wtorek, 10 sierpnia 2010

Z prywatnego archiwum: "Po-bieszczadzka refleksja na temat historii"

Naród bez przeszłości jest godny współczucia. Naród, który nie może nawiązać do dziejów, który nie może wypowiedzieć się zgodnie z własną duchowością - jest narodem niewolniczym. 
Naród, który odcina się od historii, który się jej wstydzi (dodałabym 'nienawidzi'), który wychowuje młode pokolenie bez powiązań historycznych - to naród renegatów. Taki naród skazuje się dobrowolnie na śmierć, podcina korzenie własnego istnienia.
Kardynał Stefan Wyszyński
Lubię historię. Lubię poznawać i odkrywać ludzkie losy. Lubię czytać informacje o ciekawych wydarzeniach i epizodach związanych z miejscami, w których się znajduję. Ostatnio wciągnęła mnie bardzo barwna, ciekawa, ale też momentami tragiczna historia Piaseczna (i okolic), w którym od kilku lat mieszkam.
Organizowane przeze mnie letnie wyjazdy, w gronie przyjaciół ze wspólnoty kościelnej, również skłaniają mnie do szperania w historii. Szczęściem, współczesne przewodniki mają tę zaletę, że - oprócz opisów atrakcji turystycznych - zawierają sporą dawkę informacji historycznych. I niewątpliwie Bieszczady, których piękno podziwialiśmy w tym roku (w roku 2009), mają swoją bardzo dramatyczną historię - szczególnie tę powojenną. I głównie chodzi tu o okolice Baligrodu i Cisnej - gdzie mogiły i kopce upamiętniają wydarzenia minionych lat.
Trasa: Baligród (tu znajduje się pomnik ku czci pomordowanych przez bandy UPA cywilów oraz cmentarz wojskowy) - Jabłonki (tu znajduje się pomnik gen. Świerczewskiego, pośrednio związanego z przesiedleńczą akcją ludności ukraińskiej o nazwie „Wisła” - zginął miesiąc przed nią) - Cisna (tu przyciąga uwagę pomnik żołnierzy i milicjantów poległych w walkach UPA). Centralna część polskich Bieszczadów, zachodni odcinek Dużej Obwodnicy bieszczadzkiej i trzy miejscowości-symbole jednego z najokrutniejszych epizodów XX-wiecznej historii Polski, gdy ‘nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą’ („Ogniem i mieczem”). Okolice te najmocniej zdeptała niewypowiedziana wojna lat 1945-47. A stało się to za sprawą UPA - Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Największej masakry Polaków oddziały UPA dokonały w Baligrodzie - w sierpniu 1944 r. rozstrzelano 48 mężczyzn. W centrum miasteczka, tuż obok rozpadającej się przepięknej cerkwi, stoi kopiec z tablicą pamiątkową ku czci zamordowanych. Jak pisze jeden z przewodników: Bezprzykładna zbrodnia rozpoczęła panowanie terroru i strachu. Życie przerodziło się w koszmar. Niemal codziennie, przez trzy lata kompanie walczące z bandami UPA wyruszały z Baligrodu w lasy i do odległych górskich miejscowości, i niemal co dzień na cmentarzu kopano nowe groby. Żołnierze między sobą nie nazywali osady inaczej jak „Diablogród”.
Na wjeździe do miasteczka (od strony Leska) znajduje się cmentarz radzieckich i polskich żołnierzy oraz polskich milicjantów, którzy oddali swoje życie walcząc o bezpieczeństwo ludności cywilnej aż do wspomnianej akcji „Wisła” (kwiecień 1947 r.). I chociaż przyniosła ona zamierzony cel (przymusowe wysiedlenie całej ludności ukraińskiej z Bieszczadów a tym samym upadek UPA), nie da się jej do końca usprawiedliwić. Jej ofiarami, na równi z rzeczywistymi członkami bądź sympatykami podziemia, byli zwykli bieszczadzcy chłopi, pragnący jedynie spokojnie żyć i pracować.
Kiedy patrzyłam na naszą grupę, zwiedzającą, z wyboru lub z przymusu, wspomniane wyżej miejsca; kiedy słuchałam różnych rzuconych (niby) mimochodem komentarzy lub burzliwych dyskusji (nawet serwowanych lekcji historii), zaczęła nurtować mnie jedna myśl: Jaki powinien być stosunek chrześcijanina do historii swojego narodu? Nawet jeśli nie zawsze są w niej
powody do chluby?
Zastanawiałam się: Dlaczego brakuje nam refleksji, aby spojrzeć na te mogiły i pomyśleć o ludziach, którzy zostali w nich pogrzebani? To byli przeważnie mężczyźni, którzy wykonywali wydane im rozkazy. Jak wielu z tych żołnierzy chciało tej czy innej wojny? Jak wielu z nich chciało ginąć za „sprawę”, której nie rozumieli? A jeśli ktoś ginął dla jakiejś idei - to znaczy, że święcie w jej słuszność wierzył i niestety nie doczekał przyszłości, która ją zweryfikowała. Może zginął tam młody człowiek, który bardzo chciał żyć; a może ktoś, kto marzył o studiach, o karierze naukowej, a wojna odebrała mu wszelkie szanse rozwoju; na pewno leżał tam niejeden mąż i niejeden ojciec gromadki dzieci, a na pewno wielu synów, których śmierć opłakiwały zrozpaczone matki.
W jednym z krajów Europy Zachodniej zwiedzałam dwa, usytuowane blisko siebie, cmentarze-pomniki pamięci II wojny światowej. Jeden wojsk alianckich a drugi żołnierzy niemieckich. Okazuje się, że i tak można...
A wracając do moich pytań - Dlaczego różnicę dla nas stanowi fakt, że w mogile leży milicjant a nie policjant? Bo był urzędnikiem władzy, której nie akceptowaliśmy? Dodam na marginesie, że Jezus jadał z urzędnikami władzy okupacyjnej (rzymskiej) - z celnikami (poborcami podatków). Ba, twierdził nawet, że do takich przyszedł (Ew. Mat. 9:9-13). Natomiast ap. Paweł nakazywał posłuszeństwo władzy, podkreślając, że wszelka władza pochodzi od Boga (mając również na myśli rzymskiego okupanta - Rzym. 13:1-7).
Czy nie lepiej - z szacunku dla zmarłych - byłoby zastanowić się nad tym: A co ja zrobiłbym/zrobiłabym w tak ekstremalnej sytuacji, jaką jest wojna?
Święty Augustyn stworzył pojęcie wojny sprawiedliwej - to taka wojna prowadzona w obronie własnej. Życie jednak nas uczy, że - czy wojna jest sprawiedliwa czy nie - to nie ma czegoś takiego jak wojna cywilizowana. Wojna wydobywa z człowieka najgorsze instynkty, objawia jego prawdziwy charakter. Żaden naród nie wyszedł z zawieruchy wojennej szlachetniejszym. Niemcy mają na swym koncie Oświęcim, Rosjanie - Katyń, a Polacy - Jedwabne.
Nie mamy wpływu na historię. Z niej możemy się tylko uczyć. Posłużę się tu historią moich Rodziców i moją - w skrócie. Moja Mama po zesłaniu na roboty „do Niemiec”, przez przesunięcie granic Polski oraz zmianę systemu ustrojowego - straciła swoją rodzinę, swój dom rodzinny, swoją ojczystą ziemię. Mój Tato był żołnierzem AK - a ci nie mieli łatwego życia w nowej powojennej rzeczywistości. Moja osobista historia zaczęła się w 1960 roku. Bardzo różne momenty zapadły mi głęboko w serce: pochody pierwszomajowe i ja siedząca „na barana” u Taty; czołgi przejeżdżające przez naszą wioskę w kierunku Pragi w 1968 roku i lęk małej dziewczynki o losy mamy, taty, siostry, kotka i psa; naukę w szkole, w której swoją sumiennością zapracowywałam na wymierne sukcesy, ale też niejednokrotnie doświadczałam niesprawiedliwości związanej z „kocią wiarą” mojej Mamy i przeszłością Taty; strajki sierpniowe w 1980 roku i moja pierwsza praca; stan wojenny - towarzyszący mu strach, ale też wdzięczność do przedstawicieli władzy w mundurach, którzy wstawili się za mną i pomogli rozwiązać bardzo dla mnie trudną sytuację zawodową; pierwsze wolne wybory - radość i wielki znak zapytania: Jak przyjdzie nam żyć w Polsce niekomunistycznej?; bardzo odmienne rządy dwóch ostatnich ekip i rozczarowanie sytuacją polityczną i gospodarczą ostatnich kilku lat.
Patrząc wstecz, mogę być pewna jednego - nie wyrastałam i nie wyrosłam w atmosferze nienawiści do historii i do systemu, i dlatego trudno jest mi godzić się na wszelkie przejawy nienawiści do historii obecne wokół mnie w codziennych relacjach międzyludzkich (a szczególnie w społeczności ludzi wierzących) czy w skali kraju. Niestety, przez kilka lat poprzedniego rządu byliśmy nieustannie karmieni nienawiścią. A przecież to właśnie nienawiść rasowa, etniczna, religijna, kulturowa czy spowodowana różnicą poglądów + pragnienie władzy i poszerzenia własnego terytorium (i bogactwa) zawsze była, jest i będzie przyczyną wojen.
Dumni Żydzi też buntowali się przeciw swojemu losowi za czasów rzymskiej okupacji, chociaż była ona następstwem ich niewierności i nieposłuszeństwa względem Boga. Z drugiej strony służba Bogu, do której Rzymianie pozostawili im pełną wolność, stała się zimną, martwą formą, w której serce nie miało już żadnego udziału (czyż nie dlatego nie rozpoznali Zbawiciela?). Czy czasem nie dzieje się tak również z nami? Kiedy nasze usta nie otwierają się do modlitwy, nie wypowiadają słów świadectwa, nie głoszą Ewangelii ginącemu światu, ale za to są pełne żarliwości, gdy toczą ‘spory na temat bez tematu’ (fraza z wiersza Katarzyny Zychli) - o historii, o polityce, o podatkach, o obowiązującym prawie...
Jeszcze raz powtórzę - nie mamy wpływu na historię, ale możemy mieć wpływ na teraźniejszość i przyszłość. Nie kształtujmy jej nienawiścią lecz miłością! I to jest zadanie dla każdego z nas indywidualnie, jak też dla Kościoła. Niedawno przeczytałam takie słowa: Jako chrześcijanie, powinniśmy najpierw zrobić remanent w naszym osobistym życiu. Gdy pokornie szukamy Boga w modlitwie i pokucie za grzech, zaczynają pojawiać się zmiany. Bóg może wówczas posłużyć się nami by ustawić moralny kompas narodu. (Dennis Fisher)
 Informacje o historii Bieszczadów zaczerpnięte z:
- Bieszczady – przewodnik, Paweł luboński, 2000r.,
- Bieszczady na weekend, Pascal, 2008r

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.