środa, 6 listopada 2013

Refleksja z Żytniej

W tym roku, na ewangelickim cmentarzu, przy ulicy Żytniej, spotkały się cztery pokolenia rodziny Jaroszów. Seniorka rodu, dwóch synów z żonami, troje dorosłych wnuków, w tym jeden z małżonką i dwoje prawnucząt. 

Ten cmentarz, z racji tego, że jest cmentarzem protestanckim, ma swoją specyfikę. Jest niewielki, bo i mniejszość wyznaniowa w Polsce jest mała. Daje to możliwość spotkania starych, dobrych znajomych. Wczesne godziny popołudniowe gwarantują, że spotkamy się z większością z nich. Te nieumawiane spotkania, ciepłe i radosne powitania, sprawiają, że atmosfera na cmentarzu tętni życiem. Z całym szacunkiem do tych, którzy odeszli. To przez pamięć o nich tu przyszliśmy. To o nich myślimy w zadumie, wspominając ich, rozmawiając o nich.

Oczywiście, również ze względów teologicznych (pisałam o tym trzy lata temu), charakter naszego wspominania tych, którzy odeszli, różni się od ogólnie przyjętego w naszym kraju. Nie modlimy się już o nich, ani do nich. Wierzymy, że ich dusze są już u Pana, a ich ciała czekają na chwalebne zmartwychwstanie. Myślę, że właśnie z tego powodu nie ma w nas smutku, a jedynie tęsknota, kojona radosną wizją pewnego spotkania.

Po powrocie do domu, mój mąż wrzucił na FB kilka cytatów:
Forrest Gump: Moja matka zawsze mówiła, że śmierć jest częścią życia.
Napis na nagrobku grobu Dawida Zapiska (młodego kibica chorego na nieuleczalną chorobę): Żyłem do końca swoich dni.
Ap Paweł: Dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem...
Inny Paweł: Byłem bliski śmierci ale Pan mnie podźwignął. Dziś „na groby” moja żona poszła ze swoim mężem a nie do swojego męża...

I, oczywiście, jak to na FB bywa - włożył kij w mrowisko. Znalazło się kilka osób, które, ze świętym oburzeniem, ogłosiły, że one nie odwiedzają grobów swoich bliskich. I w ogóle „nie dokonują tych praktyk…”. Mogę się tylko domyślać, o jakie praktyki chodziło. Mam jedynie nadzieję, że zgarnięcie jesiennych liści z nagrobka i postawienie na nim bukietu chryzantem, nie ‘podchodzi pod paragraf’ :-).

Wtrąciłam się do dyskusji ze swoją argumentacją:
O tym, jak ważna była kwestia pochówku bliskich i świadomość tego, co się dzieje z ciałami zmarłych, wiele możemy się dowiedzieć z Biblii. Przykłady:  Abraham: śmierć Sary i nabycie grobu dla niej (I Mojż. 23 r.); Jakub: jego ostatnia wola i pogrzeb we wspólnym rodzinnym grobowcu - spora odległość z Egiptu, a jednak synowie spełnili wolę ojca (I Mojż. 49:29-50:21); Józef: jego ostatnia wola (I Mojż. 50:24-26), zabranie przez Mojżesza kości Józefa (II Mojż. 13:19), pochówek w Ziemi Obiecanej (Jozuego 24:32), wspomnienie tego faktu w Hebrajczyków 11:22 - jako przykład wiary Józefa. Proponuję przeczytanie wybranych fragmentów. Na pewno znalazłoby się jeszcze więcej.

Pamięć o tych, co odeszli jest dla mnie ważna. Źle bym się czuła, mówiąc o swoich bliskich ciepłe słowa, wspominając jak wiele dla mnie znaczyli, a zarazem zaniedbując miejsca, w których spoczywają. I naprawdę nie wiążą mnie tu żadne ‘praktyki’. Boleję nad tym, że duży dystans nie pozwala mi na częste odwiedzanie grobu mojego taty, ale wiem, że moja rodzina troszczy się o miejsce jego spoczynku należycie.

Mam też takie przekonanie - na okoliczność tego święta, jak i innych - że swoją otwartą postawą, nie idącą jednak na kompromis w moją wiarą, mogę łatwiej dotrzeć do ludzi z przesłaniem prawdy dotyczącej życia wiecznego. Przykład apostoła Pawła (spotkanie z Grekami na Areopagu) pokazał mi, że mądry chrześcijanin wykorzystuje każdy czas i miejsce na to, aby dać świadectwo Ewangelii.
Taki dzień, jak tu opisywany, daje świetny pretekst ku temu. Przykład z polskiej telewizji. W  „Dzień Dobry TVN” zaproponowano:  Zaproś rodzinę na obiad i porozmawiaj o śmierci

Wrócę jeszcze do naszego rodzinnego spotkania. Moja pięcioletnia wnuczka Hania z uwagą przyglądała się nagrobkom, pytając  swojego tatę, o co tu chodzi. Pojęcie ‘pochowani’, w tym kontekście, nie było dla niej zrozumiałe. To zupełnie coś innego niż zabawa w chowanego z dziadkiem. „Tata, ja i tak nie rozumiem tego cmentarza” - powtarzała, spacerując wąskimi alejkami.
A mały Julek podziwiał z wózka korony starych drzew.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.