Podam przykład ze Szwecji. W ciągu dwóch ostatnich dziesięcioleci gospodyni domowa stała się w Szwecji zabytkiem. Natomiast na horyzoncie pojawił się nowy typ mężczyzny, tzw. pluszowy miś. Poznać go było można po wózku z dzieckiem oraz po spodniach i bluzie z polara. Z czasem jednak, kiedy państwo nie mogło już sprostać roli opiekuna - rola rodzica (zarówno matki, jak i ojca) w ogóle przestała być doceniania, bo kolidowała z obowiązkami pracownika. Matka była w pracy, a „pluszowy tatuś” też musiał rozejrzeć się za innym zajęciem. Szwedki twierdzą, że pracy i macierzyństwa nie da się pogodzić. Pewna 40-letnia matka czworga dzieci w liście do jednego ze szwedzkich dzienników pisze: Mam wysokie kwalifikacje. Mogę być premierem, żołnierzem, kosmonautą i arcybiskupem. Jednego tylko nie mogę: zająć się wychowywaniem moich dzieci. W rezultacie Szwedki coraz częściej rezygnują z macierzyństwa.
U nas zaczyna się dziać podobnie. Coraz więcej mamy kobiet sukcesu a coraz mniej matek. Bardzo prosto, ale trafnie, wyraziła to jedna z polskich aktorek: Pojęcie „kobieta sukcesu” i „dobra matka” - wykluczają się. Albo, jak pisze pewna poetka:
Świat stanął na głowie – i dalej kontynuuje
Tylko patrzeć, jak fiknie i kark skręci.
Wszyscy się czegoś boją:
Dorośli – wojny,
Dzieci – opuszczenia,
Rodzice – dzieci,
„wyzwolone kobiety” – czasu,
który im przedwcześnie marszczy czoła.
Zazdroszczą dawnym matkom,
Które dobrze znały swoje dzieci,
Uczyły je modlitw
I zawiłych reguł życia,
Jak ptaki uczą pisklęta fruwania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.