Od kilku dni coś mi w
duszy gra. Jeszcze sama nie wiem, jak to wyrazić, abyście mnie właściwie
zrozumieli.
Chodzi mi chyba o istotę tych i każdych innych Świąt.
Mianowicie, wspominając te Święta, stwierdzam, że to były mile, spokojne, rodzinne
Święta. Sympatyczna Wigilia w szerszym, kilku pokoleniowym rodzinnym gronie. Pierwszy
dzień Świąt spędzony na pełnym odpoczynku. Nawet na nabożeństwo nie trzeba było
się zrywać, bo zaczynało się w samo południe. Po nim, wiosenna aura zachęciła nas do spaceru po parku. W domu
poobiednia drzemka. Całkiem zasłużona po dość intensywnie spędzonych kilku
tygodniach. Drugi dzień Świąt spędzony w gronie najbliższej rodziny - dzieci z
wnukami. Piękne Święta… .
Kiedy jednak bardziej się nad nimi zastanawiałam, to
stwierdziłam, że takich powodów do rodzinnych spotkań, w mniej lub bardziej
poszerzonym rodzinnym gronie, jest w ciągu roku wiele i wszystkie wyglądają
podobnie. Celebrujemy dnie babci i dziadka, urodziny, rocznice, wigilie i święta… . Wszystko prawie tak samo. Różnicę, że jest to
spotkanie świąteczne, czyni jedynie dekoracja i zestaw potraw na stole.
Dlaczego
tak jest? Chyba dlatego, że łączy nas wszystko, co ważne i dobre, oprócz tego najważniejszego - jedności duchowej. I w takiej sytuacji trudno jest nadać tym świątecznym spotkaniom
głębszy, duchowy wymiar.
Po tej obserwacji troszkę się zasmuciłam, ale szybko
znalazłam dla siebie pociechę. Dla mnie cały Adwent był jedną wielką Wigilią i
jednym wielkim Świętem Pamiątki Bożego Narodzenia.
Spędzałam go w różnych
miejscach, na różnych spotkaniach, z
różnymi ludźmi. Z tymi, którzy chcieli usłyszeć, zrozumieć, poczuć coś więcej niż
tylko gorączkę świątecznych zakupów, porządków i przygotowań. Chcieli zrozumieć ich ogólny sens i znaczenie. I to znaczenie bardziej osobiste też.
Ucieszyła mnie
myśl, że zorganizowane przez nas wigilijne spotkania, dla niektórych, mogły być
najpiękniejszym momentem tego roku, a może nawet kilku ostatnich lat. Dla niektórych - to były ostatnie takie chwile na tym ziemskim padole. Warto było przy nich być, pochylając się nad ich cierpieniem i bólem, kojąc go dotykiem, uśmiechem, ciepłym słowem. Być kolędą, jak to śpiewa Beata Bednarz.
A więc... Z poświątecznej perspektywy widzę, że miałam piękne Święta.
Piękne z wielu różnych powodów.
A więc... Z poświątecznej perspektywy widzę, że miałam piękne Święta.
Piękne z wielu różnych powodów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.