wtorek, 19 listopada 2013

Maria czy Marta?

To jakiś cud! Mija już drugi wtorek, a ja jestem w domu. Nie znikam na długie godziny, które ostatnio spędzałam głównie na sprzątaniu i porządkowaniu. Wiem, że taki stan nie potrwa wiecznie, bo potrzeby są wielkie, ale przyjemna jest ta chwila wytchnienia.

Przyznaję, ciążyła mi już ta rola Marty (Ew. Łukasza 10:38-42), czego dawałam wyraz w kilku wcześniejszych postach. Niedawno zaczęłam zastanawiać się: Jak znaleźć złoty środek?
Czytając Biblię, widzę wyraźnie, że służba dla dobra ogółu jest w niej chwalona. O samym Jezusie napisane jest, że nie przyszedł, aby Mu służono lecz, aby służyć (Ew. Mateusza 20:28). 
Więc, w czym leży problem? Zajrzałam do różnych tłumaczeń Biblii, zwracając uwagę jakimi słowami została opisana posługa Marty: krzątała się koło różnej posługi; zajmowała się; była zajęta; pochłaniały ją liczne zajęcia. Zajrzałam do greckiego słownika i jedno z wyjaśnień, użytego w oryginale słowa, brzmiało: trudzić się tym, co zbyteczne; być zbędnie zajętym.

Ponieważ wiele ze mnie jest z Marty, aż tak niesprawiedliwa dla niej być nie mogę. Na pewno nie robiła niczego zbędnego, chcąc nakarmić gromadkę swoich gości. Więc w czym tkwił jej błąd? W pewnym angielskim tłumaczeniu znalazłam słowo: distracted - rozproszona. Marta, zajęta przygotowaniami, była rozproszona i skupiała się nie na tym, co powinno być w tym momencie w centrum jej uwagi.  

Zaczęłam poszukiwać w sobie objawów rozproszenia. W domu lepiej jest mi zorganizować sobie pracę i tzw. cichy czas. Czas z Bogiem. Mam już wyrobione konkretne nawyki.  Ale ‘w terenie’ bywa różnie. Ostatnio zauważyłam, że bywam tak zajęta, że zawsze ostatnia, albo spóźniona zasiadam, aby posłuchać  np. niedzielnego czy czwartkowego kazania. Często łapię się na tym, że myśl mi ucieka do spraw, które są do załatwienia po spotkaniu. Troszczę się i kłopoczę o wiele rzeczy (w. 41). Jedyny plus to taki, że na nikogo się nie uskarżam. (Poza pewnymi wyjątkami.)

Kolejny raz poruszona tym fragmentem Ewangelii, wzięłam sobie do serca słowa Jezusa: Maria bowiem dobrą cząstkę wybrała (w. 42).
I ja też, mimo że obciążona sprawami i obowiązkami nie do przerobienia, postanowiłam przywrócić swojemu życiu dawny balans. Powracając do tego, co kiedyś przychodziło mi tak łatwo: siedzieć u nóg Pana i słuchać Jego słowa (w. 39).   




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.