poniedziałek, 20 grudnia 2010

Zaduma nad Świętami Bożego Narodzenia

Bardzo intrygującą dla mnie sprawą jest - przedstawiona w drugim rozdziale Ew. Łukasza - reakcja różnych postaci na fakt narodzenia Jezusa. Aniołowie ogłaszali. Pasterze „śpiesząc się” przyszli, by oddać pokłon narodzonemu i zaraz potem rozbiegli się, aby głosić tą wspaniałą nowinę. Symeon i Anna modlili się i prorokowali. A w tym samym czasie, w stajence, widzimy Marię głęboko zadumaną. „Maria zaś zachowywała wszystkie te słowa, rozważając je w swoim sercu.” (Łuk. 2:19)

Odnoszę coraz częściej wrażenie, że obecnie, bardziej niż czegokolwiek innego, potrzebujemy spróbować podejść do Bożego Narodzenia w taki sposób, jak to zrobiła Maria. Oczywiście, że mamy wielbić Boga i dzielić się dobrą wiadomością, jak to robili pasterze, ale czy „pośpiech” ma być tym słowem, które najlepiej opisze atmosferę naszych Świąt?

Pośpiech staje się naszym sposobem na życie, a szczególnie w okresie Świąt. Zakupy. Sprzątanie. Dekorowanie. Jedzenie. Koncert chóru. Zakupy. Rodzinne spotkania. Pieczenie. Zakupy. Pójście do kościoła. Wigilia w pracy. Adwentówka grupy kobiet. Jedzenie. Pakowanie słodyczy. Zakupy. Przygotowanie wystroju w biurze, w klubie, w kościele... Gwiazdkowa Niespodzianka. Zakupy. Jeżdżenie. Jedzenie.

A potem - pomiędzy godziną 17-tą, począwszy od dnia Wigilii, po godzinę 21-ą drugiego dnia Świąt - wizytujemy ciotkę Franię, dziadków, kuzyna Edka, drugich dziadków i wreszcie... po około 400 kilometrach drogi docieramy do domu, aby na krótko spocząć, przed naszym własnym świątecznym drzewkiem.

Za wiele tego, jak na jedną „cichą, świętą noc”. I nawet zabrakło nam czasu, żeby zapytać: Po co to wszystko? Osobiście, lubię odwiedziny (ale mam na to aż dwanaście miesięcy w roku!). Cieszą mnie kościelne imprezy, wspólne uczty i zabawy - jest miejsce i na to. Ale, jeśli nigdy nie zatrzymamy się wystarczająco długo, aby zastanowić się, zadumać tak jak Maria, to wszelkie nasze działania będą bezproduktywne.

A więc, może w to Boże Narodzenie, uda mi się znaleźć czas, aby przykucnąć na chwilę pod ścianą stajenki, albo przy ognisku (jak pasterze), albo nad przeczytaną historią biblijną... i pomyśleć trochę. Kim jest to Dziecko? Dlaczego Bóg posłał Je na świat? Jaki jest mój stosunek do Niego? Jak fakt Jego narodzin wpłynął na moje życie?


Wam też życzę takich radosnych rozważań!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.