Coś mi się wydaje, że teraz dosyć często będę Was raczyć
opowieściami o moim wnuczku i kocie.
Mój wnuczek, Julek, żywi szczególnie żywą sympatię do kota - Juniora, co wyraża się głośnym krzykiem w stronę oszołomionego zwierzaka, głaskaniem - niekoniecznie z włosem, ciągnięciem za ogon oraz grzebaniem rączką w kociej misce - w chwili kociego posiłku.
Również jedyne miejsce azylu kota - szafa wnękowa - jest ostatnio nawiedzane
przez Julka. Staje on przed szafą, stuka
w lustro, próbuje ją otworzyć i nawołuje „Junio, Junio…”. No cóż, zdarza się, że
ulegam, a Julek, przemawiając do kota czule i klepiąc go małą rączką, stara się
go przekonać do wyjścia i zabawy. Czasem
kot nawet daje się namówić, ale zabawa polega głównie na ukrywaniu się przed
małym intruzem pod stołem, aby zaraz potem poprosić o wpuszczenie go z powrotem do szafy. Tylko czasami kładzie się na kanapie i pełnym
rezygnacji spojrzeniem wodzi za tym dziwnym, małym, krzyczącym i ruchliwym
człowieczkiem, łomocząc go od czasu miękką łapką.
Dosyć naciągane przejawy sympatii kota w stosunku do Julka widzę w zainteresowaniu,
niektórymi zabawkami rozrzuconymi po podłodze oraz w kotłowaniu się w ubrankach
małego. Jak fetysz działają na Juniora bluzy
i kurteczki, a szczególnie buciki małego.
Bardziej jednak zauważam, że kot wyraźnie okazuje swoją
zazdrość o moje względy. Już wspominałam o walce o moje kolana i upominanie się
o uwagę w momentach, kiedy muszę tylko i wyłącznie skupić się na wnuczku.
Ostatnio mój kot, o moją uwagę, rywalizuje z Julkiem w porze układania go na
poobiednią drzemkę. Dokładnie w chwili, kiedy znikam z Julkiem za drzwiami sypialni,
mój kot zaczyna głośno miauczeć. Bezpardonowo wchodzi za mną do sypialni i
doprasza się o wpuszczenie do znajdującej się tam szafy. Kołysząc Julka na
rękach, łokciem otwieram i zamykam za kotem drzwi szafy. Niestety, po chwili wyskakuje z niej z łomotem i
wychodzi z sypialni, zostawiając otwarte drzwi, które domykam nogą. Sytuacja
powtarza się kilkakrotnie, wreszcie kot się poddaje. Łaskawie pozwala mi uśpić
Julka. Wspomnę też, że często, kiedy widzi moje przymiarki do układania Julka
do snu, pierwszy pędzi do sypialni i zaczyna swoją grę.
Tak czy inaczej jest skazany na przegraną. Na szczęście cała
procedura nie trwa długo, bo Julek zasypia przy piątym kółku „Aaa, były sobie
kotki dwa…”.
Kiedy wychodzę z sypialni, kot czeka na mnie w przedpokoju i
podgryzając moje nogi, nie pozwala mi na zrobienie niczego innego, tylko na
usadowienie się w fotelu i wzięcie go na kolana. Po chwili, wygłaskany i
zrelaksowany, wędruje na kanapę. Zasypia równie szybko i śpi tak długo, jak mój
wnuczek.
Potem wszystko zaczyna się od nowa :-).
Po zabraniu Julka przez rodziców, kot towarzyszy mi w
zbieraniu zabawek. A raczej zabieraniu zabawek. Wczoraj koniecznie chciał pogryźć
drewnianą krówkę - element pewnej układanki. No i koniecznie musiał obwąchać najnowszą
zabawkę.
A ponieważ zabawek w użyciu jest sporo, po ich poskładaniu,
już bez podgryzania kota, zasiadam w fotelu na krótki odpoczynek. Na moich kolanach zasiada zadowolony kot.
Mam wrażenie, iż wie, że mały człowieczek tak
szybko się nie pojawi… .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.