piątek, 10 października 2014

Pora drzemki i inne kocie wariacje...

Coś mi się wydaje, że teraz dosyć często będę Was raczyć opowieściami o moim wnuczku i kocie.

Mój wnuczek, Julek, żywi szczególnie żywą sympatię do kota - Juniora, co wyraża się głośnym krzykiem w stronę oszołomionego zwierzaka, głaskaniem - niekoniecznie z włosem, ciągnięciem za ogon oraz grzebaniem rączką w kociej misce - w chwili kociego posiłku. 
Również jedyne miejsce azylu kota - szafa wnękowa - jest ostatnio nawiedzane przez Julka.  Staje on przed szafą, stuka w lustro, próbuje ją otworzyć i nawołuje „Junio, Junio…”. No cóż, zdarza się, że ulegam, a Julek, przemawiając do kota czule i klepiąc go małą rączką, stara się go przekonać do wyjścia i zabawy. Czasem kot nawet daje się namówić, ale zabawa polega głównie na ukrywaniu się przed małym intruzem pod stołem, aby zaraz potem poprosić o wpuszczenie go z powrotem do szafy. Tylko czasami kładzie się na kanapie i pełnym rezygnacji spojrzeniem wodzi za tym dziwnym, małym, krzyczącym i ruchliwym człowieczkiem, łomocząc go od czasu miękką łapką.

Dosyć naciągane przejawy sympatii kota w stosunku do Julka widzę w zainteresowaniu, niektórymi zabawkami rozrzuconymi po podłodze oraz w kotłowaniu się w ubrankach małego. Jak fetysz działają na Juniora bluzy i kurteczki, a szczególnie buciki małego.

Bardziej jednak zauważam, że kot wyraźnie okazuje swoją zazdrość o moje względy. Już wspominałam o walce o moje kolana i upominanie się o uwagę w momentach, kiedy muszę tylko i wyłącznie skupić się na wnuczku. 
Ostatnio mój kot, o moją uwagę, rywalizuje z Julkiem w porze układania go na poobiednią drzemkę. Dokładnie w chwili, kiedy znikam z Julkiem za drzwiami sypialni, mój kot zaczyna głośno miauczeć. Bezpardonowo wchodzi za mną do sypialni i doprasza się o wpuszczenie do znajdującej się tam szafy. Kołysząc Julka na rękach, łokciem otwieram i zamykam za kotem drzwi szafy. Niestety, po chwili wyskakuje z niej z łomotem i wychodzi z sypialni, zostawiając otwarte drzwi, które domykam nogą. Sytuacja powtarza się kilkakrotnie, wreszcie kot się poddaje. Łaskawie pozwala mi uśpić Julka. Wspomnę też, że często, kiedy widzi moje przymiarki do układania Julka do snu, pierwszy pędzi do sypialni i zaczyna swoją grę.
Tak czy inaczej jest skazany na przegraną. Na szczęście cała procedura nie trwa długo, bo Julek zasypia przy piątym kółku „Aaa, były sobie kotki dwa…”.

Kiedy wychodzę z sypialni, kot czeka na mnie w przedpokoju i podgryzając moje nogi, nie pozwala mi na zrobienie niczego innego, tylko na usadowienie się w fotelu i wzięcie go na kolana. Po chwili, wygłaskany i zrelaksowany, wędruje na kanapę. Zasypia równie szybko i śpi tak długo, jak mój wnuczek.
Potem wszystko zaczyna się od nowa :-).

Po zabraniu Julka przez rodziców, kot towarzyszy mi w zbieraniu zabawek. A raczej zabieraniu zabawek. Wczoraj koniecznie chciał pogryźć drewnianą krówkę - element pewnej układanki. No i koniecznie musiał obwąchać najnowszą zabawkę.

A ponieważ zabawek w użyciu jest sporo, po ich poskładaniu, już bez podgryzania kota, zasiadam w fotelu na krótki odpoczynek. Na moich kolanach zasiada zadowolony kot. 
Mam wrażenie, iż wie, że mały człowieczek tak szybko się nie pojawi… . 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.