sobota, 21 grudnia 2013

Służba jest przyjemnością...


„Spałam i śniłam, że życie jest samą przyjemnością, obudziłam się i spostrzegłam, że życie jest służbą na rzecz innych. Służyłam i zobaczyłam, że służba jest przyjemnością.” Matka Teresa z Kalkuty

Te słowa ‘wpadły mi w oko’ całkiem niedawno. W okresie najbardziej wytężonej grudniowej działalności, której oddałam się całkowicie, zaczynając od 3 grudnia.
Wszystko, co w tym minionym okresie zrobiłam, było działaniem z myślą o drugim człowieku. Było służeniem. Nie chcę, aby to brzmiało, jak chwalenie się. Pysznie. Nie! Jest to po prostu cała prawda o tym, jak wygląda rokrocznie moje życie, już od ponad trzydziestu lat. Niezależnie od miejsca, w którym postawił mnie Bóg.

A Bóg, ponad rok temu, postawił mnie w miejscu zwanym „Arka”, na dalekiej warszawskiej Pradze. Trzy razy w tygodniu pokonuję, wraz z moim mężem, dystans prawie 30 kilometrów, aby tam służyć ludziom. Dorosłym, kobietom i po trosze dzieciom i młodzieży. (Jeśli - posprzątanie i uporządkowanie pokoju katechetów i wychowawców - można pod tę kategorię podciągnąć :-)

Żaden inny miesiąc, jak właśnie grudzień, nie pozwala mi, w taki namacalny sposób, odkryć tego, że służba jest przyjemnością. Oczywiście, z wiekiem też odczuwam, że jest dużym wysiłkiem fizycznym, że powoduje zmęczenie, ból kręgosłupa, a czasem ból głowy. Ale plusy służenia innym przewyższają towarzyszące temu minusy.

Dzisiaj miałam pierwszy luźniejszy dzień. Mogłam zrobić świąteczne zakupy. Ugotowałam bigos i wypatroszyłam karpie. Teraz siedzę i piszę, przeglądając swój kalendarz. Co takiego działo się w grudniu w mojej służbie? Ano wiele:

3 grudnia - z pomocą kilku osób dekorowałam Arkę;
5 grudnia - uczestniczyłam w spotkaniu czwartkowym, podczas którego wypisałam dedykację do kilkudziesięciu Nowych Testamentów; robiłam zapisy na „Podróż do Betlejem” - ponieważ, w tak zwanym ‘międzyczasie’, zarezerwowałam termin w Zakościelu i autokar; towarzyszyłam dzieciom przy ubieraniu choinki i przy ‘mikołajkach’;
6 grudnia - odbierałam  z mężem paczki na Gwiazdkową Niespodziankę, aż z Pabianic; w tym dniu padał śnieg i szalał orkan Ksawery; droga powrotna trwała 4,5 godziny, ale zdążyłam wrócić na nagranie dwóch audycji dla Akademii Pięknego Życia;
10 grudnia - wraz z ekipą z Arki odbierałam z Banku Żywności produkty ze zbiórki świątecznej; przez kolejnych kilka godzin, wraz z dwójką innych osób, przygotowywałam Torby Świąteczne;
14 grudnia - służyłam wszelką niezbędną pomocą podczas Wernisażu, który miał miejsce w Arce; a wieczorem robiłam pakieciki niespodzianki dla naszych dorosłych podopiecznych;  
15 grudnia - razem z mężem zorganizowałam wigilię dla wolontariuszy zaangażowanych w Arce; wszystkich, poczynając od prezesa, na panu kierowcy kończąc;
17 grudnia - wraz z dwiema dzielnymi pomocnicami przygotowałam prawie 40 paczek świątecznych dla ‘Arkowych’ dzieci i młodzieży; a wieczorem, z innymi pomocnikami, wydawałam Torby Świąteczne;
18 grudnia - od świtu przygotowywałam pakieciki na wigilię do Hospicjum; ich zawartość to: Nowy Testament, „Słowa pokrzepienia i pociechy”, książka „Jezus twoim przeznaczeniem”, pakiet „Rodzina wygrywa” z dwoma filmami i świadectwami sportowców; podczas wigilii w Ursynowskim Hospicjum Onkologicznym towarzyszyło nam, mi i Pawłowi, kilkoro solistów z Sienna Gospel Choir - od kilku lat stanowimy zgraną ekipę; i uff… zdążyliśmy na „Jasełka”, w których nasza wnusia grała jeżyka, a też, ku naszej radości, ogłoszono, że szopka - wykonana przez nią i jej rodziców - zdobyła pierwsze miejsce w konkursie, organizowanym przez przedszkole;
19 grudnia - przed południem, razem z Pawłem, byliśmy gośćmi na wigilii dla seniorów (50+) w Społeczności Chrześcijańskiej „Puławska”; stamtąd pośpieszyliśmy do „Arki”, abym mogła przygotować salę na spotkanie wigilijne dla naszych stałych uczestników czwartkowych spotkań; było odświętnie, uroczyście i rodzinnie.

Wczoraj ‘zeszło ze mnie powietrze’ :-). Zwykle tak się czuję, kiedy, po wytężonym wysiłku fizycznym i psychicznym, przychodzi chwila wytchnienia. Nie miałam sił na zbyt wiele, cały dzień bolała mnie głowa, ale to nie powstrzymało mnie od oglądania zdjęć, na których utrwaliliśmy wydarzenia tego miesiąca. 
Oglądałam, wybierałam i po drobnej obróbce wrzucałam na FB. Na stronę „Przyjaciele Praskiej Arki”.

Jesteś na FB? Jeśli tak, to zajrzyj na tę stronę koniecznie i polub ją! Jestem pewna, że już poprzez samo oglądanie poczujesz, że służba jest przyjemnością. I, że życie jest przyjemnością, jeśli jest służbą na rzecz innych.

I chociaż nigdy nie śniło mi się, że życie jest samą przyjemnością, ponieważ przeważnie w moich  snach pojawiają się sprawy do załatwienia, rzeczy do zrobienia i problemy do rozwiązania - związane właśnie ze służbą, to stwierdzam, że jawa jest o wiele piękniejsza. Po prostu, rzeczywistość służby jest piękna. Nawet, jeśli czasem okupiona jest stresem, zniechęceniem, wypaleniem.

Kiedy, po 30 latach, podsumowuję dzisiaj swoją służbę na rzecz innych, widzę, że Boże powołanie jest nieodwołalne. Możemy przechodzić przez różne rozczarowania, zranienia, porażki, zniechęcenie i wypalenie, a jednak w Bożej mocy jesteśmy w stanie podnieść się, jak Feniks z popiołów, i służyć Bogu z takim samym zaangażowaniem i entuzjazmem, jak to kiedyś bywało. Mimo przybywania lat, chorób i codziennych życiowych trosk. 

I chyba dlatego lubię grudzień…

***

Dodatek dnia następnego.

Wczoraj oglądałam program dokumentalny o Albercie Schweitzerze. Bardzo spodobało mi się to, co powiedział: „Starajcie się zawsze zrobić coś dobrego, nawet jeśli są to małe rzeczy, zrobione dla potrzebujących. I niech jedyną zapłatą będzie przywilej uczynienia tego. Wasze życie będzie bogatsze, piękniejsze i szczęśliwsze. Pamiętajcie, nie jesteście sami na tym świecie”.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.