. Nasze serca radowały się odpowiedzią na ofiarę i modlitwy tak wielu ludzi. (opis pierwszego chrztu)
Wierząc w Boga i Jego Syna Jezusa żyjemy dobrze. Nie zabijamy włóczniami naszych małych dzieci i nie dusimy ich. Żyjemy szczęśliwie z naszymi rodzinami. … Nie zabijamy innych. Nie  bierzemy też sobie siostry żony ani żadnej innej kobiety, która nie chce być naszą żoną. Jesteśmy posłuszni Bożym Znakom. Żyjemy szczęśliwie iw pokoju, wierząc w Boga, który stworzył nas wszystkich. (wyznania nawróconych Auca)


Steve Saint, Ostrzem włóczni, Wydawnictwo Pojednane, Lublin 2010
Steve Saint jest synem zamordowanego przez Indian Auca pilota Nate’a Sainta. Dzięki swojej ciotce Rachel Saint już w dzieciństwie, mając dziewięć lat, mógł nawiązać relację z ludźmi z tego plemienia. Poznać ich i gorąco, szczerym sercem pokochać.
Jest rok 1994. Steve Saint wraca do dżungli z ciałem swojej ciotki. „Gwiazda” umarła na raka w wieku osiemdziesięciu lat. I stało się tak jak chciała. Została pochowana w domu: w dżungli, wśród Waodani, ludzi, których kochała.
Szybko okazuje się, że Indianie nie za bardzo wyobrażają sobie dalszą swoją przyszłość bez obecności wśród nich białego człowieka. Konkretnego człowieka. Tym człowiekiem jest Steve Saint. Po kilku miesiącach rozterek, przemyśleń, modlitw, rozmów z rodziną zapada pomyślna dla Waodani decyzja. W 1995 roku Steve, jego żona i dwójka dzieci zamieszkują w amazońskiej dżungli i cofają się do epoki kamiennej. No, nie dosłownie. Osiągnięcia współczesnej techniki pozwalają na prawie wszystko, nawet oglądanie telewizji. Jednak najważniejszym wyposażeniem był samolot. Steve wiernie i dzielnie kontynuuje misję ojca, będąc pilotem niesie Indianom pomoc żywnościową, medyczną, duchowej nie zaniedbując.
W Nemompade, nowopowstałej osadzie, centralne miejsce zajmował Waengongi onco (dom Boży). Odbywały się tu spotkania, których celem było rozmawianie z Waengongi i uczenie się o Nim. Mnie rozbawił i urzekł ten oto opis: Spotkanie trwało prawie pięć godzin. Jedyna przerwa miała miejsce wtedy, gdy nasza świnka Odae uwolniła się jakoś od liany, którą była przywiązana i dołączyła do nas. W budynku były już nasze wszystkie psy gończe, kilka małpek i przeróżne oswojone ptaki. Gdy pokazała się Odae, w pogoń za nią rzucił się nieustraszony jamnik, Dobson. Odae przebiegła przez cały dom i wybiegła na zewnątrz. Po minucie wrócili - tym razem Odae goniła Dobsona. Wszystkie psy zaczęły ujadać, a potem rzuciły się w pogoń za Odae, Dobsonem i sobą nawzajem. Ludzie wskoczyli na ławki i zaczęli krzyczeć na zwierzęta. Kazanie akurat wygłaszał Wini. Nie zważając na nic, po prostu mówił dalej. Sądzę, że większość z tego, co mówił, docierała do wszystkich. Waodani są przyzwyczajeni do prowadzenia kilku konwersacji w samym środku chaosu. Tutaj przerwę, chociaż akcja trwa dalej… .
Relacja z rocznego pobytu Saint’ów pośród Waodani (już nie Auca) jest warta przeczytania. Po powrocie do Stanów życie Steve Sainta i jego przyjaciół z Amazońskiej dżungli odbywa się niejako pomiędzy dwoma światami. Steve często odwiedza Nemompade. Ale, co ciekawsze, jego przyjaciele również zaczynają poznawać obcy świat.
Zaletą Steva jest to, że pisze lekko i z poczuciem humoru, dlatego ten fragment książki można momentami porównać z filmem Goście, goście z Jeanem Reno w roli głównej.
W książce nie brakuje elementów dramatycznych, związanych z bolesnymi stratami jakie poniósł autor w dalekiej przeszłości i całkiem niedawno. W każdej z tych sytuacji porusza jego głęboka wiara i zaufanie do Boga.
Trzeba przeczytać całą tę książkę, aby zrozumieć słowa: Będę więc dalej kochał moją rodzinę z dżungli, która pierwsza pokochała mnie. I będę cieszył się, widząc moje wnuki, teraz już czwarte pokolenie, kochające Waodani i kochane przez nich. Gorąco zachęcam.

Polecam jeszcze trzy książki tematycznie związane: W cieniu Wszechmogącego Elisabeth Elliot, Elisabeth Elliot - radość w uległości Janet i Geoff Benge, Nate Saint: skrzydłem i modlitwą Janet i Geoff Benge


Agnieszka i Michał Domagała, Syberia z okna misjonarza, Biblijne Stowarzyszenie Misyjne, Ustroń 2008

A teraz coś dla ochłody :-). Przeniesiemy się z gorącej, wilgotnej dżungli do mroźnej Chakasji. Tutaj mówi się, że osiem miesięcy trwa zima, a potem to już tylko lato i lato…
Agnieszka i Michał i ich dwóch synków to misjonarze. Nasi, polscy misjonarze. Na misji w Chakasji spędzili sześć lat, zajmując się tłumaczeniem Nowego Testamentu na język chakaski i docieraniem do żyjących tam ludzi z Ewangelią. Do ludzi z pięknym sercem i utrudzonym ciałem. Niełatwe stało przed nimi zadanie w środowisku, gdzie na zadane pytanie mogli otrzymać trzy odpowiedzi: jestem prawosławny, jestem ateistą lub jestem szamanistą.
Ta książka pisana lekko i z humorem pokazuje nam, jak dzielnie radzili sobie nasi misjonarze w tym trudnym duchowo, mentalnie i  klimatycznie środowisku. Niewątpliwie to zasługa ich otwartych i przyjaznych osobowości oraz łaska Boża sprawiły, że udało im się zbudować prawdziwe mosty łączące poniekąd dwa różne światy.
Książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem. Trudno się od niej oderwać. I trudno wybrać, co ciekawsze - informacje o nowej, nieznanej nam kulturze, o tym obcym acz pięknym miejscu na ziemi; czy opisywane, z pamiętnikarską nutą, zmagania, perypetie, wyzwania i sukcesy (czasem drobne porażki) naszych bohaterów.
Dodatkowym walorem są piękne, kolorowe zdjęcia. Z nimi Czytelnik może się poczuć, jakby osobiście oglądał Syberię z okna własnego domu. Zachęcam, spróbujcie.


PISANE NA ZAMÓWIENIE BIULETYNU "IDŹCIE"



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.