To jakiś cud! Mija już drugi wtorek, a ja jestem w domu. Nie
znikam na długie godziny, które ostatnio spędzałam głównie na sprzątaniu i
porządkowaniu. Wiem, że taki stan nie potrwa wiecznie, bo potrzeby są wielkie,
ale przyjemna jest ta chwila wytchnienia.
Przyznaję, ciążyła mi już ta rola Marty (Ew. Łukasza
10:38-42), czego dawałam wyraz w kilku wcześniejszych postach. Niedawno
zaczęłam zastanawiać się: Jak znaleźć
złoty środek?
Czytając Biblię, widzę wyraźnie, że służba dla dobra ogółu
jest w niej chwalona. O samym Jezusie napisane jest, że nie przyszedł, aby Mu służono lecz, aby służyć (Ew. Mateusza 20:28).
Więc, w czym leży problem? Zajrzałam do różnych tłumaczeń Biblii, zwracając
uwagę jakimi słowami została opisana posługa Marty: krzątała się koło różnej posługi; zajmowała się; była zajęta; pochłaniały ją liczne zajęcia. Zajrzałam do greckiego słownika i
jedno z wyjaśnień, użytego w oryginale słowa, brzmiało: trudzić się tym, co zbyteczne; być
zbędnie zajętym.
Ponieważ wiele ze mnie jest z Marty, aż tak niesprawiedliwa
dla niej być nie mogę. Na pewno nie robiła niczego zbędnego, chcąc nakarmić
gromadkę swoich gości. Więc w czym tkwił jej błąd? W pewnym angielskim
tłumaczeniu znalazłam słowo: distracted
- rozproszona. Marta, zajęta przygotowaniami, była rozproszona i skupiała się nie
na tym, co powinno być w tym momencie w centrum jej uwagi.
Zaczęłam poszukiwać w sobie objawów rozproszenia. W domu
lepiej jest mi zorganizować sobie pracę i tzw. cichy czas. Czas z Bogiem. Mam
już wyrobione konkretne nawyki. Ale ‘w
terenie’ bywa różnie. Ostatnio zauważyłam, że bywam tak zajęta, że zawsze
ostatnia, albo spóźniona zasiadam, aby posłuchać np. niedzielnego czy czwartkowego kazania.
Często łapię się na tym, że myśl mi ucieka do spraw, które są do załatwienia po
spotkaniu. Troszczę się i kłopoczę o
wiele rzeczy (w. 41). Jedyny plus to taki, że na nikogo się nie uskarżam. (Poza pewnymi wyjątkami.)
I ja też, mimo że obciążona sprawami i
obowiązkami nie do przerobienia, postanowiłam przywrócić swojemu życiu dawny
balans. Powracając do tego, co kiedyś przychodziło mi tak łatwo: siedzieć u nóg Pana i słuchać Jego słowa
(w. 39).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.